Szamoobrona
Diego Simeone – „Jeżeli chcemy przeskoczyć cztery stopnie naraz, upadniemy”
Trybuna

Diego Simeone – „Jeżeli chcemy przeskoczyć cztery stopnie naraz, upadniemy”

Diego Simeone urodził się 28 kwietnia 1970 roku w Buenos Aires. Mieszkał w dzielnicy Palermo. Już w wieku dziesięciu lat zaczął kierować grupą ludzi – szkolną orkiestrą. Jak sam mówi: „przywództwa w grupie się nie wybiera. Nie decydujesz o tym, że chcesz być liderem drużyny. To drużyna sama podąża za Tobą, ponieważ właśnie ty posiadasz zespół cech, które odróżniają Cię od reszty. To jest mój przypadek. Nie zabiegam o przywództwo w grupie. Wiem, że je sprawuję. Nie można tego się nauczyć, to jest coś naturalnego. Albo się to ma, albo nie i nie trzeba o tym więcej myśleć”. Taki właśnie od początku był Cholo (notabene ten przydomek nadał mu Óscar Nessi, jego trener w drużynie juniorów Vélezu Sarsfield. Wzięło się to z tego, że w Boce grał swego czasu Carmelo Simeone, na którego wołano Cholo. Pewnego dnia na treningu Nessi tak go nazwał i zostało to do dziś).

Młody Diego od początku wyróżniał się wśród rówieśników swoimi piłkarskimi umiejętnościami: „Pewnego dnia, po tym jak na treningu pokazałem jakąś wspaniałą akcję, podszedł do mnie (Victorio Spinetto – jego trener w wieku czternastu lat) i oznajmił, że za trzy lata będę występował w Primera División.” Po trzech latach Simeone faktycznie zadebiutował w najwyższej argentyńskiej lidze. Stało się to 13 września 1987 roku za trenera Daniela Wellingtona w meczu z Gimnasii y Esgrimie La Plata (1-2). W reprezentacji Argentyny debiutował już 14 lipca 1988 w meczu z Australią. Jak łatwo policzyć – miał nieco ponad 18 lat. W kadrze występował przez czternaście lat, karierę kończąc po Mistrzostwach Świata w Korei i Japonii. Na swoim koncie ma dwa triumfy w Copa America, srebrny medal olimpijski w Atlancie i trzy występy na Mundialu (1994, 1998, 2002).

Kiedy miałem piętnaście lat, po raz pierwszy trenowałem z drużyną Vélezu z Primera División. Teraz częściej się to spotyka i chłopcy dość wcześnie wyjeżdżają grać do Europy, ale w tamtym okresie nie było to typowe.

Mój wyjazd do Europy był ciosem dla rodziny. W tamtym czasie (1989 rok) argentyńscy piłkarze nie emigrowali z taką łatwością jak obecnie.

Po dwóch sezonach w Vélezie wyjechał do Włoch, gdzie trzy sezony grał w Pisie. Jak sam przyznaje – Włochy były dla niego rajem, jeszcze za czasów gry w Argentynie śledził tę ligę. Wiadomo – głównie poczynania Diego Maradony. W 1992 roku przeniósł się na dwa sezony do Sevilli, a między 1994 a 1997 rokiem występował w barwach Atletico, co na stałe naznaczyło go jako człowieka. Był to dla niego prawdopodobnie najlepszy okres w całej swojej piłkarskiej karierze. To nie przypadek, że teraz trenuje akurat w tym miejscu, a kibice go kochają. Później przyszedł czas na Inter Mediolan (1997-1999), Lazio Rzym (1999-2003), powrót do Atletico (2003-2005) i zakończenie kariery w Argentyńskim Racingu, który od razu dał mu szansę na trenerskiej ławce.

Kiedy byłem piłkarzem, nigdy nie chciałem odchodzić z Atletico, ale wiedziałem, że muszę to zrobić.

