Sen o Warszawie – II

Odcinek II
I wreszcie nadszedł nowy, kolejny dzień. Dziś oficjalnie rozpoczynam pracę z pierwszą drużyną CWKS Legia Warszawa. Niby wielkiej presji nie ma, bo jako trener drużyn młodzieżowych wielokrotnie miałem okazje zamienić kilka słów z graczami pierwszego składu, to jednak wiadomo. Teraz mam im szefować. Jak sobie pomyślę o tym to, aż ciarki mnie przechodzą. No ale cóż… Zachciało się trenerki. Budzik nastawiony na godzinę 7:00 rozległ się w pokoju.

„Mam tak samo jak Ty… Miasto moje a w nim!”

Ze zwierzęcą wściekłością wyłączyłem budzik w telefonie. Odwróciłem się na plecy, przecierając sobie delikatnie oczy. Przez okno do pokoju wdzierały się promyki słońca. Panowała piękna pogoda. W końcu było to lato, lipiec. Do pokoju wdarł się mój pies, york. Z trudnością wskoczył na łóżko i zaczął lizać twarz.

„Sraczu”! Ogarnij „kurva”, do jasnej cholery, weź przestań, złaź!

I on, ogarnąłem temat i zszedł, po czym zerwałem się na nogi. Jak co dzień wiadomo. Zacząłem od porannego prysznica i mycia ząbków. Na śniadanko ogarnąłem sobie jajecznicę na szynce. świetna sprawa. Później dzień jak co dzień – spacer ze „Sraczem”. Delikatnie chwyciłem za smycz, przypiąłem do obroży sympatyczną psinkę i wyszedłem na dwór. Mimo, że na zegarku była dopiero 7:00 to słońce dawało się we znaki. Do roboty miałem na 10:00 więc mogłem spokojnie spędzić ranek. O 07:30 wróciłem do domu. Pies padł zmęczony na swym słaniu i zasnął, a ja mając jeszcze czas wolny włączyłem tv. Jako pierwszy kanał wybrałem BOLSat, gdyż tam jak zawsze oglądałem program „Nowy dzień z BOLSat News”. Przedzieram oczy i nie wierzyłem, bo puszczali tam na okrągło powtórki z wczorajszej konferencji prasowej z udziałem mojej skromnej. Telewizyjny ekspert który dopiero co przeszedł z konkurencyjnej stacji Kanał Minus – Tomasz Smoczkowski opowiadał o mojej o sobie w samych superlatywach. Mówię sobie pod nosem… niesamowite. Ciort, wejdę zobaczyć co tam w sieci. Chwyciłem mojego czerwonego laptopa marki Aser i wstukałem moją ulubioną stronę – wpadlo.com. Pierwsza strona, zdjęcia i główny artykuł o mej osobie. Krzysztow Stanofski i jego paczka fajnie ogarnęli temat, doszukując się najcenniejszych informacji z mojego dotychczasowego życia piłkarskiego. Była też sonda z pytaniem: „Czy Franciszek Kanoute poradzi sobie jako trener Legii?

– No to mówię sobie, jak jesteś już na stronie to odpowiem szczerze, że poradzę sobie – klikając na pozycję pierwszą czyli „TAK”. Dosłownie po sekundzie wyskoczyły wyniki.

– O Panieeee. Najświętszy MegaWenszu9! Naprawdę? 78% ludzi na nie?! Co to ma kurva znaczyć?! No cóż, miło, że ludzie we mnie wierzą. Ja jeszcze im pokażę!

– Lekko zdenerwowany wszedłem jeszcze na tvittera. Miałem tam konto KanouteCWKS. Na profilu wpisał mi się niezmordowany wieczny talent – Mati Fieteska.

– Oooooooh!!! Ahhhhhh!!! Witaj trenerze, widzimy się na pierwszym treningu! Moc, energia, amfetamina! – Wpis ten poprawił mi lekko humor. Naładował pozytywną energią przed ciężkim dniem.

-Głupi wariat – pomyślałem z uśmiechem na ustach – Wylogowałem się z Tvittera, i przejrzałem e-maila. Była tam wiadomość od mojego brata, który mieszka w Mali – Josef Kanoute.

– Halo, halo. Witaj braciszku! Nieźle żeś się tam ustawił w tej Warszawie. Aż mnie duma rozpiera, że mam takiego przysłowiowego „pudziana” w rodzinie. Zadzwoń do ojca, strasznie się przejął wczorajszym wydarzeniem. Żebyś go widział jak płakał, gdy usłyszał, że będziesz trenować wielki CWKS. Do mamy też się odezwij, w ogóle wszyscy za Tobą tęsknią. Strasznie długo w kraju Cię nie było, wiesz już kiedy nas odwiedzisz? Odpisz, będę wieczorem. Od wczoraj jesteś na ustach całego Mali! Dawno nie było szkoleniowca w europejskim klubie z naszego państwa także sąsiedzi z plemienia „Traore” nawet nam gratulują. Trzymaj się i powodzenia!

– Dobra, dobra, zadzwonię wieczorem – odpowiedziałem w myślach. Spojrzałem na zegarek, była godzina 9:35 więc cóż.- No, czas się zbierać. – Wyłączyłem laptopa, wziąłem ze sobą klucze i telefon. Pożegnałem się z psem przed wyjściem i ruszyłem w stronę mego wozu zaparkowanego na podjeździe. To był stary Opel Astra z rocznika 2003. No cóż. Demon prędkości to to nie jest, warty około 5000 zł, ale co ja mogłem dostać za pensje trenera kadry juniorskiej? Więc nie pozostało mi nic innego jak tylko to, abym Odpalił silnik. Zapiąwszy pasy, słuchając Czesława Niemena, ruszyłem ostro z piskiem opon prosto pod stadion.

*****

Poprzednie epizody:

  1. http://weszlo.com/Trybuna/sen-o-warszawie-i/
1
0
Zdjęcie profilowe Kub3n$ Kub3n$

KOMENTARZE ()