Image and video hosting by TinyPic
Quo vadis, Calcio?
Trybuna

Quo vadis, Calcio?

Materazzi i Rui Costa w czasie pamiętnego ćwierćfinału Ligi Mistrzów

Materazzi i Rui Costa w czasie pamiętnego ćwierćfinału Ligi Mistrzów


                Jest przełom wieków. Najlepsi piłkarze świata nie myślą o transferze do Premier League, grze dla PSG, czy bawarskim Oktoberfest, a nawet słoneczna Hiszpania nie jest dla nich najatrakcyjniejszym kierunkiem. Ronaldo, Zidane, Maldini, Del Piero. Mało? Vieri, Szewczenko, Totti, Nedved. Ciągle mało? Batistuta, Cafu, Nesta, Cannavarro, Buffon, Veron, R. Baggio, Thuram, Stam, Zanetti, Weah. Wszyscy praktycznie w jednym czasie, w jednej lidze. Laureaci Złotej Piłki, mistrzowie świata, bohaterowie rekordowych transferów, najjaśniejsze gwiazdy swoich reprezentacji, a to tylko szczyt listy długiej jak Wielki Mur. Za nimi kolejka graczy niemniej kultowych, a każdy z nas śmiało bez problemu dopisałby do tej litanii kilka, jak nie kilkadziesiąt, innych nazwisk swoich ulubieńców. Najlepsi trenerzy na czele z Lippim, Ancellotim i Capello, wspierani przez charyzmatycznego i niezapomnianego Pierliugiego Collinę biegającego z gwizdkiem oraz swoją charakterystyczną łysiną, dopełniają obraz włoskiej supremacji w tamtych czasach… Rok 2017. Ostatnim piłkarzem biegającym na co dzień po włoskich boiskach, który zbliżył się do Złotej Piłki (pierwsza 5.) jest Wesley Sneijder. Włoska reprezentacja pierwszy raz w historii plasuje się w rankingu FIFA niżej niż nasze Orły lub jak kto woli kadra PZPN. Triumf w Lidze Mistrzów? Łabędzi śpiew Interu Mediolan w 2010. Nawet dominującemu na krajowym podwórku Juventusowi, walka z  europejską czołówką sprawia spore problemy, chociaż dojście do obecnego momentu turyńczycy mogą uznać za sukces. Sędziowanie mizerne, a ostali się jedynie trenerzy, jednakże już nikt nie wskazuje ich jako absolutnego topu, który okupują obecnie Mourinho, Klopp, czy Guardiola. Co stało się z włoską piłką nożną? Jakie są tego przyczyny? Czy Włosi mają pomysł na wyjście z kryzysu? A w końcu, Quo vadis, Calcio?

 


Dominacja

                Zanim na polskich balkonach zaczęły powiewać flagi katalońskich separatystów i bojowników o wolność, a słowo „hala” kojarzyło się jedynie z budynkiem o dużej kubaturze. Zanim zamiast ropy rurociągami zaczęły płynąć petrodolary, a Azjaci nie zdążyli jeszcze oszaleć na punkcie spadkobierców Vinniego Jonesa i Gazzy. W końcu zanim europejska waluta nie zaczęła ciągnąć na dno włoskiej gospodarki, były czasy, w których to większość dzieciaków na podwórku nosiła „ryneczkowe” koszulki zespołów pochodzących z Półwyspu Apenińskiego. Do początku XXI wieku Serie A mogła uchodzić za najsilniejszą ligę na świecie. I to raczej bezdyskusyjnie. W czasie, gdy Milan i Juventus seryjnie dochodzili do finałów Ligi Mistrzów, inne włoskie ekipy zawłaszczyły sobie nieistniejący już Puchar UEFA niemalże na własność. W Pucharze Zdobywców Pucharów również potrafili dojść do głosu, a ostatnim triumfatorem w 1999 było Lazio Rzym, które w finale po golach Vieriego i Nedveda pokonało hiszpańską Mallorcę. Marchegiani – Pancaro, Nesta (k), S. Mihajlović, Favalli, D. Stanković (56 min. Sergio Conceicao), Almeyda, Mancini (90 min. Fernando Couto), Nedved (84 min. Lombardo), Salas, Vieri, to skład jakim wtedy dysponowało Lazio. Sama śmietanka. Właściciele włoskich klubów sypali pieniędzmi z worków bez dna, zanim jeszcze Florentino Perez otworzył nowy rozdział historii piłki nożnej i rozpoczął erę Galacticos.

