Piłkarskie panta rhei

krasnoludki-BIG-36031

Heraklit mawiał, że wszystko płynie. Nic nie jest stałe a każda rzecz jest zmienna. Tyczy się to życia, tyczy biologii czy fizyki. Czemu więc ma to nie dotyczyć także światka piłkarskiego. Przecież on jest niczym więcej jak szeregiem zmiennych i wypadkową umiejętności, PR-u, sprytu i interesu. A jeśli ktoś naprawdę myśli, że to tylko domena „bycia bądź nie bycia dobrym” to niestety się jeszcze nie raz niemile zaskoczy. Codziennie bowiem widzimy jak w A czy B-klasach grają zawodnicy o nieprzeciętnych umiejętnościach a na boiskach Ekstraklasy widzimy prawdziwki pokroju Toivio. Dlaczego tak jest? No właśnie.

Dzisiaj głównym tematem jest Julen Lopetegui. Lopetegui to, Lopetegui tamto. Prawdopodobnie jakbym teraz poszedł do lodówki to nie zobaczyłbym chłodzącej się Łomży ale właśnie pociesznego Hiszpana. On jest dziś absolutnie wszędzie – a także i na Trybunie, którą traktuję jako taki swoisty sondaż. Nie ma spójnej wersji – jedni bronią trenera, bo w sumie ma prawo zarobić, drudzy federacji bo selekcjoner niczym Brutus wbił im sztylet w serce. Niektórzy jeszcze doszukują się w tym wszystkim niecnego działania szwarccharakteru z Santiago Bernabeu – Florentino Perez. W sumie akurat dziwię się, że jego miesza się w tą sprawę. W końcu on jako prezes klubu ma jako nadrzędny cel dobro Realu.

Tak, mówię Wam poważnie, w tym wypadku bronię Pereza. Jak w przypadku Raula mam żal tak teraz go rozumiem. Wyobraźcie sobie, że jesteście prezesem firmy. No i pewnego dnia trafia Wam się okazja podebrania bardzo dobrego pracownika z innej firmy, która kompletnie nie siedzi w Waszym rynku. Co mówicie radzie nadzorczej? Bierzemy by firma sprawniej działała czy w sumie nie, uniesiemy się honorem? Wierzcie mi, na świecie jest wielu prezesów, biografie paru z nich czytałem – i żaden nie unosił się honorem tylko dobrem firmy, która była dla nich jak dziecko. Choć lepsze byłoby stwierdzenie kura, która znosiła złote jaja.

Dużo też osób mówi o honorze. Tym wykazała się federacja, która wypieprzyła trenera na zbity pysk. Czy zrobiła dobrze? Z punktu widzenia medialnego czy też moralnego? Nie mi oceniać. Lecz jeśli patrzymy przez pryzmat reprezentacji to strzelili sobie w obie stopy po czym wydłubali oczy. Pozbawiać bowiem drużyny trenera przed mundialem to jakby jasne stwierdzenie „my się wypisujemy z tej imprezy”. Jakbyście mieli chętną na spacer dziewczynę marzeń ale stwierdzili, że w sumie nie bo odciski macie. Taki w tym sens. Szykować się na coś przez cztery lata po czym to przekreślić w ciągu de facto jednego, no może dwóch dni. Argumentacja, że bano się iż będzie faworyzował Real do mnie nie trafia, bo jakoś wątpię by człowiekowi którego zarówno nosić na rękach jak i życzyć śmierci może po mundialu cała Hiszpania myślałby o tym z kim sobie będzie grał w dziadka za miesiąc. Co jak co ale trenerom nie można odmówić instynktu samozachowawczego – znamy to przecież z naszej karuzeli. Najbardziej mi szkoda jedynie Hierro, bo jeśli przegra mecz to dostanie mimochodem bo łbie. Jeśli zaś wygra to kadra okaże się samograjem, który zamiast Hierro może trzymać na ławce nawet Franka Smudę.

Lopetegui natomiast zachował się jakby chciał zachować złoty środek. Zjeść ciastko i mieć ciastko. Prowadzić drużynę na mundialu po czym pracować w Realu. Niestety tak się nie da. Nagle okaże się, że połowę ciastka wszamał Ci wiecznie głodny brat i musisz rękami bronić tego co Ci zostało.

