Image and video hosting by TinyPic

Kompromitacja z Wyspami Owczymi-nie zapomnimy

Niemalże bez echa przeszła w mediach kompromitacja młodzieżowej reprezentacji Polski która golem w ostatniej minucie spotkania uratowała remis z… Wyspami Owczymi. Jeśli ktoś jeszcze nie czuje powagi tego wyniku, to tłumaczymy, drużyna z gwiazdami lidera Ekstraklasy Górnika Zabrze- Loską, Wieteską i Żurkowskim oraz kandydatami do wyjazdu na seniorski mundial Kapustką i Kownackim do 94 minuty PRZEGRYWAŁA z Wyspami Owczymi, które od 2010 roku na 31 spotkań wygrały 2. Media ograniczyły się do kilku niepochlebnych komentarzy, szybko przechodząc do tematu spotkania Polska-Urugwaj. Biorąc pod uwagę sympatię wielu dziennikarzy do trenera U-21 Czesława Michniewicza i zarazem częste promowanie kilku młodych polskich gwiazdek, ciężko o dyskusję nad zasadniczym problemem. A niewątpliwie problem jest, skoro „wielkie talenty” które mają podbijać Europę nie są w stanie poradzić sobie na tle piłkarzy obecnie 3 drużyny ligi Wysp Owczych (strzelcy bramek dla tej drużyny na codzień kopią dla B36 Torshavn). Wiadomo że większość dziennikarzy nie powie wprost że dany piłkarz jest zwyczajnie przereklamowany i będzie go chwalić po tym jak kilka razy prosto kopnie piłkę, jednocześnie milcząc po takich wynikach jak ten nieszczęsny remis. Za wszystkim stoi biznes i wielkie pieniądze, bo ubiegłe lata pokazują że nawet przeciętni piłkarze z Ekstraklasy mogą zostać sprzedani za duże sumy do poważnych klubów. Ale po kolei…

Cofnijmy zegary o pięć lat. Jest 13 maja 2012 roku, Polska przegrywa z Niemcami 0:1 w półfinale mistrzostw Europy U17. Strzelcem bramki jest Leon Goretzka, dziś wart 23 miliony euro reprezentant Niemiec. Obroną młodzieżówki kieruje Niklas Sule (dziś 25 mln-Bayern), w pomocy błyszczą Julian Brandt (20 mln-Bayer) oraz Max Meyer (14 mln-Schalke) a w ataku Timo Werner (50 mln-RB Lipsk). Nazwiska biało-czerwonych? Kto z Was kojarzy takich piłkarzy jak Oskar Pogorzelec (wówczas Legia-dzisiaj KKS Kalisz), Rafał Włodarczyk (dziś Znicz Pruszków), Karol Żwir (Huragan Morąg), albo Adrian Ciepka (Warta Poznań)? Jedynie dwaj zawodnicy z tamtej kadry zaistnieli w „ciut poważniejszej” piłce, Karol Linetty oraz Mariusz Stępiński którzy usiłują obecnie podbijać włoską Serie A. I gdy nasi 21-22 latkowie wciąż pałętają się po niższych ligach uchodząc za talenty na które jeszcze przyjdzie czas, ich rówieśnicy z Niemiec mają w kieszeni Puchar Konfederacji i szykują się na walkę o mistrzostwo świata w Rosji. Życie.

Idealny przykładem rozwoju jest Timo Werner. W 2012 roku kopał jeszcze w juniorach VFB Stuttgart, ale już w kolejnym sezonie rozegrał 30 spotkań w Bundeslidze. Bilans? 4 gole 5 asyst. Słabiutko, nieprawdaż? Przez 3 kolejne sezony (2013/14-2015/16) uzbierał w Bundeslidze 95 spotkań, w których zdobył zaledwie 13 bramek i 10 asyst, a przecież często występował jako środkowy napastnik. Czy z takim bilansem jakikolwiek napastnik w Ekstraklasie uniknąłby fali krytyki i docinek? Bo przecież jest to wynik gorszy nawet od tego co w Pogoni Szczecin osiąga Łukasz Zwoliński (102 spotkania-25 bramek). Timo Werner zbierał doświadczenie, co w poprzednim sezonie po przeprowadzce do Lipska zaprocentowało 21 golami oraz miejscem w podstawowym składzie reprezentacji Niemiec. Dzisiaj uchodzi za jednego z najbardziej pożądanych zawodników na świecie, a Bayern kolejny transfer z pewnością pobije jeden z rekordów Niemieckiej piłki.