Okładka albumu Panini Calciatori 1998-99

Okładka albumu Panini Calciatori 1998-99

               Obecnie  ich sytuację można porównać do mieszanki dominacji hiszpańskich ekip z La Liga w europejskich rozgrywkach oraz rozrzutności włodarzy angielskich drużyn, których konta zasilane są kosmicznymi sumami z kontraktów do praw telewizyjnych. Kto bardziej zdominował międzynarodową scenę w swoim okresie zarówno na polu sportowym jak i finansowym? Pytanie ciężkie i wymagałoby raczej analizy w osobnym artykule. Niemniej Serie A było obiektem westchnień wielu piłkarzy, a gra nie tylko dla Milanu, Juventusu, czy Interu, ale także Lazio, Fiorentiny, Parmy, Romy mogła wydawać się spełnieniem sportowych marzeń dla wielu ówczesnych piłkarzy. Również włoska reprezentacja, pomimo że niejednokrotnie zawodziła, zawsze była zaliczana do najgroźniejszych i najbardziej niewygodnych rywali na czempionatach. Co prawda zwieńczenie tej epoki dla Squadra Azzurra przyszło z paroletnim opóźnieniem na niemieckich boiskach, gdy część z najwybitniejszych piłkarzy była już u schyłku kariery, ale po drodze były przecież medale w USA, czy na boiskach Belgii i Holandii. Również wtedy A.C. Milan potrafił jeszcze wcielić się w rolę hegemona, głównie za sprawą doświadczonych włoskich piłkarzy jak Maldini, Gattusso, Inzaghi, Pirlo, Nesta, czy Costacurta, i w latach 2003-2007 trzykrotnie zagrać w finale najbardziej prestiżowych europejskich rozgrywek klubowych, dwukrotnie zwyciężając. Trzeci triumf niemalże własnoręcznie wydarł im z rąk Jerzy Dudek, bezlitośnie grzebiąc ich szanse na ostateczny triumf w 2005 roku na stadionie w Stambule dopiero w serii rzutów karnych. Historii potwierdzających wspomnianą dominację włoskiego calcio na przełomie wieków można mnożyć niemalże bez liku.

Włoski styl życia

                W 2008 roku światową gospodarką wstrząsnął kryzys. Okazało się, że przyznawanie kredytów na prawo i lewo przy kiepskiej wydolności kredytobiorcy, to raczej słaby pomysł. O ile większość światowych gospodarek otrząsnęła się i otrzepała z kurzu, tak włoska do tej pory ma problemy, a analizy ekspertów często nie pozostawiają złudzeń. Włosi jako naród mają wiele przywar, z resztą który naród ich nie ma. Jednak te ichniejsze mają ogromny wpływ na prosperowanie gospodarcze kraju. Roszczeniowość, lenistwo, olewactwo, to główne i wymienione naprędce powody, które spowalniają włoską gospodarkę, ale można znaleźć ich dużo więcej. Średnio wychodzi im też planowanie przyszłości oraz analizowanie przyszłych skutków podejmowanych przez nich decyzji. A może inaczej. Mają świadomość, że będzie źle, ale niezbyt się tym przejmują. Ważne, aby teraz było dobrze, a najlepiej z fajerwerkami, a co będzie jutro to będzie jutro. Do tego pogrążyło ich nieszczęsne euro, zastępując taniego lira. Właśnie taką, typową dla Włochów, postawą wykazywali się również właściciele włoskich klubów na przełomie wieków. Opcje były dwie. Pierwsza z nich to posiadanie bogatego sponsora, który wykładał własne pieniądze na funkcjonowanie drużyny. Najbardziej jaskrawy przykład to bez wątpienia Inter Massimo Morattiego, będącego właścicielem firmy Saras. Również czerwono-czarna część Mediolanu mogła liczyć na hojnego właściciela. Ba! Owym właścicielem był nie kto inny jak sam Silvio Berlusconi, wielokrotny i wieloletni premier Włoch. Moratti wówczas potrafił sypać pieniędzmi na lewo i prawo jak nie przymierzając arabski szejk, czy chiński biznesman. Drugą opcją były, a jakże, kredyty. Zmora nie tylko właścicieli klubów piłkarskich, ale także wielu zwykłych ludzi, czy nawet poważnych firm i spółek. Potęga Lazio zbudowana przez Cragnottiego jak szybko powstała, tak szybko runęła. W klubowej kasie powstała ogromna dziura, z którą do tej pory walczy obecny prezes Claudio Lotito. Parma i Fiorentina to kolejne zespoły z topu, które na początku tego wieku musiały stanąć twarzą w twarz z ogromnymi kłopotami finansowymi. A przecież Parma potrafiła triumfować chwilę wcześniej w rozgrywkach Pucharu UEFA mając w składzie Buffona, Crespo, Chiese, Balbo, Veron, Cannavaro, Thurama, czy D. Baggio. Nagromadzenie gwiazd, które normalnie powinny walczyć o najwyższe laury w Lidze Mistrzów, a wtedy ‚zaledwie’ uczestnicy Pucharu UEFA. Jednak skandal związany z prezesem Tanzim, właścicielem włoskiego koncernu spożywczego Parmalat, głównego sponsora drużyny piłkarskiej, sprawił, że Parma przestała kojarzyć się ludziom z dobrym futbolem, a miasto musiało liczyć tylko na sery i szynkę jako dobrą promocję regionu i magnes na przyjezdnych. Gwiazdy opuściły parmeńską drużynę głównie na rzecz krajowych rywali, a ta w niedługim czasie zaczęła pikować w dół.

Parma 1998-99 - Coppa Italia

Parma 1998-99 – Coppa Italia

                Echa hulaszczej polityki transferowej, jeśli nie były natychmiastowe i spektakularne jak w przypadku Lazio i Parmy, tak dały znać o sobie po latach. Mediolańscy potentaci, dzisiaj mogą uchodzić za skarlałych mocarzy, którzy przy pomocy chińskich pieniędzy będą próbowali wygrzebać się z marazmu. O ile Milan uwierzył w długowieczność oraz niemalże nieśmiertelność swoich liderów i legend, o tyle w którymś momencie przeliczył się, pozbył się Shevy i Kaki, pieniądze rozpłynęły się w wyniku kiepskich decyzji i nagle klub obudził się w nowej dużo trudniejszej rzeczywistości. Głównego winowajcę wielu kibiców upatrywało w Adriano Gallianim, który gdzieś zatracił iskrę, dzięki której przez lata utrzymywał Milan na szczycie. Również Berlusconi zaczął poświęcać znacznie mniej uwagi swojemu klubowi, oddając część władzy w ręce córki Barbary, którą zadanie związane z zarządzaniem klubem sportowym znacznie przerosło. Inter to nieco inny przypadek. Majątek Morattiego w ciągu kilkunastu lat skurczył się kilkukrotnie. Oprócz kiepskiej koniunktury gospodarczej, wpływ na to na pewno miały wydatki związane z realizacją obsesji, która opętała włoskiego biznesmena, a mianowicie chęć dorównania ojcu i zdobycie upragnionego Pucharu Mistrzów Europy. Ronaldo? Proszę bardzo. Vieri? Jest i on. Ibra i Vieira? Juventus się posypał, więc i są. Dowolny wymysł trenera, chwila, dwa przelewy i już możemy bookować salę konferencyjną. Najlepszy trener na świecie w danym okresie? Mourinho melduje się w Mediolanie. Efekty takiej polityki? Lata bez większych sukcesów, chwilowa dominacja na murawach Serie A przy kiepskich wynikach na europejskich stadionach, aż wreszcie upragniony triumf w Lidze Mistrzów w sezonie 09/10, a nawet potrójna korona jako pierwszy włoski klub w historii. Zapomniałbym dodać najważniejszego, wypalona ziemia, na której po 2010 udało się wyhodować jeden mizerny sukces w postaci Coppa Italia i to też dawno temu, bo w 2011. Później całkowita posucha, a nawet sezony bez gry w europejskich pucharach. Większość przypadków włoskich zespołów łączy jedno… Typowo włoskie „tu i teraz”. Wyniki miały być natychmiastowe, najlepsi piłkarze, kosmiczne pieniądze, wszystko po to, aby móc rywalizować nawet nie tyle w europejskich pucharach, co na własnym  krajowym podwórku. Myślenie o przyszłości? Po co? Włosi zajęci byli pompowaniem mydlanej bańki, która była piękna, ale jednocześnie jak się okazało bardzo delikatna. Przestarzałe stadiony, zaniedbana infrastruktura, kiepski system szkolenia młodzieży, brak wypracowania umów sponsorskich i telewizyjnych, to tylko główne grzechy włoskich włodarzy. O jednym klubie jednak tutaj nie wspomniałem do tej pory…

