Reklama

Są rzeczy, które nie zmieniają się nigdy

redakcja

Autor:redakcja

19 lipca 2017, 15:41 • 3 min czytania 11 komentarzy

Narzekanie Arsene’a Wengera na zmęczenie mimo zaczynającego się dopiero okresu przygotowawczego. Organizacja meczu o tyle prowizoryczna, że nikt szczególnie nie przejął się ustaloną pierwotnie godziną meczu, a piłkarze na boisko wychodzili pomiędzy trzymanymi przez ochroniarzy biało-czerwonymi taśmami, znanymi nam z malowania osiedlowych schodów czy prac na wysokościach. Meczowi Arsenalu z Bayernem w ramach International Champions Cup nie towarzyszyła bynajmniej otoczka, jaką znamy choćby z meczów Ligi Mistrzów, które nie tak były udziałem tych dwóch ekip. Ale patrząc na polskie wątki, można mimo to być z jego oglądania zadowolonym.

Są rzeczy, które nie zmieniają się nigdy

Rzeczą, która nie zmienia się nigdy, a o której wspominamy już w tytule jest choćby to, że w Anglii jeździ się po lewej stronie. Albo że zupę je się łyżką. Oraz to, że Robert Lewandowski podchodząc do rzutu karnego, swojej szansy na zdobycie bramki nie marnuje. Mecze towarzyskie meczami towarzyskimi, ale w tej materii „Lewy” nie zwykł sobie robić przerwy. Dziś Petra Cecha – znakomicie swoją drogą dysponowanego – pokonał nawet bez charakterystycznego podbiegu na dwa tempa.

Na pewno jednak przyzwyczaić się jak dotąd nie można było do czegoś innego. Do Krystiana Bielika w pierwszym składzie Arsenalu. Zdarzało się to na przedsezonowym tournee rok temu, jasne, ale dopiero dziś Polak został wystawiony na próbę, jakiej wcześniej nie zaznał. Przeciwko Bayernowi grającemu w składzie – można zgadywać – mocno zbliżonym do pierwszej jedenastki na sezon 2017/18. Z Jamesem, z Lewandowskim, z Alabą, Mullerem, Tolisso, Hummelsem…

I trzeba powiedzieć, że jeśli dziś Bielik miał uczynić krok w kierunku przekonania do siebie Arsene’a Wengera, to po prostu go zrobił. Obrona Arsenalu nie wyglądała może na monolit, bo też trudno było się spodziewać, że nominalny lewy obrońca Monreal, nominalny defensywny pomocnik Elneny i wracający po wypożyczeniu Bielik bezbłędnie zaadaptują się do gry trójką z tyłu. Ale Polak niczego nie zawalił, a kilka razy przez 45 minut, które dał mu Wenger, pokazał się z dobrej, a dwa razy wręcz z doskonałej strony. Raz – gdy wślizgiem wygarnął piłkę gotową do wrzutki Ribery’emu, dwa – gdy zblokował Francuza mającego przed sobą praktycznie tylko pustą bramkę, nie dopuszczając do wbicia piłki do siatki.

Suchą cyfrę, a więc liczbę straconych bramek, uratował Bielikowi i jego kolegom jednak w największej mierze Petr Cech. Czeski golkiper pokazał, dlaczego latami wymieniano go (i nadal wymienia się) wśród najlepszych golkiperów świata. 35 lat, a refleks jak u bramkarza przynajmniej o dekadę młodszego. Bronił w sytuacjach ciężkich, wręcz beznadziejnych, zatrzymywał Ribery’ego, Jamesa, Muellera, a gdy nie dał rady z Tolisso, uratował go… sędzia. Który niesłusznie odgwizdał spalonego w sytuacji, gdy Kolasinac złamał ustawienie i nowo pozyskany Francuz trafił na 2:0.

Reklama

To umożliwiło też Arsenalowi pogoń do samego końca, bo Bayern po prawidłowej, a jednak niezaliczonej bramce Tolisso, nie potrafił już podwyższyć prowadzenia. Oddając jednocześnie powoli inicjatywę Kanonierom, którzy wyszli w samej końcówce z kontrą, którą głową na bramkę zamienił Iwobi. Przedłużając tym samym spotkanie do karnych, które wygrał jego Arsenal. Dla nas – karnych co najwyżej letnich, bo tak jak Bielik zszedł z placu gry w przerwie, tak Lewandowski zmieniony został po nieco ponad godzinie.

Wynik miał zresztą dla drugorzędne znaczenie. Z naszej perspektywy liczy się przede wszystkim to, że Lewandowski wciąż nie zapomina, jak smakuje strzelanie bramek i do efektownego trafienia z Werderem dołożył pewnie wykonaną jedenastkę, a Bielik – że w jednym z pierwszych starć z naprawdę wielkim futbolem był równie pewny siebie co przed kamerami po meczu Polska – Słowacja. I nie spękał jak choćby Maitland-Niles, który sprokurował wspomnianego karnego na 1:0.

Najnowsze

Komentarze

11 komentarzy

Loading...