Jak naiwne dzieci we mgle

Monopoly

Miałem okazję kiedyś oglądać z Brytyjczykiem powtórkę meczu w Premier League. O ile dobrze pamiętam było to Chelsea – West Ham. No i rzecz jasna była gadka o Hazardzie. W sumie, mając w pamięci polski styl myślenia wolałem nie wchodzić na te tematy. Zapytałem tylko czy jego to boli i czy czasem nie jest wściekły na piłkarza. On patrząc na mnie jakby zdziwiony odparł:

-Dostał kasę i tyle. Proste. Real ma takie pieniądze.

 

Właśnie. Pieniądze. Piłkarz to pracownik, ma grać za pieniądze. Tylko tyle i aż tyle. Oczywiście otoczka, emocje, doświadczenia, ale futbol to dla jednych sport, dla innych religia a dla piłkarza miejsce pracy gdzie odbija kartę na zakładzie i ważne, by mu się liczba zer zgadała na końcie. Szkoda tylko, że my jeszcze nie potrafimy tego zrozumieć. Wiecie, kibice Górnika, że jestem typem, który i z Legią się średnio lubi i gryźć się w język nie potrafi. Ja życzę polskiej piłce i Wam dobrze, mam Was za inteligentnych ludzi, dlatego nie obraźcie się, że Wam powiem to co zaraz powiem.

 

Jesteście kurwa naiwni.

 

Załóżmy teoretyczną sytuację. Jesteście pracownikiem, ściągnięto Was do firmy, w sumie podoba się Wam, zarabiacie niezłe pieniądze. Projekty takie średnie, można rzec, że akurat pod to, by firma wychodziła na plus i się utrzymała na rynku. Nagle, któregoś dnia przychodzi do Was facet i mówi „Wiesz co, przejdź do nas, zarobisz więcej a i projekty będą ciekawsze”. Teraz pytanie – kto z Was, z ręką na sercu, bo mnie to możecie oszukać, powiedziałby, że ma gdzieś większe pieniądze? Pięć procent? Dziesięć procent z Was? Szkoda tylko, że gdy przychodzi do czynów a nie do internetowych deklaracji to rzeczywistość szybko owe poglądy zderza z rzeczywistością.

 

Piłkarz gra w piłkę i spłaca się tylko tym. Nie tym, że całuje herb, nie tym, że identyfikuje się z miastem i nie tym, że podpisuje kontrakt. Gra w piłkę i po to został zatrudniony. Za to zbiera pochwały jeśli zagra dobrze, za to dostaje zjeby gdy jest parodystą pokroju Gricia czy Totha. Co ciekawe gdy zawodnik gra dobrze to łatwiej o to, by wymagać od niego serduszka i lojalności. Taki Toth na przykład. Czy ktoś wymaga od niego wierności dla klubu? A przecież też grał pół roku jak Gwilia. Nie. Czemu? Bo był parodystą.

 

Idę o zakład, że gdyby w Sosnowcu kibice mieli taką możliwość to jego, i całą obronę, wywieźliby na wozie pełnym gówna niczym Jagnę Borynę z „Chłopów”.

 

Lubimy idealizować ludzi, taka ludzka natura. Tym bardziej boli, gdy czytam komentarze fanów Górnika mówiące o sprzedaniu się. Pal sześć, że był na wypożyczeniu, pal sześć też, że grał tylko te pół roku. Tu chodzi o jakąkolwiek logikę i, nie wiem, uczciwość? Kibic jednak kieruje się emocjami, co oznacza, że często nie jest uczciwy tylko pragmatyczny. „My mieć dobry piłkarz u siebie z innego klubu dobrze, ktoś nam zabrać dobry piłkarz, źle”. Nie każdy jest Maldinim, nie każdy jest Zanettim. Większość to, jak to ktoś ujmuje, najemnicy i nie ma w tym nic złego. Każdy z nas jest najemnikiem, bo każdy wynajmuje swój czas na jakąś czynność. On na grę w piłkę.

 

Idąc tym tokiem myślenia wszyscy jesteśmy kurwiszonami. Każdy z nas za coś się sprzedaje. Za pensję, za chwałę, za dobre słowo, kwestia ceny. A to nie jest prawda. Po prostu zawód to zawód. Piłkarz jest jednak o tyle specyficzny, że pociąga za sobą emocje.

 

Są piękne, istotne, ale nie dajmy im się całkowicie ponieść. Chyba, że chcecie uchodzić za oszołomów.

1
0
Zdjęcie profilowe BC BC

KOMENTARZE ()