Gwóźdź do trumny – Calciopoli

                Katharsis, ten termin najlepiej opisałby to, co spotkało Juventus w ostatnim 10-leciu. Ale od początku. Jak to we Włoszech, wszędzie i we wszystkim siedzi mafia. Wystarczy zapytać statystycznego Włocha. Więc i świat piłki nie mógł uciec przed tym tematem. Tam gdzie są pieniądze, tam zaraz pojawia się grupa ludzi chcących zgarnąć jak najwięcej dla siebie. I nieważne, czy będzie to  sycylijska mafia, czy chińscy bukmacherzy, czy demonizowana postać jednego z dyrektorów danego klubu. Celowo pomijałem do tej pory temat Calciopoli. Afera, która światło dzienne ujrzała w maju 2006 roku, w przeddzień Mistrzostw Świata u naszych zachodnich sąsiadów, wstrząsnęła włoskim futbolem tak bardzo, że wielu wieszczyło najbardziej pesymistyczne historie, nawet takie jak dyskwalifikacja włoskiego futbolu zarówno ze struktur FIFA jak i UEFA. Gdy cały piłkarski świat debatował, co stanie się z włoską federacją i klubami, włoscy piłkarze na przekór wszystkim udowodnili, że w piłce nożnej liczą się głównie ci, którzy biegają po murawie za balonem w skórze, a nie panowie zasiadający przy zielonym stoliku w swoich gabinetach w Szwajcarii, Francji, czy Włoszech. Zdobyli upragniony tytuł, zjednoczeni, niczym starożytni gladiatorzy pokrzepiający zatroskanych rodaków. Zawodnicy reprezentujący na co dzień barwy Juventusu, Milanu, Romy, Interu i innych drużyn uwikłanych w rzekome ustawianie meczów. Rzekome, gdyż ostatnie rozstrzygnięcia z sal sądowych przeczą procederowi. Pokazali, że oni w tym, co się działo przez lata we włoskim futbolu, mieli najmniej do powiedzenia. Chyba jednak należałoby ująć to inaczej, aby nie podważać ich roli. Niekoniecznie musieli być uwikłani w to, co się działo w gabinetowych kuluarach i na rozpalonych do czerwoności liniach telefonicznych.

Włosi celebrują Mistrzostwo Świata 2006

Włosi celebrują Mistrzostwo Świata 2006

                Były chwile wielkiej i raczej niespodziewanej radości, jednak musiały przyjść również kary związane z zarzutami o ustawianie meczów. Kto był winny, czy wyroki były słuszne i sprawiedliwe, nie mnie oceniać, gdyż nadal trwa przerzucanie się wnioskami apelacyjnymi, a sądy zmieniają wyroki. Jednak pewnych rzeczy już nie można cofnąć, a to one miały wpływ na to, gdzie obecnie znajduje się calcio. Efekt końcowy calciopoli, Juventus (uznany za głównego winowajcę) pozbawiony dwóch tytułów i zdegradowany do Serie B. Towarzystwa dotrzymać miały mu Lazio oraz Fiorentina. Milan oberwał jedynie ujemnymi punktami. Ostatecznie z Serie A musiał pożegnać się tylko Juventus, gdyż Lazio i Fiora dzięki odwołaniu się od wyroku otrzymały jedynie minusowe oczka.  W wyniku tej decyzji Inter stał się jedynym klubem grającym nieprzerwanie w Serie A od momentu jej założenia. Przykre, że w takich okolicznościach. Później wyszło na jaw jeszcze jakoby właśnie Inter w czasach prezydentury Giacinto Facchettiego również brał udział w procedurze wywierania nacisków na sędziów, ale sprawa został uznana za przedawnioną. Jak widać w takim przypadku każdy z czołowych klubów wywierałby naciski na grono sędziów. Które z owych nacisków były najbardziej skuteczne, już najpewniej się nie dowiemy. Jednak cóż z tego, to Włochy, nie wszystko musi być logiczne i zrozumiałe, w kraju gdzie ludzie strajkują, bo automat do kawy nie działa. W wyniku Calciopoli włoska piłka klubowa niemalże runęła w gruzach. Ostały się jedynie Inter i Roma, które przez kolejne 4 lata walczyły o Scudetto, a zwycięską ręką wychodzili mediolańczycy. Milan prowadzony przez Kakę co prawda zdobył jeszcze Puchar Ligi Mistrzów w 2007, a Inter powtórzył ten wyczyn w 2010, ale były to ostatnie przebłyski włoskich drużyn, wykonane siłą milenijnego rozpędu.  Gwóźdź do trumny został wbity przez samych Włochów, nikt nie musiał im w tym pomagać. Źle. Trumna została zabita stertą gwoździ, włożona w 25-metrowy grób i zasypana tonami piachu.

