Advertisement

Image and video hosting by TinyPic
Mistrzostwa Świata Wojskowych – Polska-Kanada, rozstrzygnięcie
Trybuna

Mistrzostwa Świata Wojskowych – Polska-Kanada, rozstrzygnięcie

Nawiązując do mojego niedawnego artykułu na Weszło (TUTAJ) postanowiłem zamieszczać w tym miejscu krótkie notki z meczów Polaków.

***

Po remisie z Egiptem i porażce z Syrią plan był jasny. Awans z drugiego miejsca gwarantowało nam tylko rozbicie Kanady różnicą pięciu goli, jak i porażka Egipcjan z Syryjczykami. Mission Impossible? Na pierwszy rzut oka raczej tak. Pomimo wszystko w naszej drużynie tliła się naprawdę spora nadzieja. Egipcjanie na obecnych Mistrzostwach są bowiem na razie tylko workiem treningowym, z kolei faworytem rozgrywanego równolegle starcia wydają się Syryjczycy.

Zadecyduje dyspozycja dnia. Chyba nigdy to oklepane jak Popek w starciu z Pudzianem powiedzenie nie było aż tak adekwatne do sytuacji.

Przede wszystkim należało skupić się na naszym meczu, a dopiero po zakończeniu zerknąć na inne kluczowe dla nas rozstrzygnięcia. Kanadyjczycy przegrali jak dotąd swoje mecze w stosunku 0:3 i 0:4. My musieliśmy strzelić im jeszcze więcej goli. Najważniejszy był dobry początek. Zaczęło się od trafienia Kosińskiego, jednak niedługo później rywale doprowadzili do wyrównania. Cały czas trzeba było więc trafić do siatki co najmniej pięć razy…

Na szczęście mniej więcej po trzydziestu minutach gry wróciliśmy na prowadzenie za sprawą strzału z rzutu karnego Wojciecha Łuczaka. Od tego momentu jeszcze mocniej zaczęła się uwidaczniać – widoczna w mniejszym stopniu od początku meczu – przewaga naszych reprezentantów. Raz akcja lewym skrzydłem, zagranie na 14. metr i dobry strzał po ziemi, raz trzy dobre strzały w jednej akcji. Po tych sytuacjach swoją ostatnią okazję w meczu wykreowali sobie Kanadyjczycy. Kilka centymetrów, ciut więcej szczęścia i na przerwę schodzilibyśmy w kapryśnych humorach.

Klasę potwierdziliśmy po zmianie stron. Na samym początku dobre zagranie z prawej strony, zamienione na bramkę przez nadbiegającego Wachowiaka. Na piętnaście minut przed końcem trafienie zaliczył Żemo. W międzyczasie kolejne dobre sytuacje Polaków, jednak wciąż brakowało dwóch trafień. W końcówce na szczęście uwidocznił się wojskowy charakter. Na dziesięć minut przed końcem ładnie z dwójką obrońców poradził sobie Łuczak (zawodnik, który zaliczył epizody w Lechii i Koronie) i w sytuacji sam na sam podwyższył nasze prowadzenie.

No i w końcu doliczony czas – wyjście Polaków dwóch na jednego, ładnie rozegrana akcja i trafienie Żemo do pustaka. 6:1. Polacy zrobili to, co mogli. Teraz wszystko zależało od rozstrzygnięcia w drugim spotkaniu.

***

Egipt – Syria 0:0…

***

Blisko, bardzo blisko. Pisałem już o tym w poprzednich wpisach – głównym celem od ponownego powołania do życia reprezentacji Wojska Polskiego cały czas jest kwalifikacja i dobry występ na wojskowych Igrzyskach Olimpijskich, które już za dwa lata. Mundial od początku miał służyć za cenne doświadczenie, jednak nie ma także co ukrywać, że z tyłu głowy musi być rozczarowanie. Zabrakło niewiele. Poza tym, kiedy tylko rozmawiałem z członkami tej reprezentacji, każdy wspominał, że ich osobistym celem minimum jest wyjście z grup. Nie udało się, ich ambicja na pewno nie pozwoli im przejść obok tego do porządku dziennego.

Ta sportowa złość może być też, wbrew pozorom, dobrym prognostykiem na przyszłość.

1
0
Zdjęcie profilowe Norbert Skorzewski Norbert Skorzewski

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY