JAK CO JAKIŚ CZAS… JANUSZ WÓJCIK! #9
Trybuna

JAK CO JAKIŚ CZAS… JANUSZ WÓJCIK! #9

Witajcie!

Dziś opowiem Wam historię z czasów późnego PRL-u. Było to w roku 1985. Trenowałem wtedy Hutnika z Krakowa, a w zasadzie z Nowej Huty. Pod moją batutą lali wszystkich jak leci, ale ja, rodowity warszawiak, trochę męczyłem się w tamtejszym środowisku. W każdym razie, za wybitne zasługi w rozwój sportu na terenie Nowej Huty, wtedy jeszcze bogata Huta imienia Lenina postanowiła ufundować mi wakacje w Wejherowie. Super prezent. Człowiek sobie żyły wypruwa, a w nagrodę dostaje dwutygodniowy pobyt w Sosnowcu Pomorza. Hutasy, bo tak ich pieszczotliwie określałem, powiedzieli mi, żebym wypełnił wniosek delegacyjny (jako że była komuna, byłem oficjalnie zatrudniony na stanowisku starszego brygadzisty) i podszedł z nim do księgowości.

Wypełniłem wniosek, i poszedłem do księgowości. Już od progu patrzyła na mnie spode łba pani Krystynka. Miała ze czterdzieści lat (chociaż ładnie się trzymała), obrączkę na palcu i okulary jak u typowej biurwy. Ale mówię Wam, te bufory, faliste włosy i dupa jak gruszka! Tylko z charakteru była francą, jak każda urzędnicza. Nikt nie lubił jej, i ona nie lubiła nikogo. Na swoje szczęście, zawsze miałem dryg do kobiet. Wszedłem, i od razu położyłem jej wniosek delegacyjny na stole. Zanim zdążyła go zabrać, na wniosku położyłem bukiet kwiatów.

-To dla mnie te kwiaty? Panie trenerze, Pan się nie podlizuje.- powiedziała szorstko Krystynka. Rzeczywiście była ostrą francą. Takie lubiłem najbardziej.

-Dla Pani wszystko, Pani Krysiu najdroższa, gdyby nie Pani, to byśmy już tu wszyscy zgnili pod piecem, a tak? Będziemy na wczasach, w tych góralskich lasach…- wyszeptałem do niej, po czym pocałowałem ją w dłoń.

-Panie trenerze, jaki Pan szarmancki.- odrzekła, wyraźnie zaczerwieniona. A ja już wiedziałem, co oznacza ten rumieniec. To mięsko zaraz zostanie nabite na moją szpadę.

-Oj, już sobie tak nie panujmy, Krysiu… mów mi Janusz. A skoro już przeszliśmy na „ty”, to może napijemy się razem kawusi na zapleczu? Przecież do 15:00 nikt z wnioskiem o delegację nie przyjdzie, to mamy jeszcze dużo czasu…

-Oh, bardzo chętnie Panie.. to znaczy Janusz. Ale najpierw podbiję wniosek urlopowy. To jedziesz do We…

I już chciała podnieść bukiet kwiatów z mojego wniosku, kiedy chwyciłem ją za rękę:

-Do We…jherowa…

-I potrzebujesz na to… co tam jest napisane? 10000 złotych? Oj, to skromny facet z Ciebie.- Powiedziała. Młodszym czytelnikom od razu wyjaśniam: takie były, kurwa, czasy, że jak w jednym ręku człowiek trzymał papier toaletowy, a w drugim banknot 100 zł, to nie wiedział czym się bardziej opłaca zapłacić, a czym bardziej podetrzeć.

-Może to i niewiele, ale przecież nie samymi pieniędzmi żyje człowiek!- Po czym, cały czas trzymając ją za rękę, powędrowałem do kantorka, na szybkie parzenie kawy. Po pół godziny, kiedy moja „kawusia” zdążyła dojść, i to parę razy, podsunąłem wniosek urlopowy. Podbijała go na ślepo, kiedy cały czas ją rżnąłem, bo okulary od sapania to miała tak zaparowane, jakby wyszła w nich z ruskiej bani. Po wszystkim dała mi swoje zdjęcie, z zapisanym na odwrocie numerem telefonu oraz adresem zamieszkania. Ale nigdy jej nie odwiedziłem, miałem zresztą dwa dobre powody, żeby tego nie robić. Pierwszy był taki, że ja takich kobiet miałem na pęczki. A o drugim dowiecie się za chwilę.

Następnie udałem się do kasy spółdzielczo-zakładowej, w celu podjęcia środków na podróż. W kasie tej zwykle siedział, Zbigniew- stary chuj, który pamiętał jeszcze rajd Kacapów na Berlin. I wcale bym się nie zdziwił, gdyby nawet brał w nim udział.

-Płać!- rzuciłem mu na wejściu.

Zbigniew omal nie dostał zawału, jak zobaczył kwitek delegacyjny.

-I jedziesz do We…. do Wenezueli, kurwa?! I bierzesz 10 tysięcy dolarów?!

-Patrz na mnie, misiu kolorowy. Co widzisz?

-Ciebie? Wuja? Trenera Hutnika Nowa Huta?…

-Nie! Widzisz kierownika nowohuckiej ekspedycji handlowej. Ruszam do Ameryki Łacińskiej zapoznać tych dzikusów z najnowszą technologią w dziedzinie budowy pieców hutniczych oraz produkcji stali. Płać jak widzisz, że podbite!

-Czekaj, czekaj, krawaciarzu! Nie nabiorę się na Twoje kuglarskie sztuczki. Pieczątkę sobie pewnie wystrugałeś z ziemniaka! To niemożliwe żeby Krystynka podbiła Ci taki wniosek. Przecież ona strzeże zakładowych pieniędzy niczym Smok Wawelski swojej groty. Tak bardzo, że w poprzednim roku kazała Prezesowi Kombinatu wracać autostopem z delegacji z Węgier, bo biedak przekroczył planowany budżet. Mam uwierzyć w to, że lekką ręką zgodziła się dać Ci 10000 dolarów na delegację do jakiejś Wenezueli?

-To zadzwoń, spytaj czy Wujo u niej był, i czy podpisała mój wniosek.

Długo nie musiałem namawiać tego starego zgreda. Od razu chwycił za słuchawkę, i wykręcił kierunkowy do księgowości.

-Halo, Pani Krysiu?… Mam takie pytanko, czy był dziś u Pani trener Wójcik?… Aha, i Pani mu podpisała ten wniosek delegacyjny… no, wie Pani, troszkę się dziwię, ale nie mnie to oceniać.

Po czym popatrzył na mnie nienawistnym wzrokiem, a wyraz twarzy miał taki, że mu omal piana nie leciała z pyska. Dobrze, że nie pytał o szczegóły, Hutas złamany.

-Kasa, misiu, kasa. Zobaczysz mnie za dwa tygodnie, przywiozę Wam taki kontakt , że sam Sekretarz Partii dostanie zawału z wrażenia.

Oczywiście, tak naprawdę to w dupie miałem ten rozpadający się kombinat, a sprzedawanie stali Pigmejom było ostatnią rzeczą, którą miałem zamiar robić podczas mojego pobytu w Wenezueli. Wujo nie jest w ciemię bity. Po stanie wojennym wiedziałem, że jeszcze parę lat i ten cały PRL pierdolnie z wielkim hukiem. Po prostu chciałem pojechać na dupy za służbowe dziengi, i przy okazji zarobić trochę grosza na nafcie i pokerze. W ten sposób wylądowałem w Puerto Ayacucho, czy też jak kto woli, zadupiu pośrodku dżungli. Ale o tym, co tam robiłem, opowiem w następnym odcinku. Wspomnę tylko, że uczestniczyłem tam w konkursie jedzenia rogalików maczanych w nafcie. Konkurs ten powtórzyłem na tegorocznym Sylwestrze, wraz ze świętej pamięci Pawłem Zarzecznym. I powiem jedno: on by tych Pigmejów pozaginał w ich własnym sporcie narodowym.

Pozdrawiam

Janusz „Wójt” Wójcik

[Zdjęcie główne: księgowa Kombinatu Metalurgicznego im. Lenina, Pani Krysia, z którą miałem okazję sobie pogaworzyć na zapleczu.]

15
1
Zdjęcie profilowe Janusz Wójcik Janusz Wójcik

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Sebastian Ro(L)ewski
kup pan cegłę

Taki to poruchał.

kreha_pl

Zajebiste walnął by ją w hiszpana

Janusz Kibol

Wbiłem w google „Panią Krysię” i mi wyskoczyła stara, gruba okularnica wpierdalająca sałatkę w jakimś dziwnym barze, gdzie wszyscy byli poubierani w garniaki… Ściema jak chuj! Ty mi tu nie pierdol Misiu Kolorowy, tylko dawaj mi numer do tej seksownej cycatej mamuśki ze zdjęcia, ale raz, raz, bo nie mam czasu! I mów od razu czy dojeżdża, bo najebany jestem i nie chce mi się już po tych burdelach jeździć. Trzy majbachy w tym miesiącu skasowałem… A z resztą… nawet jak nie dojeżdża to też daj numer, tak na wszelki wypadek… :-)

wpDiscuz

INNE SPORTY

04.09.2019 LODZ ATLAS ARENA SIATKOWKA KOBIET CEV MISTRZOSTWA EUROPY 2019 KOBIET W SIATKOWCE  ( VOLLEYBALL WOMEN'S ,  EUROPEAN CHAMPIONSHIP CEV EUROVOLLEY 2019 WOMEN ) MECZ  WLOCHY - ROSJA (GAME ITALY - RUSSIA )
NZ   RADOSC ZWYCIESTWO EGONU PAOLA OGEC , ORRO ALESSIA 
FOTO JAKUB PIASECKI / CYFRASPORTT / NEWSPIX.PL
---
Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl 
mail us: info@newspix.pl
call us: 0048 022 23 22 222
---
Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland
17 listopada, 16:59