Teraz nie tęsknię za tamtym czasem, kiedy byłem piłkarzem. Walczyłem i jako zawodnik dałem futbolowi wszystko. Nie zachowałem niczego dla siebie, poświęciłem mu moje życie, moją pasję, mój zapał i wysiłek. Teraz żyję futbolem z drugiej strony, która również mnie pasjonuje. Ekscytuje mnie fakt, że muszę przekonać do mojej idei grupę ludzi i motywować ich do osiągnięcia czegoś ważnego. Moim marzeniem jest pozostawienie po sobie śladu, ale nie w postaci zdobytych trofeów, lecz dzięki temu, co przekazuję piłkarzom i klubowi.

Po zakończeniu kariery Cholo niemal od razu został trenerem. Być może „niemal od razu” nie oddaje do końca tego, w jakich okolicznościach się to wydarzyło – można powiedzieć, że jeszcze w piątek rozgrywał mecz ligowy w barwach Racingu, a w niedzielę został jego trenerem. Od początku, pomimo wątpliwości mediów, był pewny siebie. Pewny, że jest w stu procentach przygotowany do pełnienia swoich obowiązków. Jeszcze jako zawodnik przygotowywał się do pełnienia tej funkcji: „Bardzo wcześnie zacząłem myśleć jako trener, kiedy miałem dwadzieścia pięć czy dwadzieścia sześć lat , już analizowałem mecze […] Już wtedy wiedziałem, że kiedy zakończę piłkarską karierę, pozostanę w tym świecie, przeniósłszy się na ławkę trenerską”.

„Pamiętam, że w ostatnim okresie mojej piłkarskiej kariery organizowałem w szatni zebrania z kolegami, żeby wyjaśnić im moje koncepcje”. Oczywiście Simeone w żaden sposób nie wtrącał się w pracę trenera, nie przedstawiał kwestii taktycznych, bardziej motywował zawodników, ale już wtedy widać było, że po prostu jest przygotowany do tej pracy.

Nie zawiódł – pomimo początkowych trudności (zaczął od trzech porażek, po których przyszły dwa remisy i kolejna porażka) ostatecznie utrzymał będący w trudnej sytuacji Racing. Od początku widać było, że to właściwa osoba na właściwym miejscu, człowiek, któremu nieobce są zaufanie, szczerość, którą nieprawdopodobnie ceni u swoich piłkarzy, uczucia, entuzjazm, pasja, wysiłek, równowaga, szacunek, praca, optymizm.

Podobno, gdyby Simeone nie zajmował się futbolem, byłby liderem również w każdej innej dziedzinie życia zawodowego.

Jakim jest trenerem?

Cholo kocha swoją pracę, a może nawet ma na jej punkcie obsesję. Jego osobowość pomaga mu w kierowaniu grupą i wskazywaniu jej właściwej drogi. Urodził się z umiejętnościami radzenia sobie z presją. Na zawsze pozostanie uzależniony od zapachu murawy – Kiko, były piłkarz Atletico.

Kiedy prowadzę drużynę, staram się mówić niewiele. Zawsze wolę, żeby to czyny wyznaczały moją karierę i moją osobowość. W końcu to czas doceni zarówno dokonania szefa grupy, jak i jej członków.

Lepiej czuję się w środowisku z problemami niż w takim, w którym panuje spokój.

Największa zaleta trenera Simeone, która pozwoliła doprowadzić Atletico do takiego miejsca w futbolowym świecie, w jakim tak naprawdę nie powinna nigdy być? Wydaje się, że to umiejętność przekonywania zawodników, że po prostu – najzwyczajniej w świecie – są dobrzy, lepsi od przeciwnika. Prawdopodobnie tutaj tkwi cały sekret i wielka umiejętność Diego – patrząc na potencjał finansowy Barcy, Realu czy angielskich klubów, Atletico jest przy nich kopciuszkiem, który jednak dzięki wspomnianym kluczowym aspektom zdołał dojść na sam szczyt hiszpańskiej piłki, jak i dwukrotnie otrzeć się o wielki triumf w Europie. Sekret Simeone polega na tym, żeby dać do zrozumienia drugiej osobie, że to, co się mówi, jest najlepsze dla każdego.

Grupa musi być z Tobą, musi Ci wierzyć. Jeśli w Ciebie wątpi albo ci nie ufa, po drodze zaczynają się pojawiać przeszkody.

Przykład mocy przekonywania Simeone możemy zaobserwować na podstawie decydującego o mistrzostwie meczu jego Estudiantes z Bocą 13 grudnia 2006 roku: „Do meczu przystępowaliśmy z problemami w obronie. Boca miała w ataku bardzo szybkich piłkarzy, jak Rodrigo Palacio, a my w defensywie byliśmy powolni. Wtedy zabrałem się do przekonywania. Moim celem był Augustín Alayes, bardzo dobry środkowy obrońca, ale raczej zbyt wolny, żeby rywalizować z niezwykle szybkim Palaciem. Usiadłem z Alayesem i próbowałem go przekonywać, że chociaż ma do wykonania bardzo trudną misję, to jest wystarczająco sprytny, żeby wygrywać pojedynki z Palaciem. Początkowo Alayes nie był zbyt zachwycony pomysłem krycia tego zawodnika. Było to logiczne. Wiedział, co go czeka […] Odpowiedziałem: „Flaco, będziesz szybszy, zobaczysz, nie pozwolisz mu się nawet obrócić”. W rzeczywistości jednak nie miałem pojęcia, gdzie podziać oczy, ponieważ w głębi duszy zdawałem sobie sprawę, że Alayes ma rację […] Eksperyment się jednak udał. Alayes rozegrał znakomity mecz, pokonaliśmy Bocę 2-1, a moja drużyna, Estudiantes, zdobyła mistrzostwo po dwudziestu trzech latach bez żadnego krajowego trofeum”.

Tamtego dnia jednego z członków grupy musiałem przekonać do czegoś, czego nawet ja sam nie byłem pewien. Na szczęście wyszło dobrze. Mimo że jego wątpliwości były absolutnie uzasadnione i zupełnie logiczne.

Diego porusza także multum innych kluczowym kwestii – od zawsze wpaja się, że przed wielkimi meczami piłkarzy w ogóle nie trzeba motywować, tymczasem: „wbrew temu, co ludzie myślą, przed meczami z wielkimi drużynami albo przed finałami także trzeba motywować piłkarzy w szczególny sposób. Drużyna rozumie, że weźmie udział we wspaniałym wydarzeniu, ale musi otrzymać przekaz, dzięki któremu poprawi dyspozycję i wejdzie na wyższy poziom”.

Najważniejsze zdanie Simenone, wypowiadane przed każdym z finałów: „Finałów się nie gra, finały się wygrywa”.

Strategią Cholo jest także… Nie rozmawianie z piłkarzami dzień przed wielkimi spotkaniami. Uważa on bowiem, że w takich momentach do piłkarzy i tak już nic nie dociera, że zawodnik wtedy nie słucha już niczego. Inaczej wygląda sytuacja z nocnymi odwiedzinami w pokojach zawodników przed meczem – od około jedenastej wieczorem sztab szkoleniowy wraz z trenerem odwiedzają po kolei piłkarzy w swoich pokojach i przekazują im, czego od nich oczekują. Poruszane są nie tylko kwestie zawodowe, lecz także osobiste. Simeone uważa, że właśnie wtedy (rozmowy trwają do około pierwszej w nocy, po dziesięć-dwadzieścia minut w zależności od piłkarza i jego potrzeb) zawodnicy są najbardziej chłonni i w sposób naturalny przyswajają to, co słyszą.

Szczerość to u niego podstawa – ceni to niesamowicie i wymaga od każdego ze swoich piłkarzy. Kiedyś przeżył pewną sytuację, ze wspomnianym wcześniej Alayesem – stoper ten raz dostał czerwoną kartkę, po czym wrócił do składu, drugi raz to samo, z kolei za trzecim razem Simeone postanowił odsunąć go od pierwszej jedenastki po wypełnieniu zawieszenia. Długo jednak zwlekał, żeby mu to zakomunikować: „Nadszedł dzień meczu […] Zwracam się do niego i mówię: „Posłuchaj, Flaco, nie będziesz mógł zagrać w podstawowym składzie i chcę, żebyś wiedział…” Nie pozwolił mi dokończyć. Powiedział: „Słuchaj, Cholo, dobrze się znamy i nie jest to dobry moment na taką rozmowę. Powinna ona odbyć się cztery dni temu. Przeczuwałem, że tak będzie i to, co mi teraz powiesz, nie ma żadnego sensu”. Po tych słowach uścisnąłem mu rękę, podziękowałem i powiedziałem: „To jest najlepsza lekcja, jaką dostałem, odkąd jestem trenerem”

Alayes dał mi nauczkę. Nauczyłem się, że lepiej raz się zawstydzić, niż tysiąc razy wyjść na głupka.

Należę do tych, którzy uważają, że gra się tak, jak się trenuje. I trening jest najlepszą okazją, aby szkoleniowiec przekonał się, kto chce grać, a kto nie.

Trenował Racing (2006), Estudiantes (2006-2007), River Plate (2008), San Lorenzo de Almagro (2009-2010), Catanię (2011), ponownie Racing (2011) i od stycznia 2012 roku Atletico Madryt. W każdym z tych klubów dał się poznać jako bardzo żywiołowy szkoleniowiec. Nieraz może aż za bardzo…

Jednak z drugiej strony po triumfach zawsze zachowuje zimną krew. Podczas spotkań jest w swoim żywiole, po zdobyciu danego trofeum po prostu zachowuje się tak, jakby właśnie skończył kolejny normalny dzień w pracy. Gdy strzelał gola podczas kariery piłkarskiej, eksplodował, teraz gdy drużyna zdobywa gole i trofea, jest jak sparaliżowany. Przyznaje, że odczuwa wielką pustkę. Zamiast cieszyć się sukcesem, już myśli, jak trudno go będzie powtórzyć i jaki trzeba będzie w to od nowa włożyć wysiłek.

Kieruję grupą, jakby była moją rodziną. Wszyscy są częścią drużyny, od prezesa po magazyniera. Najtrudniej jest sprawić, żeby wszyscy czuli, że są ważną częścią tej grupy. I żeby wszyscy przyjęli podobne myślenie . To skomplikowane zadanie, ale jeśli się uda, wtedy znacznie łatwiej jest osiągnąć sukces.

Kluczowym motywem Diego Simeone jest partido a partido, czyli mecz po meczu. W skrócie – nie myślimy, co będzie za miesiąc, nie myślimy, kiedy rozegrany będzie finał. Idziemy mecz po meczu, bo jeżeli chcemy przeskoczyć cztery stopnie naraz, upadniemy, bo wygrywanie prowadzi do wygrywania. Co ciekawe analizując wypowiedzi Cholo i jego rozwój trenerski, można dojść do wniosku, że w tym aspekcie starał się działać znacznie szybciej. Kiedy większość trenerów zaczyna najpierw pracę z dziećmi, on od razu chciał być trenerem z prawdziwego zdarzenia („Było dla mnie oczywiste, że będę trenował Atletico Madryt, jedyną niewiadomą było, kiedy to nastąpi”). Jak widać – mecz po meczu, schodek po schodku, odnosi się głównie do piłkarzy i podejścia do rozgrywek.

Żeby osiągnąć sukces wraz z Diego, trzeba oddać za niego serce. Przygotowania przedsezonowe na pewno nie są do wytrzymania dla każdego, bywają potwornie wymagające.

Wszystko to ma jednak zaowocować na boisku już w trakcie sezonu, gdzie ekipa Diego od kilku lat sprawia problemy każdemu – zdobycie Ligi Europy, Superpucharu Europy, Pucharu Króla, wygranie ligi, dojście dwukrotnie do finału Ligi Mistrzów… No właśnie – Champions Leaque. Majowa porażka w finale po rzutach karnych (dwa lata temu przegrał, tracąc prowadzenie w doliczonym czasie gry) sprawiła, że Simeone poważnie zaczął zastanawiać się nad swoją przyszłością. Serce okazało się jednak silniejsze – zostaje w Atletico i walczy dalej.

Dzisiejszy sukces zawodników to także niewątpliwie pokłosie jego decyzji i postawienie dobra zespołu wyżej niż dobra jednego zawodnika. Drużyna musi być razem. Ci, którzy siadają na ławce lub na trybunach są równie ważni, jak ci z wyjściowego składu. Uważa, że nie powinno się do nich podchodzić jakoś inaczej, tylko traktować jak pozostałych: „Irytuję się, kiedy słyszę, że trzeba być bliżej zawodników, którzy nie grają. Nie zgadzam się z tą opinią. W ten sposób zmieniamy ich w ofiary, a przecież nimi nie są”.

Potrafi także utrzymać swoich zawodników w drużynie – nie może zrozumieć, jak piłkarz w średnim piłkarskim wieku (25-26 lat) może bać się podejmować rywalizacji i odchodzić do słabszego klubu: „Zawsze lepiej jest być w lepszym klubie, mimo że rozgrywa się mniej meczów”.

Rywalizacja. Takie samo znaczenie w drużynie podstawowego stopera, jak i trzeciego bramkarza. Prosty przekaz – rywalizacja między piłkarzami to podstawa.

Ja ani nie wybieram zawodników do podstawowego składu, ani ich z niego nie usuwam. To boisko decyduje.

Kolejny kluczowy aspekt – równowaga w szatni, dzięki której można utrzymać pewien określony kierunek.

Drużyna musi pojąć, że ani nie jest najlepsza, kiedy wygrywa dziesięć meczów z rzędu, ani najgorsza, kiedy przez kilka tygodni nie zdobywa punktów.

Trener, który przychodzi do danego klubu, powinien zainteresować się jego historią. Powinien szanować jego przeszłość i tradycję i na podstawie tych znaków tożsamości budować swój projekt. Nie można działać wbrew jego historii ani korzeniom. To, co stworzyła przeszłość, jest święte.

Za odzwierciedlenie tożsamości Atletico Simeone od zawsze uważał Diego Costę. Chodziło oczywiście o intensywność i agresywność, które obok kontrataku są znakami rozpoznawczymi klubu z Madrytu.

Najważniejszy jest dla trenera czas między dziesiątą a dwudziestą minutą drugiej połowy meczu. Wtedy przekazuje drużynie dokąd chce iść.

W głowie mam zawsze zdanie Nelsona Vivasa „Nawet w słowniku esfuerzo (wysiłek) jest wcześniej niż éxito (sukces).

„Kiedy zbliżał się finał (Puchar Króla) na Santiago Bernabeu kazałem sprawdzić kim są chłopcy od podawania piłek”  Tak – dochodziło nawet do takich sytuacji. Jak widać u Simeone nieobce są pojęcia znaczenia niuansów w futbolu. Ostatecznie zamiast samych chłopców z Realu, było po kilku z Królewskich i Atletcio. Los Colchoneros ten finał wygrali.

Uważam, że właśnie dzięki takim pozornie mało znaczącym drobiazgom zaczyna się wygrywać wielkie finały i my też tak zaczęliśmy zwyciężać.

Duża część cytatów, jak i inspiracja pochodzi z książki Diego Simeone: „Simeone. Mecz po meczu”, którą gorąco rekomenduję każdemu! Ja przeczytałem praktycznie w pół dnia.

Norbert Skórzewski Twitter

Moje poprzednie materiały na „Trybunie”:
6
1
Zdjęcie profilowe Norbert Skorzewski Norbert Skorzewski

KOMENTARZE (0)

Dodaj komentarz

Powiadom o
wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

Szamoobrona