Italia #7

Wizyta na Wanda Metropolitano i tamtejsze bęcki od piłkarzy Atleti, zrzuciły olbrzymią falę krytyki na cały Juventus, z Cristiano Ronaldo na czele. Włosi wyszli na mecz zblazowani, nieobecni i niechętni do jakiejkolwiek walki, więc wynik 2-0 to tak naprawdę najniższy wymiar kary. Na dodatek gest Diego Simeone ukazujący jak wielkie cochones ma on i jego drużyna został memem.

Przed meczem rewanżowym w przeciągu tych kilku tygodni, dziennikarze donieśli o rzekomych kłótniach na linii trener – prezydent, co ma poskutkować odejściem tego pierwszego po sezonie. Sam Allegri nie radząc sobie z nadmiarem krytyki i hejtu od kibiców, skasował konta społecznościowe, twierdząc że to z innego powodu, ale umówmy się nie jesteśmy dziećmi i w takie bajki nie wierzymy.

W Madrycie, Atletico obnażyło wszystkie aktualnie trapiące Bianconerich bolączki. Podejście mecz sam się wygra sprawdza się w Serie A, bo tak naprawdę żadna drużyna nie jest w stanie nadążyć za Juventusem. Aktualne 18 punktów przewagi nad Napoli nie mieści się w głowie, zwłaszcza po obejrzeniu pierwszego spotkania 1/8 finału Ligi Mistrzów.

Jest jeszcze ON, Cristiano Ronaldo, który zgasł w pierwszym meczu i również był niemiłosiernie krytykowany. Takich zawodników jak Portugalczyk się nie krytykuje, a jeśli już do tego dojdzie trzeba liczyć się z zemstą. Zemstą na boisku.

Przed spotkaniem rewanżowym CR7 zapowiadał, że jeśli obrona zagra dobre spotkanie to on strzeli hat-tricka i zapewni Turyńczykom awans. Gdzie kończy się bufonada, a zaczyna prawdziwa pewność swoich gigantycznych umiejętności? Tam gdzie za gadaniem idzie potwierdzenie na boisku.

W Turynie, zaraz po pierwszym gwizdku Juventini rzucili się do gardeł Hiszpanom. Wyglądało to jakby w końcu Max Allegri spuścił swoich podopiecznych ze smyczy i rozkazał rozgnieść przeciwników na murawie. Niesamowite zawody rozgrywał Federico Bernardeschi, cichy bohater meczu, aż szkoda że nie wpadła na jego konto żadna bramka. Spinazzola, debiutując w Lidze Mistrzów i praktycznie nie grając w klubie rozjeżdżał prawą stronę obrony Atletico. Emre Can, który nie odpuszczał nawet na chwilę i zagrał na świetnym poziomie. Wielki kapitan Giorgio Chiellini rozgrywający 500 mecz w barwach Bianconerich, czyścił wszystko. I on, Cristiano Ronaldo, jak zapowiedział tak zrobił. Pierwszy hat-trick w barwach Juve. Po zdobyciu trzeciej bramki, to właśnie ten piłkarz był zobligowany do pokazania, kto tym razem ma cochones.

Jestem kibicem Juve od 19 lat. Takich spotkań jak to rewanżowe 1/8 finału Ligi Mistrzów zdarza się wielu drużynom kilka, bądź nawet kilkanaście. Są mecze które bardziej zachodzą w pamięć jak remontada PSG w wykonaniu Barcelony, jak wielki Ole Gunnar Solskjaer czy zwycięskie 3-3 Liverpoolu i „Dudek Dance”. Każdy kibic żyje takimi spotkaniami i to właśnie one zapisują się w pamięci.

Co do samego Cristiano. Nie byłem nigdy jego fanem jako osoby, za to co przypałętało się do niego poza boiskiem i również za niekiedy dosyć delikatne usposobienie w grze. Jednakże jest on królem Ligi Mistrzów, jedynym i niekwestionowanym. Nikt nie jest od niego skuteczniejszy i podejrzewam, że nikt nigdy nie będzie.

2
0
Zdjęcie profilowe makcziken makcziken

KOMENTARZE ()