Jak Jeleń wyruszył na polowanie

0laczyynaspilka fot. ŁNP

Obecnie pozycja napastnika w naszej kadrze jest jedną z najlepiej obsadzonych. Obok Roberta Lewandowskiego mamy w zanadrzu kilku strzelców, którzy udowodnili swoją wartość w ligach zagranicznych. Jak było wcześniej w XXI wieku? Wbrew pozorom, nie tak źle, jak sądzą niektórzy. Jednym z bramkostrzelnych polskich napastników był Ireneusz Jeleń, który bardzo dobrze radził sobie nad Sekwaną. Problem z nastawieniem celownika pojawiał się w momencie, w którym przychodziła przerwa na kadrę.

 

Przedsionek dużego grania

Pochodzący z Cieszyna Jeleń od czasów juniorskich swoją postawą pokazywał, że ma predyspozycje do gry na wysokim poziomie. W tamtych czasach był to jeden z tych zawodników, którego liczba zdobytych bramek zawsze przewyższała liczbę występów. Nad jego rozwojem czuwał śp. Józef Dziadurski. Kiedy osiągnął pełnoletniość zaczął grać w seniorskiej drużynie V-ligowego Mieszko Piasta Cieszyn. Z miejsca stał się czołową armatą i znacznie przyczynił się do awansu swojej drużyny. Nie oznacza to, że bił tylko słabeuszy występujących w niższych klasach rozgrywkowych. W sparingu jego Piasta z Górnikiem Zabrze 2 razy trafił do siatki. Dostrzegł go ówczesny trener Górnika Mieczysław Broniszewski. Jeleń przyjechał na testy do ekstraklasowicza, ale nie zdecydował się tam zostać. Jak sam stwierdził, nie czuł w tym zespole atmosfery. Trener Zabrzan jednak doskonale go zapamiętał.

1cieszyn fot. Piast Cieszyn

Gdyby nie futbol prawdopodobnie nie wychylałby nosa poza rodzinny Cieszyn, do którego ma duży sentyment, i z którym czuje się mocno związany. Młody Ireneusz Jeleń zanim zaczął grać na odrobinę poważniejszym poziomie nie mógł liczyć na godne wynagrodzenie w malutkim Piaście, nie pochodził też z bogatej rodziny. Grę w tym klubie łączył więc z innymi zajęciami. Jednym z nich było szmuglowanie papierosów oraz alkoholu z Czech do Polski, co w ówczesnych czasach było powszechnym zajęciem wśród ludzi mieszkających niedaleko linii granicznych. W rozmowie z Super Expressem Jeleń nie ukrywał, że chcąc dorobić, w wieku 16 lat został przemytnikiem:

Nie wstydzę się tego, że byłem „mrówką”. Innej pracy nie można było dostać. Kiedy z kolegami większą grupą ruszaliśmy do Czech, to zawsze kończyło się bijatyką. To było jak wojna. W ruch szło wszystko, nawet kamienie. Graliśmy też w Czechach sporo sparingów i żaden nie zakończył się normalnie. Dlatego tak nie lubię Czechów.

2twitter fot. Twitter

Klub Mieszko Piast Cieszyn przestał istnieć w 2000 roku i Jeleń musiał poszukać nowego klubu. Przed sezonem 2001/02 przeniósł się do pobliskiego Beskidu Skoczków i trafił pod skrzydła Wojciecha Boreckiego. Po raz kolejny świetnie się wdrożył do nowej szatni notując trafienie już w debiucie. W tym sezonie został królem strzelców i to głównie dzięki niemu zespół zdołał wywalczyć utrzymanie w lidze. Łatwo się domyślić, że w Beskidzie również nie mógł liczyć na godne pieniądze. Tam również łączył granie w piłkę z innymi sposobami zarobkowania. Znalazł zatrudnienie w firmie prezesa klubu. Zajmował się montowaniem anten satelitarnych i pracował na pełen etat. Wytrzymał zaledwie miesiąc, ponieważ doszedł do wniosku, że nie jest w stanie łączyć grania nawet na tak niskim poziomie z pracą. Musiał z czegoś zrezygnować. Pojawiały się u niego momenty zwątpienia, zastanawiał się nawet nad zrezygnowaniem z kariery sportowej. Głównie za sprawą mamy Elżbiety postanowił jednak postawić na futbol.

Po zakończeniu sezonu 01/02 został zaproszony na testy do Podbeskidzia Bielsko-Biała, które występowało wówczas w II lidze (obecnie 1. liga), podpisał wstępny kontrakt. Był to kolejny klub z jego regionu. Wyglądało to na modelowy przebieg kariery. Step by step, sezon po sezonie w coraz wyższej klasie rozgrywkowej. Jeleń zagrał w sparingu z Wisłą Płock, której trenerem był… Mieczysław Broniszewski. Ich losy ponownie się skrzyżowały. Broniszewski po meczu bez zbędnej zwłoki zaproponował Jeleniowi transfer do Płocka. Ireneusz nie był jednak do końca przekonany. Musiał wyjść spod klosza i wyjechać do miasta odległego o 400 km od rodziny. Także w tym przypadku drogowskazem okazali się być rodzice, którzy zdołali go nakłonić do przenosin.

 

Ulubieniec Nafciarzy

3interia fot. Interia

W ten sposób dokonał skoku o kilka klas rozgrywkowych w górę. Sezon 2002/03 był jego pierwszym na szczeblu centralnym. W nowym zespole spotkał m.in. kolegów, z którymi później dzielił szatnię w reprezentacji, czyli Radosława Sobolewskiego, Marcina Wasilewskiego, Sławomira Peszkę, czy Wojciecha Łobodzińskiego. Już w drugiej kolejce ligowej Jeleń strzelił debiutancką bramkę w meczu wyjazdowym z Lechem Poznań. Przez cztery lata gry w Płocku zagrał w 110 meczach I ligi (która w międzyczasie stała się Ekstraklasą) i 45 razy trafiał do siatki rywali, przez cały okres gry był najskuteczniejszym graczem w tym klubie. Nie zdołał jednak zdobyć korony króla strzelców ligi. W każdym sezonie klasyfikację wygrywał piłkarz krakowskiej Wisły, Jeleń jeden raz został wicekrólem w sezonie 03/04 (wyprzedził go Maciej Żurawski).

Sezon 04/05 Nafciarze zakończyli na czwartym miejscu w lidze, które było premiowane grą w europejskich pucharach. Na tym polu Jeleń nie może pochwalić się udanym debiutem, ponieważ w pierwszym meczu z Grasshopers Zurych w ramach Pucharu UEFA Wisła przegrała jedną bramką, a Irek nie wykorzystał rzutu karnego. Rewanż skończył się zwycięstwem 3:2, ale mimo to Szwajcarzy skończyli przygodę Płocka z pucharami poprzez większą liczbę strzelonych bramek na wyjeździe.

W ostatnim swoim sezonie gry w Wiśle zdobył Puchar Polski, co było największym sukcesem klubu w tym okresie. W finale Płocczanie mierzyli się z Zagłębiem Lubin. Wtedy finał był dwumeczem, co dzisiaj wydaje się co najmniej niepoważne. W pierwszym meczu w Lubinie mecz zakończył się rezultatem 2:3, a Jeleń dwa razy wpisał się na listę strzelców, pierwszy raz już w 25. sekundzie spotkania. W rewanżu Nafciarze zwyciężyli pewnie 3:1, a Jelonek dwa razy asystował przy bramkach kolegów.

Wisła sezon w lidze zakończyła na mocno rozczarowującym 11. miejscu. Po udanych czterech latach spędzonych na Mazowszu Jeleń, żeby zrobić kolejny krok do przodu musiał pomyśleć o zmianie pracodawcy. W klubie jest pamiętany do dziś, niedawno został wybrany do jedenastki 70-lecia drużyny z Płocka. Wspominany już trener Broniszewski mówił o nim, że jest piłkarskim samorodkiem, talentem na europejską skalę. Trudno znaleźć osobę, która ma lepsze oko do młodych piłkarzy, niż były selekcjoner młodzieżowych reprezentacji, z którymi zdobywał medale na imprezach międzynarodowych.

 

Pełny rozkwit nad Sekwaną

4onet fot. Onet

Tuż po sezonie 05/06 Jeleń wybierał się na mundial w Niemczech razem z kadrą Pawła Janasa. Od razu po ostatnim spotkaniu mistrzostw z Kostaryką, razem ze swoim menedżerem Tomaszem Kaczmarczykiem, ustalił warunki przejścia do francuskiego AJ Auxerre. Podpisał kontrakt na cztery lata, czyli dokładnie na tyle, ile spędził w Płocku. Klub ten miał świetne wspomnienia związane z grą Polaków. Zresztą niedługo później z Jeleniem grał Dariusz Dudka, a razem z nimi trenował Kamil Oziemczuk. Irek mógł wtedy przebierać w ofertach. Przykładowo Andrzej Szarmach, czyli prawdziwa legenda klubu ze Stade l’Abbé-Deschamps, proponował mu inny francuski klub, Guingamp, ale to AJ było najkonkretniejsze w działaniach. Prezydent był zdeterminowany żeby go sprowadzić do siebie. Nie oznacza to, że Wisła Płock została z niczym. Do kasy klubowej wpłynęło 900 tys. euro. Transfer był więc korzystny dla wszystkich zainteresowanych. Nie obyło się jednak bez problemów, ponieważ prezes Wisły nie chciał wydać certyfikatu zawodnika. Twierdził, że Irek nie zdał sprzętu do klubu. Ostatecznie problem zażegnano. Po latach spędzonych w Ekstraklasie trafił wreszcie do topowej ligi, którą niewątpliwie jest do dziś Ligue 1. W tamtym czasie AJ był szerzej znanym klubem ze względu na osiągane wyniki, ale samo miasto Auxerre, jeżeli chodzi o liczbę mieszkańców, było porównywalne do Cieszyna.

Niezbyt częsty widok, czyli polski piłkarz na okładce dziennika L’Equipe (kilkukrotnie był wybierany na piłkarza miesiąca według tego pisma):

5lequipe fot. L’Equipe

Zarobki na poziomie dobrego piłkarza Ligue 1 pozwoliły mu znacznie podnieść komfort życia. Opowiedział o tym Przeglądowi Sportowemu:

Gdy czasami miało się ochotę, to wsiadało się w samochód i ruszało na podbój butików, np. Dolce & Gabbana. Jednorazowo najwięcej wydaliśmy z żoną 12 tysięcy euro.

Już na pierwszym zgrupowaniu odczuł ogromne różnice między treningami w płockiej Wiśle, a intensywnością we Francji, zajęciami dwa razy dziennie po 2,5 godz. W pierwszym swoim sezonie, ze względu na swoją szybkość, którą się wyróżniał, trener Jean Fernandez wystawiał go najczęściej na skrzydle. Nie przeszkodziło mu to w zostaniu najskuteczniejszym strzelcem AJ. Dobrze się spisywał zarówno w lidze, jak i w Pucharze UEFA. Łącznie we wszystkich rozgrywkach zapisał na swoim koncie 15 trafień, czyli całkiem nieźle jak na debiut.

Kolejny sezon nie był udany zarówno dla klubu, jak i Jelenia. Auxerre zanotowało ogromny zjazd i skończyło sezon z zaledwie czterema punktami przewagi nad strefą spadkową. Polak swoją formą nie pomagał zespołowi. Można powiedzieć, że w sezonie 07/08 Irek tylko raz miał swój przebłysk. W meczu z Lorient wszedł w 71. minucie i zdążył skompletować hattrcka. Trzeba przyznać, że dokonał rzeczy wielkiej.

Przez większą część sezonu grał z blokadą. Tuż po zakończeniu rozgrywek bezzwłocznie poddał się zabiegowi pleców. Popadł w konflikt z trenerem Fernandezem, który oskarżał go o niesportowe prowadzenie się. Jak się później okaże, racja w tym konflikcie mogła być po stronie szkoleniowca. Podobne zdanie o Polaku miała inna znacząca postać tego klubu, czyli Guy Roux. Fragment wywiadu, którego Jeleń udzielił Przeglądowi Sportowemu:

Dochodziły do mnie plotki, że imprezuję i tak dalej. Dla mnie to było śmieszne. Oczywiście nie byłem piłkarzem, który nigdy nie tknął alkoholu. Zdarzały się takie momenty, w których pozwoliłem sobie na piwo, ale tylko w odpowiednim czasie. Zawsze byłem profesjonalistą. Może nie aż takim jak Robert Lewandowski, ale i tak bardzo zabolały mnie te słowa Fernandeza.