Żeby było zabawniej, w pamiętnym półfinale na boisku w barwach Polski grał napastnik który niedługo później trafił do Lipska. Nazywa się Vincent Rabiega, a jego kariera ogranicza się póki co do niższych lig niemieckich gdzie delikatnie mówiąc-szału nie robi. Czego zabrakło? Przede wszystkim gry. I tutaj pojawia się pierwszy kluczowy aspekt. Jeśli jesteś zdolny, to nie marnujesz czasu w rezerwach. Przecież jeśli wyróżniasz się w juniorach, to wcześniej czy później dostaniesz szansę w seniorskiej piłce. Taką dostał Werner i chociaż początkowo nie przekonywał statystykami, to z czasem i one uległy poprawie. Wielu polskich zawodników zadowala się grą w juniorach drużyn z Włoch, Anglii czy Niemiec, zapominając że mają już 19-21 lat i wielu ich rówieśników jest gwiazdami w tych ligach. Samo trenowanie w wielkim klubie nie czyni piłkarza wielkim. Paradoksalnie najgorzej wyglądają losy zawodników którzy po tamtym sukcesie szybko wyjechali na zachód. To co odróżnia Stępińskiego i Linetty’ego od reszty piłkarzy którzy przepadli to regularność w grze. Stępiński mając 22 lata ma za sobą prawie 100 spotkań w Ekstraklasie, sezon w II Bundeslidze oraz Ligue 1. Linetty? 93 mecze w Ekstraklasie, 45 w Serie A. Nie rozwijali się wykonując rozgrzewki na treningach, tylko grając ważne mecze o stawkę.

Z drugiej strony weźmy sobie takiego Krystiana Bielika. Po rozegraniu 5 spotkań w Ekstraklasie (!) wyjechał do Anglii. Ma 19 lat, ale znikome szanse na grę w Arsenalu. Podobnie jak Jan Bednarek który po 48 spotkaniach w Polsce, nie łapie się nawet do kadry meczowej Southampton. Jeszcze gorzej wygląda Bartłomiej Drągowski który od 2016 roku bezskutecznie walczy o miejsce we Fiorentinie. Cała trójka może jeszcze wiele osiągnąć, ale bez regularnej gry zwyczajnie tracą czas. Realnie nie sposób również ocenić ich przydatności reprezentacji, bo przecież nie na podstawie spotkań w Ekstraklasie które rozgrywali rok-dwa lata temu. Czy kilka spotkań w rezerwach da im więcej niż gdyby przez ten czas rozegrali pełen sezon w Polsce, Holandii albo nawet na Ukrainie?

Repertuar wymówek wielu zawodników którzy nie poradzili sobie na zachodzie jest nam wszystkim dobrze znany. Zaczyna się od „trenuje z klasowymi piłkarzami walcząc o szansę”, potem przechodzi przez „trener się na mnie uwziął”, a kończy na „mógłbym podbić tamtą ligę gdyby nie kontuzja”. Weźmy takiego Rafała Wolskiego. Facet w Legii rozegrał niepełny sezon (21 spotkań-6 bramek), po czym wyjechał do Fiorentiny gdzie grał niewiele (448 minut w 2 sezony), potem do Bari (7 spotkań w Serie B), i Belgijskiego Mechelen. Wystarczyło jednak żeby po powrocie do Ekstraklasy zanotował dobrą rundę w Wiśle (4 gole i 9 asyst w 14 spotkaniach), żeby dziennikarze podchwycili temat „Wolski do kadry”. Po transferze do Lechii zanotował póki co 3 bramki i 9 asyst w 44 spotkaniach. Jak na ofensywnego pomocnika-bilans bez szału (niemalże identyczny ma Milos Krasić (46-2-9)), ale dla wielu dziennikarzy jest pewniakiem do wyjazdu na mundial. Pytanie nasuwa się samo, skoro ten Wolski jest taki dobry to dlaczego nie poradził sobie w średniej lidze belgijskiej i drugiej lidze włoskiej, dlaczego kreowany jest na niesamowicie klasowego piłkarza, chociaż do miana klasowych może pretendować jedynie runda w Krakowie?

