Marnowanie talentów

W czasach podstawówki byłem bardzo ambitnym uczniem. Chciałem mieć jak najlepsze oceny, no bo wiadomo, prestiż, szacunek. Szybko zrozumiałem jednak że tak naprawdę to czy mam szóstkę czy czwórkę nie ma większego znaczenia, liczy się jedynie to co umiem i co przyda mi się w życiu. No dobrze, może z wiekiem stałem się też bardziej leniwy, ale jako nastolatek wiedziałem że nie wiążę przyszłości z matematyką i że znajomość sinusów i tangensów jest mi potrzebna jak rybie kierownica. Już jako uczeń liceum zmierzyłem się z czymś co do dzisiaj budzi moje niezrozumienie. Kończy się semestr? Chcesz mieć wyższą ocenę? Zrób plakat.

Nie wiem czy tego typu praktyka pojawiała się w Waszych szkołach, ale w mojej autentycznie, u wielu nauczycieli żeby mieć stopień wyżej, wystarczyło zrobić jeden, gówniany plakat. Wychodzi Ci dwója z niemieckiego? Wytnij kilka fotek Tokio Hotel, naklej na większą kartkę i masz tróję. Początkowo sam brnąłem w tego typu zwyczaj, bo skoro wszyscy tak robili, to czemu nie ja? Wielki niesmak przyniosły mi lekcje informatyki, gdzie na sprawdzianach można było mieć maksymalnie piątkę. Jako że ten przedmiot mnie ciekawił, to zapytałem co mam zrobić na szóstkę. Tak dla własnej satysfakcji, bo przecież co w moim życiu mogła ta ocena zmienić? Kombinowałem jakie ekstra zadanie mogę otrzymać. Może napisanie jakiegoś programu? Albo stworzenie strony internetowej? Coś w czym mógłbym się wykazać, udowodnić że rzeczywiście potrafię coś więcej? Odpowiedź zmiażdżyła mnie z miejsca. Na wyższą ocenę miałem narysować w paincie Mikołaja i wydrukować w formie plakatu. Jasna cholera! XXI wiek, Baumgartner skacze z kosmosu, lekarze robią operacje na otwartym sercu, a osiemnastoletni uczeń na najwyższą ocenę ma narysować kolesia w czerwonej czapie. Nic tylko wpisać sobie w CV jako dodatkowe umiejętności.

Historia, którą do dzisiaj uwielbiam? No cóż, z przykrością stwierdzam że część nauczycieli tego przedmiotu już wtedy miała mniejsze pojęcie ode mnie, i to nie dlatego że ja byłem jakoś niewiarygodnie mądry. Nauczyciel jest jak trener piłkarski, musi mieć u swoich podopiecznych szacunek. Może go wywalczyć będąc „spoko ziomkiem”, może wzbudzić u reszty strach będąc srogim i wymagającym. Jeśli jednak już na początku się zbłaźni, to nikt na poważnie nie będzie traktował jego lekcji. A skoro ktoś kto miał mnie uczyć mylił fakty i nie miał zielonego pojęcia o tym co mówi, to przestałem go słuchać. Szczerze mówiąc większą wiedzę wyniosłem z czytania wikipedii, niż z tych lat w szkole. 45 minut lekcji, z czego nauczyciel spóźnia się 5 minut, 10 minut sprawdza obecność, 15 minut dyktuje notatki i pozostałem 15 opowiada od rzeczy. Resztę doczytajcie sobie w domu. Nie jest tak?