Katharsis po włosku

                Jest rok 2012, po wielu latach Juventus powraca na szczyt tabeli. Zdobywa długo wyczekiwane Scudetto, tym razem już bez dociekania, czy w mniej, czy w lub bardziej uczciwy sposób. Można by rzec, cały na biało, odrodzony, pozbawiony demonów przeszłości. Rozsmakowali się w tym tak bardzo, że teraz w 2017 roku są na jak najlepszej drodze do zdobycia szóstego tytułu z rzędu, co jest rezultatem godnym najwyższego podziwu. O ile turyńczycy nawet w dobie szalonych lat włoskiego calcio nie wychylali się za bardzo pod względem rozrzutności, tak dzięki doskonałemu planowi odbudowy nakreślonemu przez włodarzy niezwykle szybko powrócili na szczyt w hierarchii włoskiego futbolu i to przy doskonałych wynikach finansowych. Dla wielu zespołów degradacja w takiej atmosferze okazałaby się pocałunkiem śmierci. Z klubem pożegnało się kliku kluczowych graczy z Ibrahimoviciem i Vieirą na czele, ale pozostali m.in. Del Piero, Nedved, Buffon, czy Trezeguet. Śmiem wątpić, aby teraz w momencie degradacji czołowego hiszpańskiego lub angielskiego zespołu jego największe gwiazdy zostały w nim. To chyba ta cecha, za którą większość kibiców kocha Serie A. Przywiązanie do barw, piękne klubowe kariery, zatrzęsienie legend jak grzybów po deszczu. Przecież to miejsce gdzie na stałe swój ślad w świadomości kibiców pod każdą szerokością geograficzną i w historii futbolu wyryły takie legendy jak Del Piero, Maldini, Zanetti, czy grający do tej pory Totti. Degradacja otworzyła również drzwi do pierwszego składu Juve piłkarzom takim jak Chiellini, Marchisio, czy też Giovinco. Wielce prawdopodobne jest, że bez tego dzisiaj byliby w zupełnie innym miejscu. Los chciał, że w 2010 roku pojawił się w Turynie Giuseppe Marotta. Z perspektywy czasu okazało się, że był to wyśmienity ruch prezesa Agnelliego. Po pierwszym dość nieudanym sezonie pracy, warto wspomnieć, że Juventus zajął wtedy dopiero 7. miejsce, najgorsze od momentu powrotu do Serie A, Marotta zdecydował się na dość odważny ruch. Prowadzenie drużyny powierzył Antonio Conte, byłemu piłkarzowi Juventusu i reprezentacji Włoch, można rzecz śmiało, że klubowej legendzie już wtedy. Efekty były piorunujące i nie trzeba było na nie długo czekać. Już w pierwszym sezonie pracy Conte odpłacił się swojemu dyrektorowi najlepiej jak tylko mógł i sprawił, że po kliku niezwykle długich dla kibiców Bianconerrich latach, tytuł mistrzów Włoch powrócił do Turynu. Jednak to nie był koniec, gdyż Conte dzięki swojej taktyce 3-5-2 sprawił, że klubowa gablota z roku na rok robiła się coraz bardziej okazała. Mimo pasma sukcesów Conte uznał po sezonie 2013/2014, że jego czas na turyńskiej ławce dobiegł końca i podjął się misji przywrócenia pełnego blasku włoskiej reprezentacji, a na jego miejsce postanowiono ściągnąć Massimilliano Allergiego. Początkowo nie wszyscy kibice byli zadowoleni z decyzji Marotty. Głównym zarzutem przeciwko Massimo były kiepskie wyniki podczas jego przygody w Milanie, a właściwie głównie w jej ostatniej części oraz obawy przed tym zmianą taktyki i zaprzepaszczeniem pracy wykonanej przez Conte. Jednak i tym razem Marotta trafił w dziesiątkę. Przygoda Conte z reprezentacją nie zakończyła się happy end’em, jednak nie ma co winić tylko i wyłącznie obecnego trenera Chelsea, gdyż właśnie pokazuje, że na swoim fachu zna się jak mało kto. Natomiast Allergi poprowadził już w pierwszym sezonie pracy prosto do finału Ligi Mistrzów, w którym Juventus nie dał rady Barcelonie. Jak dobrze wiemy ta od wielu lat zalicza się do najściślejszego europejskiego topu. Juventus dopiero nieśmiało zaczyna pukać do bram najpotężniejszych, chce wrócić na vipowską imprezę, na której sam niegdyś rozdawał karty. Obecny sezon ma być dla nich przełomowy i stanowić potwierdzenie ogromnych aspiracji. W zeszłym roku stanął im na drodze inny potentat z bawarskiej stolicy, ale w tym uzbrojeni po zęby za pieniądze uzyskane ze sprzedaży Pogby nie zamierzają żegnać się z elitarnymi rozgrywkami tak szybko. Jednak wyniki sportowe to nie wszystko. Również te finansowe idą z nimi w parze i to bez hojnego wsparcia arabskich bogaczy jak w Manchesterze City, PSG, czy Barcelonie lub nagłego pojawienia się bogatego filantropa. Juventus jako pierwszy włoski klub zbudował nowoczesny stadion, odpowiadający współczesnym standardom i generujący realny i spory zysk z dnia meczowego. Inter i Milan do tej pory siedzą na San Siro będącym własnością miasta. Lazio i Roma gnieżdżą się na przestarzałym stadionie olimpijskim z bieżnią. O innych włoskich klubach nie ma nawet co wspominać. To inna półka. Jednak to problem ogólnokrajowy stanowiący pokłosie kryzysu gospodarczego, o którym była mowa wcześniej. Doskonałe wyniki finansowe sprawiają, że Juventus uczony doświadczeniem lat wcześniejszych nie żyje ponad miarę. Wydaje tyle ile może, a bardziej ile powinien, co w obecnych czasach nie stawia go na faworyzowanej pozycji.

