Reca i spółka

Obowiązującą narracją odnośnie naszego reprezentacyjnego obrońcy występującego w Premier league, staje się ostatnio stwierdzenie iż opłaciło się na niego stawiać, nikt już nie śmie wypomnieć selekcjonerowi uporu przy stawianiu na niegrajacego zawodnika.

Trener może wypiąć pierś i stwierdzić : wyszło na moje . Nawet jeśli nie oficjalnie, do mediów, to przynajmniej w domu przed lustrem.

Pytanie jednak czy byłoby to rozsądne i uzasadnione zachowanie ?

Rozumiem, że : „gdyby babcia miała wąsy to by była dziadkiem”, jak również: „kto nie ryzykuje, nie pije szampana”.

Pytanie jednak czy gdy na chwilę zapomnimy o tych skądinąd sympatycznych powiedzonkach , to czy rzeczywistość nam odrobinę nie zaskrzeczy ?

Bo oto trener uparcie, a więc do końca trwania okresu „testowego” przed eliminacjami, stawia na zawodnika niegrajacego w klubie.

Jego obecność w jedenastce Southampton zostaje spowodowana li tylko i wyłącznie zmiana trenera ( stawiam taka teze, nie trzeba się z nią zgadzać, ale ja żadnych innych przesłanek do zmiany owczesnej  sytuacji nie zauważyłem).

Zastanowmy się przez chwilę jak nasza sytuacja wyglądałaby w przededniu teoretycznie najtrudniejszego meczu z najsilniejszym rywalem, w razie braku zmiany trenera w Southampton.

Najprawdopodobniej wychodzimy para Glik-Bednarek , gdzie jeden jest w beznadziejnej formie, macza palce przy większości straconych bramek, przynajmniej jeśli wierzyć słowom Tomasza Smokowskiego.

Drugim stoperem byłby niegrajacy od mistrzostw świata zawodnik i to na newralgicznej pozycji, która wybitnie nie toleruje braku ogrania.

Załóżmy jednak, że selekcjoner decyduje się na inny wariant i wystawia kogoś grającego regularnie, np. Kaminskiego (fanem jego zdecydowanie nie jestem, żeby nie było:).

Chłopak jest wsadzony na minę w być może najcięższym meczu eliminacji, gdzie zapewne obrońcy będą mieli co robić, a za partnera będzie miał co prawda opoke, ale niestety nie w  najwyższej formie.

Ktoś powie: hazard. Trener postawił na Bednarka i na koniec opłaciło się.

Pytanie czy nie można było ogrywać kogoś innego, a w razie sytuacji podbramkowej mielibysmy zawodnika, który może nie narobilby w portki przed pierwszym gwizdkiem.

To jednak co się udało z Bednarkiem, nie wyszło z kolejnym uparcie powoływanym kadrowiczem mimo braku gry.

Sytuacja cudownie się nie odmieniła, trener się nie zmienił,  nasz rodak nadal ma problem z załapaniem się nawet do szerokiego składu.

Nie przeszkadza to selekcjonerowi nadal, tak jak nie przeszkadzalo wcześniej i sytuacja w kadrze pozostaje klarowna („czasy się zmieniają, ale pan zawsze jest w komisjach).

Rozumiem, że lewa obrona to nasz odwieczny problem, rozumiem, że często musimy tutaj szyć, a efekt zazwyczaj jest mizerny. Ale do …..  nędzy, czy nie można było przez dostępny okres ogrywać tam Kedziory, Olkowskiego, Gumnego(no dobra jego możemy dopiero teraz, ze względu na kontuzje) i kogo tam by selekcjoner sobie nie wymyslil, a Beresiowi zostawić już to miejsce na prawej obronie na stałe, jak Piszczkowi (i nie traktować chłopaka, który ma być ważnym ogniwem tej druzyny, jak zapchajdziury).

Co najsmieszniejsze, a o czym prawie nikt nie wspomina, Bereś również jest daleki od swojej optymalnej dyspozycji i ostatni mecz, nie pierwszy raz zresztą,  rozpoczął na ławce rezerwowych.

Na dokładkę teraz dostanie lewą obronę.

Tym razem kasyno wygralo, Reca przyspawany do lawki (lub trybun) pozostał, pytanie czy nie można było powolac chłopaka dopiero jak zacznie grać w piłkę, a do tego czasu dać szansę innym ?

Argument, że nie ma alternatywy trafia do mnie tak samo (czyli wcale) jak powiedzenie iż Kuba grać musi, bo lepszych nie ma.

Skoro nie ma alternatywy dla gościa, który rozegrał w tym roku dwadzieścia pare minut, to może jeszcze bardziej niż nad obsadą lewej strony, trzeba się zastanowić nad sobą…

Ps. Dzięki Kamil

 

 

 

 

1
4
Zdjęcie profilowe Raducioiu Raducioiu

KOMENTARZE ()