Część jednak z Was – mówię o tej fanatycznej części, która wie więcej niż federacja, trener i Perez razem wzięci i do tego są bardziej hiszpańscy niż prawdziwy Hiszpan – tego nie rozumie. „Nie rozumiem” Zachowujecie się jak Batata w tej słynnej anegdocie, kiedy ŁKS robił zrzutkę na kupienie meczu. Gdy przychodziło do Bataty to on, mimo że doskonale rozumiał po polsku, odpowiadał „Nie rozumiem”. Wy doskonale rozumiecie, tylko nie chcecie tego przyjąć do wiadomości.

Lubimy idealizować ludzi. Przelewać na nich cechy swoje bądź przez nas pożądane – w tym wierność. Niestety wierność umarła tam gdzie zaczęły się pieniądze. Coś co kiedyś było w miarę normą stało się teraz czymś w rodzaju wyjątku – a to przecież nie stało się dziś. Dzisiaj nie liczy się już zbytnio to z jakiego kraju jest selekcjoner a dawno temu Craig Brown miał powiedzieć w kontekście pomysłów połączenia reprezentacji Anglii i Szkocji: I would rather lose as Scotland than win as Great Britain.

Piłka jest jak przyroda – wszystko ma swój cel, nic nie ginie i wszystko się zmienia. Lopetegui może kiedyś wrócić do reprezentacji, ba! Może nawet coś wygra? Na początku futbolu grało się dla frajdy, potem dla woli zwycięstwa a dziś? Dla pieniędzy i bycia najlepszym. Tak proste a mimo to część nie chce się pogodzić. Zacznijmy traktować futbol nie jako podwórkową grę, gdzie najważniejsze jest to kto ile siat walnie grubemu a zacznijmy jako sport w którym ważne są nie tylko wyniki na murawie ale też i w Excelu. Wtedy będzie wszystkim milej.

Jesteście jak Gburek – ten krasnal ze zdjęcia. Reszta ekipy w najlepsze sobie gra, śpiewa, tańczy i cieszy tym co jest a on stoi z boku i nie zamierza się ni do tego dołączyć, ni z tym pogodzić. Chyba, że jesteście jak Batata – i nie rozumiecie.

Bo kto powiedział, że w marketingu nie ma miejsca na piękno? Pod warunkiem, że ono nie oślepia.

2
1
Zdjęcie profilowe BC BC

KOMENTARZE (2)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Borubar
Pogoń Szczecin

Bardzo ciekawe są Pana wpisy. Miło, że w natłoku forumowych kleszczy, pasożytów i śmierdzącego forumowego łajna, można na trybunie przeczytać coś wartościowego. Tym razem zafrapował mnie jednak nie tyle cały wydźwięk wpisu, ale jego wstęp.
Pamiętam jak parę lat temu zwiedzając okołoszczecińskie rubieże przechadzałem się po terenie Rezerwatu Przyrody Storczykowe Łąki (swoją drogą nie wiem, skąd ta nazwa, bo żadnego dendrobium tam nie wypatrzyłem…) i właśnie wtedy naszła mnie refleksja na temat słów przypisywanych wspomnianemu tu Heraklitowi.
Doznałem wówczas niepowtarzalnego olśnienia, demaskując błąd logiczny wybitnego filozofa. Nie owijając już w bawełnę. Skoro nic nie jest stałe, to również twierdzenie „panta rhei” nie ma racji bytu. Bo z założenia każde twierdzenie jest stałe. Inaczej mówiąc, skoro wszystko jest zmienne, to zmienne jest również to, że wszystko się zmienia, a zatem nie wszystko się zmienia, a zatem panta rhei to fałsz.
W zasadzie już od czasów szkolnych to podejrzewałem, aczkolwiek dopiero wśród wspomnianych „storczyków” znalazłem solidny argument oparty na gruncie logiki formalnej.

Voitcus

Skoro trzymamy wysoki poziom na forum: to, co Pan mówi, to błąd logiczny. Generalnie logika się nie zmienia i narzuca wszystko pozostałym dziedzinom.
Trochę tak jak z paradoksem omnipotencji („czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie da rady podnieść?”), który wynika z błędnie rozumianych założeń, tzn. generalnie tego, że Bóg może WSZYSTKO, bo tak nam siostra na religii w podstawówce powiedziała. Nie, Bóg nie może wszystkiego, nie może złamać praw logiki. Tak samo u św. Tomasza: coś musi być nieruchome, wszystko nie może się poruszać.
A co do tekstu: dla mnie ten wstęp w ogóle nie pasuje do reszty.

wpDiscuz

INNE SPORTY