Na przykładzie piłkarza Lechii widać też kolejny problem w rozwoju młodych polskich zawodników, czyli brak obiektywizmu dziennikarzy. Są tacy gracze którzy zawsze będą pomijani w rankingach, a są tacy którzy pomimo gorszego meczu i tak dostaną wysoką notę. Wystarczyło więc żeby Bartosz Kapustka trafił w słupek w meczu Bundesligi, a media już ogłosiły „reaktywację wielkiego talentu”. Wystarczyło mu rozegrać drugie spotkanie ligowe na przestrzeni dwóch lat, a dziennikarze rozpoczęli dyskusję nad jego powrotem do kadry Adama Nawałki. Zbyt często brakuje chłodnego spojrzenia na „polskie talenty”, wobec czego buduje się olbrzymie oczekiwania które kończą się jak na tegorocznym młodzieżowym euro, gdzie Polska miała walczyć o medale a zajęła ostatnie miejsce w grupie.

Ligowi trenerzy również mają często problem z dawaniem szans młodszym zawodnikom. Utarło się przekonanie że 22-23 letni piłkarz ma jeszcze czas, podczas gdy na zachodzie 20 latek ma bardzo często za sobą 100 spotkań o stawkę. Weźmy przykład ligowych bramkarzy. Rzucamy hasło młody Polak w bramce i pojawia się problem. Oczywiście można podać tutaj nazwiska Loski z Zabrza i Wrąbla z Wrocławia, ale kto poza nimi? Jednocześnie słyszymy o tym że mamy polskich bramkarzy w juniorach Chelsea, Manchesteru City, Liverpoolu czy też Bayeru Leverkusen. Bądźmy jednak obiektywni, jaką szansę mają na przebicie się do składu tych drużyn? Powroty z zachodu do Polski są zazwyczaj bardzo bolesne (vide Wojciech Pawłowski). Czy taki Drągowski zostając w Białymstoku nie byłby obecnie kandydatem do wyjazdu na mundial? Zapewne miałby spore szanse przy regularnej grze. Problem w tym że ligowe drużyny wolą sprowadzać przeciętnych bramkarzy z zagranicy niż postawić na swoich młodzieżowców, a młodzieżowcy wyjeżdżają z Polski przy pierwszej możliwej okazji. W ten sposób w lidze brakuje bramkarzy, którzy zagranicą i tak nie grają. Kolejny przykład to młoda Legia. W młodzieżowej Lidze Mistrzów nie ustępowali Realowi czy Borussii, do seniorskiej z tamtej drużyny praktycznie nikt się nie przebił. A mówimy teraz o zespole który uznał wyższość rywali z Mołdawii i Kazachstanu. Wprowadzenie 3-4 młodych zawodników? Nie realne. Szczęście mają Ci co trafią na wypożyczenia i mają szansę się jeszcze pokazać (Wieteska, Michalak), reszta przepada bez echa. Pytanie w czym Inaki Astiz który wrócił do Legii jest lepszy od takiego Wieteski pozostaje bez odpowiedzi. Jedynym zwycięzcą początku rozgrywek jest Jarosław Niezgoda który radzi sobie w ataku drużyny z Warszawy, ale na odpalenie też potrzebował czasu. Reszta dostaje minuty w lidze, ale zdecydowane postawienie na zdolnego juniora to obecnie rzadkość.

