Najmłodsi zwycięzcy wielkich tourów

3 dni temu Team Sky ogłosił, że w tym roku liderem zespołu na Giro d’Italia będzie 21-letni obecnie Egan Bernal. Oczywiście będzie to dla niego dopiero 1. sprawdzian w roli lidera ekipy na wielki tour, jednak biorąc pod uwagę fakt, że w ostatnich miesiącach pokazał, że drzemie w nim olbrzymi potencjał i to, że jest będzie przewodził zdecydowanie najmocniejszej drużynie w peletonie nie można odbierać mu szans na zwycięstwo. Jeśli mu się to uda, to wskoczy do Top 5 najmłodszych zawodników, którzy po wojnie wygrywali wielkie toury. A jak ta najlepsza „piątka” wygląda obecnie?

5. Damiano Cunego- Giro d’Italia 2004 (22 lat i 260 dni)

Jedyny kolarz w tym zestawieniu, który po swój wielki sukces sięgnął w XXI wieku. Do pierwszego wielkiego touru w 2004 roku przystępował, jako kolarz, w którym szefowie Saeco (grupy w której jeździł) widzieli następcę Marco Pantaniego. Jednak to nie on miał być najważniejszym zawodnikiem ekipy, a Gilberto Simoni- zwycięzca poprzedniej edycji, którego młodemu zawodnikowi udało się pokonać podczas rozgrywanego kilka tygodni wcześniej Giro del Trentino. Teraz młody Cunego, raczej nie mógł marzyć o powtórzeniu tego wyniku. Miał uczyć się od mistrza, by w przyszłości być tak dobry jak on.

Początkowo wszystko szło zgodnie z planem- Simoni już po 3 dniach wyścigu (a więc o tydzień wcześniej niż w poprzedniej edycji) założył różową koszulkę. Jednak utrzymał ją tylko przez 4 dni ponieważ po 7. etapie zza jego pleców wyskoczył niespodziewanie Cunego. On w Maglia Rosa wytrzymał tydzień, by stracić ją po „czasówce” na 13. etapie na rzecz Yaroslava Popovycha- 24-latka, który był rewelacją ostatniego Giro. Niestety ten sezon zaczął się dla niego o wiele gorzej niż poprzedni, więc jego jego wysoka forma mogła być pewnym zaskoczeniem, a ewentualne utrzymanie koszulki do końca wyścigu mogło być dla niego przełamaniem.

Na jego nieszczęście Saeco miało inne plany. Szybko wysłało do przodu kilku uciekinierów, a z ich pracy postanowił skorzystać… nie, nie Simoni, który uznał, że na razie lepiej pozostać w peletonie, a Cunego, który uznał, że to jego szansa, na zajęcie miejsca weterana. To postawiło Popovycha w bardzo niekomfortowej sytuacji, ponieważ musiał zadecydować, czy uciec wraz z nim, czy pozostać razem ze starszym z Włochów. Wybrał 2. opcję i to był błąd, ponieważ jadący dopiero po raz drugi w Giro 22-latek szybko zniknął z oczu rywalom, którzy zobaczyli go ponownie dopiero na mecie.

Oczywiście odzyskał różowy trykot, który pomimo walecznej postawy Simoniego na kolejnych etapach udało mu się utrzymać aż do końca wyścigu. W przeciwieństwie do formy, która już nigdy nie była tak wysoka jak wtedy. Wprawdzie w latach 2007-08 dwukrotnie zdołał wygrać Lombardię, jednak w wielkich tourach nie tylko nie odnosił kolejnych zwycięstw, które wydawały się kwestią czasu, ale też ani razu nie zameldował się choćby na podium tych wyścigów i w ubiegłym roku zdecydował się zakończyć swoją karierze

4. Frans de Mulder- Vuelta a Espana 1960 (22 lata i 153 dni)

Nieco mniej niespodziewane było wielkotourowe zwycięstwo Fransa de Muldera. Co prawda 1960 był dopiero 3 rokiem Belga z ekipy Groene Leeuw w peletonie, ale już poprzedni sezon pokazał, że stać go na naprawdę wielkie rzeczy- większość ważnych wyścigów kończył w czołowej „10”, a w Liege-Bastogne- Liege pokusił się nawet o podium.Co prawda ten sezon rozpoczął się dla niego nieco gorzej (ale wciąż osiągał dobre wyniki, takie jak 2. miejsce w Gent-Wevelgem), a jego doświadczenie w wielkich tourach było praktycznie zerowe, niemniej można było stawiać na to, że zawodnik „Lwów” ma szansę na sprawienie dużej niespodzianki…

