Advertisement

Image and video hosting by TinyPic
Arka – Lech. Mecz przyjaźni w Gdyni
Trybuna

Arka – Lech. Mecz przyjaźni w Gdyni

Nie wiem, czy macie tak samo, ale ja jadąc na jakiś mecz, lubię wypatrywać po drodze wszystkie rzeczy świadczące o zbliżającym się spotkaniu. Czy to będzie jakiś plakat, wyprzedzający mnie na ekspresówce samochód obwieszony flagami, czy zwyczajny przemarsz kilku kibiców przez miasto. Wszystko to jest w stanie wprawić mnie w meczową atmosferę i spowodować, że jeszcze bardziej nakręcam się na zbliżające się widowisko. Jak to prezentowało się tym razem, jadąc od strony Szczecina?

Cóż, jadąc od strony Szczecina, można na przykład… próbować uratować komuś życie. Jechałem sobie spokojnie. Przede mną i za mną kilka samochodów. W ten jeden z nich, o poznańskich rejestracjach i oflagowaniu świadczącym o wspieraniu Lecha, postanowił wyprzedzić na raz kilka aut. Oczywiście nie baczył na nadjeżdżającą z naprzeciwka ciężarówkę i fakt, że nie miał za bardzo miejsca, aby z powrotem uciec na swój pas. Zwolniłem, aby zrobić mu miejsce, lecz sympatyczny jegomość – który potem zresztą trąbił na wszystkie samochody – nie chciał skorzystać z nadarzającej się okazji i czekał. Czekał czekał, aż w końcu wcisnął się gdzieś w ostatnim momencie. Cóż – kolejny dowód na to, że przed wydaniem prawa jazdy powinno się przeprowadzać chociaż jakieś podstawowe teksty IQ.

No, ale wracając do bodźców czysto piłkarskich. Przechadzając się mniej więcej trzy godziny przed meczem w okolicach stadionu Arki, da się zauważyć, że szykuje się coś konkretnego. Inny mecz niż te ostatnie z Koroną Kielce czy nawet Legią Warszawa. Do pierwszego gwizdka sędziego niby jeszcze sporo czasu, ale ludzi wokół stadionu naprawdę sporo. Nie inaczej dzieje się, gdy oddalimy się od gdyńskiego 15-tysięcznika. Riviera. Największe centrum handlowe na Pomorzu. Ilość przechodniów w barwach Arki i Lecha na jednym metrze kwadratowym ogromna. Gdzieniegdzie pojawiają się sporadyczne okrzyki. Czuć, że zbliża się coś wielkiego.

Mecz przyjaźni. Widać to po zainteresowaniu. Bilety ze względu na postępowanie dyscyplinarne po spotkaniu z Legią można było nabyć dopiero od wtorku. Nie przeszkodziło to jednak prawie dwunastu tysiącom fanów ostatecznie wybrać się na mecz. Kibice Arki w dużej ilości zapełnili „Górkę”, czyli trybunę dla najzagorzalszych fanatyków. Po drugiej stronie zasiedli (a właściwie stanęli) poznaniacy. Przez cały mecz doping z obu stron. Często wspólny. Pod względem kibicowskim wspaniałe widowisko i dobre przetarcie przed finałem Pucharu Polski, w którym najpewniej zmierza się te dwie ekipy.

Jak ważne jest to spotkanie dla Arki? – Pytam starszego pana czytającego gazetkę meczową.

Wie pan, ja to bym nawet chciał, żeby Lech wygrał ten mecz.

Zwycięstwo pomoże im w walce o mistrzostwo.

Nawet nie chodzi o ten jeden konkretny mecz. Jak oni tutaj wygrają, to ich passa będzie trwała dalej. Wiesz, wszystko będzie szło z automatu. Pójdzie seria. Jeżeli się tutaj potkną, to potem mogą niepotrzebnie zwolnić. Jasne, są przygotowani perfekcyjnie i niewykluczone, że wygraliby kolejne pięć spotkań z rzędu, ale moim zdaniem nie ma im co przeszkadzać.

Z drugiej strony Arka walczy o górną ósemkę.

Tak tak, ale zobacz, jak oni grają w kratkę. Nie wygrają dziś, to zapunktują w kolejnym spotkaniu. Jest jeszcze kilka meczów.

Pan jako piłkarz Arki by się podłożył?

Nie przeszkadzałbym Lechowi i skupiłbym się na następnych meczach.

***

Jakiekolwiek sugestie o tym, że Arka miałaby podłożyć się Lechowi, wykluczyłbym jednak z miejsca. Mecz przyjaźni meczem przyjaźni, ale jednak piłkarze grają dla siebie i często nie czują relacji pomiędzy zespołami. Kibice większości klubów często powtarzają, że ich zawodnicy to najemnicy, którzy przyjechali tylko za kasą. W niektórych przypadkach trudno się z tym nie zgodzić, często tak jest, więc tym bardziej nie wyobrażam sobie sytuacji, gdzie ktoś rzuca jakąś sugestię o podłożeniu się pod Lecha, bo to przecież przyjaciel…

Kibice odczuwają takie spotkania inaczej niż profesjonalni piłkarze. Co do tego nie ma wątpliwości. Oczywiście zdarzają się wyjątki. Michał Nalepa, piłkarz Arki, który pojawił się na ostatnie minuty tego spotkania, jest związany z Gdynią i Arką od dziecka. Zawsze, gdy jest kontuzjowany – a było przez większość rundy jesiennej (w I lidze był czołową postacią środka pola) – wybiera się na „Górkę”, by stamtąd wspierać kolegów. Zimą miał iść na wypożyczenie. Mówiło się o I lidze, jednak nie miał zamiaru opuszczać statku. Ostatecznie został, przepracował zimę i teraz gra już nieco więcej.

Od małego dopingowałem Arce, chodziłem na mecze, a kiedy tylko sam w jakimś nie mogłem zagrać, trudno mi było sobie wyobrazić, bym siedział spokojnie na trybunie VIP – mówił portalowi sport.pl. Mimo młodego wieku zyskał sobie ogromny szacunek wśród kibiców Arki. To on najmocniej z całej drużyny identyfikuje się z klubem, nie kryjąc tego w żadnym momencie. Kiedy pytaliśmy go przed sezonem, co woli bardziej: wygrać dwukrotnie w derbach Trójmiasta z Lechią, czy mieć z Arką pewne miejsce w grupie mistrzowskiej, odpowiada: – Dwa razy wygrać derby. Ale jak tego dokonamy, to i tak będziemy w górnej ósemce.

4

***

Na stadion wszedłem półtorej godziny przed pierwszym gwizdkiem. Nie było jeszcze praktycznie nikogo. Z minuty na minutę jednak dało się wyczuć zbliżające się wielkimi krokami widowisko. Coraz więcej kibiców na „Górce” i pozostałych trybunach Arkowców. W końcu wejście fanów Lecha. Od razu głośny doping, ale też szumiące w uszach słowa spikera, które wszyscy fani wzięli sobie głęboko do serca. Przekaz był prosty – jakakolwiek pirotechnika czy rzucanie czegoś na boisko może skończyć się nie tylko zamknięciem stadionu, ale także restrykcjami podczas majowego finału Pucharu Polski. Tego żaden z fanów Arki i Lecha na pewno by nie chciał. Finał w Warszawie ma być świętem. Nikt nie ma prawa tego zniszczyć.

Przy owacji publiczności na boisko wbiegli bramkarza, a potem pozostali zawodnicy obu drużyn. Do spotkania zostało już tylko kilka minut.

Nie tak wyobrażali sobie ten początek kibice Arki (no, może oprócz tego starszego pana, z którym miałem przyjemność rozmawiać przed meczem). Pierwsze sekundy i już w stuprocentowej sytuacji znalazł się Jevtić. Na pierwsze trafienie nie trzeba było długo czekać – po zagraniu Majewskiego worek z bramkami otworzył Gajos. Lech atakował, atakował i niedługo później wcisnął kolejnego gola – tym razem Jevtić był już skuteczny. Koniec? A gdzie tam! Chwilę później Kownacki bez problemu poradził sobie ze stoperem gospodarzy Sobierajem, lecz pomylił się w sytuacji sam na sam. Nie minęło nawet 25 minut, a Arka mogła dostać co najmniej cztery bramki. Jakimś cudem na tablicy świetleń widniało tylko 0:2.

W tym sezonie nikt nie był w stanie aż w takim stopniu zdominować gdyńskiej Arki, jak zrobiła to w pierwszej połowie rozpędzona lokomotywa Nenada Bjelicy. Ofensywni gracze Kolejorza mniej miejsca na dośrodkowanie mieliby zapewne na pustej tego wieczoru trybunie gości.

A przecież Lech nie grał w najmocniejszym składzie. W tyłach zabrakło dwóch młodych filarów defensywy – Bednarka i Kędziory, którego zastępował debiutujący w pierwszym składzie (wcześniej zaledwie epizod w starciu z Termaliką) Marcin Wasielewski, który jeszcze w 2013 roku… występował na boiskach B-klasy w barwach SKS 13 Poznań (później trafił do trzecioligowej Unii Swarzędz). Nie było widać po nim tremy. Po prostu wyszedł i w całości wypełniał swoje obowiązki defensywne. Od czasu do czasu powalczył także w ataku.

Dużo pisało się już na temat Bjelicy, który tak naprawdę sam ożywił i wykreował sobie piłkarzy takich jak Majewski, Jevtić, Gajos, Kownacki, a ostatnio nawet Wilusz. Jak widać, nie ma zamiaru się zatrzymywać. Brakuje nam prawego obrońcy? No to ten chłopak, pomimo że dotąd zagrał tylko minutę z Termaliką, na pewno da radę. No i dał. Nie miał problemu zagrać na naprawdę wysokim poziomie i kompletnie wyłączyć wypożyczonego do Arki, walczącego o pokazanie się trenerowi Formellę.

Tuż przed przerwą jeszcze dobicie. Na 3:0 trafił Kownacki. Kombinacyjna gra Lecha, łatwość, z jaką zawodnicy stwarzali sobie kolejne okazje, po prostu musiała robić wrażenie. Nie przeszkadzała im nawet broniąca się całym zespołem Arka. Grę gospodarzy można podsumować jednym obrazkiem:

Po zmianie stron Arkowcy wbili wyższy bieg (mniej więcej z jedynki przerzucili się na trójkę), trafił Siemaszko, dobrą okazję miał da Silva. Pomimo wszystko gdynianie cały czas czuli, że znajdują się w terenie zabudowanym, a wokół jest co najmniej kilka fotoradarów. Zabrakło odwagi, żeby wbić chociaż tę czwórkę.

Z tym z kolei problemów nie miała jadąca cały czas na najwyższych obrotach poznańska lokomotywa. Kwadrans przed końcem na boisku pojawił się Robak, chwilę potruchtał, raz ustawił się w polu karnym i pyk. Strzał głową, który zabił jakiekolwiek marzenia na korzystny rezultat dla miejscowych.

***

Wynik 4:1 jest zdecydowanie najmniejszym wymiarem kary. Naprawdę, oglądanie Lecha na żywo było przyjemnością, którą chciałoby się teraz powtarzać tydzień w tydzień. Lidera mamy, nikomu go nie oddamy śpiewali pod koniec fani z Poznania. W momencie kiedy kończę pisać ten tekst, Ruch schodzi zwycięsko z boiska w meczu z Lechią, więc na razie Lech nie oddaje pozycji nr 1. Jak długo się tam utrzyma? Z takim przygotowaniem, z taką grą, z taką formą niewykluczone, że do końca.

Norbert Skórzewski

Obserwuj: Follow @NSkorzewski

***

Moje poprzednie materiały na „Trybunie”:

Wywiad z Robertem Ćwiklińskim (Kibicowska Wyprawa)

Wywiad z założycielami Magic Football Academy i ich ambasadorem Pawłem Sasinem

Młodzieżówka stoperami stoi

We are proud this generation of players – Katar na sześć lat przed Mundialem

Poznańskie science fiction: „Legia nie będzie w stanie odskoczyć finansowo na kilka lat”

Diego Simeone – jeżeli chcemy przeskoczyć cztery stopnie naraz, upadniemy

Wrocławski klub dla Ukraińców

Mistrzostwa Świata Wojskowych – Polska-Egipt, inauguracja

Mistrzostwa Świata Wojskowych – Polska-Syria, mecz o wszystko

Mistrzostwa Świata Wojskowych – Polska-Kanada, rozstrzygnięcie

Jak królik z kapelusza

Kownacki we Włoszech? Tylko za sporą sumkę

Legia – nowa jakość

Wraca najlepsza liga świata!

Wywiad z Dissblasterem

Lech Poznań – dlaczego nie powalczyć o tytuł, skoro wszystko układa się tak dobrze?

Pomeczówka: Ajax – Legia 1:0… niedosyt

Pomeczówka: Arka – Korona… twierdza odzyskana

Trenerzy pokazują, że do naszej ligi wraca normalność

I materiał na głównym Weszło:

Żołnierze, jedziemy na Mundial!

4
1
Zdjęcie profilowe Norbert Skorzewski Norbert Skorzewski

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Arka – Lech. Mecz przyjaźni w Gdyni"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz