Kowalczyk: Daje z siebie sto procent i to ma ugruntować moją pozycje, a nie kilka treningów z Balotellim
Trybuna

Kowalczyk: Daje z siebie sto procent i to ma ugruntować moją pozycje, a nie kilka treningów z Balotellim

Treningi z Liverpoolem w wieku 17 lat? Z college’u na zaplecze Premier League? Ile czasu trzeba poświęcić, żeby przejść taką drogę? Ile potu i harówy kosztuje trening z Mignoletem? Jak to jest usłyszeć po tym wszystkim, że jest się za niskim? Być jak Casillas? A może kariera w USA u boku Joe Cole’a? I w końcu czy od rodziny Gancarczyków można nauczyć się tyle, co od Coutinho i Balotelliego? Odpowiedzi za Bartosz Kowalczyk.

W wieku szesnastu lat postawiłeś wszystko na jedną kartę i wyjechałeś do Liverpoolu?

No, tak było (śmiech).

I nie miałeś żadnych obaw?

Wiadomo, że wiązało się z tym pewne ryzyko. Wiedziałem tyle, co powiedział mi kolega, który już w trenował w Liverpool Foundation Collage. Jemu się tam podobało. Opowiadał, że wszystko jest okej, więc czemu nie pojechać? Jedyne czego byłem pewny, to to, że za kilka miesięcy jest dość prestiżowy turniej Dallas Cup. Musiałem zrobić wszystko, żeby tam pojechać. Chociaż skład był ogłoszony już 8 miesięcy przed moim przyjazdem do Liverpoolu. Ten kolega, który trenował tam od pół roku, on się nie złapał do kadry. Mnie zapisali dopiero po kilku fajnych występach.

W momencie jak wyjeżdżałeś z Polski, wiedziałeś, że skład na Dallas Cup jest już ogłoszony?

Nie. Dopiero jadąc tam, dowiedziałem się, że jest w ogóle taki turniej. Jechali najlepsi z collage’u. Kiedy poczułem, że mogę być najlepszym bramkarzem w akademii, to automatycznie chciałem jechać do Dallas. No i wtedy okazało się, że skład był ogłoszony wyprzedzeniem. To z powodu masy formalności. Trzeba było wizy wyrobić itd. Reszta drużyny wyjechała wcześniej. Mieli małe zgrupowanie w Houston, a ja doleciałem później. Można powiedzieć, że prosto z samolotu poszedłem na mecz. Wszystko na wariackich papierach. Miałem być w piątek, a byłem w niedziele wieczorem. A o siódmej mecz!

O siódmej rano?

Tak… Czekaj nie. To było tak, że o siódmej wstawałem, a mecz był chyba o 9. Ale ogólnie mecze były rozgrywane z samego rana. Raz: bo było dużo drużyn. Dwa: bo były straszne upały. To był kwiecień, a temperatura już były naprawdę wysoka, więc trzeba było grać z rana, żeby w ogóle dać radę biegać po boisku.
W ogóle ten college, do którego trafiłeś to coś jak nasz polski SMS Łódź?
To jest Liverpool Foundation Collage. Fundacja Liverpool jest na globalną  marką. W pewnym momencie ta fundacja założyła własną szkołę. To jest fajne miejsce nie tylko dla piłkarzy. Też dla osób, którzy chcą być np. trenerem czy fizjoterapeutą. Wszyscy są cały czas obserwowani przez ‘The Reds’.

A nauka? Jakbyś miał słabe stopnie, to by cię wyrzucili?

Powiem tak: W Anglii nie przykłada się tak do nauki, jak w Polsce. Dla mnie w Polsce edukacja była bardzo ważna. A Anglicy traktują ją po łebkach. Tu piłka była zdecydowanie na pierwszym miejscu. Nie było żadnego ciśnienia na naukę. Wiedziałem, że jak nie nauczę się jutro, to nauczę się pojutrze i tak zaliczę.

Mieszkałeś w akademiku?

Nie, nie. Teraz jest coś takiego, że przyjeżdżają chłopaki ze Stanów czy Australii i mieszkają u host parents. Ich rodzice płacą za to wielkie pieniądze. Ja  na szczęście mieszkałem razem z kolegą i jego tatą. Dopiero przez ostatnie pół roku mieszkałem na własną rękę.
dupa

Trening w Liverpoolu./arch.prywatne

Najbardziej znany jesteś z występów, czy raczej treningów, z rezerwami Liverpoolu. Nie wskoczyłbyś tam, gdyby nie plaga kontuzji.

Znaczy… Pojechałem do Dallas. Zagraliśmy w finale. Turniej mi poszedł bardzo dobrze. Trenerzy, którzy pracują w collage’u, też trenują w akademii. Główny trener akademii był też odpowiedzialny a grupy, bodajże, U13 i to on mnie polecał wyżej. Obserwowali mnie też trenerzy U17 i U18. Więc to nie było tak, że się tam znalazłem przypadkiem. Zostałem zaproszony na sześciotygodniowe testy. Myślę, że zaprezentowałem się bardzo dobrze. Ale byłem za niski. W Liverpoolu ewidentnie czekali, aż urosnę. Pytali o wzrost mamy taty. Angielskie minimum to 1,90m. Ja nie rosłem, ale byłem obserwowany. Najpierw były testy w U16, potem U18.

Rzeczywiście w rezerwach akurat była plaga kontuzji. Chyba trzech bramkarzy na raz zmagało się z urazami i potrzebowali kogoś na treningi. Chodziłem, wierzyłem, że to jest moja szansa. Przez pięć miesięcy trenowałem regularnie z rezerwami Liverpoolu. Był moment, że chcieli podpisać ze mną kontrakt, bo nie mieli po prostu kim grać. Ale ja miałem wtedy 17 lat i nie mogłem dostać pozwolenia na grę tzw. clearencu. To jest w ogóle śmieszne. Pół roku się oto starałem.

To był problem czysto urzędowy?

Tak. Ja chciałem się pokazywać na szczeblu seniorskim. Chciały mnie kluby z non-league. Ale nie było możliwości, żeby to załatwić. Dopiero jak miałem 18 lat dostałem pozwolenie na grę. Wiem, że można to było załatwić na lewo. W Liverpoolu jakoś robią tak, że ci młodzi piłkarze zapisują się do szkoły.
Messi miał taką kurację stymulującą wzrost. Myślałeś nad tym?
Mega się tym interesowałem. Zastanawiałem się, jak to się dzieje, że każdy bramkarz jest tak wysoki. Czy Liverpool nie robi czegoś, żeby oni byli wyżsi? Ale z tego, co wiem to wszystko dzieje się naturalnie. Co do tego zabiegu, to byłem nawet w tej sprawie u lekarza, ale od razu mi to odradzono. Lekarz mówił, że mogą z tego wyniknąć niebezpieczne konsekwencje.

Ale jeśli takie akacje wypłyną, to się kończy z zakazem transferowym. Ostatnio Real Madryt miał kłopoty przez nie jasności z kontraktowaniem młodych piłkarzy.

Zgadza się. Jakby podpisali ze mną kontrakt, to może inaczej by się to wszystko potoczyło. A tak jest, jak jest. Nie ma co gdybać.

Mimo wszystkich przeciwności udało ci się dostać do pierwszego zespołu Liverpoolu.

To był taki okres, kiedy nie wiedziałem, czy opłaca mi się zostawać w Anglii. Chciałem szukać jakiś innych rozwiązań. Miałem bardzo dużo propozycji z uniwersytetów w Ameryce. Rozważałem opcje USA, ale odezwał się trener z Liverpoolu. Zapytał, czy nie chciałbym przychodzić na treningi. Chętnie się zgodziłem i pojechałem z klubem na taki krótki tour po Irlandii. Tu mówię o zespole U23. Byłem brany pod uwagę, jeśli chodzi o grę. Jak wróciliśmy, to zaczęły się treningi z pierwszym zespołem. To był okres przygotowawczy. Wiadomo część piłkarzy na kadrze, część na urlopie. Ale już wtedy było wielu dobrych zawodników. Był i Coutinho i Balotelli. Zaprezentowałem się dobrze, bo potem dość regularnie uczęszczałem na treningi pierwszego zespołu Liverpoolu.
15965955_118912765282927_7918614802766219116_n
Trening bramkarzy Liverpoolu. Bartosz pierwszy od lewej. /arch.prywatne.

To ktoś ze sztabu seniorskiej drużyny powiedział ci: Bartek jesteś dobry, ale za niski.

W pewnym momencie to było oczywiste. Mówiły mi to osoby, które pełniły role menagerów, ale ja też w rozmowie z trenerem bramkarzy… No widziałem, jak on na mnie patrzy. Inna sytuacja przyjechał do nas chłopak z Wisły Kraków (Bartosz Matoga – przyp. Red.). Miał 14 lat i 1,80 wzrostu, a jeszcze widać było, że spokojnie urośnie, ale oni z góry go skreślili. Stwierdzili , że jest za niski. No oni tak mają w Anglii. Kilka razy szczerze mi powiedzieli, że chcą mnie na trening, ale grać tu nie będę, bo jestem za niski.

Ale trzeci bramkarz Liverpoolu, Loris Karius, też jakimś gigantem nie jest.

Nie no, Loris ma spokojnie ponad 1,90m. Mignolet też jest wysoki. Są gdzieś tam w grupach młodzieżowych niscy bramkarze, tacy po 1,82 czy 1,83, ale oni tam długo nie zostaną. Nie wróżę im kariery, bo wiem ,jak to wygląda. Jest taki chłopak w U23 co ma 1,87m. Ale o jest w dziwnej sytuacji. Miał odejść. Nie dogadał się z innym klubem, bodajże z Leeds. Został, trenuje, ale nie dostał szansy nawet w meczu towarzyskim. Mimo że od 10 roku życia broni w Liverpoolu. Mimo że przeszedł każdy szczebel. Jak widać, to nie wystarcza.

On jest Anglikiem?

Tak to Andy Firth

Myślałem, że Anglicy mają łatwiej.

Bo mają. Tu nie ma co się oszukiwać. Żeby grać, trzeba być dwa-trzy razy lepszym od Anglika. To zdaje mi się, jest normalne. Moim zdanie w Polsce brakuje takiego podejścia. Przyjdzie u nas ktoś zza granicy i z reguły od razu dostaje miejsce w pierwszym składzie, a w cale nie jest lepszy niż Polak.

Wróćmy do Dallas Cup. Zagrałeś świetne zawodny. Wiem, że dzwonili z Manchesteru City i Boltonu.

To wszystko było dziwne. Ja byłem trzy miesiące w Liverpool Foundtion Collage i ledwo gadałem po angielsku. Bez granicznie ufałem osobom, które mnie sprowadziły do Anglii. Okazało się, że tak kolorowo nie było. Może jakbym posłuchał kogo innego… To było związane z Trenemere Rovers. Jeździłem tam na treningi bramkarskie. Tam była agencja, która chciała mnie przejąć. Podpowiadali mi, żeby jeździć, pokazywać się, był Bolton. Niby było City. Ale w głowie miałem to, że za dwa tygodnie mam testy w Liverpoolu. Nie w żadnym collage’u, tylko w tym faktycznym Liverpoolu. Dla mnie to było spełnienie marzeń. Byłem trzy tygodnie w tym akademii już miałem jechać na testy.

W momencie jak mówiłeś ‘Manchester City’, wymownie wzruszyłeś ręką. To ściema?

Powiem tak: Z nikim z Manchesteru City nie rozmawiałem. Nawet nie byłbym w stanie. Ale ludzie z mojego otoczenia mówili mi, że jakieś zainteresowanie było. Pamiętam, jak przeżywałem. Mówię: Trzeba tam jechać, trzeba się pokazać. Ale z kolei oni wtedy mówili: Bartek, spokojnie. Nie wiem na ile, to było prawdziwe.

Dla mnie to trochę dziwne, że w finale Dallas Cup graliście z reprezentacją Kostaryki.

My byliśmy w szoku! Graliśmy z drużynami z Ameryki. Było wszystko fajnie, a tu w finale reprezentacja! I to nie była jakaś przypadkowa zbieranina. Trzech chłopaków z tej drużyny wystąpiło na Mistrzostwach Świata w Brazylii. Tam doszli aż do ćwierćfinału. My przegraliśmy z nimi 1:0, ale nie wiem, czy to nie był mój najlepszy mecz w karierze. Tam mogliśmy dostać dużo, dużo więcej bramek. Nie wiem, czy my w ogóle oddaliśmy strzał na bramkę. To był zupełnie inny poziom. Oni profesjonaliści, reprezentanci kraju, a my –jakby nie patrzeć- drużyna z collage’u.

Ponoć mówisz po hiszpańsku.

Kiedyś mówiłem, teraz to nie (śmiech). Jak byłem młodszy, to mój hiszpański był zdecydowanie lepszy od angielskiego. Jednak potem w ogóle go nie ćwiczyłem. Do tego doszła poważna kontuzja głowy i straciłem pamięć. Pewnie to gdzieś w głowie jeszcze jest. Jakbym przysiadł do książek, pewnie by wróciło. To jest jakiś tam plus, bo moim marzeniem jest grać w Hiszpanii.

Co to za kontuzja głowy? Brzmi poważnie.

To było jeszcze, jak grałem w Agrykoli. Po prostu wstrząs mózg miałem.

Wpadłeś na słupek?

To był faul na mnie. Operacja i takie tam. Język miałem rozcięty. Nieciekawa sytuacja. Ja to się śmieje, że może i lepiej, że straciłem wtedy pamięć.

Wracając do Hiszpanii. Twój tato często porównuje cię do Ikera Casillasa. Wiem już, że po hiszpańsku pewnie byś się dogadał. Nie myślałeś nad transferem na Półwysep Iberyjski zamiast do Odry?

Ja o tym cały czas myślę. Ale żeby iść gdzieś dalej to trzeba było mieć doświadczenie w seniorach. Ludzie na mnie patrzą w ten sposób, że fajny bramkarz, trenował z Liverpoolem, no ale gdzie on grał. Ja nigdzie poszedłem dalej, bo kurczowo trzymałem się Liverpoolu. Tam miałem treningi, szkołę. W końcu stwierdziłem, że najlepiej będzie wrócić do Polski. Poza tym pojawiła się opcja z Odry. To zdecydowanie bezpieczniejsze niż latać na testy i nie być pewnym przyszłości.

Ten kolega, który wprowadził cię do Liverpool Foundation Collage to Paweł Lenart?

Tak, ale pewnie, jak by był bramkarzem, to by mi nie pomógł (śmiech).
10358707_719700974783686_362142211996227032_n

Młodzi Polacy w Liverpoolu wraz z klubową legendą, Jurkiem Dudkiem. Bartosz drugi od prawej. Paweł Lenart między Dudkiem, a Bartoszem.

A korzystałeś  z pomocy innych Polaków związanych z Liverpoolem np. Dudka?

Rok temu przyszedł Kamil Grabara i było zdecydowanie raźniej. Pojawił się rodak i można było sobie pogadać po polsku. Wiadomo, że ja już tam byłem trochę dłużej, to starałem się Kamilowi pomóc itd. Cały czas mamy kontakt. A co tam pytałeś o Dudka?

Czy korzystałeś z jego pomocy. Nie mógł się za tobą wstawić, kiedy skreślali cię za wzrost?

On mnie może oglądał ze trzy razy na meczach. Parę razy gadaliśmy. Ciężko powiedzieć czy on coś działał w moim kierunku. Ja będąc w collage’u, byłem tam po prostu potrzebny i akademii Liverpoolu, i drużynom rezerw, a także pierwszemu składowi, bo te parę razy się pojawiłem na treningach. Mimo to woleli mnie w college’u, bo ciągnąłem tę drużynę. Dallas Cup to jeden z wielu sukcesów. W fundacji mówili, że znajdą mi klub, ale to było tylko takie gadanie, tylko po to, żebym tam został.

Przez pewien czas byłeś piłkarzem Florida FC. To pokłosie Dallas Cup?

To się zaczęło tak, że miałem propozycje z Manhattan Collage. Prezesi FC Floridy znali się z trenerem Manhattanu no i on mnie polecił. Zadzwonili do mnie i chcieli, żebym grał z nimi przez okres wakacyjny. Ja po prostu skorzystałem z okazji. Tym bardziej że przelot, wyżywienie, mieszkanie – wszystko było za darmo. Nawet grosza nie zapłaciłem! To była mega przygoda. Zaszliśmy bardzo daleko w National Tournament. Zajęliśmy drugie miejsce.
Bartosz w barwach Florida FC. W rekach nagroda dla najlepszego bramkarza National Tournament. /arch.prywatne

Bartosz w barwach Florida FC. W rekach nagroda dla najlepszego bramkarza National Tournament. /arch.prywatne

Florida FC to drużyna collage’owa czy już jakiś poziom ligowy.

To zespół U19. Drużyna głównie skradała się z zawodników z collage’u. Grała w Division I NCAA. Floryda miała z góry postawiony jasny cel: Wygrać dywizję i być najlepsza w Ameryce. Udało się zająć drugie miejsce. A jeśli chodzi o piłkę w USA, to byłem na testach w dwóch drużynach NASL. To było Jacksonville Armada i Tampa Bay Rowdies (aktualnie największą gwiazdą klubu jest Joe Cole- przyp.red.), które teraz gra w USL. Była duża szansa, żeby zostać w Ameryce. Szczególnie w Tampie, bo tam bardzo spodobałem się trenerowi bramkarzy. Tylko nie udało się dogadać, jeśli chodzi o papiery. Oni mogli zakontraktować tylko pięciu graczy z Europy i już mieli tę piątkę. Dla nich najlepszą opcją było, żebym poszedł do collage’u, poczekał pół roku i jak ktoś odejdzie, wtedy bym wskoczył. Nie podobał mi się taki pomysł. Wiedziałem, że jak idę do Ameryki, to muszę mieć gwarancje wszystkiego, a przede wszystkim rozwoju. Życie nauczyło mnie, że jak się czegoś nie ma na piśmie, to potem różnie może być. Nie ma co nadto ufać ludziom. Też nie chciałem zostawiać rodziny i dziewczyny tylko po, to żeby chodzić do collage’u

W kontekście Bartosza Kowalczyka pojawia się jeszcze jedna tajemnicza drużyna: Marine.

Marine? To jest chyba najstarszy zespół w Liverpoolu. To jest też jedna z drużyn, która chciała, żeby dla nich grał, ale nie mogłem z powodu papierów. Rozegrałem z nimi cały okres przygotowawczy, ale jak przyszło do ligi to brak clearnceu, nie pozwolił mi grać, bo miałem 16 czy 17 lat i nie dostałem pozwolenia na grę. A w Marine znalazłem się tak, ż trener z collage’u pracował też w Marine. Teraz, przez ostatnie pól oku grałem z zespołem City of Liverpool. Trenowałem z Liverpoolem, ale mecze grałem w City of Liverpoolu. To bardzo fajna drużyna. Powstała w 2016 roku i ma na celu łączyć kibiców Evertonu i Liverpoolu. I naprawdę na mecz przychodził, bardzo dużo osób. Tak średnio na było 700 osób! A to pól profesjonalna piłka. Nie wiem, czy na każdy mecz II ligi przychodzi tyle ludzi. Poza tym tam poznałem brytyjska, fizyczną specyfikę gry.

