Najlepsi kolarze 2018- miejsce 3. Rohan Dennis

Rohan Dennis od dawna był uważany za jednego z najlepszych „czasowców” na świecie, jednak najwyższe laury były zazwyczaj poza jego zasięgiem. Do niedawna w Australijczyk miał na swoim koncie zaledwie 7 zwycięstw w World Tourze, z czego zaledwie jedno w Wielkich Tourach (w 2015 roku wygrał etap w Tour de France). O wiele lepiej wiodło mu się podczas mistrzostw świata- od 2014 roku każdą walkę o „Tęczę”  kończył z medalem (w latach 2014-15 dwukrotnie był to medal złoty), ale każdy z tych sukcesów został osiągnięty w jeździe drużynowej na czas, a jeśli chodzi o indywidualne starty, to największym sukcesem Australijczyka było miejsce 5. w Ponferradzie. 

W tym sezonie plany Australijczyka były bardzo ambitne, chciał, tak jak choćby Dumoulin, inny znakomity „czasowiec”, powalczyć o niezłe miejsce w klasyfikacji generalnej wielkiego touru. Cóż… wyzwanie, którego chciał się podjąć było z całą pewnością bardzo ciężkie, ale jak najbardziej możliwe do wykonania- w końcu już wcześniej zdarzało mu się zaliczać niezłe występy w wyścigach tygodniowych (takich jak Tirreno-Adriatico, gdzie zajął drugie miejsce, czy Tour Down Under, które w 2015 roku udało mu się wygrać).

Jednak wielki tour to wyzwanie innego kalibru, o czym zawodnik BMC przekonał się na Giro d’Italia. Australijczyk zajął przeciętne 17. miejsce, ale to nie oznacza, że  wyjeżdżał z Półwyspu Apenińskiego ze spuszczoną głową- było wręcz przeciwnie. I ciężko się mu dziwić- przez 4 dni był posiadaczem Maglia Rosa, z czołowej dziesiątki wypadł dopiero po legendarnym 19. etapie (O którym więcej przeczytasz tutaj), a poza tym nareszcie, po 3 latach oczekiwania, wygrał odcinek wielkotourowego wyścigu.

Po sukcesie we Włoszech kolejnym ważnym (oczywiście nie aż tak ważnym) wyścigiem, w którym wziął udział było Tour de Pologne. Tam ani nie odniósł sukcesu etapowego (w tej edycji nie była rozgrywana jazda indywidualna na czas), ani nie powalczył o wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej (był 60., a liderem ekipy był Dylan Teuns), ale raczej nie miał powodów do zmartwień, ponieważ wyścig organizowany przez Czesława Langa był dla niego jedynie częścią przygotowań do Vuelty, w której również celował w dobry wynik…

I o ile w „generalce” uplasował się o wiele niżej, niż na Giro, ba, niżej nawet niż na Tour de Pologne, to Vuelta była kolejnym świetnym wyścigiem w jego wykonaniu. W Hiszpanii wygrał obie „czasówki- tą na pierwszym etapie, na której minimalnie wyprzedził Michała Kwiatkowskiego, dzięki czemu stał się pierwszym posiadaczem czerwonej koszulki, i na etapie z numerem 16, gdzie zdeklasował rywali- drugiego Joey’ego Rosskopfa (w przyszłym sezonie CCC) pokonał o 50 sekund.

Na Mistrzostwa Świata w Innsbrucku zawodnik BMC mógł więc jechać z nadzieją na pierwszy indywidualny krążek w karierze. I zdecydowanie nie mógł wracać do domu zawiedziony. Po niezłym, choć nieco rozczarowującym, występie w drużynowej jeździe na czas, który BMC zakończyło na 3. miejscu, w końcu stanął podium także po „czasówce” indywidualnej. I to od razu na jego najwyższym stopniu, w dodatku po całkowitym zdominowaniu rywali, spośród których najlepszy- Tom Dumoulin stracił do niego niemal półtorej minuty.

Poza trzema zwycięstwami w Grand Tourach i „tęczową koszulką” Dennisowi udało się wywalczyć także wygrane etapowe na Tirreno-Adriatico oraz Abu Dhabi Tour, dzięki czemu w tym sezonie niemal podwoił liczbę swoich worldtourowych triumfów. Świetne występy w tym sezonie sprawiły, że świeżo upieczony mistrz świata w przyszłym roku będzie jeździł w Bahrainie-Merida- ekipie, która być może nie ma na koncie zbyt wielu sukcesów, ale ich miejsce zajmują banknoty (baardzo dużo banknotów)… Australijczyk nie powinien narzekać.

Więcej moich wpisów znajdziesz TUTAJ

1
0
Zdjęcie profilowe Bartek12 Bartek12

KOMENTARZE ()