Image and video hosting by TinyPic

Pozycja polskiej piłki na przykładzie… Karabach Agdam!

To czego nigdy nie rozumiałem (za czasów mojego życia) to te nasze przekonanie o tym, że zasługujemy na więcej. Wieczne oszukiwanie się, że nasza liga idzie do przodu, że sponsorzy, że marketing, że olaboga, udało się zremisować z Realem. Te przerzucanie się gównem, jak to Legia jest chujowa, a Lech najlepszy, jak to Wisła skisła, a Jagielonia pany. Rozumiem, że w 40 milionowym państwe o dużych tradycjach piłkarskich istnieje głód wielkiej piłki, że chcemy być częścią lepszego świata tak samo jak Niemcy, Hiszpanie, Anglicy czy Francuzi. Nie rozumiem tylko dlaczego jako naród nie rozumiemy dlaczego nie jesteśmy.

Właścicielem największego (najpopularniejszego marketingowo) polskiego klubu jest gołodupiec (chociażby na tle Slavii), który chce uczynić z Legii maszynkę do zarabiania pieniędzy na siebie. Oznacza to, że milion euro wydany na transfer to kwota nadal dla niego kosmiczna, a przecież takowy rekord transferowy padł już dosyć dawno temu. Co to oznacza? Gdy piłkarski świat emocjonuje się transferem Neymara, w polskiej lidze szczytem marzeń prezesów nadal jest jakikolwiek transfer gotówkowy (!!!).

Jedyna osoba, która łożyła konkretne pieniądze na piłkę nożną w Polsce był Bogusław Cupiał. Niestety, ale jak to często bywa, ludzie radzący sobie świetnie w świecie swoich biznesów, na piłce tracą nie tylko pieniądze, co w konsekwencji nawet dobre imię (vide opinie kibiców Wisły po sprzedaży klubu Meresińskiemu). Zamiast użyć pieniędzy do budowania zdrowych struktur uległ ułańskiej (tak bardzo charaktersystycznej dla Polaków) fantazji i szarżował na Ligę Mistrzów tak długo, aż skończyły się pieniądze. Dochodzimy więc do kwot – gdzieś wyczytałem, że było to 250 milionów złotych na przestrzeni kilkunastu lat. I o ile te sumy robią wrażenie przy obecnym właścicielu Legii, tak są śmieszne przy np tegorocznych zakupach w Czechach (10 milionów euro na wzmocnienia stołecznych klubów), a na tle zachodniej Europy wyglądają jak McDonald w porównaniu z restauracjami z przewodnika Michelin.

W zeszłym sezonie po tym jak Legia została upokorzona (?) przez Dortmund, mieliśmy na Weszło wysyp zadowolonych z życia kibiców innych klubów niż ten warszawski. Śmiechom, chichom, anegdotkom i uciechom nie było końca. I tu pojawia się moje pytanie – gdyby na miejsce „polskiego bayernu” wstawić jakikolwiek inny klub, z naszą tegoroczną pucharową śmietanką na czele, to czy wynik byłby choćby odrobinę inny? Oczywiście na naszą korzyść. Śmiejemy się z siebie nawzajem, dogryzamy sobie, tworzymy otoczkę rywalizacji, a prawda jest taka, że polska piłka nożna to obecnie szósta liga europejska, dno, wodorosty i trzy metry mułu. Wszyscy, jak leci. Wydaje nam się, że kompromitujemy się z Azerami, Mołdawianami czy Kazachami, a w rzeczywistości te narody to obecnie dokładnie nasza liga. Czy ktokolwiek z Was widział jak wygląda Astana? Ostatnio była beka z Tyraspola, a sam ośrodek Szeriffa pokazuje jakie pieniądze są tam metodycznie pompowane w futbol. Ich obecne wyniki (tak samo jak nasze) to konsekwencja ich rozwoju i naszej stagnacji. W Polsce nie rozwija się nic poza infrastrukturą meczową. NIC. Lubimy nazywać rywali pastuchami i pasterzami, ale te pastuchy i ci pasterze jeżdżą nowymi mercedesami, a nasze kluby dotują miejskie kroplówki.