Juventus Stadium

Juventus Stadium

                Nomen omen cała afera Juventusowi wyszła na dobre. W wyniku zawieruchy związanej z Calciopoli zbudowali niezwykle solidne fundamenty, na których oparte są ich dzisiejsze sukcesy. Nowy rozdział rozpoczęty w 2006 roku po 10-latach domknął się serią 5 kolejnych mistrzostw. Jednak wszyscy czekają na kropkę nad „i” w postaci triumfu w Lidze Mistrzów. Czy to możliwe w  najbliższych latach? Odpowiem pytaniem. A czy w 2006 roku ktoś zakładał, że za 10 lat Juventus wyda lekką ręką prawie 100M euro na króla strzelców Serie A, a bramce nadal czarował będzie Gianluigi? Pewnie znalazłoby się paru takich, ale większość  by ich wyśmiała. Juventus to w mojej opinii jedyny zespół, który może przeciwstawić się hiszpańskiej dominacji, angielskim pieniądzom i bawarskiej solidności i przełamać marazm, który ostatnio zapanował na europejskiej scenie klubowej.

Quo vadis, Calcio?

                Juventus dał sygnał dla ligi włoskiej. Pokazał wzorzec, za którym inne włoskie kluby powinny podążać. I w tym należy upatrywać nadziei na odbudowę włoskiej piłki. Doskonały przykład to malutkie Sassuolo. Zespół, który właśnie rozgrywa dopiero swój czwarty sezon w najwyższej włoskiej klasie, nie szastający pieniędzmi, kierowany według zasad przyświecających również włodarzom Juventusu. Nie bez przyczyny stanowi on swoistego rodzaju filię ekipy z Turyny. Tutaj szlif zdobywają  i zdobywali wypożyczeni z Juve piłkarze. Chociażby jak Simone Zaza, Richmond Boyake, czy Domenico Berardi. Rozsądna polityka transferowa polegająca na promowaniu piłkarzy, wsparta środkami Mapei przynosi zaskakująco dobre efekty, a drużyna nie musi drżeć o swoje być albo nie być w Serie A. Do tego doskonałą pracę wykonuje trener Eusebio Di Francesco, który jest nową nadzieją włoskiego środowiska piłkarskiego na zastąpienie legendarnych Lippiego, Trapattoniego, czy Capello.  Co prawda Neroverdi nie mają własnego obiektu i mecze zmuszeni są rozgrywać w odległym o 25km Reggio Emilia na Mapei Stadium, ale nadal nie jest to tak abstrakcyjna sytuacja jak mecze Górnika Łęczna na stadionie miejskim w Lublinie. Zapewne, gdy nadejdzie odpowiednia pora władze klubu jak i Mapei zdecydują się na budowę stadionu. Również inne włoskie ekipy jak Empoli, Cagliari, czy Bologna po okresie niezbyt rozsądnego zarządzania na początku wieku postawiły na pracę u podstaw i stopniowy rozwój. Często przy wsparciu zagranicznego kapitału, ale już z innym podejściem, mogą powoli pracować na odbudowanie pozycji włoskiego futbolu. W Udinese pracują ludzie pod przewodnictwem Giampaolo Pozzo, który zbudował całkiem sporych rozmiarów futbolową korporację, wychodzącą po za granice Włoch. Przykładów można mnożyć. Ostały się jeszcze relikty dawnych czasów jak na przykład prezes Palermo, Maurizio Zamparini, ekscentryczny jegomość, który zmienia trenerów częściej niż Ryszard Petru zdanie w sprawie obrony demokracji, ale to gatunek na wymarciu. Dla Włochów dobrze. Jednak to nie ci malutcy decydują o obrazie calcio. Co więc słychać u najmożniejszych włoskiej piłki? Roma ma stabilną pozycję i w zasadzie niezmienną od 10 lat. Silna drużyna, bez większych problemów, kręcąca się między 2 a 4 miejscem, której brakuje zawsze czegoś, co pozwoli im wygrać czy to z Interem, czy z Milanem, czy z Juventusem w walce o Scudetto.  Lazio znajduje się szczebel niżej od lokalnego rywala, ale prezes Lotito walczy z kredytowymi demonami przeszłości i idzie mu to całkiem sprawnie. Po latach niebytu do czołówki wróciło Napoli, osierocone przez legendarnego Maradonę. Aurelio De Laurentiis uchodzi za głównego architekta sukcesu jakim jest powrót neapolitańskiej drużyny do czołówki Serie A. Nie można mu odmówić żyłki biznesmana. A pieniądze uzyskane ze sprzedaży Cavaniego, Lavezziego, czy Higuaina muszą robić wrażenie na każdym. Obecność Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego ogniskują tylko uwagę polskich fanów na włoskich rozgrywkach. Ogólnie mała inwazja polskich piłkarzy potwierdza zmianę w podejściu włoskich działaczy do zarządzania. Otwierają się na nowe rynki, alternatywne, które są mało drenowane z solidnych piłkarzy. Tym samym liga zrobiła się przyjazna dla piłkarzy z Polski, Słowacji, czy Czech. Włosi nie są w stanie rywalizować finansowo z Anglikami, odstawiają ich również Niemcy, czy Hiszpania, powoli nawet Francuzi, więc zmuszeni są szukać nowych rozwiązań. Oby przyniosły one zamierzony efekty.

Piotr Zieliński, Igor Łasicki i Arkadiusz Milik

Piotr Zieliński, Igor Łasicki i Arkadiusz Milik

                Wracając do włoskich drużyn. Zostały mediolańskie kolosy. Oba romansują z chińskim kapitałem. O ile Milan robi to dyskretniej i kurek z pieniędzmi jeszcze nie został odkręcony, tak w niebiesko-czarnej części Mediolanu powoli może dojść do jazdy bez trzymanki. Chiński koncern Suning postanowił zrealizować swoje plany mocarstwowe przy pomocy Interu Mediolan. Chińczycy nie ukrywają swoich zamiarów i chcą rzucić rękawice już nie tylko arabskim szejkom i Abramoviczowi. Chcą wskoczyć w jak najkrótszym czasie do absolutnego topu i zacząć rozpychać się łokciami pomiędzy Realem, Barceloną, czy Bayernem. Jakie są na to szanse? Nieduże, ale już sam wzrost liczby fanów Interu w Chinach może przyprawiać o zawrót głowy. Najważniejsze, że po pół roku od mariażu z firmą z Państwa Środka, obietnice zaczynają się pokrywać. Inter ograniczony FFP i tak pozwolił sobie na małe szaleństwo na rynku transferowym. A nazwiska pojawiające się ostatnio w mediach jak Rodriguez, Veratti, Manolas, czy Sanchez, którzy jeszcze do niedawna pozostawali daleko po za zasięgiem  dyrektora sportowego Ausilio, nie wydają się być tylko czczymi marzeniami kibiców chodzących z głową w chmurach. Jednak nie kończy się tylko na transferach. Praca u podstaw zapoczątkowana przez Erica Thohira i jego sztab jest kontynuowana również przez chińskich właścicieli. Coraz głośniej poruszany jest temat nowego stadionu lub wykupienia San Siro i jego modernizacji, a to najbardziej paląca kwestia w Mediolanie. Zarówno Inter jaki i Milan, jeśli chcą znowu zacząć się liczyć w Europie, muszą rozwiązać tą kwestię. Im szybciej, tym lepiej dla samych zainteresowanych jak i włoskiej piłki.

Calcio się podniesie

                Tego jestem pewien, a przynajmniej chciałbym być pewny tego. We Włoszech zauważono i zdiagnozowano problem, to pierwszy krok do sukcesu. Juventus dał przykład, inni idą szlakiem wytyczonym przez Marottę i spółkę. Zrozumiano, że we włoskiej gospodarce jest za mało kapitału, dzięki któremu mogliby znowu zacząć się liczyć. Stało się to, co było nieuniknione i największe marki przechodzą powoli w obce ręce, nie zawsze ku uciesze kibiców, ale takie są koszta pozostania konkurencyjnymi, a w zasadzie reguły współczesnej piłki nożnej. Część będzie włoska, część korzystać z obcych funduszy. Nie zmieni to jednak faktu, że Włosi żyją calcio, dla nich to niemalże religia, i o tym nie trzeba nikomu chyba przypominać. Prędzej, czy później Juventus, Inter lub Milan znowu będą rozpalać głowy kibiców i ekspertów na całym świecie. To byłoby z korzyścią dla każdego. Byleby nie przeszarżowali jak w poprzednim dziesięcioleciu w gonitwie za pragnieniami. Jednak to Włochy, tu wszystko jest możliwe.


 

Sebastian Małolepszy

11
0

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

14 komentarzy do "Quo vadis, Calcio?"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Janusz Rychter

Za pare lat tak samo upadnie PL/la liga

Sprite90

normalka. taka cyrkulacja jakby. kiedys francuzi mieli calkiem porzadne kluby i pozniej znikneli. przyjdzie pewnie czas dominacji bundesligi za kilka lat, a pozniej znowu pewnie wroca wlosi, frnacuzi, moze nawet holendrom uda sie odbudowac lige i tak w kolko.

Sprite90

Troche literowek, czasami ogolniki, ale czytalo sie OK

Jak dla mnie spokojnie mogloby poleciec na glowna jako normalny art

Rodak

Trochę pewne fragmenty załatwione ogólnikami, ale artykuł w porządku.
Mała poprawka tylko: we Francji Włosi nie zdobyli żadnego medalu: odpadli z gospodarzami w 1/4 finału po karnych (nie strzelił diBiaggio, walnął w poprzeczkę tak mocno, że dygotała do jesieni).

Wscieklybajpas

Wspomniałeś trochę o Calciopoli, ale nie wspomniałeś na czym polegała ta afera oraz to, że Juventus pozwał FIGC z uwagi na niesłuszność podjętych wtedy decyzji.
„O innych włoskich klubach nie ma nawet co wspominać” czemu? Udinese ma swój stadion, który niedawno skończył być modernizowany i wygląda naprawdę świetnie. Niebawem rozpocznie się budowa nowych stadionów Romy i Empoli, a za 2-3 lata Fiorentiny.

Wacław Grzdyl

To nie będzie już wspólnego stadionu Romy i Lazio?

Frenk

Nie . Bo nigdy nie miało byc. Roma bedzie miec swój aczkolwiek włoska biurokracja i tu nie pomaga

Frenk

Dopóki był limit 3 stranierów to Serie A wymiatała .Potem nasciagali różnych ogórków no i posypało sie.Xeby Polak tam mógł trafic to musiał nazywac sie Boniek

KatarzynaProstata

Albo Czachowski, czy Koźmiński.

dyniaNEW

Andrzej dudek swoim tańcem sprawił że liga włoska upadła jak Ahmed z dawnego forum.cheeers

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

Image and video hosting by TinyPic
Image and video hosting by TinyPic