Wyścig zaczął się dla niego całkiem nieźle- drugie miejsce jego drużyny w drużynowej jeździe na czas spowodowało, że zaliczający swój pierwszy wielki tour kolarz miał niezłą pozycję wyjściową. Jednak 22-latek zaatakował dopiero 3 dni później. Na 4. etapie odjechał większości najważniejszych rywali- jego koło utrzymał jedynie Benigno Azpuru, reszta straciła do talentu z Kruishoutem ponad minutę. Niestety wynik ten nie wystarczył do objęcia prowadzenia- na to musiał poczekać do odcinka oznaczonego numerem „7”. Tam odjechał z legendarnym Luksemburczykiem- Charles’em de Gaullem  Charlym Gaulem i razem z nim przyjechał do Madrytu z przewagą ponad 3 minut nad resztą.

Niestety prowadzenie utrzymał tylko na moment, bowiem kolejny etap poszedł mu nieco gorzej i prowadzenie objął Fernando Mazeneque. Mimo wszystko Belg postanowił walczyć dalej, co skończyło się kolejnymi dwoma zwycięstwami na 16. i 17. (ostatnim) etapie, dzięki którym Belg nie tylko wygrał cały wyścig (stając się najmłodszym powojennym zwycięzcą wielkiego touru), ale wręcz zdeklasował rywali- drugi Armand Densmet stracił do niego 15 minut.

Niestety jego dalsza kariera wygląda jeszcze gorzej niż ta Cunego- Vuelta 1960 była jego ostatnim wielkim sukcesem (no chyba, że za taki można uznać mistrzostwo Belgii wywalczone kilka tygodni po niej), a jego przygoda w zawodowym peletonie skończyła się już w 1963, gdy miał zaledwie 25 lat.

3. Franco Balmamion- Giro d’Italia 1962 (22 lat i 149 dni)  

Rekord De Muldera przetrwał jednak zaledwie rok, ponieważ w 1961 roku Vueltę wygrał Angelino Soler. Rok po życiowym sukcesie młody Hiszpan postanowił spróbować swoich sił w rozgrywanym niemal równolegle z wyścigiem dookoła Hiszpanii Giro d’Italia (wówczas Vuelta kończyła się w maju,  6 dni przed startem Giro, dopiero w 1995 roku termin jej rozgrywania na przełom sierpnia i września). Oczywiście spotkał tam o wiele bardziej renomowanych rywali niż na Półwyspie Iberyjskim, ponieważ do wyścigu o różową koszulkę przystąpili tak utytułowani kolarze jak Imerio Massignan, Imerio Baldini, czy Gastone Nencini, a także młodszy o 2 miesiące od Angelino Franco Balmamion, który na początku sezonu notował bardzo dobre wyniki (m.in zwycięstwo w Milano-Torino).

Niestety Soler szybko, bo już po drugim etapie stracił szanse na dobry wynik, a jego fatalnej sytuacji nie zmieniło nawet pewne zwycięstwo odniesione dzień później. Słabo szło także Nenciniemu, Balmamiononowi, Baldiniemu i Massignonowi, którzy również znajdowali się poza pierwszą „dziesiątką”. Zamiast nich brylowali tacy kolarze jak drugi kolarz Vuelty’60- Desmet przewodzący stawce przez cały drugi tydzień, plasujący się tuż za nim  Henry Anglade, a także Vittorio Adorni, który pomimo 25 lat na karku dopiero po raz pierwszy w karierze miał okazję powalczenia o coś więcej niż ukończenie wyścigu i robił wszystko by tą okazję wykorzystać.

