REALny sabotaż.

Wiadomość o zakontraktowaniu nowego szkoleniowca przez zespół Królewskich była tak samo niespodziewana, jak ta, na którą zdecydował się ogłosić chwilę wcześniej Zidane. Według medialnych spekulacji następcą Francuza miał być były szkoleniowiec Porto. Trafiły, jeśli chodzi o klub, w którym pracował, natomiast samo nazwisko nowego trenera już nie było celnym strzałem.

Choć od dnia rezygnacji z posady poprzednika minęło trochę czasu, a dziennikarze i kibice przeganiali się podsuwając kolejne CV pod nos Perezowi to chyba nikt nie wpadł na tak ekstrawagancki pomysł, aby na stołku w Madrycie posadzić obecnego (teraz już nie) selekcjonera Hiszpanii. Na ten pomysł wpadł natomiast sam zainteresowany.

Julen Lopetegui niedawno przedłużył umowę z kadrą narodową, a więc wydawało się, że jedyne, co zaprząta Hiszpanowi głowę to wyjściowa XI na pierwsze spotkanie w Rosji. Jednak na dwa dni przed pierwszym spotkaniem przeciwko Portugalii włodarze hiszpańskiej federacji zadbali o jego wewnętrzny spokój zrywając z nim umowę. Moim zdaniem jest to najlepsza spośród najgorszych decyzji, bo jaka decyzja w tej sytuacji była by korzystniejsza?

Pozostawienie go na stanowisko pokazałoby, jak beznadziejna jest pozycja reprezentacji względem poszczególnych klubów. Każdy ewentualny występ zawodnika Realu byłby oceniany nie przez pryzmat umiejętności, czy zadań, jakie ma do zrealizowania na boisku, a jedynie przez to, że to zawodnik, którego trenerem będzie tuż po mundialu.

Sam fakt, że wszystkie rozmowy miały miejsce za plecami osób, które powinny, a przynajmniej tak im się wydaje, być jednymi z tych, którzy będą mieli ostatnie słowo w całym tym zamieszaniu związanym ze zmianą barw przez Lopeteguiego stawia go na przegranej pozycji.

Cała burza nie miała by natomiast miejsca, gdyby było odwrotnie i zamienił by Real na kadrę. Wtedy tłumaczenie wygląda inaczej. Wiadomo nie od dziś, że praca w kadrze to coś na co każdy szkoleniowiec czeka.

Gdyby był u schyłku kariery i byłaby to ostatnia jego szansa na pracę w jednym z największych klubów na świecie, ale tak nie jest. Jednym z argumentów na pewno były finanse, ale nie był to główny motyw kierujący tym szkoleniowcem. Fakt, żę zmienisz pracę na taką, która jest szczytem góry, bo jak inaczej nazwać pracę w klubie, który po raz trzeci z rzędu okazał się najlepszym klubem w Europie, a jak dobrze pójdzie, przy odrobinie szczęścia może to powtórzyć po raz kolejny i to przy twoim wymiernym udziale powoduje, że spojrzenie na całą resztę otaczających nas spraw jest zamazane.

Podsumowując, Florentino Perez pokazał, że nie ma praktycznie żadnej sprawy, której nie jest w stanie rozwiąać. On jest zwycięzcą w całym tym zamieszaniu. Szybka reakcja federacji sprawiła, że znaleziono osobę, która jest w nie udźwignąć powierzony sobie ciężar. Jedynym przegranym całej tej sytuacji jest ustępujący selekcjoner, który pokazał, jak krucha jest posada trenera w obecnych czasach. Pokazł, że nie wie, co to odpowiedzialność, a jedyne, o co tak na prawdę starał się od początku swojej pracy to zrobienie dobrze własnemu ego. To jedyne pole, na którym odniósł sukces.

M.K

1
2
Zdjęcie profilowe maciek1999k maciek1999k

KOMENTARZE (2)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Kucharz

Dlaczego zakładasz, że wygrało ego Lopeteguiego? Postąpił tak, jak postąpiłaby zdecydowana większość na jego miejscu. Jak to powiedział kiedyś pewien piłkarz: „Gdy podjeżdża pociąg o nazwie Real, nie masz wyjścia, musisz wsiąść”.
I to właśnie Lopetegui zrobił, wykorzystał szansę, której w przyszłości może nie mieć. Inną sprawą jest jak sobie poradzi na stołku Realu, bo może być tak, że w grudniu będzie szukał pracy.
Niemniej, naprawdę nie wiem, czemu wszyscy zakładają, że wszyscy nagle dostaliby masowego pierdolca z Lopetegium włącznie, gdyby miał dwie fuchy. A technicznie rzecz biorąc, drugą by rozpoczął po zakończeniu pierwszej.
Najmniej popisał się Rubiales z tym swoim tłumaczeniem: „Liczy się dobro federacji”… dlatego wypieprzył dzień przed mundialem selekcjonera. Ehe.

Voitcus

Myślę, że Lope coś tam nie miałby problemów, żeby oddzielić jedną sprawę od drugiej, bo przez najbliższy miesiąc nie będą specjalnie kolidować. Czy hiszpańscy gracze Realu będą jakoś grali więcej (żeby zwiększyć wartość rynkową)? Raczej nie, Real nie jest drużyną, która sprzedaje. Czy z kolei będą oszczędzani, żeby się nie zmęczyli? Nie bardziej niż Ronaldo, Kroos czy Marcello. Moim zdaniem można było się z tym wstrzymać, a za miesiąc te dwie sprawy rzeczywiście by kolidowały.
I tu chyba o to chodzi, on właśnie przedłużył umowę, a odchodzi. Dziwne to, myślę, że po prostu ktoś się z kimś nie dogadał.

wpDiscuz