Najlepsi zawodnicy sezonu, miejsce 7.Alejandro Valverde

Po koszmarnej kontuzji, której doznał na pierwszym etapie ubiegłorocznego Tour de France Alejandro Valverde miał wątpliwości, czy uda mu się wrócić na poziom prezentowany przed kontuzją. Jego obawy się nie potwierdziły, ba, „Bala” nareszcie do 6 medali mistrzostw świata dołożył siódmy- najcenniejszy, bo złoty krążek.

A przecież mistrzostwa świata nie były jedynym poważnym startem Alejandro w tym sezonie. Poza wyścigiem o tęczową koszulkę zawodnik Movistaru celował, jak zwykle, w ardeńskie klasyki (Amstel Gold Race, Strzała Walońska i Liege-Bastogne-Liege), a także w dwa wielkie toury- Tour de France i Vuelta a Espana i Mistrzostwa Świata rozgrywane na świetnie dopasowanej do jego umiejętności trasie.

Jednak zanim stanął na starcie Amstel Gold Race- pierwszego z ważnych dla siebie wyścigów, wziął udział w 3 wyścigach etapowych (wszystkie wygrał) oraz w kilku klasykach, w których także notował bardzo dobre rezultaty. Nic więc dziwnego, że przed jedynym worldtourowym wyścigiem rozgrywanym w Holandii mówiło się o tym, że Valverde ma szansę na to by po raz pierwszy w karierze wjechać na jego metę jako pierwszy i tym samym skompletować ardeński hat-trick (wcześniej kilkukrotnie wygrywał La Fleche Wallonne i Liege-Bastogne-Liege).

Ostatecznie zwycięzcą okazał się niespodziewanie Michael Valgren, jednak najprawdopodobniej Valverde nie przejął się tym zbytnio, ponieważ ważniejsze dla niego były kolejne dwie części ardeńskiego tryptyku- „Strzała Walońska” i LBL, w którym chciał wygrać po raz 5. i tym samym dorównać samemu Eddy’emu Merckxowi. Niestety w obu wyścigach musiał uznać wyższość rywali- pierwszy z wyścigów przegrał minimalnie z Julianem Alaphillipem, a w drugim był dopiero 13. Tym samym Valverde, po raz pierwszy od 2013 roku nie wygrał ani jednego spośród ardeńskich klasyków.

Później wystartował w Tour de France, gdzie nie udało mu się wygrać żadnego z etapów, a wspomagani przez niego Quintana i Landa zajęli miejsca pod koniec pierwszej „10”. O niebo lepiej poszło mu jednak podczas Vuelta a Espana. Już drugi odcinek największego hiszpańskiego wyścigu padł jego łupem, dzięki czemu rówieśnik Przemysława Niemca awansował na drugie miejsce w „generalce”, a przed nim meldował się tylko Michał Kwiatkowski.

W kolejnych dniach szło mu nieco gorzej, dlatego szybko stracił drugą lokatę, ale później, po zajęciu 3. miejsca na 7. etapie, znów znalazł się na 2.stopniu podium „generalki”, a zwycięstwem na kolejnym odcinku jeszcze umocnił swoją pozycję.

Tego, że po pierwszych, pagórkowatych etapach Hiszpan będzie sklasyfikowany w czołówce można było się spodziewać, ale czy ktokolwiek przed startem sądził, że na dwa etapy przed zakończeniem wyścigu wciąż będzie zajmował 2. miejsce z szansami na zwycięstwo w całym wyścigu? Jeśli tak, to gdyby podzielił się z kimś swoimi przewidywaniami, to z pewnością zostałby wyśmiany. A jednak tak właśnie było…

Niestety na królewskim etapie Valverde po raz drugi pokazał słabość (pierwszy raz zrobił to dzień wcześniej, jednak obyło się bez poważniejszych konsekwencji), i nie tylko stracił szanse na zwycięstwo, ale też wypadł z podium i spadł na 5. miejsce.

Mimo wszystko ciężko, żeby 38-latek rozpaczał z tego powodu, w końcu dwa wygrane etapy i piąte miejsce w wyścigu to wynik który rok temu, gdy leczył poważną kontuzję, pewnie brałby w ciemno.

A potem przyszły wspomniane mistrzostwa i tęczowa koszulka (więcej o samym wyścigu przeczytasz tutaj). Tak, ten sezon, pomimo niepowodzenia w ardeńskiej kampanii, z pewnością będzie jednym z najcieplej wspominanym przez Alejandro Valverde.

Więcej moich wpisów znajdziesz TUTAJ

1
0
Zdjęcie profilowe Bartek12 Bartek12

KOMENTARZE ()