Zły sezon w wykonaniu Auxerre był jednym z głównych powodów tego nieporozumienia, zaczęto szukać winnych i Fernandezowi wydawało się, że znalazł kozła ofiarnego. Kolejny sezon był zdecydowany lepszy, ponieważ nasz reprezentant potroił swój dorobek bramkowy sprzed roku. Przez kibiców został wybrany piłkarzem sezonu. To właśnie w tym sezonie Polak rozegrał swój słynny mecz z Paris Saint-Germain. Jeleń dał wygraną swojej drużynie strzelając dwa gole cudownej urody. Przy pierwszym trafieniu dużą rolę odegrało szczęście, zaś przy drugim wykazał się niesamowitą inwencją strzelając właściwie z zerowego kąta, choć później sam powtarzał, że przez kilka dni sam nie mógł uwierzyć jak to wpadło.

Prawdopodobnie najjaśniejszym momentem w karierze Jelenia był rewanżowy mecz kwalifikacji do Ligi Mistrzów Auxerre z Zenitem Sankt Petersburg. Strzelił gola, który przypieczętował awans francuskiego klubu do fazy grupowej. W ten sposób miał możliwość zmierzenia się z takimi tuzami, jak Real Madryt, AC Milan, czy Ajax Amsterdam.

Jak cennym był wtedy zawodnikiem? Wystarczy przypomnieć sobie, że w 2010 roku jego klub odrzucił ofertę z Marsylii opiewającą na 6 mln euro. Ostatecznie w przyjął ofertę przedłużenia kontraktu o rok. Sezon 2010/11 doskonale się dla niego zapowiadał ze względu na wspominany wcześniej dwumecz z rosyjskim Zenitem, ale okazał się być drugim zupełnie nieudanym dla Jelenia we Francji. Co prawda jego klub zajął 8. miejsce w ligowej tabeli, ale miał tylko 5 punktów przewagi nad strefą spadkową. Ligue 1 była niesamowicie wyrównana. Irek przestał strzelać – 5 goli na koncie, w porównaniu z jego dokonaniami z wcześniejszych lat, wyglądało marnie. Faza grupowa Champions League była klęską zarówno naszego zawodnika, jak i zespołu w którym grał. AJ wygrało jeden mecz (2:1 z Ajaxem), cała reszta to przegrane. Było to równoznaczne z zajęciem ostatniego miejsca w grupie. Jeleń wystąpił w zaledwie dwóch meczach.

Ten sezon znowu był dla niego naznaczony kontuzjami. Między innymi borykał się z problemami z kręgosłupem. Po raz kolejny w mediach wracał temat jego konfliktu z trenerem, który zarzucał mu niesportowe prowadzenie się. Problem ponoć stanowił też trener przygotowania fizycznego, który specjalnie dla niego został sprowadzony z Polski. „Wiem, ale nie powiem” – powiedział, jak niegdyś pewien polski polityk, trener Fernandez dla portalu Sport.pl o przyczynie urazu swojego zawodnika, którego doznał po starciu z Dejanem Lovrenem, chwilę po rozpoczęciu meczu z Lyonem. Według L’Equipe szkoleniowiec miał na myśli „brak respektu wobec podstawowych reguł higieny życia zawodowego sportowca”. Nasz reprezentant miał po tym zdarzeniu powiedzieć mediom, że odchodzi bez względu na wszystko. Później jednak zaprzeczył, jakoby miał coś takiego powiedzieć. Wkrótce okazało się, że jest to faktycznie zmierzch współpracy obu panów. Warto zaznaczyć, że obaj rozstali się z klubem w analogicznym okresie, razem również przychodzili.

Auxerre to na tamte czasy był całkiem mocny klub, ale Jelenia było stać na jeszcze większe granie. W transferze do topowego klubu w dużej mierze przeszkodziły mu właśnie kontuzje. Jak sam twierdzi, urazy były hamulcem jego kariery. Nierzadko zdarzało się, że chwilę po powrocie do gry po kontuzji, doznawał kolejnej. Niemniej, okres spędzony w AJ to były najlepsze lata jego kariery, to tam osiągnął sportowy szczyt i bardzo dobrze wspomina ten czas, mimo gorzkiego rozstania. Razem z Szarmachem jest w gronie dziesięciu najlepszych strzelców w historii Auxerre.

Co ciekawe, przez lata tam spędzone nie zdołał nauczyć się języka francuskiego. Jak sam stwierdził w wywiadzie dla telewizji CANAL+ miał 2-3 lekcje tygodniowo, okazały się nieskuteczne. Także ze względu na znaczącą wadę wymowy miał kłopoty z komunikacją. Złośliwi mogliby powiedzieć, że nie potrafi porozumiewać się w żadnym języku, bo także z polskim ma niemałe problemy – z tego też powodu przez wielu został zapamiętany, nie jako dobry piłkarz, ale jako ofiara różnego rodzaju żartów na tym polu.

 

W szatni z Hazardem

6onet fot. Onet

Pożegnanie z klubem, dla którego mocno zasłużył się przez lata, było nieuniknione. Kontrakt z Lille podpisał w ostatnim dniu okienka transferowego. Okoliczności zmiany klubu były co najmniej ciekawe, jak to najczęściej bywa w Deadline Day. Jak sam stwierdził „Była to akcja w stylu służb specjalnych”. Razem z nim przeprowadził się kapitan AJ, Benoit Pedretti. Przenosiny do miasta nieznacznie większego od Auxerre, to była ambitna decyzja, ponieważ LOSC w poprzednim sezonie zdobyło tytuł. Nie była ona jednak w 100% przemyślana, bo Jeleń wciąż leczył kontuzję. Decydując się na kontynuowanie kariery we Francji miał odrzucić oferty z Dortmundu, Schalke, czy Olympiakosu Pireus.

Rudi Garcia raczej nie sprowadzał go z myślą o pierwszym składzie, ponieważ w ataku niepodważalne miejsce miał Moussa Sow, czyli król strzelców Ligue 1 poprzedniego sezonu. Trener jednak bardzo chwalił sobie tego rodzaju uzupełnienie kadry last minute. Przewidywał go także do gry na skrzydle, m.in. do zastąpienia Gervinho, czyli bohatera wielomilionowego transferu do Arsenalu. Odziedziczył po nim nawet numer 27 na koszulce. W wywiadzie dla Super Expressu Garcia powiedział:

Szukaliśmy napastnika, ale nie wszystkie nasze rozmowy zakończyły się sukcesem. Temat Jelenia w klubie poruszany był od dawna, a pod koniec sierpnia sprawy mocno przyśpieszyły. Piłkarz z taką charakterystyką bardzo mi się przyda. Mało jest graczy dysponujących taką szybkością i możliwością „odjechania rywalowi” dosłownie w sekundę. […] Z naszych testów wynika, że w tym sezonie Jeleń powinien mieć o wiele mniej kontuzji niż w poprzednim – fatalnie się pomylił.

Mistrzostwo nie było dziełem przypadku. Patrząc z dzisiejszej perspektywy Lille z tamtego okresu miało drużynę napakowaną utalentowanymi zawodnikami. Hazard, Payet, Cabaye, Digne, Debuchy, w dodatku sprowadzono bardzo doświadczonego Joe Cole’a. Oprócz plejady gwiazd był tam też inny nasz reprezentant, czyli Obraniak. Klub przygotowywał kadrę i zbroił się z myślą o Champions League. W nowych barwach Jeleń zadebiutował dopiero w połowie września zmieniając 20-letniego Edena Hazarda w meczu z Sochaux. W wywiadzie dla Łączy nas piłka Irek wspomina Belga jako skromnego, uczynnego chłopaka, który nie wiedział jeszcze co to woda sodowa.

Swojego pierwszego, a zarazem jedynego ligowego gola dla Lille zdobył miesiąc później w spotkaniu z… Auxerre. W wywiadach narzekał, że trener nie daje mu wystarczająco dużo szans. Obwiniał Garcię m.in. o to, że przez niego nie pojechał na Euro 2012. Prawda jest taka, że przez cały swój pobyt w tym klubie albo miał ciągłe problemy ze zdrowiem, albo po prostu kompletnie zaprzepaszczał szanse, które otrzymywał. Zdarzało się, że został wybierany najgorszym piłkarzem meczu, jak z Olympique Marsylia.

Ostatnie trafienia za granicą zanotował w spotkaniu z VI-ligowcem. W ramach krajowego pucharu Lille rozgromiło 8:0 amatorskie US Chantilly, a Irek dołożył od siebie dwa gole. Z Lille odszedł po sezonie. Znowu nie rozstawał się z pracodawcą w najprzyjemniejszych okolicznościach. Władze Lille chciały zesłać go do rezerw. Irek się na to nie zgodził i poszedł z nimi na wojnę. Przez lata wyróżniał się szybkością, ale w pewnym wieku się to po prostu zatraca. Przetrzebiły go urazy. Po kompletnie nieudanym sezonie zdał sobie sprawę, że powinien zejść półeczkę niżej.

 

Z Porsche do Malucha

Znalezienie nowego klubu nie było dla niego najłatwiejszym zadaniem, choć jak twierdził razem ze swoim agentem, miał oferty. Jak stwierdził w wywiadzie dla francuskiego Artn’Sport zastanawiał się nad propozycją Lecha Poznań, ale zdecydował się przejść do Podbeskidzia Bielsko-Biała, do którego wiele lat temu miał już okazję trafić. Zadzwonił do niego prezes Wojciech Borecki, który trenował go za czasów gry w Beskidzie Skoczków. Poprosił o pomoc w walce o utrzymanie klubu, który właściwie był skazany na degradację – 22 z 30 kolejek tamtego sezonu Bielszczanie spędzili w strefie spadkowej (ostatecznie rzutem na taśmę utrzymali się w ostatniej kolejce). W wywiadzie Jeleń przejście do Bielska-Białej nazwał największym błędem w swojej karierze. Według niego to było „Mission Impossible”, ponieważ wymagano od niego bardzo dużo, a był kompletnie nieprzygotowany, nie grał w piłkę przez pięć miesięcy. W rozmowie z Onetem żartował, że powrót do kraju był dla niego jak przesiadka z Porsche Panamera (którym jeździł) do Malucha.

W Bielsku wytrzymał 3 miesiące, wystąpił 7 razy (za każdym razem w pierwszym składzie, nie udało mu się zdobyć gola. Zmarnował kilka stuprocentowych okazji, w meczu z Lechem nie wykorzystał nawet rzutu karnego. W swoim ostatnim meczu z Widzewem wyglądał jak statysta, po ostatnim gwizdku został wygwizdany przez kibiców. Był uwzględniany w rankingach najgorszych transferów klubów Ekstraklasy. W skrócie, kompletny niewypał. Ustalił z władzami, że opuści klub już w styczniu.

Zimą po raz kolejny już był zmuszony szukać klubu. Tym razem mówił, że w grę wchodzą tylko opcje zagraniczne. Okazało się, że żadna z nich nie wypaliła. Odrzucił oferty z Francji – z Auxerre, które grało w tamtym czasie już w Ligue 2, oraz z AS Nancy, którego trenerem był… Fernandez. Żartobliwie mówiąc, prawdopodobnie współpracował z tymi samymi ludźmi, z którymi obecnie współpracuje Kamil Grosicki, ponieważ znowu dopiero podczas Deadline Day zdecydował się na transfer do Górnika Zabrze. Mówił, że spełniło się jego wielkie marzenie. Wiosna w szeregach drużyny prowadzonej przed Adama Nawałkę była lepsza od jesieni w Bielsku-Białej, ale tylko nieznacznie. W dwunastu meczach strzelił 2 gole, z czego jeden z nich był szczególnie ważny, bo pieczętujący zwycięstwo w Derbach Górnego Śląska z Ruchem Chorzów.

Prawdę mówiąc, wspomniany gol z Ruchem był ostatnim momentem w jego karierze piłkarskiej wartym uwagi. Kontrakt z Górnikiem obowiązywał do końca sezonu, klub chciał przedłużyć kontrakt, ale zwolennikiem takiego rozwiązania nie był trener Nawałka. Wpływ na zakończenie epizodu w Zabrzu miały też ciągnące się za nim kłopoty zdrowotne oraz problemy rodzinne. Jego ojciec ciężko zachorował i był to ogromny cios dla zawodnika. Spędzał przy nim dużo czasu. Po tym wydarzeniu Jeleń nie wrócił już do poważnego futbolu. Grywał jeszcze m.in. w ligach amatorskich w Czechach. Karierę zakończył spędzając pół sezonu w A-klasowym Piaście Cieszyn.

 

Najszybciejszy

7interia fot. Interia

W kadrze zadebiutował za kadencji Pawła Janasa 11 grudnia 2003 roku w meczu z Maltą (0:4), wszedł w drugiej połowie za Grzegorza Rasiaka. Trzy dni później w meczu z Litwą zdobył debiutanckiego gola. Przez długi czas nie był powoływany przez Janasa. Dla kadry został odświeżony w przededniu mistrzostw świata 2006.

Do dziś krążą legendy o okolicznościach braku powołania na mundial Tomasza Frankowskiego. Jeleń został więc jednym z czterech powołanych nominalnych napastników, choć nie zagrał w żadnym spotkaniu eliminacji do tego turnieju. Pozostali to Żurawski, Rasiak i Brożek. W pamiętnym dla Tomasza Kuszczaka sparingu przygotowującym do turnieju z Kolumbią (1:2) zdobył nawet honorową bramkę. Również Janas widział go grającego na skrzydle. Irek na zgrupowaniu przed mistrzostwami był forowany przez selekcjonera, co później zaowocowało, ponieważ był jednym z lepszych (obok Artura Boruca) zawodników w naszej kadrze. Mateusz Borek i Cezary Kowalski w książce Krótka piłka napisali o tym, że był on jedynym zawodnikiem, który mógł spotykać się z rodziną podczas zgrupowania. Pozostali byli po prostu skoszarowani – jest to przedstawiane jako jeden z powodów naszego niepowodzenia.

Pierwszy mecz z Ekwadorem zaczął na ławce, wszedł w drugiej połowie. Miał swoją sytuację, ale trafił w poprzeczkę. Zasłynął także z wygranego pojedynku biegowego w meczu z Niemcami podczas mundialu z Davidem Odonkorem, który uchodził za jednego z najszybszych graczy turnieju. Wracając do tematu żartów o Jelonku, po tym też spotkaniu w wywiadzie pomeczowym opowiedział o tym zdarzeniu „Po prostu byłem najszybciejszy”.

Janas był jedynym selekcjonerem, który korzystał w swojej kadrze z Jelenia i nie miał z nim problemów. Po objęciu stanowiska selekcjonera Leo Beenhakker sprawdził go w kilku meczach i szybko odstawił go na boczny tor. Twierdził, że nie pasuje mu do koncepcji. Ku zdziwieniu i niezadowoleniu kibiców, Leo nie chciał na niego postawić. On, ani nikt z jego sztabu, nawet nie wybrał się na mecz Irka do Francji. Wszyscy byli przekonani, że po mistrzostwach dwóch zawodników będzie miało pewne miejsce u następcy Janasa: Boruc i właśnie Jeleń. Zdziwiony niechęcią selekcjonera był również sam zainteresowany. W wywiadach mówił o tym, że Beenhakker nawet z nim nie rozmawiał. Nie dostawał powołań przez półtora roku, nie pojechał też na Euro rozgrywane w Austrii i w Szwajcarii w 2008 roku. Dopiero po mistrzostwach Europy, w sierpniu przyjechał na zgrupowanie i zagrał w przegranym 0:1 meczu towarzyskim z Ukrainą. Kontuzje wykluczyły go z najbliższych zgrupowań. Ponad pół roku czekał na kolejną szansę, ale wykorzystał ją bardzo dobrze, bo strzelił gole w obu meczach eliminacyjnych do mistrzostw świata – z Irlandią Północną i z San Marino.

Kolejny selekcjoner, czyli  Franciszek Smuda, jest jak powszechnie wiadomo człowiekiem skorym do konfliktów. Nie inaczej było z Jeleniem. Wszystko przez, a jakże, kontuzje… Już po wysłaniu powołań Jeleń grał mecz ligowy z Sochaux, w którym doznał kolejnego już urazu, tym razem łydki. Przyjechał na zgrupowanie kontuzjowany.

Nie może być tak, że jest z nami tylko po to, by się leczyć. Taka sytuacja zdarzyła się już ostatni raz. Liczyłem, że to będzie piłkarz na Euro, ale jeśli będzie bez przerwy kontuzjowany, to sam oddali się od zespołu. Jest jeden warunek: musi w końcu wyleczyć wszystkie swoje dolegliwości. Jeśli będzie grał regularnie i strzelał gole, to na pewno dostanie jeszcze swoją szansę. Nie dopuszczę jednak do tego, by blokował miejsce zdrowym kolegom – powiedział dla dziennika Fakt Smuda. Do piłkarza miał odnieść się w jeszcze dosadniejszych słowach.

Kilka miesięcy później media obiegła informacja, że obaj panowie pogodzili się. Jeleń jednak na polsko-ukraiński turniej ostatecznie nie pojechał ze względu na swoją sytuację w Lille. Ostatni mecz w kadrze rozegrał na otwarciu Stadionu Narodowego równo 100 dni przed Euro 2012 z Portugalią (0:0), zmarnował stuprocentową sytuację. W kadrze zagrał łącznie 29 razy i strzelił 5 goli. 29 występów to pozornie niewiele, ale podobną liczbę mają na koncie takie postacie, jak Mirosław Okoński, Stanisław Terlecki, czy Andrzej Iwan.

 

Pograne, co dalej?

Po karierze chciał zostać agentem piłkarskim, miał w planach też otwarcie szkółki piłkarskiej. Na pewno nie mógłby stworzyć spółki ze swoim byłym agentem, Tomaszem Kaczmarczykiem, który odwrócił się od niego zaraz po zawieszeniu butów na kołku. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że Jeleń niespecjalnie miał do tego predyspozycje. Jak przyznawał, nie spodziewał się, że tak szybko, w wieku 32 lat, skończy grać w piłkę – był to efekt częstej gry na blokadach i zastrzykach. Po śmierci ojca, który długo chorował, Irek zniknął z radarów polskich kibiców. Chodziły różnego rodzaju plotki na temat byłego reprezentanta. Odniósł się do nich w rozmowie z Przeglądem Sportowym:

Ludzie rozpowiadali różne rzeczy, ale nie brałem tego na poważnie. Gdy usłyszałem, że jestem rzekomo chory na stwardnienie rozsiane, to nie wiedziałem, jak mam zareagować. Z jednej strony mnie to zabolało, z drugiej chciało mi się śmiać. To był jakiś absurd. Nie wiedziałem, jaki ktoś może mieć interes w tym, by rozpuszczać takie plotki. Z drugiej strony kiedyś doszły mnie słuchy, że podobno wykupiłem pół Cieszyna. Tak to mogą sobie plotkować (śmiech). […] Zdarzał się alkohol. Ponad rok po zakończeniu kariery, już po śmierci taty. Byłem zdołowany psychicznie, nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Przez tyle lat liczyła się tylko piłka, ale potem to wszystko się skończyło, i to dość nagle. Ale nie było to też tak, że piłem do upadłego, dzień w dzień. Nie było żadnych ciągów alkoholowych.

Wynika z tego, że były piłkarz nie stronił od alkoholu, co może przemawiać za zarzutami trenera i prezesa Auxerre sprzed lat, które były głównym powodem nieprzedłużenia kontraktu po sezonie 2010/11.

Przed dwoma laty Jeleń wreszcie stanął na nogi po zakończeniu kariery i został prezesem Piasta Cieszyn, czyli klubu, którego jest wychowankiem. Formalnie rzecz ujmując, został prezesem CKS Piast Cieszyn, który powstał w miejsce poprzedniego klubu. Od tego roku jest także zawodnikiem Reprezentacji Śląska Oldbojów, która rozgrywa mecze charytatywne oraz na niskich szczeblach Pucharu Polski.

6
0
Zdjęcie profilowe rafal rafal

KOMENTARZE ()