Kolarskie podsumowanie tygodnia #10

Kolarz tygodnia- Philippe Gilbert (Paryż-Roubaix)

Mimo że z niezłej strony pokazał się na Paryż-Nicea, to mogło się wydawać, że jego zwycięstwa w klasykach to już raczej zamknięty rozdział. Wprawdzie ostatni ważny wyścig jednodniowy wygrał niecałe dwa lata temu, gdy podczas Amstel Gold Race wygrał z Kwiatkowskim pojedynek na finiszu, to jednak dziś ma już 36 (w lipcu skończy 37) lat, a w Deceunincku-Quick Step roi się od dużo młodszych kolarzy, którzy również mają chrapkę na zwycięstwa.

Gdy do tego dodamy niedawną chorobę i fakt, że nigdy zbyt dobrze nie szło mu w „Piekle Północy”, to wyjdzie nam, że belgijski matuzalem szanse na zwycięstwo miał wczoraj minimalne. Tak naprawdę jego jedyną przewagą nad rywalami była niesamowita motywacja- w końcu nie każdy ma szansę powalczyć o wygranie czwartego monumentu, a tak się składa, że akurat Belgowi ta szansa się przydarzyła. Dlatego Belg od razu zapowiadał, że chce powalczyć o triumf.

Jak powiedział, tak zrobił- na 70 kilometrów przed metą odpowiedział na atak Nilsa Politta i wraz z nim pracował na tyle mocno, że ich przewaga zaczęła niepokoić faworytów. W końcu część z nich nie wytrzymała i postanowiła ruszyć w pościg. Niemiec zwietrzył szansę na dobry wynik i poczekał, a chwilę później dokładnie to samo zrobił Gilbert.

To była dobra decyzja, bo grupka złożona z Sepa Vanmarcke, Petera Sagana, Yvesa Lampaerta, Wouta van Aerta i oczywiście Politta i Gilberta szybko zmniejszyła swoją przewagę nad peletonikiem. Belg nie zamierzał czekać na finisz, na którym mógłby przegrać z Saganem, więc kilkadziesiąt kilometrów później znów zaatakował i znów stworzył dwójkę z Polittem, z którym wjechał na welodrom i któremu nie dał szans na finiszu.

Dzięki temu ma już w swoim palmares 4 zwycięstwa w monumentach- brakuje mu już tylko Mediolan-San Remo, by dołączyć do zaledwie 3 kolarzy, którym udało się wygrać każdy z 5 pomników kolarstwa.

Na plus- BORA-Hansgrohe (Wyścig Dookoła Kraju Basków i Paryż-Roubaix)

Za Borą naprawdę udany tydzień. Zaczął go Maximilian Schachmann, który na 4 pierwszych etapach Wyścigu Dookoła Kraju Basków aż 3 razy stał na najwyższym stopniu, a później do głosu doszedł Emanuel Buchmann, który wygrał etap 5., a dzień później skończył wyścig na podium.

Owszem, mogło być lepiej- w końcu niemal przez cały wyścig w koszulce lidera jechał Schachmann, a gdy w piątek wyprzedził go Buchmann, który do mety na Arrate dojechał z ponad minutową przewagą, wydawało się, że Bora zwycięstwo ma w kieszeni, ba, nie dało się wykluczyć, że jej kolarze zajmą 3 pierwsze miejsca- w końcu całkiem dobrze spisywał się Patrick Konrad.

Niestety rywale wybili im to z głów. Najpierw zostawili z tyłu Schachmanna i Konrada, a za chwilę zrobili to samo zrobili z Buchmannem, który poczekał na kolegów, by skorzystać z ich pomocy. I raczej była to dobra decyzja, która być może zadecydowała o tym, że Niemiec był w stanie w ostatniej chwili wywalczyć trzecie miejsce (w dość niecodziennych okolicznościach, o których możesz przeczytać TUTAJ).

Natomiast dwaj pozostali „borowcy” mimo sporej pracy, jaką włożyli w minimalizowanie strat kolegi, utrzymali miejsce w „10”. Cztery zwycięstwa etapowe, podium w „generalce” i trzy miejsca w top 10- taki wynik zespół Majki przed wyścigiem wziąłby pewnie w ciemno.

A na koniec tygodnia niemiecka ekipa wzięła udział w Paryż-Roubaix, gdzie w końcówce dość mocno przysłużyła się swojemu liderowi- Saganowi. Słowak co prawda nie wygrał, ale biorąc pod uwagę jego ostatnie wyczyny w klasykach, piąte miejsce, które ostatecznie zajął, należy uznać za bardzo dobry wynik.

Na minus- Alexander Kristoff i jego opony bezdętkowe (Paryż-Roubaix)

Dla Norwega wczorajszy wyścig był być może najważniejszym punktem sezonu. Zrobił chyba wszystko by perfekcyjnie się do niego przygotować. Jeszcze w styczniu intensywnie trenował jazdę po brukach i zmienił pozycję na rowerze, by lepiej odciążać koło przed wjazdem na kostkę. No i być może najważniejsze- zmienił opony na bezdętkowe.

I poprzednie wyścigi wskazywały na to, że była to bardzo dobra zmiana- Norweg spisał się świetnie w najważniejszych startach w belgijskiej Flandrii- Gent-Wevelgem wygrał, a w Flandrii był trzeci. Dlatego można było się spodziewać, że czeka go naprawdę dobry wyścig, że pobije w końcu swój najlepszy wynik z Paryż-Roubaix (9. miejsce), a przy odrobinie szczęścia być może wyrówna osiągnięcie Philippe’a Gilberta i wygra swój trzeci monument w karierze.

Niestety, nic z tego- tym razem tubelessy nie zdały egzaminu, co przyznaje sam zawodnik UAE. Na kostce tak fatalnej jakości, jak ta w Roubaix, w warunkach wyścigu, gdy nie sposób zauważyć dziur te opony po prostu się nie sprawdziły- ich posiadacz, aż trzykrotnie łapał gumę i zanim peleton wjechał na ostatnie 100 kilometrów wyścigu dawno już go w nim nie było.

31-latka szkoda tym bardziej, że to już kolejny raz gdy pech odbiera mu szansę na dobry wynik w największym francuskim klasyku- choćby w ostatniej edycji zajął dopiero 57 lokatę przez to że upadł. Na szczęście przykład Gilberta, który wczoraj wygrał swój 4. monument pokazuje że na zwycięstwa nigdy nie jest za późno. Dlatego być może zła karta kiedyś się odwróci, a on będzie miał okazję podnieść do góry pamiątkową kostkę brukową przyznawaną zwycięzcy.

 

Polski akcent- Greg Van Avermaet i Alessandro De Marchi (Paryż-Roubaix i Wyścig Dookoła Kraju Basków)

Dla ekipy Dariusza Miłka nie był to zły tydzień, ale, tak jak w poprzednich tygodniach zabrakło postawienia kropki nad „i”. Choć zaczęło się źle- od upadku Amaro Antunesa- największej nadziei „pomarańczowych” na sukces w „generalce”.

Na szczęście w kolejnych dniach było lepiej- po utracie szans na czołowe lokaty w wyścigu, do gry o etapy włączył się De Marchi. To wprawdzie Włochowi nie wyszło, za każdym razem dościgali go rywale, ale walczył także na górskich premiach, dzięki czemu po 5. etapie powtórzył swój sukces z Tour de France 2014 i przejął koszulkę dla najlepszego „górala”.

Niestety tak jak wtedy we Francji nie utrzymał tej koszulki do końca- dzięki zwycięstwu na ostatniej górskiej premii wyprzedził go Adam Yates- jeden z najlepszych kolarzy wyścigu. De Marchi musiał więc zadowolić się drugim miejscem, ale przegrać z takim kolarzem, w dodatku o zaledwie pare punktów, to naprawdę żaden wstyd.

Całkiem nieźle „Pomarańczowi” spisali się także na Paryż-Roubaix. Tym razem Greg Van Avermaet miał w najważniejszych momentach kolegów wokół siebie. Tyle tylko, że tym razem to on okazał się słabym punktem planu CCC na dobry wynik w wyścigu- mimo że znów było widać, że jest mocny (zresztą potwierdzał to w wywiadach), to w kluczowym momencie zaspał, więc pociąg z napisem „zwycięstwo w Paryż-Roubaix” uciekł mu na dobre wraz z 5-osobową czołówką.

Dlatego kampanię brukową można uznać za nieudaną. Kilkukrotnie było blisko sukcesu, ale zawsze czegoś brakowało. Za chwilę nadejdą ardeńskie klasyki i tam ani Van Avarmaet, ani żaden z innych kolarzy CCC raczej nie będą się liczyć w walce o zwycięstwo. Dlatego na jakiś duży sukces trzeba będzie pewnie poczekać do Tour de France…

Więcej moich wpisów znajdziesz TUTAJ

1
0
Zdjęcie profilowe Bartek12 Bartek12

KOMENTARZE ()