Wielki szacunek miał u mnie kolega, któremu z języka angielskiego wychodziła czwórka, a nauczycielka zaproponowała mu żeby na podwyższenie oceny zrobił plakat. „-Nie dziękuję, nie zależy mi na tak zdobytej ocenie”. Ależ kobieta miała minę! Chłopak rzeczywiście zrobił karierę, pracuje w jakimś zagranicznym banku, zarabia kasę jakiej owa nauczycielka pewnie nie zobaczy przez trzy miesiące pracy. Z kolei dziewczyny które przymilały się i mogły liczyć na szóstki, dziś „pracują” na instagramie, będąc modelkami na tych siedemnastu osób które je obserwują. Niestety, w prawdziwym życiu nikt nie chce dać pracy za plakat. Zresztą, pierwsza weryfikacja miała miejsce na maturze, gdy wielu uczniów „czwórkowych” miało lepsze wyniki niż ci „szóstkowi”. Nie zapomnę jak jedna z nauczycielek która notorycznie powtarzała mi że mogę uwalić maturę, gdy dowiedziała się że miałem koło 85-90% z jej przedmiotu stwierdziła że zawsze we mnie wierzyła i jest dumna że mnie tak przygotowała. No cóż…

Nie lepiej było z w-fem. Wiadomo, wszyscy chcieliśmy głównie „grać w gałę”, kosza czy siatkówkę traktując jako zło konieczne. Niestety, mimo że na grupę kilkunastu chłopaków praktycznie każdy chciał futbolu, w nogę graliśmy od święta, zamiast tego katując kosza. No bo przecież w podstawie programowej jest dwutakt, trzeba ćwiczyć ile wlezie. Oczywiście z czasem przyzwyczailiśmy się do takiej siatki, ale pewnego dnia inny nauczyciel zaproponował naszemu sparing, klasa na klasę w halówkę. Jak się okazało, inna klasa na każdym w-fie grała w nogę, a mimo to wyraźnie z nami przegrali. Co było dalej? Ano z nas na siłę robiono siatkarzy i koszykarzy, a tamtych stworzono reprezentację szkoły w piłkę nożną. Nie dlatego że byli najlepsi, ale dlatego że uczył ich nauczyciel który akurat lubił futbol, a mojej klasy nie znał.

Na muzyce miałem przez jakiś czas kumpla pochodzącego z Armenii (był w naszej szkole rok, potem wyjechał w swoje strony). Koleś pięknie grał na akordeonie, ale gry na flecie zbytnio nie czaił, bo wcześniej nie miał z nim do czynienia. Przyszło zaliczenie z jakiegoś utworu i koleś mało nie uwalił przedmiotu. Co z tego że był wręcz wirtuozem akordeonu? Zaliczenie ma być na flecie i tyle! Tak nakazuje podstawa programowa. Zero miejsca na własne pasje. Ludzie zdobywają doświadczenie, a potem i tak pracują w innym zawodzie, bo albo ich nie kręci to co robią, albo nie ma ofert pracy.

Jeśli miałbym więc coś radzić przyszłym piłkarzom, muzykom czy gwiazdom filmowym, to rzetelną, konsekwentną pracę. Nie dla ocen czy zadowolenia osób trzecich. Co z tego że ściągniesz na sprawdzianie, albo wyuczysz się na blachę jakiejś regułki, jak za kilka lat nie będziesz ogarniać o co w tym chodziło. Skup się na tym co Cię w życiu interesuje, ale tak żebyś sam miał świadomość że jesteś w tym dobry. Rodzice powinni rozumieć że oceny w szkole to nie jest główny wyznacznik umiejętności dziecka i że czasem warto zaufać jego pasjom i wspierać, chociażby zawożąc na dodatkowy trening, albo wspólnie oglądając filmy czy dyskutując o książkach. Ma ochotę „popykać” w CSa? Okej, może kiedyś zostanie progamerem i tak ułoży sobie życie. Jako dzieciak przegadałem wiele lekcji z kumplami na temat piłkarskie, to co wtedy we mnie kiełkowało, dziś urosło do jakiegoś światopoglądu, dzięki czemu mam swoje zdanie w konkretnych tematach i potrafię je obronić. Tak, uważam że mam z tego więcej pożytku niż gdybym wtedy skupił się na czwartym prawie Herkulesa, albo odwrotnym twierdzeniu Xeny.

www.mpolski.pl

2
0
Zdjęcie profilowe mistrzpl mistrzpl

KOMENTARZE ()