Kluby Ekstraklasy nastawione są przede wszystkim na zarobek. Ile mamy przypadków by drużyna z ligi zdecydowała się zatrzymać piłkarza żeby jego wartość rynkowa wzrosła, a on rozwinął się? Zazwyczaj jeśli pojawia się konkretna oferta, to sprzedaż jest akceptowana. Zachodnie kluby nie liczą się z kasą i wydanie 2-3 mln euro na kogoś kogo po roku odpalą nie jest dla nikogo problemem. Odbija się to ze szkodą dla młodych zawodników którzy idą tam gdzie jest kasa, a nie tam gdzie jest szansa na grę.

Polska myśl szkoleniowa kuleje i nie widać większej poprawy. Jak to możliwe że połowa ligowych drużyn jest źle przygotowana do sezonu pod względem kondycyjnym i już na starcie sezonu brakuje im sił? Na tle reszty ligi brylują Górnik Zabrze z trenerem Broszem i Korona Kielce z trenerem Lettierim. Obu panów łączy twardy styl rządzenia drużyną, intensywne treningi i duże wymagania wobec piłkarzy. Widać po tych klubach że nie odpuszczają w żadnym pojedynku, a wola walki jest ich znakiem rozpoznawczym. W wielu drużynach jest to jednak nieznana cecha, piłkarze potrafią „zwolnić trenera”, nie przykładać się do spotkań, znikać na długie minuty. Bardzo często można usłyszeć po wyjeździe piłkarza z Ekstraklasy że za granicą zobaczył jak „wygląda profesjonalna piłka”. W takim razie jak wygląda futbol w Polsce? Jak słabe są treningi ligowych zespołów, skoro piłkarze narzekają że dopiero zagranicą dostają w kość, a i tak ludzie typu Lettieri uchodzą za „katów”?

Przed sezonem spore zmiany zaszły w Śląsku Wrocław. Czy postawiono na „nowe”? Absolutnie nie, zatrudniony został więc dobrze znany Jan Urban który poległ jako szkoleniowiec Osasuny, a gwiazdą drużyny miał zostać Jakub Kosecki-ten sam który w drugiej Bundeslidze w 2 lata zanotował zaledwie 4 bramki i 5 asyst. Karuzela nazwisk trenerów i piłkarzy kręci się wobec wąskiego grona piłkarzy, przegoniony z jednego miejsca trafia do drugiego gdzie może dostać nawet większą płacę. Dziennikarze nie widzą w takich zmianach nic strasznego. Ogromnym błędem ligowych beniaminków jest także olewanie zawodników którzy wywalczyli awans i stawianie na sprawdzonych ligowców. Czy 1 ligowicze z Nowego Sącza i Zabrza ustępują obecnie poziomem „starym wyjadaczom z Ekstraklasy”? Oczywiście że nie. Co więcej, w Zabrzu postawiono na swoich zawodników, którzy równie dobrze mogli obecnie dalej kopać w rezerwach albo być oddanych do niższych lig, a efekt okazał się zachwycający. Kwestią sukcesu jest praca szkoleniowca który potrafił odpowiednio wyselekcjonować grupę zawodników i ich rozwinąć. Niestety nie powinno nas dziwić jeśli po sezonie dojdzie do wyprzedaży i zawodnicy trafią gdzieś na zachód gdzie ich przygoda z piłką zastopuje. W tym momencie ważniejsze od rozwoju umiejętności piłkarzy i ich zaangażowania w grę jest to kto za nimi stoi, z jakimi dziennikarzami jest w dobrym układzie, oraz ile można na nich zarobić. Ośmieszyliśmy się z Wyspami Owczymi? To nic, za kilka dni Kapustka uderzy w poprzeczkę, Kownacki wyjdzie na 25 minut w meczu ligowym, a Piątek pewnie wykorzysta karnego i znów będziemy śnili o świetlanej przyszłości polskiej piłki.