Wszystko zmieniło się (jak to zwykle w wielkich tourach bywa) w ostatnim tygodniu zmagań. Poniedziałkowy etap zakończył się zwycięstwem Solera, jednak tak naprawdę największym wygranym był Balmamion, który dzięki 2. miejscu awansował do „10” i tracił do lidera już tylko 4 minuty. Jeszcze lepszy był w jego wykonaniu 17. etap. Wprawdzie zajął na nim dość odległą lokatę- do mety dojechała bardzo duża ucieczka, to pojechał na tyle dobrze, że udało mu się przyjechać z olbrzymią przewagą nad najgroźniejszymi rywalami, dzięki czemu stał się posiadaczem koszulki, którą dzierżyli całkiem niedawno tacy kolarze jak Fausto Coppi, czy Gino Bartali.

Koszulka okazała się na tyle wygodna, że Balmamion zdecydował się jej nie oddawać jej do końca wyścigu, dzięki czemu stał się najmłodszym zawodnikiem, który stanął na najwyższym stopniu podium wyścigu o Maglia Rosa. Sukces powtórzył jeszcze rok później i był to jego ostatni tak duży sukces. W kolejnych latach był wprawdzie dalej kolarzem z czołówki, jednak jego największe sukcesy to 2. miejsce w Giro 1967 i 3. w rozgrywanym w tym samym sezonie Tour de France, jednak nie ma się czemu dziwić- w końcu przyszło mu się ścigać z takimi kolarzami jak Jacques Anquetil, Felice Gimondi i Vittorio Adorni, który pod 5. miejscu w pierwszym wygranym przez Balmamiona Giro nabrał wiatru w żagle i na dobre wskoczył do światowej czołówki.

2. Giuseppe Saronni- Giro d’Italia 1979 (21 lat i 256 dni) 

Choć po Balmamionie przyszli następni, równie utalentowani Włosi, to na pobicie ustanowionego przez niego rekordu Włosi musieli czekać aż 17 lat. A wtedy pojawił się on- Giuseppe Saronni- od dawna uważany za złote dziecko włoskiego kolarstwa, kolarz który pojechał na Igrzyska już jako 18-latek, dla którego federacja zrobiła wyjątek i pozwoliła mu podpisać zawodowy kontrakt w wieku 19 lat, choć według przepisów powinien poczekać do ukończenia 20 roku życia i już rok po przejściu na zawodowstwo ukończył Giro na bardzo wysokiej, jak na swój wiek 5. pozycji.

Do kolejnej odsłony „Wyścigu o Róż” bogatszy o doświadczenie Włoch przystępował w rodzimego wyścigu jako jeden z faworytów, zwłaszcza, że szefowie wyścigu zachwyceni jego niedawno rozpoczętą rywalizacją z Francesco Moserem postanowili ustalić trasę pod tą dwójkę i stworzyli jedną z najbardziej płaskich edycji wyścigu w historii. Rozgrywany pierwszego dnia wyścigu prolog padł łupem Francesco. Na kolejnych etapach (oczywiście z wyjątkiem rozgrywanej na 3. etapie czasówki, w której znów lepszy okazał się Moser) obaj zawodnicy kończyli w jednej grupie, aż w końcu nadszedł 8. etap. 21-latek wygrał ten etap, a przyszły ojciec Moreno zakończył go na 4. miejscu i teraz to on musiał gonić rywala, do którego tracił teraz ponad minutę.

Później na kolejnej już „czasówce” Saronni niespodziewanie znów był górą i powiększył swoją przewagę o prawie pół minuty, a później, na górskich etapach dalej dokładał swojemu rywalowi kolejne sekundy. Przed ostatnią, 5. (!) jazdą indywidualną na czas Moser miał prawie 2 minuty straty, jednak biorąc pod uwagę to, że w poprzednim sezonie pokonał Saronniego na tym samym etapie o 2’12” wszystko było jeszcze możliwe. To było jednak tylko złudzenie- „Beppe” znów pojechał znakomicie, dzięki czemu nie tylko obronił przewagę, ale też… wygrał etap, który faworyzowany Moser zakończył na 3. pozycji.

Kolejne lata upłynęły mu na walce o kolejne zwycięstwa w Giro i w monumentach. Ostatecznie skończyło się na jeszcze jednym zwycięstwie w najsłynniejszym włoskim wyścigu i 2 triumfach w „pomnikach kolarstwa”. Włoch wcale nie okazał się długowiecznym kolarzem- choć jest o całe 6 lat młodszy od swojego wielkiego rywala, to jego ostatni wielki wyścig pojechał w 1986 roku, gdy po raz ostatni walczył z nim o zwycięstwo w wyścigu dookoła Włoch. I wprawdzie ukończył zawody przed nim, jednak wyścigu nie wygrał, ponieważ w myśl powiedzenia „gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta” we wszystko wmieszał się Roberto Visentini i to właśnie on ukończył Giro z najlepszym czasem.

Później, gdy Moser zakończył już karierę „Dzieciak” nie bardzo umiał sobie poradzić z rolą jedynego włoskiego idola i w 1990 roku, po 4 nieudanych latach postanowił zakończyć swoją, mimo wszystko udaną przygodę ze światowym peletonem.

1. Angelino Soler- Vuelta a Espana 1961 (21 lat 197 dni)

Oczywiście na 1. miejscu wciąż jest wspominany już wcześniej Angelino. Dla niego tamta Vuelta była pierwszym wielkim tourem w karierze. Oczywiście z powodu kolizji terminów z o wiele bardziej prestiżowym Giro w Hiszpanii znów zabrakło większości zawodników ze światowej czołówki, jednak mimo to musiał stawić czoło kilku naprawdę bardzo mocnym zawodnikom- m.in Antonio Suarezowi (który akurat na Giro pojechał, ba, zajął tam nawet miejsce na podium)- zwycięzcy Vuelty sprzed 3 lat, czy doświadczonemu Janowi Adriaensesowi- 3. zawodnikowi poprzedniego Tour de France.

Natomiast Angelino Soler, jeżdżący w razem z Suarezem w Faemie, choć wygrał chwilę wcześniej wyścig dookoła Andaluzji, to raczej nie należał do grona faworytów. Mimo to  wyścig rozpoczął się dla niego całkiem dobrze- jego ekipa wygrała drużynową czasówkę, więc jej zawodnicy byli w najlepszej sytuacji przed kolejnymi etapami. Na trzecim miejscu zmagania ukończyła Reprezentacja Francji, której zawodnicy byli bardzo aktywni na kolejnych etapach, dzięki czemu w trzecim dniu ścigania to właśnie reprezentujący tą ekipę Francois Mahe przejął koszulkę lidera. Szybko musiał ją oddać, ponieważ po słabszym występie jego koszulka trafiła w belgijskie ręce- najpierw nosił ją Marcel Saynaeve, a po 11. etapie przejął ją jego kolega z ekipy Andre Messellis.

Koszulka pozostała w rękach zawodników Groene Leeuw niemal do końca wyścigu. Niemal, bo dzięki świetnej jeździe na ostatnich etapach coraz bliżej tej dwójki był Angelino Soler. Z kolei z samych „Lwów” powoli schodziło powietrze, co 21-latek skrzętnie wykorzystał i po 15. etapie wskoczył na pozycję lidera, którą na kolejnym, ostatnim już etapie udało mu się utrzymać. Tym samym przeszedł do historii. Jego rekord utrzymał się do dziś i raczej nie ma możliwości by w najbliższym czasie został pobity. Wprawdzie później nie udało mu się powtórzyć tego wielkiego sukcesu, jednak i tak może być z siebie zadowolony- często znajdował się w „10” wielkich tourów, a w latach 1962-64 aż 4-krotnie wygrywał etapy Giro d’Italia.

Egan Bernal- Giro d’Italia 2019 (22 lata i 140 dni)?

2 sierpnia Bernal będzie miał 22 lata i 140 dni, więc jeśli wygra wyścig to będzie zajmował w tym zestawieniu 3. lokatę. Jednak czy ma na to jakiekolwiek szanse? Cóż dzisiejsze kolarstwo jest zupełnie inne niż w czasach Solera, czy Saronniego. Dziś 38-letni Alejandro Valverde jest w stanie walczyć o zwycięstwo na Vuelcie, podczas gdy Giuseppe Saronni już w wieku 29 lat był cieniem samego siebie. Ale skoro najmocniejsze w peletonie Sky decyduje się na wystawienie go w roli lidera, to znaczy, że prawdopodobnie widzi dla niego szansę na wygranie wyścigu.

Więcej moich wpisów znajdziesz TUTAJ

2
0
Zdjęcie profilowe Bartek12 Bartek12

KOMENTARZE ()