Advertisement

Image and video hosting by TinyPic
JAK CO JAKIŚ CZAS… JANUSZ WÓJCIK! #7
Trybuna

JAK CO JAKIŚ CZAS… JANUSZ WÓJCIK! #7

Witajcie!

Dziś opowiem wam historię sprzed niespełna dziewięciu lat. W sierpniu 2008 roku przebywałem w Gruzji , na zaproszenie prezydenta Micheila Saakaszwilego. Pojechaliśmy z Micheilem do Bordżomi. To piękna, malownicza miejscowość, słynąca z produkcji wody o takiej samej nazwie. Pisałem już kiedyś o niej. Ma moc uzdrawiającą.

Siedzieliśmy w willi Saakaszwilego. Dzień upływał nam na raczeniu się dobrym winem i ruchaniu panienek. Do czasu, kiedy Micheiel odebrał telefon.
-Słucham? Co? Co?! To ci chuj!- wykrzyczał, rzucając słuchawkę.
-Co się stało gruziński Misu?
-Ruski chuj, kacapski pomiot, kagebowski agent…- Michaś aż kipiał ze złości- Idzie na nas z wojskiem. Chce podbić mój kraj i przyłączyć go do Rosji!
-Aaa, znaczy że Wołodia chce cię wydymać w kakao. Powiem Ci jedno: masz przejebane. On nie jest pasztetową robiony. Walczy z tygrysami, rucha najlepsze baleriny, na niedźwiedzie polarne poluje z procy, a kiedyś podobno nawet ujarzmił atomowe buty grające hit Boney-M, „Rasputin”. I co najgorsze dla Ciebie, podobno nikogo się nie słucha…
-Kurwa, Janusz, ty mi nie mów w jak ciemnej dupie jestem, tylko jak mam z niej wyjść!

I dostał z liścia w pysk! Nikt nie będzie przerywał, kiedy Wujo mówi. Kurwa, nikt. Nawet Królowa Elżbieta II nie ośmieliła mi się przerwać, kiedy wpadłem do niej na audiencję, a co dopiero żeby robił to prezydent jakiegoś wypizdowa na Kaukazie. Zaryzykowałem trochę, bo niby nie wypada bić gospodarza w jego własnym domu, ale nie pozwolę sobie, żeby jakiś chujek udowadniał przede mną jakie ma cojones. I ryzyko się opłaciło. Gruzin zbladł, a ja powiedziałem spokojnym tonem:

-Nie słucha nikogo, poza człowiekiem, z którym raz do roku jeździ nad Bajkał łowić ryby. Ja z Wołodią nie pogadam, nie znam go, nie mam do niego numeru, a Ty jesteś z nim w stanie wojny. Prędzej odbierze od swojej byłej teściowej, niż od Ciebie. Ale jak uruchomię kontakty, to kto wie? Może zdobędę numer do tego drugiego gieroja, i on go przekona… Bo na konflikcie zbrojnym to ty daleko nie zajedziesz. Oni mają specnaz- ludzi, którzy na rozgrzewkę walą wiadro bimbru w samych majtach, pośrodku Syberii. A ty kogo masz? Pastuchów, którzy na przemian walą winko i owce. Widzisz różnice, misiu? Tutaj potrzeba dyplomacji!

I już widziałem, że Saakaszwili się łamie. Drżącym głosem powiedział do mnie:
-Janusz, Wujo, Wójcie kochany… ratuj. Nie proszę o to, żebyś przekonał tego przyjaciela do wpłynięcia na (Tfu)tina, ale chociaż weź zdobądź do niego numer. Widzisz w jakiej pięknej willi siedzimy? Znajduje się ona na terenie Bordżomsko-Charagaulskiego Parku Narodowego. Niech będzie niczym w bajce: dam ja ci tą willę wraz z połową parku, oraz rękę królewny. Czyli mojej córki. A dodatkowo ofiaruję ci nasz największy skarb: dwie zgrzewki wody mineralnej Borjomi!
-Dobra, Misiu, tą wodą mnie przekonałeś!
Celowo mu to powiedziałem. Oczywiście, woda Borjomi ma legendarne właściwości lecznicze, ale na chuj mi ona, skoro nigdy nie miałem kaca? Mimo wszystko wystarczyło, że sprzedałem mu liścia, kiedy mi przerywał. Obrażanie największego gruzińskiego skarbu byłoby już przesadą. Wszak Wujo to nie cham, i wie jak zachować się w gościach.

-Skołuj mi telefon satelitarny, tu trzeba będzie podzwonić. Aha, i przyda mi się pięć butelek bimbru.
-A na co ten bimber?- spytał Saakaszwili.
-Zobaczysz.- uciąłem krótko.
Po wypiciu piątej butelki bimbru, wziąłem telefon satelitarny, poszedłem w ustronne miejsce i zacząłem dzwonić. Pierwszy numer.
-Allo?- Usłyszałem donośny głos po drugiej stronie słuchawki.
-Cześć Władziu! I co z rybkami na Bajkale w tym roku? Będą nam brały na coś innego niż miny morskie?!
-Privet, Janusz! Nie mogę się doczekać! W tym roku będziemy nurkować, i łapać szczupaki zębami!
-Pierdoli wędki, nie idzie na łatwiznę. Moja szkoła! Bez niej nie zostałbyś carem. Słuchaj Władziu, bo ja tu dzwonię z taką prywatą. Siedzę teraz w Gruzji z Misiem Saakaszwilim. I ten, proszę ja ciebie, Misio obiecał mi pół parku, willę, kuciapkę swojej córci, oraz dwie zgrzewki Borjomi.
-Ooo, ja ponimayu. Borjomi, gruzińskie złoto w płynie. W każdy poniedziałek Rosja cierpi, odkąd Saakaszwili zakazał sprzedaży tej wody do nas… Potomu szto my chcemy zaatakować Gruzję, przejąć źródła Bordżomi, a jak nie, to je zbombardować!
-No właśnie o to chodzi, że jak to już będzie moje, to nie ich będziecie bombardować, tylko kurwa mnie! A ja, kurwa, nie jestem pierdolonym talibem żeby mnie bombardowano. I jakoś bardziej cieszy mnie widok ogrodu z ładnym parkiem, zamiast lejów po bombach!
-Wujo, ja to rozumiem. Ale powiedz mi, co mam zrobić? Przecież już nie mogę zawrócić, bo wyjdę na idiotę przed całym światem.
-No jak to co? Zamiast w prawo na Bordżomi, idź od razu w lewo na Tbilisi!
-Na… Stolicę! Job twoju mać, Janusz, jesteś genialny! Jak od razu zajmę stolicę, to Ty będziesz miał willę z parkiem w nienaruszonym stanie, a ja resztę! Słyszeliście, duraki?! Na Tbilisi!
Po czym się rozłączył. W ten sposób pierwszą część planu miałem za sobą. Pozostało wrócić do Misia i odpowiednio przedstawić mu sytuację.

-Micheil, dodzwoniłem się do tego, no, przyjaciela Władka. Ty wiesz co ten skurwiel powiedział? Że Putin to ma w dupie tą twoją wodę, bo od niej to są tylko gazy i sraczka. Idzie od razu na stolicę, tylko zahaczy jeszcze o Gori, bo Józef Stalin się tam urodził. I że to w ogóle jest najlepszy dowód, że Gruzja powinna przynależeć do Rosji.

Jak się wtedy Michaś nie zagotował! Zniknął gdzieś na parę chwil, po czym wrócił, ubrany w gruziński strój ludowy, razem z taką czarną kufajką na głowie. Kurwa mać, lato, ponad trzydzieści stopni na zewnątrz, a ten paraduje w sybirówce. W pierwszym momencie pomyślałem, że może pogodził się z losem, i wie co go czeka jak kacapskie wojsko mu wparuje do kraju.

-Każdy Gruzin kieruje się w życiu jedną zasadą… Możesz obrazić mu ojczyznę. Możesz obrazić mu matkę. Ale nigdy nie obrażaj wody mineralnej ze źródeł Bordżomi!- po czym wziął megafon, wyszedł na taras bordżomskiej willi, i tańcząc gruziński balet, zaczął nawoływać cały naród do stawienia czoła Kacapom pod Gori.

Wtedy wyczułem moment, żeby zadzwonić do Putina:
-Da?
-No, misiu kolorowy, zlekceważyłeś tą bandę śmierdzących pastuchów!
-Szto?
-To! Przewidzieli, że nie będziesz pierdolił się o jakieś źródełko i całą armią idą od Tbilisi aż do Gori.
-Ale to ty mi…
-Ja, to ci teraz powiem jedno! Weź się wycofaj do Abchazji i Osetii. Ty zyskasz terytorium, i nie wyjdziesz na głupka. Tylko nie mów oficjalnie, że to rosyjskie. Powiedz, że sami chcieli się odłączyć, a car Władymir pomaga każdemu uciemiężonemu ludowi.
-Ale…
-Kurwa, Wołodia nie dasz im rady! Już raz twój kraj chciał przegnać paru pastuchów. Goniliście się w Afganistanie przez dziesięć lat i wyszedł z tego chuj wielki i szelki.
-To co…
-Ale wiem, że chcesz to zasrane źródełko. Słuchaj, ten gruziński miś prowadzi teraz pospolite ruszenie. Ale nic się nie bój, przekonam go, żeby źródło wody Borjomi znalazło się w dobrych rękach. Oczywiście, nie za darmo.
-Hara…
Nie zdążył dokończyć. Odłożyłem słuchawkę i wziąłem się do działania. Co prawda ta banda pastuchów ruszyła bardzo licznie, ale Michaś zatracił się w gruzińskim balecie, i cały czas napierdalał piruety na tarasie.

-Michałku, to fajnie że idziecie się bić. Rozumiem, że Ruski obraził Twój skarb narodowy. Zdobyłem numer do tego przyjaciela, z którym Władek jeździ na ryby. W Twoim imieniu negocjuję, i robię to po przyjacielsku. Czyli, kurwa mać, za darmo bawię się w głuchy telefon. Ale na tym koniec bycia jeleniem.
-To znaczy, że co?
-Kasa, Misiu, kasa… Jak mnie zrobisz udziałowcem wody mineralnej Borjomi, to pokażę Ci przed kim kacapskie wojsko tak naprawdę robi po rajtach. Powiem ci jedno: nie jestem pazerny. 15 % udziałów wystarczy.

Saakaszwili nie wahał się długo. Gruziński skarb był dla niego bardzo cenny. Ale nie tak cenny, jak moje umiejętności przywódcze i doświadczenie. A przynajmniej tak się temu misiowi wydawało. Kiedy się zgodził, zabrałem megafon, i zacząłem wydzierać się do Ruskich tak, że słyszał mnie cały Kaukaz:
-Wy, kurwa, kacapskie chamy! Co wy sobie, misie kolorowe, myślicie, że możecie tu wejść jak do obory, narobić gnoju i za miesiąc wrócić do domów?! Co to, kurwa, jest kurort w Ciechocinku?! No to ci kurwa gieroje! Jesteście frajerzy, i to miękkim pętem robieni! Powiem jedno: pakujcie ten swój majdan na krajową S-10 i wypierdalać do Osetii, raz! Macie pięć minut…

I zapadła cisza. Gruzini stanęli jak wryci. Saakaszwilemu aż sybirówka spadła z wrażenia. Minuta ciszy. Druga. Trzecia… I nagle słychać komunikat radiowy:
-Marsz na Tbilisi zatrzymany! Rosyjskie wojska w odwrocie!
-Janusz! Janusz! Uratowałeś mój kraj!- krzyczał Saakaszwili.- Z przyjemnością przekażę największemu bohaterowi Gruzji 15% udziałów w Państwowej Rozlewni Wody Borjomi. Szkoda tylko tej Osetii…
-A na chuj ci ta cała Osetia?
-Jak to na chuj? Przecież to część mojego kraju…
-Misiu kolorowy, byłem w Osetii i to jest smród, bród i ubóstwo, wszyscy stamtąd albo wyjechali, albo zaraz wyjadą, albo po prostu czekają na śmierć. Z Tbilisi do głównego miasta Osetii, Cchinwali, jest nieco ponad 100 kilometrów. Powiem jedno, jako rodowity Warszawiak: wiesz, do jakiego polskiego miasta jest niewiele ponad 100 km ze stolicy? Do Radomia. I dziwnym trafem tam nie jest wcale lepiej niż w Osetii.

I tak oto Gruzja odpuściła walkę o Osetię Południową, a ja zadzwoniłem do Władka.
-Szto, Janusz, jak tam moja woda?
-Tak jak mówiłem, Władziu, tak jak mówiłem… W dobrych rękach.
Tego samego dnia stałem się właścicielem willi położonej w Bordżomsko-Charagaulskim Parku Narodowym, połowy tego właśnie parku, oraz otrzymałem dwie zgrzewki wody mineralnej Borjomi, wraz z piętnastoma procentami udziałów w tej firmie. Córkę prezydenta też wziąłem. Nawet cztery razy, później mi się znudziła.

Z tej historii płynie morał dla Was, drodzy czytelnicy. W życiu nie zawsze musisz pokazywać, że jesteś silny jak lew. Czasami lepiej udowodnić, że jesteś sprytny niczym lis.

To jeszcze nie był koniec przygody w Gruzji, ale o moich dalszych losach przeczytacie w następnym felietonie.

Pozdrawiam

Janusz „Wójt” Wójcik

[Zdjęcie główne: Prezydent Gruzji, Michaeil Saakaszwili, wykonujący gruziński balet na tle zachodzącego słońca.]

24
3
Zdjęcie profilowe Janusz Wójcik Janusz Wójcik

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

10 komentarzy do "JAK CO JAKIŚ CZAS… JANUSZ WÓJCIK! #7"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Nedi81

Szapoba Wujo!

Damiano_L

Fejk. To królowa chodzi na audiencję do Wójta, a nie na odwrót.

v. Lynden

Co raz mocniej, uśmiałem się do łez.

Juliusz Kalodont

Jedna z najlepszych części opowiadań Wuja

Szewcu

Hahahaha Stary jesteś wielki. Powinieneś wydać książkę z opowiadaniami, mistrzostwo

magkum

Brawo Wujo!!!

Fat ASSS

Głowa mała…

Z przewrotki w sam winkiel

Zdjecie Wuja w pełni oddaje klimat tego opowiadania,…mocne

superlucek

Panie Stanowski – zamiast płacić słabym dziennikarzom (każdy wie w kogo wbijam szpilę), niech Pan porozmawia z najlepszych polskim trenerem Panem Januszem Wójcikiem.
Piszę całkowicie poważnie. Jego cykl bije na głowę większość wpisów z głównej strony. Wiem, że Pan Trener nie będzie tani (nie wiem czy tle bimbru i złota jest w Polsce) ale może warto spróbować?

Misza

a ja obstawiam, że to ktoś z redakcji podszywa się pod legendarnego trenera

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY