Piłkarska Ruletka cz. 5

Klubowy futbol bar był niemal pusty, przy jednym stoliku siedział jakiś gruby facet jedzący rogala, którego zapijał piwem. Dziwna mieszkanka o 9 rano. Ale cóż, różni ludzie, różne potrzeby, a w tym mieście, nic nikogo już nie dziwi. Natomiast prezes Zagajnikowski siedział ze swoim gościem schowany w rogu lokalu, nieco w cieniu. Nie wyglądał jak prezes, miał na sobie znoszone jeansy i białą bluzę z kapturem z klubowym emblematem, młody mężczyzna prezentował ten sam styl warszawskich ulic, tyle, że dolne kończyny jego organizmu wpasowane były w szary, wygodny i zdawałoby się ciepły dres. Mężczyzną tym był Młodziuch, wysunięty na fasadę przez starszyznę, herszt najzagorzalszej grupy kibiców z Brzytwy.

Przed dwoma panami stały puste i brudne talerze po jajecznicy na boczku, teraz dopijali kawę, ze świeżo mielonych ziaren z Kolumbijskich wzgórz, tę czynność umilali sobie swobodną i koleżeńską konwersacją.

– No i ja mu wtedy mówię – tłumaczył prezes – zrobimy to po mojemu, a Dominic to mądry chłopak, zawsze robi to co mu powiem, więc kazałem mu poruszyć pewne środowiska w taki sposób, żeby się to wszystko nam zgryzło w jedną całość.

– Ależ oczywiście Bodziu – Młodziuch doskonale rozumiał co Zagajnikowski chce mu przekazać – postaram się, ba mało tego, jestem pewien, że nakreślona przez ciebie koncepcja dewaluacji przeciwnika biznesowego nastąpi już niebawem. Aktywuję wszystkie możliwe jednostki, by w sposób jak najbardziej konstruktywny przedstawiły sytuację tak, byś wyszedł na tym jako osoba, która w biznesie piłkarskim jawi się dla naszego klubu, jako jedyna opcja, która pozwoli nam wznieść się w hierarchii klubowej.

– Myślisz, że chłopcy dadzą radę? Internet jest duży… – zafrapował się prezes.

– Środowisko kibiców naszego klubu to szerokie spectrum ludzi różnych zawodów czy pozycji społecznych. Medialny obraz spłyca, na potrzeby polityczne, kibica jako kogoś będącego na niskim poziomie życia socjalnego, a także nie mającego ambicji wyższych niż zadyma, wulgarne okrzyki i odurzanie się alkoholem i narkotykami. Co rzecz jasna nie odzwierciedla faktycznego stanu rzeczy. Wśród nas są pierwszorzędni fachowcy z różnych branż, w tym ludzie z branży informatycznej zajmujących się reklamą. Zadzwonię zaraz do Kajetana… Czekaj czekaj… Gdzieś mi się podział numer…

Zagajnikowski patrzył na Młodziucha, który przeczesywał smartfona w poszukiwaniu numeru wafla, który zmobilizuje armię internetowych trolli piszących same dobre rzeczy o nim.

– Bodzio poczekaj – powiedział Młodziuch – zmieniałem telefon i mi gdzieś numer się zawieruszył do Kajetana. Zadzwonię do Łysego, on ma w zeszycie wszystko spisane długopisem. Tak w razie czego.

– Dobrze, dokończę prasówkę, przejrzę co tam dziś w Rzepie naskrobali – prezes zatopił się w lekturze, a Młodziuch dodzwonił się do Łysego.

– Elo kurwa kasztanie – zaczął Młodziuch – hehe, kurwa kurwa, co nie odbierałem co? A kurwa wiesz byłem na baletach, zajebaliśmy się kurwa w chuj, że ja pierdole, normalnie myślałem, że mnie posra od tego gówna, ale chuj tam kurwa jaką dupę wyrwałem o jebane no mówię ci jaką miała dupeczkę, a i z ryja to tak level 9 na lajcie była, no dupeczka w orzeszek, na początku taka wiesz, że ona to nie nie nie, a potem jak już na końcu gałę ojebała, to jak się przyssała do gałgana to myślałem, że mi gałki oczne do czaszki wciągnie. Nie no nie połknęła… Ale kurwa, ja nie o to, słuchaj kurwa, bo jest temat, muszę mieć numer do Kajtka Srajtka komputerowca, wiesz którego, tego co jak jechaliśmy na Pyry to rzygał przez okno w przedziale… No no, czekam, dobra to jak się wysrasz to wyślij esem. Elo pozdro! – mężczyzna rozłączył rozmowę i zagadnął do prezesa – będę miał numer za parę minut więc…

– O to chujek giętki no! – Zagajnikowski przerwał Młodziuchowi – jaki patrzcie cwany.

– Cóż się wydarzyło Bodzio?

– Szopen dał wywiad w Rzepie, wyszedł tu na fajnego gościa, ja pierdziele… Muszę coś z tym zrobić, ale nie wiem co…

– Ależ cóż to za problem, przecież Rzepa to nie medium stricte sportowe, medialny rozgłos w takim środowisku może się i przydać, ale dla ciebie najważniejsze jest by w tzw. Środowisku mieć dobry odbiór. Przecież o to nie musisz się obawiać, wystarczy, że Zakolski pochyli się nad tym problemem i myślę, że będziesz nie dość, że miał go rozwiązanego, to jeszcze i z przestawisz ów sytuację na właściwe tory tak, że wyjdziesz z tego zwycięski.

– Racja, dzwonię po Zakolskiego.

– A ja będę leciał, załatwię obiecaną sprawę, a może i na mecz pierwszy w rundzie coś zaśpiewamy na Brzytwie… Lecę, trzymaj się Bodzio.

– Cześć i dzięki jeszcze raz.

* * *

Zakolski nie kazał długo na siebie czekać, Zagajnikowski po wyjściu Młodziucha zamówił herbatę, a Krzyś był już przed tym zanim czajnik zaczął gwizdać. Znany był z tego, że działa szybko, sprawnie i w punkt. Mężczyźni przywitali się na tzw. Misia. Pani kelnerka widząc redaktora nawet nie pytała co sobie życzy, po chwili doniosła dla niego Yerba Mate.

– Krzyś, dupa blada – prezesa mina i tembr głosu zdradzały niepokój – Szopen robi sobie niezły pijar w Rzepie, wyszedł tam na niezłego gagatka, światowy feluś, który to niby działa z tylnego fotela, ale wszystkie fortepiany grają tak, jak on je nastroił.

Zakolski popijając Yerba Mate jednocześnie pocierał dłonią spocone od biegu czoło, na twarzy zagościł mu szelmowski uśmiech.

– Bodzio, słuchaj, ja o tym artykule wiedziałem już kilka godzin temu, rano podczas robienia programu One Ham Show, mój Pawka wyczaił to i doniósł do mnie w te pędy. Nawet przerwaliśmy składanie odcinka, żeby tylko nasmarować artykuł w którym punkt po punkcie punktujemy w punktach Szopena.

– Naprawdę? Już to napisałeś? – Oczy Zagajnikowskiego świeciły z radości.

– Już kiedy, teraz tylko Leszkowski sprawdza błędy i dziś na wieczór idzie na główną na portal.

– Ale co, ale co tam napisałeś? Powiedz.

– Tak pokrótce, to to, że nie jest taki fajny jak się przedstawia. Że niby ciągle pracuje, wszystkiego przypilnuje… Więc pytam co konkretnie zrobił?

– No nic.

– Wiem, dlatego napisałem, że wiem co zrobiłeś ty, ale że on, to nic a nic.

– I co jeszcze?

– O finansach wspomniałem, że nie są takie złe jak on myśli, że chce się do ciebie podlizać, bo wie, że kibole cię lubią i w ogóle, że jest siurek, bo się jara, że ma 60% udziałów, a wy z Frędzlem i tak macie więcej do powiedzenia.

– No no Krzyś, na was to zawsze można liczyć – prezes już w lepszym humorze poprosił barmana o uzupełnienie nadpitej herbaty rumem.

– Ale jeszcze gościa zglanujemy mocniej.

– A niby jak?

– Zaprosiliśmy Szopena do „Leżącego futbolu”, ja pojadę do Barcelony na mecz, bo trochę się cykam, ale podpuszczę swojego wafla, to go tam będzie czochrał jak burą sukę.

– Chyba jestem naprawdę dobrym prezesem – zreflektował się Zagajnikowski – potrafię otaczać się odpowiednimi ludźmi.

Mężczyźni roześmiali się donośnie, na stół wjechały parujące „Rogale Pawki”, a gruby mężczyzna siedzący dotąd samotnie dostawił krzesło do ich stolika i poprosił by kupili mu piwo.

20
3
Zdjęcie profilowe Trollosiewicz Trollosiewicz

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

8 komentarzy do "Piłkarska Ruletka cz. 5"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Kamil23r

Super czekam na kolejne odcinki z niecierpliwością. Masz talent do takiego pisania

dario armando

Ja cię wcale nie chwalę ,ty po prostu masz talent/

Profesor

No, no. Kulfon, nie spodziewalem sie takiego piora po tobie. Cos w stylu Stanowskiego on tez umie tym kluczem pisac powiesci np: o studio tvp na euro. Wiec kulfon albo jestes ukryta opcja weszlo pt „nasz hejter” albo psychofanem weszlo z talentem do pisania.

Raducioiu

W porzadku ,choc czesc 4 lepsza (mozna sie bylo bardziej usmiechnac)
Ale pisz ,pisz .

Raducioiu

„…Krzyś był już przed tym zanim czajnik zaczął gwizdać. Znany był z tego, że działa szybko, sprawnie i w punkt. ”

” popijając Yerba Mate jednocześnie pocierał dłonią spocone od biegu czoło…”
:)

wpDiscuz
Image and video hosting by TinyPic
Image and video hosting by TinyPic