Il Principino

Sobotnie popołudnie. Mały chłopiec w towarzystwie ojca pierwszy raz zmierza na stadion, pierwszy raz w swoim krótkim jeszcze życiu obejrzy na żywo mecz piłki nożnej. 

– Tato, a ci wszyscy ludzie też tam idą?

– Tak, synu.

– A dlaczego nie zostaną w domu?

– Zobaczysz, bądź cierpliwy.

Po dołączeniu do tłumu pozostałych kibiców zmierzających na stadion i przeprawieniu się przez bramki, obaj zajmują miejsca na trybunie kibicowskiej. Został niecały kwadrans do rozpoczęcia spotkania. Ultrasi zaczynają rozgrzewać swoje gardła. Na murawie pozostało jeszcze kilku zawodników dogrzewających swoje mięśnie i pozdrawiających kibiców. Mały chłopiec niecierpliwi się, oczekując tego co się wydarzy. Zasypuje ojca pytaniami, który cierpliwie odpowiada na każde z nich i spokojnie tłumaczy synowi, że warto jest czekać na ten moment.

Wtem z tunelu wychodzi arbiter spotkania, trzymając futbolówkę pod pachą, a za nim dwa rzędy jedenastu mężczyzn ubranych w różne stroje. Rozlega się wrzawa i oklaski. Najbliżej siedzący kibice krzyczą do swoich ulubieńców, chcąc pozostać zauważonymi. Chłopiec z coraz większym zaciekawieniem obserwował co się dzieje.

Rozpoczął się mecz. Śpiewy kibiców coraz przerywane były gromkimi oklaskami, gdy gospodarze wykonali interesującą akcję lub oddali strzał na bramkę przeciwnika, natomiast gwizdami jeśli do głosu dochodzili goście. Powoli z minuty na minutę, podpatrując ojca, chłopiec wczuwał się w atmosferę spotkania i coraz bardziej angażował się w kibicowanie. Przez obydwie połowy nie wpadła ani jedna bramka, praktycznie do samego końca spotkania, kiedy gospodarze zdobyli zwycięską bramkę. Gola po którym cały stadion wybuchł tak ogromną radością, że można by poczuć jak trybuny unoszą się nad ziemią, a zawodnicy, będący po prostu zwykłymi ludźmi, w oczach swoich fanów, wyglądają na bogów. Mały chłopiec od tej pory wiedział kim chciałby zostać, wiedział już jakie jest jego marzenie.

Po meczu chłopiec zapragnął kolejnych spotkań, chciał czuć atmosferę i radość wokół siebie coraz częściej, aż sam, śladami ojca pokochał swoją drużynę. Poprosił rodziców o zapis do szkółki piłkarskiej, gdzie trenował z całych sił by stawać się lepszym każdego dnia, a później po treningach pokazywał kolegom z podwórka czego został nauczony. Całe dnie spędzał zamiennie w szkole i na boisku, całkowicie oddając się spełnieniu swojego marzenia. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu i rok po roku ciężkich treningów, to on tym razem pojawił się w tunelu i wyszedł wraz z drużyną na murawę, i to właśnie on zdobył zwycięskiego gola przy jazgocie rozentuzjazmowanego tłumu skandującego jego nazwisko. Spełnił swoje marzenie, całkowicie poświęcając się drużynie w której zakochał się będąc dzieckiem.

Nietrudno jest wyobrazić sobie sytuację, gdzie zawodnik zostaje legendą wielkiego klubu, rozgrywając w nim setki spotkań czy strzelając mnóstwo bramek. Kiedy karierę skończy Cristiano Ronaldo pozostanie niekwestionowaną legendą Realu Madryt, chociaż już w tym klubie nie występuje. Thierry Henry po odejściu z Arsenalu, dalej pozostaje w sercu każdego sympatyka Kanonierów. Takich piłkarzy jest mnóstwo, jak wiele jest klubów piłkarskich. Jednakże przywiązanie do barw klubowych przy dzisiejszym rynku nie jest sprawą tak oczywistą. Piłkarze coraz częściej zmieniają barwy, nawet deklarując miłość do koszulki, odchodzą do odwiecznych rywali czym ranią swoich kibiców. Oczywiście to wolna wola każdego piłkarza, który po prostu pracuje w taki sposób i chce mieć jak najlepsze warunki swojej pracy.

Ale jaka różnica jest pomiędzy kibicowaniu topowej europejskiej drużynie, a ekipie ze swojego miasta, która gra w czwartej lidze? Dla zakochanego w barwach klubu kibica nie ma żadnej. Claudio Marchisio miał to szczęście, że zakochał się w Juventusie i to Starej Damie poświęcił lwią część swojego życia. 3 października zakończył karierę i pozostanie legendą klubu, mimo że nigdy nie był najlepszym pomocnikiem na świecie, nie był najlepszym zawodnikiem w historii bianconerich, nie był nawet najlepszym pomocnikiem w ówczesnym Juventusie, kiedy zakładał koszulkę w biało-czarne pasy. Lecz to nieistotne, dla fanów Juve pozostanie legendą i symbolem, że zawsze warto wierzyć, pracować i próbować spełniać swoje marzenia, nieważne czy w Twoim sercu jest Barcelona, Real, Juve czy jakikolwiek inny klub. Ciężko pracując możemy osiągnąć wszystko.

0
0
Zdjęcie profilowe makcziken makcziken

KOMENTARZE ()