Wczorajszy wynik Karabachu uzmysłowił mi nasz narodowy problem. Dla nich to lekcja, kolejny etap systematycznego rozwoju. Nawet jeśli wejście na poziom Eintrachtu Frankfurt zajmie im jeszcze 20 lat – zrobią to. Dla nas to upokorzenie, powód do wstydu i samobiczowania, powód do śmiechów dla kibiców innych klubów. Bo POLSKA DUMA każe nam myśleć, że zasługujemy na więcej. Bo POLSKA DUMA podpowiada nam, że miejsce w szeregu obok pasterzy z azjatyckich stepów to tylko wypadek przy pracy, że jeszcze chwila, już za moment i znowu odsłuchamy hymnu LM na polskim stadionie. Niestety POLSKA DUMA sprawia, że jesteśmy zaślepieni i nie widzimy czego nie ma w polskiej piłce.

Nie ma dobrych piłkarzy, bogatych właścicieli, akademii, boisk, nie ma planów rozwoju i nie ma refleksji. Nie ma nic prócz odrzutu z rzekomo najlepszego polskiego klubu, który dostaje szóstkę od klubu angielskiego tak samo jak szóstkę dostał owy polski klub rok wcześniej.

Polska to bieda, z pryzmatu Warszawy, Krakowa czy Gdańska bardzo łatwo o tym zapomnieć. Pierdolety TVNu i TVP nie zmienią tego, że nadal bliżej nam do wschodu niż zachodu. I POLSKA DUMA nic w tej kwestii nie zmieni, chyba, że jakiś podmiot w końcu uzna ją za oficjalny środek płatniczy.

7
0
Zdjęcie profilowe transparentny transparentny

KOMENTARZE (8)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Przemyslaw

Dokładnie. Można na to też spojrzeć przez pryzmat reprezentacji. Gdybyśmy mieli taką stworzyć wyłącznie z zawodników z naszej ligi to… aż strach pomyśleć. Pewnie znajdowalibyśmy się gdzieś w okolicach 150 miejsca w rankingu FIFA, a w Europie bylibyśmy w czwartej dziesiątce. Siłą naszej kadry są wyłącznie gracze zagraniczni, którym się udało. Jednym lepiej, innym gorzej, ale jakoś udało. Nasza liga to taka europejska okręgówka. Niby uważamy się za lepszych od tych z A-klasy, ale do poziomu centralnego nadal nam sporo brakuje. A i ci z A-klasy nieraz sprawiają nam łomot. Gdyby to ode mnie zależało, to całkowicie zrezygnowałbym w kadrze z polskich ligowców. Skoro facet ma 30-31 lat i nie chciał go żaden w miarę poważny klub w Europie, to jak może on nam pomóc w walce w MŚ i Euro? No bo ustalmy, że gdyby faktycznie jakiemuś klubowi zależało na danym zawodniku z e-klapy, to by go sobie kupił, bo dla zachodu 2 czy 3 miliony euro to jak kieszonkowe. Wprowadziłbym ultimatum – chcesz grać w kadrze, graj w porządnym europejskim zespole. Nie byłoby zmiłuj. Tylko z ludźmi otrzaskanymi w poważnej, europejskiej piłce możemy osiągnąć sukcesy z reprezentacją.

FC Bazuka Bolencin

Lata zaniedbań zrobiły swoje. Kluby bardziej myślały o zakładaniu krzesełek i podgrzewanych muraw niż np. o tak banalnej rzeczy jak szkoleniu młodzieży. Wymogi od lat tyczyły się głównie ile ma być na stadionie luksów, ile miejsc na kamery, ile lóż dla rozpasłych vip-ów itp. Zapomniano o rozwoju czysto sportowym.
U nas ciągle wokół piłki kręci się masa ludzi, którzy się chcą na niej wzbogacić, ale to tak nie działa, zwłaszcza w obecnych czasach. Zagraniczni inwestorzy (choćby nawet byli tacy raptowni jak niegdyś Bekdas w Pogoni) też nie zabijają się u nas o potencjalne interesy – to o czymś świadczy. A rodzimi? Cóż, z naszą mentalnością to nawet jakby ktoś z czołówki najbogatszych zajął się futbolem to podejrzewam że 95% od razu nastawiłaby się na zysk z klubu a nie inwestowanie w niego znacznych środków – taką już mamy mentalność. Chodzą w tym względzie po kraju dowcipy o Krakusach czy Poznaniakach, ale tyczy się to właściwie każdego rejonu kraju. I jest to często wprost proporcjonalne – im więcej masz tym jeszcze więcej chcesz się nachapać.
Dochodzi więc do tego, że podczas gdy my piłkarsko robimy jeden mały krok do przodu, to pozostali, nawet Ci którzy kiedyś byli daleko za nami, robią ich pięć i są już na naszym poziomie. A Ci co kiedyś na nim byli – odjechali nie do doścignięcia.
Pod względem piłki klubowej z różnych względów większy regres od nas zanotowali w ostatnich latach chyba tylko Holendrzy (jeden Ajax sprzed roku jest wyjątkiem w tym względzie) czy Rumuni – chociaż ich przypadek jest związany ze Steauą, która dekadę temu jak na tamtejsze realia kręciła w Europie niesamowite wyniki. Potem korzystały z tego Unirea czy Cluj – grając w LM bez eliminacji.

Urkides
Legia Warszawa

Kolego, na klubach nie da się zarobić wprost i nikt na to nie liczy. Chyba że jak Ajax albo Dinamo Zagrzeb stawia na szkolenie.
W kluby inwestują biznesmeni którzy chcą sobie zrobić dobry PR po to zeby gdzie indziej zarabiac kasę.
przekonanie o pazernych biznesmenach tak zdominowało nasze myslenie że kompletnie nie rozumiemy o co w tym chodzi.
Po co faceci z Wawy kupili Arkę? Żeby na niej zarabiać albo tak ją pokochali? Nie, oni mają duże plany inwestycyjne na wybrzeżu i potrzebują do tego „dobrego klimatu” wokół siebie.

Urkides
Legia Warszawa

Rozumiem rozczarowanie autora ale uważam że bardziej od ‚bogatych właścicieli” brakuje nam dobrego zarządzania finansami klubów i skrojonego pod polskie możliwości budowania wartości sportowej.
jeśli nie ma dobrego zarządzania to każdą kasę można wywalić jak się ma wiatrak w dupie.
Jedyna droga dla polskiej piłki to jest zmasowany i skoordynowany wysiłek skierowany na szkolenie.
Polskie kluby jeszcze długo nie będą sobie mogły pozwolić na kupno takich piłkarzy jakich mogą sobie wychować. Rekord polskiej ligi to zawodnik za 1,5 mln EUR (Sadiku z Legii). I czy on wygląda „kosmicznie” na tle Niezgody? Według mnie nie. Niezgoda oczywiście potrzebuje jeszcze oszlifowania ale ma kilka cech które daja nadzieję że będzie dobry.
Jest szybki, ma instynkt pod bramką, potrafi kombinacyjnie, na jeden kontakt rozegrać piłkę przed polem karnym.
Nie powiem że to talent na miarę Lewego ale ma podobne cechy (nie wiem jak z pracowitością i samodyscypliną).
Reasumując. Najbardziej nam brak nowoczesnego i skutecznego zarządzania klubami i programu szkolenia który będzie masowy a jednoczesnie na wysokim poziomie merytorycznym.
Jak to będzie to pieniądze się znajdą.
Ciekawe dlaczego Chińczycy wybrali Czechy na inwestycję w piłke? Ja myślę że dlatego że dostrzegli tam logikę w działaniu i jej efekty czyli obecność w pucharach.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY