Image and video hosting by TinyPic

JAK CO JAKIŚ CZAS… JANUSZ WÓJCIK! #22

Witajcie!

Tydzień. Tylko tydzień mnie nie było. Postanowiłem udowodnić Dareczkowi, że ten klub jako-tako funkcjonuje tylko dlatego, że czasami zadzwoni do mnie Żewłak, albo Pazdek z Jędzą, i zapytają się „trenerze, co robić?”. Z grzeczności nie chciałem spławiać tych misiów. I tak było raz. Drugi. Trzeci. Ba, nawet Jackowi-plackowi pomogłem w pierwszym meczu w Astanie. Ale nadszedł czas, by powiedzieć basta! Co prawda Wujo ma elkę w sercu, ale doradzanie wszystkim na około za darmo jak opanować ten burdel na kółkach, to już ma głęboko w dupie. Nikt nie będzie robił ze mnie frajera, co to za darmo bawi się w Strażaka Sama i lata do pożaru z największym wężem. Co więc zrobiłem? Przyszedłem do gabinetu prezesa, rzuciłem telefon komórkowy na biurko i zakomunikowałem:

-Misiu kolorowy! Nadszedł czas, by osoba tymczasowo zajmująca stanowisko trenera opuściła ciepły kurwidołek i nauczyła się grać bez moich porad, motywowania piłkarzy, czy obozów integracyjnych na działce. Telefon zostawiam u Ciebie, a ja spieprzam na Bermudy!

-Ale Ja, Ja, Jan… Ale Janusz!- Wykrzyczał Mioduski, a jąkał się przy tym gorzej niż Jurek Owsiak na finale WOŚP-u.- Ni.. Ni.. Nieeee… Nie możesz!

-A bo co, kontrakt mnie tu trzyma? Mogę i zrobię to. Mam samolot za 15 minut.

-Ha! Ty stary krętaczu! To przecież już się na niego nie wyrobisz!- wykrzyczał mi w twarz Mioduski.

-Spokojnie, beze mnie nie odlecą. Jestem pilotem tego samolotu.- odpowiedziałem, serwując Mioduskiemu szelmowski uśmiech numer siedem.

Wtedy nasz Dareczek zaczął gwałtownie zmieniać kolory. Jego twarz wyglądała tak, jakby nałożyli na nią tęczowy awatar z Facebooka. Chyba tylko brak zapachu whisky, dominującego w gabinecie do czasu kiedy to pozbyłem się szafy grającej prezesa Leśnodorskiego, powstrzymał go od zwymiotowania z nerwów. Mimo wszystko, misio starał się blefować. Po dłuższej chwili spojrzał na mnie, i powiedział:

-Dobrze, Janusz. Skoro jedziesz, to zapewne masz na Bermudach bardzo ważną misję. Znając Ciebie, być może nawet nie jest to misja piłkarska. Ale pamiętaj, żaden człowiek nie jest większy niż klub. Jedź, jak musisz.

-Cieszę się, że podchodzisz do tej sprawy jak facet, nie jak rozhisteryzowana łajza. Ty z kolei pamiętaj, Dareczku, że ostatnim klubem jaki prowadziłem na wyłączność, była Al-Nahda, i to w 2010 roku. Od 2011 roku imałem się różnych zajęć. Trenowałem drużynę pingwinów do meczu z niedźwiedziami polarnymi, przygotowywałem zespół Surykatek z Botswany, czy też byłem szkoleniowcem Drużyny Afrykańskich Dyktatorów, w meczu przeciwko Dyktatorom Ameryki Łacińskiej. Ale w tym czasie zawsze byłem pod telefonem. Kiedy Boguś zadzwonił, zawsze doradziłem mu co ma robić, kogo trzymać za mordę, i jakiego frajera wydymać. Mówisz mi, misiu miodowy, „żaden człowiek nie jest większy, niż klub”? To popytaj Leśnego, Żewłaka, tego Murzynka, Martę. O, z nią to dopiero miałem dobre kontakty!- powiedziałem, puszczając oko do Mioduskiego.- Popytaj Jasia Urbana, Henia Berga, Stasia Czerczesowa, kurwa, jak chcesz Dareczku to sprzątaczek nawet zapytaj jak było! Wszyscy powiedzą Ci to samo: jak nie było co trenować, to trzeba było dzwonić. I każdy dzwonił do mnie. Spotkamy się za tydzień. Przywiozę Ci butelkę rumu. Przyda się.

Następnie wyszedłem z gabinetu, i udałem się prosto na lotnisko, gdzie czekał na mnie samolot i czapka kapitańska. Nie powiedziałem Dareczkowi jaką to ważną misję mam na Bermudach. A było nią… picie lokalnego bimbru, palenie cygar i klepanie panienek po tyłkach.

Gdy wszedłem do samolotu, wyczuwalne było napięcie wśród pasażerów. Lot był opóźniony o godzinę. Co bardziej krewcy zaczęli krzyczeć „Panie pilocie, odlatuj Pan!”, „Ileż można czekać?!” „Skandal, to niedopuszczalne!”. Słysząc to wszystko, chwyciłem za ster, włączyłem mikrofon, i zacząłem nadawać na pokład:

-Czołem, misie kolorowe! Tu linie lotnicze Wujo! Mamy godzinę opóźnienia, dlatego będziemy zapierdalać lotem tnąco-koszącym, aż nam turbiny eksplodują. Klasa business ma drinki za darmo, klasa eko płaci stówę od napoju. Zapięcie pasów może być przydatne przy kołowrotkach. Życzę miłej podróży!- Powiedziałem, ustawiając wajchę turbiny na maksymalny ciąg powietrza.

Lot zajął mi cztery godziny i dziesięć minut. I to tylko dlatego, że nad Wielką Brytanią zobaczyłem jakiegoś frajera z Royal Air Force w Eurofighterze Typhoonie na horyzoncie, i postanowiłem pokazać mu, kto tu jest prawdziwym orłem. Wycisnąłem z mojego Boeinga 777, nomen omen, siódme poty, i opłaciło się. Kiedy wykonałem lot pionowy do stratosfery, ten misio puścił się za mną. Na 40. kilometrze od ziemi, ponad strefą ozonową, moje czujniki zaczęły wariować, dlatego obróciłem samolot na grzbiet, i rozpocząłem pikowanie na dół. Nie wiem, czy wtedy ten śmieszny żołnierzyk stracił przytomność od przeciążenia, czy po prostu odleciał wymienić majty, ale więcej go już nie spotkałem.

Gdy doleciałem na miejsce, pasażerowie byli podzieleni na dwie grupy: najebaną klasę biznes, oraz najebaną i spłukaną klasę eko, w której płacono za każdego drinka. A że połowa z obrotów latającego baru szła do mnie, to podniosłem ceny drinków z 15. do 100 złotych za jednego. Wszystko zeszło. Tym sposobem nabiłem dosyć kabony, żeby poleżeć tydzień pod palemką.

Ale dobrze, bo ja tu zacząłem gadać o latającym barze, a tymczasem czas pogadać o Latającym Cyrku Monty Pythona.

Tydzień. Kurwa, tylko tydzień mnie nie było i co? I, jak to się mówi, gdy kota nie ma to myszy harcują. Pierwszy mecz obejrzałem w salonie masażu, w towarzystwie dwóch smakowitych czekoladek. Powiem jedno: nawet ja się tak nie zabawiałem z tymi czekoladkami, jak banda pastuchów zabawiała się z Legią! Kurwa, ostatni raz ludzie z tamtych terenów tak dobrze w Polsce bawili się podczas najazdów mongolskich osiemset lat temu. Co niektórzy mówią, że Legia przeważała i zabrakło jednej bramki. Ludzie kochani… gdyby Boraty wiedzieli, że mogą sobie pozwolić na stratę trzech bramek, to Legia te trzy bramki być może by strzeliła. I ani gola więcej! To się nazywa kontrolowanie meczu, i robienie frajera z przeciwnika. I to naiwnego frajera!

Jak nazajutrz wyszedłem z salonu masażu, to podbiegł do mnie jakiś dzieciak. Powiedział, że przyszedł do mnie telegram. Bermudy to niewielkie terytorium, w stolicy mieszka około 1000 osób, dlatego dotarcie na piechotę do jedynego budynku poczty zajęło mi dziesięć minut. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy odczytałem depeszę:

Janusz wróć. Stop. S.O.S. Stop. Błagam, błagam, błagam. Stop. Miej e(L)kę w sercu. Stop. Darek.

Podarłem odczytaną wiadomość, i napisałem do Dareczka:

Cena będzie rosła wprost proporcjonalnie do głębokości dupy, w jakiej będziecie się znajdować. Wujo.

Następne trzy dni spędziłem przebywając w swoistym trójkącie bermudzkim plaża-bar-burdel. W tym czasie dostałem kolejne dwa telegramy. Oba od Michała. Pierwszy o treści:

Cześć Janusz! Jak tam na Bermudach? Jak pogoda? Drogo jest? Drinki dobre? Kobiety ładne? Hotele z opcją All Inclusive? Odpisz, plis. Michał.

Drugi telegram brzmiał:

Zapomniałem spytać: są tam jacyś piłkarze? M.Ż.

Byłem zbyt zajęty, żeby pisać sobie z Misiem-pysiem, chociażby dlatego, że wolałem rozmawiać z kobietami na żywo, niż z facetem przez listy. W sumie dobrze dla niego, że nie odpisałem, bo gdyby Misiu spieprzył na Bermudy na dzień przed meczem w Niecieczy, to mogłaby być dla niego ostatnia wycieczka okazja do wyszukania nowych talentów w tym klubie.

A w Niecieczy tradycyjnie, była dupa. I to z majonezem. Był kiedyś taki film „Dzieci kukurydzy”. No więc jak włączyłem telewizor, to myślałem że oglądam jego drugą część. Dzieci kukurydzy spotkały dzieci we mgle, i zrobiły z nich frajerów na cały kraj, goląc do jaja! A Jacek-placek co robił przez ostatnie dwadzieścia minut? To, co robi każdy nieprzygotowany uczeń przy tablicy. Wlepił wzrok na buciki i zastanawiał się co takiego dobrego opierdoli na kolację. Pomimo że na boisku jego piłkarze wyglądali, jakby właśnie opierdalali kolby, o ironio, kukurydzy.

Tydzień. Kurwa, tylko tydzień mnie nie było. Dość tego. Właśnie wylądowałem w Warszawie. Dziś mecz z Piastem Gliwice. Czyli, w normalnych warunkach, kolejnymi frajerami do opierdolenia. I niech sobie tam mają w składzie cesarza, króla, a nawet faraona z całym dworem. Jeśli tylko Darek dopuści mnie do drużyny, to im tam na boisku urządzimy wszystkie plagi egipskie. A jak mnie nie dopuści to… zobaczycie to po wyniku.

Pozdrawiam

Janusz „Wójt” Wojcik

22
4
Zdjęcie profilowe Janusz Wójcik Janusz Wójcik

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Sportowy Maniak

Wójcie, wygracie z Sheriffem Tiraspol? Wypadałoby, w końcu to też jakieś pasterze, tylko że mołdawskie. Niby sponsor-potentat, ale wstyd ich nie przejść.

Fat ASSS

„Odpisz, plis” !

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY