Krajobraz po bitwie

To miał być spokojny etap… . No dobra- może i nie, bo przecież na pierwszych etapach wyścigu zazwyczaj mamy chaos i częste kraksy, a gdy do tego dodamy fakt, że na finiszu kolarze musieli pokonać niewielkie wzniesienie dojdziemy do wniosku, że rywalizacja zapowiadała się bardzo ciekawie. Ale takiego zamieszania chyba nikt się nie spodziewał- najpierw, na 12 kilometrów do mety doszło do sporej kraksy, w której ucierpiało kilkunastu zawodników, a niecałe 10 minut później do kolejnej, jeszcze większej, która zatrzymała większość kandydatów do zwycięstwa w wyścigu. Kto najlepiej odnalazł się w tej sytuacji? A kto najgorzej?

Wygrani

Wygranych jest tak naprawdę chyba tylko dwóch- Richard Carapaz i Primoż Roglić. Przedwczoraj pierwszy z wymienionych przeżywał naprawdę ciężkie chwile- na 10 kilometrów przed metą miał defekt roweru, a przez kraksę, do której doszło 4 kilometry później, nie był w stanie dojść do głównej grupy i ostatecznie dojechał na czele goniącej grupy- ze stratą 46 sekund do czołówki.

Na szczęście szybko się pozbierał, dzięki czemu wczoraj wygrał etap i odrobił większość strat, dzięki czemu w walce o Maglia Rosa plasuje się tuż za czołową „10”. W dodatku, choć sam raczej się z tego nie cieszy, to na jego korzyść działa także fakt, że niemal minutę stracił do niego Mikel Landa- klubowy kolega, co oznacza, że teraz to Ekwadorczyk jest na lepszej pozycji w walce o miano absolutnego lidera ekipy.

Pewnie jeszcze więcej powodów do radości ma Primoż Roglić. Jest liderem, więc jak na lidera przystało przez większość etapu trzymał się z przodu peletonu. I zdecydowanie mu się to opłaciło, bo podczas gdy większość jego rywali w momencie upadku Salvatore Puccio musiała się zatrzymać, on mógł jechać dalej, dzięki czemu miał okazję powalczyć o zwycięstwo etapowe (akurat to mu się nie udało- być może chciał być w porządku wobec rywali i nie walczył o bonifikatę) i nadrobił do większości faworytów 16 sekund, dzięki czemu teraz nad drugim Yatesem ma już ponad pół minuty przewagi i pewnie zarezerwował sobie koszulkę lidera aż do niedzielnej czasówki.

Przegrani

Niestety, co zresztą zrozumiałe, przegranych jest o wiele więcej. Właściwie można by było w tym gronie umieścić wszystkich głównych faworytów wyścigu poza Primożem Rogliciem, którzy stracili do Słoweńca 16 sekund, można by było dołożyć do tego Victora de la Parte z CCC, który stracił miejsce w „10” na rzecz Diego Ulissiego i wielu, wielu innych, ale wydaje mi się, że najwięcej stracił Sunweb.

Przed wyścigiem niemiecki zespół był w bardzo dobrej sytuacji- miał Toma Dumoulina- jednego z 3 największych faworytów do zwycięstwa i Sama Oomena, który miał być dla rodaka wsparciem, a gdyby doszło do jakiejś wyjątkowej sytuacji zastępcą w walce o wysokie lokaty. Ale niestety nic z tego nie wyszło, bo wczoraj obaj przyjechali kilka minut za najlepszymi- Dumoulin z powodu kraksy, a Oomen prawdopodobnie został cofnięty, by wspomóc starszego i znacznie bardziej doświadczonego kolegę.

I jeśli rzeczywiście tak było, to moim zdaniem Sunweb podjął bardzo złą decyzję. Bo przecież Dumoulin stracił do liderującego Roglicia grubo ponad 4 minuty i wcale nie wyglądał na kogoś, kto miałby szanse na choćby częściowe odrobienie strat- i rzeczywiście, tuż po starcie dzisiejszego etapu Holender wycofał się z wyścigu, a teraz będzie w spokoju przygotowywał się do Tour de France.

Teraz władze zespołu pewnie plują sobie w brodę- i dobrze, bo być może pozbawili nas wspaniałej historii, bo takiej byśmy byli świadkami, gdyby Oomen przejął pałeczkę od starszego rodaka, a potem biłby się o najwyższe lokaty, na co- patrząc na ubiegłą edycję- być może byłoby go stać. Ale tego się już nie dowiemy, a teraz młody Holender ma olbrzymią stratę do lidera i jedyne, co może w tym wyścigu ugrać, to zwycięstwa etapowe

Podobną rolę jak Oomen pełnić miał w Bahrain-Merida Domenico Pozzovivo. Niestety Włochowi od początku wyścigu doskwiera pech (albo nieumiejętna jazda w peletonie). O ile czasówkę pojechał naprawdę przyzwoicie, to już przedwczoraj ucierpiał w kraksie i przyjechał w tej samej grupie co Carapaz. Wtedy jednak stracił niecałą minutę- wczoraj było to ponad 10 minut, co właściwie przekreśla jego szanse na bycie drugim nożem Bahrainu.

Jednak w tym przypadku wątpię, by szefostwo przesadnie martwiło się z tego powodu. W końcu Pozzovivo wciąż może walczyć o etapy, a może i o koszulkę górala, a przecież Nibali, w przeciwieństwie do Dumoulina, ma się bardzo dobrze- zajmuje wysokie, 3. miejsce w generalce i nic nie wskazuje na to, by „Rekin z Mesyny” miał w najbliższym czasie spuścić z tonu. W dodatku ekipa z Bliskiego Wschodu wciąż dysponuje drugim nożem- teraz jest nim Damiano Caruso- 11. kolarz Tour de France 2017 i jak na razie 8 kolarz tegorocznego Giro.

Coraz więcej zaczyna natomiast wskazywać na to, że takim drugim nożem będzie w Movistarze Mikel Landa- Hiszpan, który w tegorocznym Corsa Rosa chyba po raz pierwszy od Giro 2016 (którego zresztą nie ukończył) miał szansę na to by przejechać wielki tour w roli lidera. I owszem wciąż ma na to szanse, ale po wczorajszym etapie są one znacznie mniejsze, gdyż Bask stracił niemal minutę do współlidera zespołu- Carapaza.

Nic więc dziwnego, że Landa tuż po etapie był rozżalony- na tyle, że Yates, który, przynajmniej jego zdaniem, był głównym winowajcą, został nazwany przez niego „idiotą, i ewidentnie opóźnionym umysłowo dzikusem”. Na szczęście szybko się z tego wycofał, mówiąc, że został źle zrozumiany, a jego słowa zostały wyrwane z kontekstu (taa, na pewno).

Jak widać emocje już nieco opadły. Teraz część ofiar kraksy może w spokoju zastanawiać się, co mogą zrobić, by ten wyścig nie był dla nich stracony, a ci którzy nie mają na to szans, pewnie już lada dzień zaczną przygotowywać się do następnych ważnych startów.

Więcej moich wpisów znajdziesz TUTAJ

1
0
Zdjęcie profilowe Bartek12 Bartek12

KOMENTARZE ()