Najlepsi kolarze 2018- miejsce 5. Elia Viviani

Poprzednie dwa sezony były dla włoskiego sprintera bardzo nieudane. Owszem udało mu się wygrać kilka prestiżowych klasyków (choćby Cyclassics Hamburg), ale mimo to niemal w ogóle nie dostawał szans na to, by zaprezentować swoje umiejętności w walce o wygrane etapowe w wielkich tourach. Postanowił więc zmienić otoczenie i ze Sky przeniósł się do Quick-Stepu- prawdopodobnie najlepiej rozprowadzającej ekipy na świecie.

Jednak początki były trudne. Po ukończeniu wyścigu Gandawa-Wevelegem zalał się łzami. Powód? Nieznaczna przegrana z Peterem Saganem, który odebrał mu szanse na triumf, o którym, jak twierdzi, marzył od dziecka. Rozczarowanie można było częściowo zrozumieć, ponieważ przed wyścigiem był wymieniany w gronie faworytów, zresztą nic dziwnego- już wtedy miał na koncie 5 zwycięstw, w tym jedno w rozgrywanym chwilę wcześniej wyścigu jednodniowym „Trzy Dni de Panne”.

Później następca Marcela Kittela także miał powody by się popłakać, tyle że ze szczęścia. Co prawda w Wyścigu Dookoła Flandrii, czego można było się spodziewać, nie udało mu się w żaden sposób zaistnieć, a niecały miesiąc później w Tour de Romandie również nie zdołał wywalczyć żadnego wartościowego rezultatu, to już podczas rozgrywanego kilka dni po Wyścigu Dookoła Romandii Giro d’Italia pojechał wręcz koncertowo.

Pierwsze trzy etapy wyścigu rozgrywane były w Izraelu i chociaż pierwszy odcinek, którym była jazda indywidualna na czas, przejechał spokojnie, to wygrane na dwóch kolejnych sprawiły, że ta część Giro zdecydowanie należała do niego. Po powrocie na Półwysep Apeniński kolarze wjechali na nieco trudniejsze trasy, więc, siłą rzeczy, szło mu nieco gorzej.

Sprinterzy na swoją szansę musieli poczekać do etapu 12, kończącym się na Imoli, jednak tam były zawodnik Sky również się nie popisał, ponieważ na krótkim podjeździe pod koniec etapu peleton się podzielił, a jemu nie udało się znaleźć w czołowej grupie. Dopiero dzień później wszystko wróciło do normy i Włoch nie dał szans rywalom. To zwycięstwo musiało być dla niego bardzo ważne, ponieważ było jego drugim (a pierwszym od 2015 roku) zwycięstwem w Giro na etapie rozgrywanym we Włoszech.

To jednak nie był koniec zabawy dominatora z Isola della Scala z konkurentami. Na 17. etapie po raz kolejny okazał się najszybszym kolarzem na trasie i wyrównał wynik Fernando Gavirii (innego sprintera Quick-Stepu) sprzed roku. Dzięki temu, podobnie jak Kolumbijczyk, wywalczył Maglia Ciclamino (Włoski odpowiednik Zielonej Koszulki z TdF i Vuelty) i mógł z optymizmem podchodzić do kolejnych czekających na niego wyzwań.

I być może ten optymizm przyczynił się do tego, że po zakończeniu największego wyścigu we Włoszech w kolejnych wyścigach spisywał się jeszcze lepiej. Najpierw wygrał  aż 4 z 6 etapów Adriatica Ionica Race, gdzie rywalizował m.in z Markiem Cavendishem i Giacomo Nizzolo, później po raz pierwszy w karierze zdobył mistrzostwo Włoch, a tuż przed Vueltą, w Cyclassics Hamburg udało mu się obronić tytuł wywalczony rok temu.

Choć na ostatnim w tym sezonie wielkim tourze musiał się mierzyć z nieco poważniejszymi rywalami niż na Giro (m.in Sagan, Nizzolo i Bouhanni), to także tam okazał się zdecydowanie lepszy od konkurentów. Podczas płaskich etapów tylko dwukrotnie dał się pokonać przeciwnikom- najpierw, na 6 etapie dał się pokonać wracającemu do żywych Nacerowi Bouhanniemu, a 2 tygodnie później niezdecydowanie peletonu wykorzystali Wallays i Bystrom- dwaj uciekinierzy, którzy między sobą rozstrzygnęli sprawę zwycięstwa etapowego (więcej o etapie 18. tutaj)

Niestety z powodu nieco krzywdzących sprinterów zasad, tym razem Viviani nie okazał się najlepszy w klasyfikacji punktowej Vuelty. Mimo to ten wyścig również musi zaliczyć do udanych. Tak samo zresztą jak cały sezon. W tym roku Włoch wygrał aż 18 razy (najwięcej spośród wszystkich zawodników i tylko o 1 mniej niż podczas całej  swojej 3-letniej przygody ze Sky), a wśród tych zwycięstw wiele było naprawdę cennych (m.in 7 zwycięstw w Wielkich Tourach).

Mimo to da się odczuć, że Włoch nie jest w pełni zadowolony z przebiegu tego sezonu. Wygląda na to, że wciąż boli go przegrana z Saganem na mecie Gent-Wevelegem. Jednak wszystko wskazuje na to, że w kolejnym sezonie znów spróbuje w końcu wygrać ten wyścig. A biorąc pod uwagę jego dotychczasowe występy w barwach ekipy Lefevre’a spełnienie marzenia z dzieciństwa wydaje się być wielce prawdopodobne…

Więcej moich wpisów znajdziesz TUTAJ

1
0
Zdjęcie profilowe Bartek12 Bartek12

KOMENTARZE ()