Teraz trafiłeś do Odry. Krok w przód?

To się dopiero okaże. Jeśli chodzi o treningi, zawodników i infrastrukturę, to mimo wszystko krok w przód. Nie mogę się tym kierować, że byłem na treningach pierwszej drużyny Liverpoolu i wszystkiego porównywać do tego. To bez sensu porównywać Odrę z Liverpoolem. Ale jest to cos całkiem nowego. Nowa piłka. Inna od angielskiej. Mam okazje się czegoś nauczyć. Do tego fajnie jest się mierzyć z zespołami z I ligi czy nawet z ekstraklasy, bo graliśmy sparing z Ruchem Chorzów.

Nie tak dawno broniłeś strzały Balotelliego i Coutinho, a teraz Waldemara Gancarczyka.

Nie tylko Waldka! W Odrze jest czterech braci. Cała rodzina. Jest od kogo się uczyć. Janek (chodzi o Janusza Gancarczyka- przyp. red.) ma ze trzysta meczów w ekstraklasie. Marek pewnie też koło stu. Jest też Wodecki. On na pewno zagrał ponad sto razy w ekstraklasie. Także spokojnie. Jest czyje strzały bronić. (śmiech)

W Opolu już przeminął zachwyt na zasadzie: mamy golkipera z Liverpoolu?

Na pewno na początku była ciekawość. Pytali, jak to tam wszystko wgląda. Ale nie jestem specjalnie traktowy. Nawet nie chciałbym. Na treningach daje siebie sto procent i to ma ugruntować moją pozycję, a nie kilka treningów z Balotellim.

Trenowałeś z Mignoletem czy Danny Wardem?

Z Dannym nie. On był cały czas na wypożyczeniach. Jak nie Aberdeen, to Huddersfield. Najczęściej trenowałem z Adamem Bogdanem, bo on cały sezon bronił w drugiej drużynie. Było od kogo się uczyć.
Teraz też będzie od kogo czerpać wiedze, bo Tobiasz Weinzettel to jeden z najjaśniejszych punktów drużyny.
Przychodząc tu, wiedziałem, że nie będę miał łatwo. Nie trafiłem do zespołu, gdzie maja ręcznik zamiast bramkarz, ale przychodziłem do drużyny, która ma najlepszego golkipera w II lidze. Ja po prostu robię swoje. Dyspozycją na treningach staram się przekonać trenerów, żeby postawili na mnie. Ale też wiem, że muszę być cierpliwy.

Awans do I ligi to absolutne minimum?

Jest duża presja. Mamy 9 punktów przewagi nad Puszcza Niepołomice. Przez najbliższe lata możemy takiej szansy nie mieć, więc jak nie teraz to kiedy? Dla mnie to bez znaczenia czy będziemy pierwsi, czy drudzy. Ważne, żeby awansować.

Indywidualny cel?

Jak najwięcej grać. Rozwijać się, bo za tym idzie pewność siebie.

4
0
Zdjęcie profilowe krystianoj96 krystianoj96

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Trollosiewicz

Lubię tego typu wywiady.

FabrykaZakoli
https://www.youtube.com/watch?v=hkskujG0UYc

Niech w Liverpoolu zatrudnią Libora Palę, właściwy człowiek na właściwym miejscu. Swoją drogą nie kręcili nosem gdy zatrudniali Dudka który też do najwyższych bramkarzy nie należy?

wpDiscuz