6
0
Zdjęcie profilowe Janusz Ciamciara Janusz Ciamciara

KOMENTARZE (11)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Urkides
Legia Warszawa

Nie doczytałem tego tekstu bo w połowie zrozumiałem że piłkarzy trzeba krytykować i wtedy oni się „nie zadowolą”.
Moim zdaniem trzeba ich lepiej selekcjonować „żeby sie nie zadowalali” byle czym i szkolić żeby mieli szansę zrealizować swoje „niezadowolenie”.
Wynik wstydliwy, to prawda ale co proponujesz, jebać tych chłopaków czy raczej się zastanowić dlaczego Wyspy Owcze są dla nas tak trudnym przeciwnikiem?
Niedawno reprezentacje młodzieżowe zanotowały wyniki po 1-7, 0-6.
Kto odpowiada za poziom szkolenia w Polsce? Ci chłopcy?
Takich wybrali, takich wyszkolili a teraz na nich jazda.
Ponarzekajmy 2555-y raz, urządźmy narodową histerię i potem odpocznijmy po tym wysiłku umysłowym i organizacyjnym.
Jedyne i tradycyjne wnioski po tych działaniach to takie żeby kogoś wypierdolić (najlepiej wszystkich) i będzie dobrze. Modlitwa pomoże.

Wacław Grzdyl

A która ekipa to 0-6 zaliczyła bo mi umknęło?

Urkides
Legia Warszawa

Z Włochami U-20 1-6

serek
Zagłębie Lubin

no i co z tego że juniorzy zremisowali z Wyspami Owczymi? Można się pośmiać jeden dzień, ale po chuj to przeżywać? Jeszcze się nie nauczyliście że wyniki reprezentacji juniorskich nie mają żadnego znaczenia?
Polska U21 – Mołdawia U21 0:1 – na boisku Sobiech i Krychowiak
Polska U17 – Gruzja U17 1:2 – na boisku Zieliński i Kedziora
Portugalia U21 – Polska U21 6:1 – na boisku Wolski, Linetty, Stępiński
i kto jest teraz wyżej? Krychowiak czy Mandricenko? Zieliński czy Endzeladze? Linetty czy Andre Gomes (no dobra tu nie zadziałało).
Więc przestańcie skomleć, jak ktoś jest dobry to się przebije, sukcesy w juniorach (lub ich brak) nie mają na to żadnego wpływu.
I na koniec: jeden występ Kapustki w Freiburgu ma większą wartość niż cała jego kariera juniorska.

MarioGol

Januszu wpis dobry ale nie panikuj!!!
W eliminacjach do Euro 2016 Grecy dostali w pędzel i to 2 razy od Wysp Owczych. Następne eliminacje tym razem do MŚ i mieli w grupie „silniejszych” przeciwników Estonię i Cypr. I zaliczyli w meczach z nimi tylko 1 wpadkę remisując z Estończykami 0:0. W jednych i drugich eliminacjach mieli słabe grupy. W tych do Euro zajęli 6 ostatnie miejsce a już do MŚ wywalczyli prawo do baraży czyli mimo MEGAKOMPROMITACJI zrobili jednak postęp.
Mają przecież swoich przedstawicieli i w Lidze Mistrzów i Europy.
Więc nie bijmy już na alarm z powodu jednej wpadki bo warte jest mimo wszystko docenienie że grając w 10 potrafili doprowadzić do remisu. Ale też jest warte wspomnienia zachowanie KAPITANA drużyny Kownackiego który obie żółte kartki dostał za głupoty,
Oglądałem na Łączy nas piłka skrót tego meczu i ta młodzież z Wysp Owczych umie kopać piłkę bo Gruzinów nie ograli przypadkiem.
I lepiej że ta wpadka zdarzyła się w młodzieżowej piłce bo w przeszłości nasza pierwsza miała większe jak z Lubańskim, Szołtysikiem w składzie remisowała z Luksemburgiem, z medalistami MŚ’82 wzmocniona Dziekanowskim remisowała z Albanią czy w 1993 wzmocniona medalistami z Barcelony też remisowała z Cyprem.

Urkides
Legia Warszawa

Panikować nie trzeba ale zastanawiać się, tak. Ja się zastanawiam jak w środowisku 30-kilku tys ludzi udaje się wyszkolić na tyle dobrych piłkarzy żeby ogrywali większych. Ja się zastanawiam w jaki sposób Islandia osiąga takie wyniki licząc zaledwie 320 tys mieszkańców. Niedawno w młodzieżowej LM Legia grała z Islandczykami z 30-o tysięcznego miasta i nie widać było przepaści. A Legia jednak jest z ponad 2-u milonowego miasta i ściąga zawodników z całej Polski.
Może to od tych małych powinniśmy sie uczyć szkolenia?
A może prezes np. Mazowieckiego ZPN powinien się tam wybrać i nauczyć co ma zrobić u siebie żeby mieć podobne wyniki?
Urugwaj jest mniejszy liczebnie od woj. Mazowieckiego.
Chyba jest coś nie tak z naszym szkoleniem.
Może zamiast histeryzować warto pomyśleć?

MarioGol

Nie chce mi się polemizować na temat szkolenia itd. bo wiesz dobrze że na ten temat można byłoby pisać i pisać o tym.
Tylko a propos tego remisu z Wyspami Owczymi – zdarzyło się i trudno ale takie są uroki piłki nożnej a chyba za to kochamy tą dyscyplinę sportową a nie za to gdy faworyci leją na luzie słabych.
Poczekajmy – będzie powtórka z rozrywki to wtedy trzeba będzie powoli bić na alarm.
Przykład Urugwaju troszkę nietrafiony bo nie bierzesz pod uwagę czym jest piłka nożna w tym kraju. A poza tym tak na szybko bez pomocy wujka Google nie mam pojęcia czy jest inna dyscyplina sportowa w której Urugwajczycy brylują. A my mamy czym się chwalić.
Ale skorzystam z pomocy wujka i na ostatnich letnich igrzyskach wśród medalistów widzę Mongolię czy Grenadę a Urugwaju nie. Na to też trzeba wziąć poprawkę.
Ale na koniec napiszę bo też skorzystałem z internetowej pomocy – ostatnim mistrzem Urugwaju był Club Nacional. W jego składzie było 4 Włochów, 2 Hiszpanów, Panamczyk, Portugalczyk – wszyscy mają też Urugwajskie obywatelstwo i 18 Urugwajczyków. A u nas jednak obcokrajowców jest zatrzęsienie w kadrach. Może nie w szkoleniu a tu jest problem że ta młodzież nie ma możliwości się ogrywania. Europa nam uciekła w ostatnich latach ale największe sukcesy w pucharach osiągaliśmy Polakami a przede wszystkim stabilizacją składu. A teraz ściągamy obcokrajowców dla których jesteśmy tylko krótkotrwałym przystankiem. A jakie szanse ma rozwoju młodzież. Weźmy Szymańskiego z Legii – gra już w 1 składzie aby za chwilę trafić do rezerw a jeszcze jak jest potrzeba chwili to gra w juniorach starszych. Czy to dobrze wpływa na jego rozwój i psychikę? Albo inni ciągle są tylko wypożyczani a taki Wieteska czy ładnych parę lat temu największa wtopa Legii – Lewy pokazują że grać potrafią lepiej od obcokrajowców. Kiedyś jak trafił do Legii taki młody Kowalczyk to stawiano na niego od razu w pierwszym składzie a nie błąkał się po rezerwach czy wypożyczeniach.
I chyba tu jest problem że najważniejszy jest wynik i bezpieczniej jest postawić na obcokrajowców bo wtedy trener ma usprawiedliwienie przy słabych wynikach. A jakie ma gdyby stawiał na młodych Polaków a nie na przepłaconych obcokrajowców. Raczej też z tego ostatniego powodu taki trener długo nie popracowałby w klubie. Zmienił się sposób myślenia działaczy w naszych klubach i to jest problem. A lekarstwem na to może być tylko jedno – gdyby Lech zaliczył z rzędu ze 3 takie okienka transferowe jak ostatnie to i może myślenie w innych klubach zmieniałoby się. Tylko i tam zarobiono na młodych Polakach i od razu sprowadzono tabun obcokrajowców którzy muszą grać.

Urkides
Legia Warszawa

A co stoi na przeszkodzie żeby piłka w Polsce była równie popularna jak w Urugwaju? Ja ci powiem co, brak regularnych sukcesów i bezwład w propagowaniu i szkoleniu.
Najlepiej nam wychodzi histeryzowanie i szukanie winnych.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY