post Avatar

Opublikowane 26.02.2020 15:07 przez

Deontay Wilder (42-1-1, 41 KO) w sobotę po pięciu latach stracił tytuł mistrza świata federacji WBC w królewskiej kategorii. W ringu został zdeklasowany przez Tysona Fury’ego (30-0-1, 21 KO), który wygrał każdą z pierwszych sześciu rund, by w siódmej zmusić do interwencji narożnik czempiona. Ciężkiego nokautu nie było, ale słuchając Amerykanina po walce można odnieść inne wrażenie, bo jego wymówki chwilami brzmią tragikomicznie.

Sprawy przybrały niecodzienny obrót na długo przed pierwszym gongiem. Podczas ceremonii ważenia stało się jasne, że choć kibice zobaczą tych samych pięściarzy co w grudniu 2018 roku, to ring będzie musiał zmierzyć się z dodatkową masą. Obaj przybrali po około 8 kilogramów – nieznacznie więcej Wilder, który ważąc niecałe 105 kilogramów był zdecydowanie najcięższy w całej zawodowej karierze.

To droga ze skrajności w skrajności, bo przy pierwszym spotkaniu z Brytyjczykiem ówczesny mistrz świata federacji był z kolei… najlżejszy od debiutu. Nie sposób odtworzyć logikę, która doprowadziła do takiego stanu rzeczy. Dzień przed walką jednak częściej komentowano masę Fury’ego, który ważył się w koszulce – zupełnie jakby chciał coś ukryć. Mało kto odnotował, że wniósł na wagę mniej więcej tyle, ile od kilku tygodni zapowiadał.

Obrońcy tytułu zdawały się także sprzyjać inne okoliczności. Pojedynek zorganizowano w Las Vegas, a w ringu wszystkiego miał pilnować rodak Wildera – sędzia Kenny Bayless. Tercet arbitrów punktowych również stworzyli Amerykanie, ale Fury tylko wzruszył ramionami. Zapowiadał, że idzie po nokaut, ale znów nikt nie traktował tych deklaracji do końca poważnie. „Tyson ma w rękawicach poduszki zamiast pięści. W żadnym momencie pierwszej walki nie odczułem jego siły” – zaśmiewał się Wilder na konferencjach prasowych.

Konsternację spotęgował fakt, że Brytyjczyk zdecydował się na rękawice firmy Paffen Sport. Produkty tej firmy nie są zwykle pierwszym wyborem pięściarzy, którzy poważnie myślą o nokaucie. Wręcz przeciwnie – często bywają narzucane przez „stronę A”, która chce w ten sposób zminimalizować ryzyko porażki przed czasem. O tej teorii mówiło się w 2015 roku, kiedy to Paffeny wybrał… Władimir Kliczko (64-5, 53 KO) przed walką z Furym. Podobny wybór podjął przed starciem z mocno bijącym Marcosem Maidaną (35-5, 31 KO) nawet sam Floyd Mayweather (50-0, 27 KO).

Fury ma jednak w sobie coś, co sprawia, że pozornie nawet najbardziej nielogiczne decyzje stają się dziwnie spójne. Do długiej listy zdumiewających posunięć trzeba dopisać też zmianę trenera. Ilu pięściarzy przed walką życia pozbyłoby się szkoleniowca, który postawił ich na nogi i sprawił, że z dna znów dołączyli do elity? Ben Davison dał się poznać jako jeden z najlepiej rokujących trenerów młodego pokolenia, który żyje i oddycha boksem, a styl Wildera potrafi bezbłędnie opisać obudzony w środku nocy. Tyson uznał jednak najwidoczniej, że coś się wypaliło i skierował kroki w kierunku Kronk Gym – a właściwie tego, co z tej znanej przed laty marki pozostało.

Odwrócone role

Javan „Sugarhill” Steward potrafił okiełznać podopiecznego i dał mu dokładnie to, czego potrzebował – wiarę. Nie próbował wyprowadzać go z błędu i doradzać technicznego boksu, który zdaniem wielu ekspertów wydawał się najbardziej logiczną bronią na Wildera. „Tyson chce nokautu i właśnie dlatego mnie wybrał. Moją rolą jest pomóc mu w tym jak tylko potrafię” – deklarował trener. Dzień przed walką dementował plotki o urazach, ale w specyficznym stylu. „Żaden pięściarz nigdy nie wychodzi do ringu w 100 procentach sprawny” – ocenił.

Na ostatniej prostej zrobiło się tak gorąco, że pięściarzom zakazano ostatniego spotkania twarzą w twarz w obawie przed bójką i zamieszkami. Fury i bez tego wygrał wojnę psychologiczną, choć stało się to jasne dopiero po walce. Gdy jechał do Niemiec na teren Kliczki to prosto z mostu deklarował, że wyboksuje mistrza i zabierze mu tytuły. Potem zrobił to łatwiej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Tym razem zapowiadał „nokaut na artyście nokautu” i po raz kolejny udało mu się to ze zdumiewającą łatwością.

Nie minął nawet tydzień, a wokół walki już narosło wiele mitów i legend. Zacznijmy od faktów – a te wyglądają tak, że większość sędziów zapisała na koncie przyjezdnego wszystkie rundy. W trzeciej Fury popisał się akcją, którą najczęściej nokautuje… Deontay Wilder. Do końca zostało nieco ponad pół minuty. Sędzia przerwał klincz, a Brytyjczyk natychmiast doskoczył z kombinacją lewy – prawy prosty. Większą wymowę miał ten drugi cios, który spadł w okolice ucha przeciwnika. Amerykanin padł na deski i chociaż szybko stanął na nogi, to sprawiał wrażenie zawodnika mocno zamroczonego. Po chwili znów był na macie, ale tym razem sędzia nie zdecydował się na liczenie, choć raczej powinien.

Całkiem możliwe, że ten pierwszy nokdaun zmienił wszystko. W podobne miejsce został trafiony Anthony Joshua (23-1, 21 KO) podczas pierwszej walki z Andym Ruizem (33-2, 22 KO). Niewiele jest bardziej wrażliwych punktów na ciele boksera. „To błędnik. On ogólnie czuje się dobrze, ale jego ciało jest spierdolone” – tłumaczył obrazowo Mike Tyson. Pięściarz jest świadomy tego co dzieje się wokół, ale zwyczajnie nie jest w stanie zapanować nad organizmem. Widać to zwłaszcza po sposobie poruszania się w ringu.

Joshua nigdy do końca nie doszedł do siebie i to samo można powiedzieć o Wilderze. Od czwartej rundy sprawiał wrażenie pięściarza, który już nie chce być w ringu. Poruszał się koślawo i cały czas intuicyjnie szukał oparcia na linach. Robił niepokojące miny, a jego narożnik musiał zmagać się z krwawieniem ust i ucha. Zwłaszcza to drugie dawało do myślenia, bo w boksie nie obserwuje się go zbyt często.

Tymczasem Fury metodycznie kończył robotę – w piątej rundzie rzucił Amerykanina na deski ciosem na wątrobę. Po chwili w absurdalnych okolicznościach sędzia ringowy odjął mu punkt, co wyglądało na desperacką próbę kupienia Wilderowi czasu. W siódmej rundzie było po wszystkim – po kolejnym ataku Brytyjczyka z narożnika poleciał ręcznik, co uchroniło wyraźnie pobitego przed ciężkim nokautem.

Gdy zbroja waży za dużo…

Na gorąco ręcznika nie było widać, więc decyzja o przerwaniu mogła się wydawać kontrowersyjna. Przez jakieś 20 sekund – do pierwszej powtórki. Warto też odnotować, że w przerwie między szóstą a siódmą rundą Wilder był długo badany przez lekarza, a od sędziego usłyszał jasny komunikat, że w przypadku jednostronnego bicia walka zostanie przerwana. Gdy tak się stało, to na gorąco doceniano serce pokonanego i mimo wszystko szczękę, bo konsekwentnie przyjmował bomby, ale wciąż nie chciał paść. To, co zyskał, stracił jednak kilkadziesiąt godzin po walce, kiedy zdecydował się podjąć w mediach bezprecedensowy kontratak.

„Fury w ogóle mnie nie zranił, ale uniform, w którym wchodziłem do ringu, był po prostu zbyt ciężki. Przez to od początku walki nie mogłem liczyć na moje nogi. W trzeciej rundzie było już kompletnie po wszystkim” – przyznał Wilder w rozmowie z Yahoo Sports. Uniform to wyjątkowa zbroja, którą pięściarz chciał uczcić Black History Month – miesiąc pamięci o dokonaniach czarnoskórych Amerykanów i ich roli w historii kraju. Co chciał przekazać wchodząc do ringu w ważącej ponad 20 kilogramów kreacji a’la Robocop z przyszłości? Cóż, tego na razie nie wyjaśnił.

„Taki uniform przymierzasz przed walką – pewnie jakieś trzy albo cztery razy. Chcecie mi powiedzieć, że gdzieś między tymi próbami nie zorientował się, że to wszystko jest przyciężkie? Wilder bredzi. To wszystko ważyło tyle ile nabity plecak. W wojsku regularnie nosi się plecaki ważące 60 albo 70 kilogramów i to przez kilka dni. To wszystko pokazuje jak oderwany od rzeczywistości jest ten gość. W jaki sposób uniform mógł odebrać mu nogi? W ogóle to powinien zrobić to co Tyson – ktoś powinien wnieść go do ringu” – ocenił bezlitosny Dillian Whyte (25-1, 17 KO), który od dwóch lat nie może doprosić się walki z Wilderem.

Amerykanin powiedział też kilka innych ciekawych rzeczy. Ma ogromne pretensje do trenera, który rzucił ręcznik. Zrobił to de facto człowiek numer dwa w narożniku – Mark Breland. „Powinni rzucić ręcznik dużo wcześniej, to nie miało sensu” – komentował Terence Crawford (36-0, 27 KO). „Trenerzy są od tego, by dbać o zdrowie pięściarza i interweniować zwłaszcza wtedy, gdy sam chce zrobić sobie krzywdę” – wtórował Andre Ward (32-0, 16 KO). Wielcy mistrzowie to rodacy Wildera i przy okazji jego kibice, więc ciężko oskarżać ich o złą wolę. Bezwzględny jak zawsze był również Teddy Atlas.

„To była dobra decyzja podjęta przez właściwego człowieka. Mark Breland to były mistrz świata zawodowców i jeden z najlepszych amatorów w historii tego kraju. On wie, co trzeba robić w takich sytuacjach. (…) Pięściarz zawsze chce walczyć do końca, ale czasami ludzie w narożniku są od tego, by chronić go przed samym sobą. Breland dla mnie jest bohaterem, bo w tym sporcie jeden cios może wyrządzić nieodwracalną krzywdę. Wildera w tamtym momencie w tej walce już nie było” – ocenił były trener Mike’a Tysona. 

Pokonany w mediach zaczął jednak grillować trenera, który najpierw doprowadził go do mistrzostwa, a potem pomógł mu panować pięć długich lat. Pretensje to nie wszystko – pojawiła się także spiskowa teoria. Według Wildera trener rzucił ręcznik, bo namawiał go do tego Anthony Dirrell (33-2-1, 24 KO) – były mistrz świata kategorii superśredniej. „Wszyscy wiedzą, że on pracuje z Sugarhillem – trenerem Fury’ego. Breland mówił mi, że nic z jego słów do niego nie dotarło, ale cały narożnik mówi co innego. Coś tu nie gra” – dedukował Deontay „detektyw Rutkowski” Wilder.

Zbroja z ołowiu i zdrada trenera to jednak nie wszystko. Pobity mistrz ma również pretensje… do sędziego ringowego. Tak, do tego samego, który w kontrowersyjnych okolicznościach odjął Fury’emu punkt, nie dostrzegł jednego nokdaunu i starał się dać rodakowi każdą możliwą szansę na powrót do gry. Według Wildera arbiter miał pozwolić rywalowi na brudny boks i nie chciał widzieć wielu ciosów w tył głowy. Pierwszy nokdaun miał być pochodną właśnie takiego nieregulaminowego uderzenia. Ta teoria nie ma większego sensu, bo gdyby Amerykanin nie został trafiony w okolice ucha, to nie straciłby kontroli nad ciałem, a już na pewno nie trzeba by mu zakładać po walce siedmiu szwów w jego wnętrzu.

Hit odłożony w czasie

Niedorzeczne teorie sprawiły, że Wilder z miejsca zasilił czołówkę najgłupszych bokserskich wymówek w historii. A konkurencja jest naprawdę mocna. David Haye (28-4, 26 KO) zapowiadał, że zniszczy Władimira Kliczkę. W ringu nie potrafił rywala nawet postraszyć, a po zdecydowanej przegranej na punkty przyznał, że za słabą postawę odpowiada kontuzja… małego palca u stopy. Oscar de la Hoya (39-6, 30 KO) porażkę z Shanem Mosleyem (49-10-1, 41 KO) zrzucił na kolację zjedzoną poprzedniego dnia. „To przez te ostrygi nie byłem dziś sobą” – przekonywał.

W boksie pogodzenie się z porażką to sztuka – podobnie jak wyciągnięcie z niej wniosków. Z tym pierwszym już widać u Wildera duże problemy, ale to od tego drugiego aspektu zależy jego pięściarska przyszłość. Wiadomo, że zgodnie z kontraktem ma niecały miesiąc na podjęcie decyzji o rewanżu. Jeśli będzie chciał tej walki, to przypadnie mu w udziale 40 procent zysków – Fury zgarnie większość. 

Amerykanin już zadeklarował, że podejmie się wyzwania, ale zacznie o nim myśleć dopiero w marcu – po powrocie z zaplanowanego urlopu w Afryce. Wtedy też rozstrzygnie się przyszłość jego sztabu szkoleniowego. Można się jednak spodziewać, że dopełnienie tej trylogii nie wzbudzi już tak wielkich emocji jak drugi pojedynek. Wilder został w jakimś sensie pięściarsko obnażony w obu walkach z Brytyjczykiem, ale nie ma wyjścia – trzecia walka z Furym to na dziś najłatwiejsza droga nie tylko do odzyskania twarzy, ale także do mistrzowskiego tytułu. 

Na przestrzeni trzech miesięcy sytuacja na szczycie kategorii ciężkiej zmieniła się o 180 stopni. Jeszcze na początku grudnia to Andy Ruiz miał pasy federacji WBA, WBO i IBF, a Wilder był mistrzem organizacji WBC. Oznaczało to, że w praktyce karty rozdają pięściarze związani z projektem Premier Boxing Champions. Adam Kownacki (20-0, 15 KO) mógł tylko zacierać ręce, bo był jednym z pierwszych w kolejce do walki z mistrzami. Po przekonujących rewanżach z góry na resztę rywali patrzą dziś Brytyjczycy związani z innymi promotorami.

I to właśnie walka Fury’ego z Joshuą stała się potencjalnie największym wydarzeniem w świecie boksu. Zwycięzca mógłby pójść w ślady Lennoksa Lewisa (41-2-1, 32 KO) i zostać pierwszym od 20 lat niekwestionowanym czempionem królewskiej kategorii. Łatwo sobie wyobrazić, że taki pojedynek przyciągnąłby na Wembley 100 tysięcy widzów i mógłby pobić rekordy Pay-Per-View na Wyspach. 

W boksie kibice takie prezenty dostają jednak wyjątkowo rzadko. Tak będzie i tym razem – Joshua ma dwóch obowiązkowych pretendentów do odprawienia, a Fury jeszcze raz spotka się z Wilderem. A ostatnie miesiące pokazały, że snucie dalekosiężnych planów nie ma sensu – liczy się to co tu i teraz. Niewykluczone zresztą, że Tyson w najmniej oczekiwanym momencie powie dość – takie rozwiązanie doradza mu ojciec… i to już w tej chwili.

„Wiem, że gdzieś z tyłu głowy na pewno ma takie myśli. Wygrał każdy mistrzowski pas, jaki był po drodze do wygrania i nikomu nie musi już nic udowadniać” – ocenił John Fury dzień po spektakularnym triumfie syna. Może właśnie takie rozwiązanie byłoby idealną puentą nieoczywistej i pełnej krętych zakrętów kariery „Króla Cyganów”?

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix

Opublikowane 26.02.2020 15:07 przez

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 1
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
fnfOzvSR
fnfOzvSR

1

Weszło
03.07.2020

Arka zostaje w lidze! Może aż do poniedziałku

Nie żeby Arka, gdyby wygrała w Kielcach, miała jakieś szczególnie większe szanse na utrzymanie. Ale przynajmniej mogła odrobinę dłużej się połudzić. Liczyć sobie te matematyczne szanse. Albo przynajmniej zostawić po sobie, spadając, jako takie wrażenie. Tymczasem po remisie z Koroną sytuacja Arkowców wygląda tak, że Wisła Kraków już się utrzymała, a Wiśle Płock w czterech […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Na początku były żarty, ale teraz Chrobry naprawdę zbliża się do baraży…

Po dziewięciu ligowych kolejkach Chrobry Głogów prowadzony przez Ivana Djurdjevicia miał 4 punkty. Przegrał siedem z dziewięciu meczów, w tym dwukrotnie tracąc po pięć bramek. Kibice Lecha, którzy ucieszyli się z wylosowania swojego ulubieńca w Pucharze Polski, tuż przed meczem zastanawiali się, czy w ogóle dotrwa na stanowisku do spotkania I rundy.  Dziś głogowianie ograli […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Hejt Park: grillujemy Kowala!

W Hejt Parku można dziś grillować Kowala. A z tego co wiemy – Wojtek czeka na wasze trudne pytania. Prowadzi Krzysztof Stanowski. Zapraszamy!
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

ŁKS to nie drużyna. ŁKS to stan umysłu

Nie uwierzycie – ŁKS Łódź wyglądał dziś jak ekstraklasowa drużyna! Nie przez siedemnaście minut, nie po tym, jak mocno przymrużyliśmy oczy. Nic z tych rzeczy. Zupełnie szczerze musimy powiedzieć, że z przyjemnością obserwowaliśmy pierwsze 45 minut w wykonaniu drużyny Wojciecha Stawowego w meczu z Wisłą Kraków. Problem polega na tym, że sędziowie mają w zwyczaju […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Stal z walkowerem za mecz z rezerwami Lecha? Wyjaśniamy sprawę

1 lipca. II liga. Rezerwy Lecha Poznań podejmują Stal Stalowa Wola. Na boisku kilka znajomych nazwisk. Ze starszych – chociażby Grzegorz Wojtkowiak, Krzysztof Kiercz czy Michał Fidziukiewicz. Z młodszych – przykładowo Paweł Tomczyk. Ale przy tym, nie oszukujmy się, ten mecz nikogo w kraju nie elektryzował. Dół tabeli trzeciego poziomu rozgrywkowego, środek tygodnia, wielkiego natężenia […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Stanowisko: Ile zarabiają polscy sędziowie?

Ile zarabiają polscy sędziowie? Czy to zarobki adekwatne do wykonywanej pracy i dlaczego niekoniecznie? O tym Krzysztof Stanowski w cotygodniowym „Stanowisku”. Polecamy także nasz duży tekst, który poświęcamy tej sprawie. 
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Inni grają w piłkę, my „wyciągamy wnioski”

Przypomnijcie sobie, jak wiele słyszeliście wywiadów pomeczowych trenerów i piłkarzy, w których ci przekonują, że trzeba wyciągnąć wnioski. Jestem pewien, że setki. „Wyciągamy wnioski” notorycznie, regularnie, jakby były mistrzostwa świata w „wyciąganiu wniosków”, to zajęlibyśmy drugie miejsce, by potem „wyciągać wnioski”, dlaczego nie pierwsze. Potem jak sprawdzić, czy ktoś rzeczywiście „wyciągnął wnioski”, to raczej nikt. […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Czy polscy sędziowie zarabiają za mało? „Stawki nie rosną od lat”

W sobotnim „Stanie Futbolu” pół-żartem, pół-serio rzuciliśmy, że niespodziewanym następstwem błędu Piotra Urbana w meczu Zagłębia Sosnowiec z Odrą Opole będzie nasz tekst o podwyżkach, na które zasługują polscy sędziowie. Wtedy mówiliśmy o tym z przymrużeniem oka, ale postanowiliśmy zbadać ten temat, zapytać, jak wyglądają warunki pracy polskich arbitrów i… stwierdziliśmy, że taki tekst faktycznie […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Quiz piłkarski. Kogo jeszcze nie gościliśmy w Ekstraklasie?

Choć niełatwo w to uwierzyć, bo czasami wydaje nam się, że w Ekstraklasie wylądował już każdy możliwy wynalazek – są na mapie świata kraje, z których nasze kluby jeszcze nikogo nie ściągnęły. Nawet całkiem piłkarskie. Ciekawi jesteśmy, czy będziecie potrafili je wskazać. Oczywiście nie wszystkie, a 25 z nich. Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego quizu! […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Od obrońcy sezonu do składowej beznadziejnego ŁKS-u

Różnie toczą się kariery piłkarzy po trzydziestce. Jedni starzeją się pięknie – jak Arkadiusz Malarz czy Marcin Robak, którzy dopiero na finiszu swojej kariery naprawdę rozwijają skrzydła. Inni grają bardzo długo, ale gasną powoli i trzymają przyzwoity poziom – do głowy przychodzi nam tu Arkadiusz Głowacki. W przypadku Macieja Dąbrowskiego oglądamy jednak proces nie spadku […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Czy FC Strefa Spadkowa utrzymałby się w lidze?

Nie żebyśmy chcieli odbierać szanse, wiemy, że piłka lubi nieprawdopodobne scenariusze. Wiemy niemniej też, że zostały cztery kolejki, a tabela jest dość nieubłagana. Widzimy w niej tąpnięcie, prawdziwą punktową przepaść między ostatnim bezpiecznym zespołem, a tymi, które zajmują pozycje spadkowe. Zadajemy sobie więc dziś pytanie: jak wyglądałby zespół złożony z graczy ze strefy spadkowej? Na […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

„Jestem dobrym trenerem. W Wiśle Płock podziękowano mi przedwcześnie”

„Po moim odejściu Wisła nie zrobiła żadnego progresu, podziękowano mi przedwcześnie”, „niektórych zawodników nazywam tłukami piłkarskimi”, „Wisła Płock nie ma swojego DNA”, „mam żal, że nie dano mi dłużej popracować w Płocku”. To pierwszy wywiad Dariusza Dźwigały na temat odejścia z Wisły Płock. Ale nie tylko, bo rozmawiamy o filozofii gry, wyszkoleniu technicznym ekstraklasowiczów, powtarzalności […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Rafał Gikiewicz: Chcę pojednać się z bratem

W piątkowej prasie sporo ciekawego. Rafał Gikiewicz mówi o konflikcie z bratem, Tomas Pekhart przedstawia swoją historię, Dominik Hładun i Jakub Łabojko komentują doniesienia transferowe na swój temat, jest sylwetka Thiago z Cracovii i kilka innych rzeczy. Zapraszamy.  PRZEGLĄD SPORTOWY Dawid Kownacki miał fatalny sezon, w którym będąc najdroższym piłkarzem w historii Fortuny Düsseldorf, nie […]
03.07.2020
Weszło Extra
03.07.2020

Krzysztof Zając. Prezes, który doprowadził do spadku Korony

Krzysztof Zając to jeden z najgorszych prezesów ostatnich lat w Ekstraklasie. Główny odpowiedzialny spadku i możliwego upadku Korony Kielce. Spadku, bo kielecki klub spada właśnie do pierwszej ligi. Upadku, bo z trzech lat rządów Zająca Korona może się nie otrząsnąć. Nie ma kompetencji, by prowadzić klub piłkarski. Dał się poznać jako człowiek działający na oślep, […]
03.07.2020
Weszło
03.07.2020

Pechowy wieczór Teodorczyka i Zielińskiego, czyli wtorek z Serie A

Wtorkowe mecze Serie A nie były być może majstersztykiem i najwyższą jakością serwowaną nam przez calcio w ostatnich tygodniach. Ale porażki Napoli i Romy przyniosły nam wiele odpowiedzi i jeszcze więcej pytań. Niestety, jeśli chcemy w dzisiejszych spotkaniach znaleźć pozytywne wieści o naszych stranierich, to trochę się rozczarujemy. Bo o ile Zieliński i Teodorczyk wypadli nieźle, […]
03.07.2020
Hiszpania
03.07.2020

Tempo pełzające, ale do mistrzostwa już tylko cztery kroki!

Nieprawdopodobnie wymęczył dzisiaj własnych kibiców Real Madryt. Po euforii z wtorkowego wieczoru, gdy Barcelona zremisowała z Atletico Madryt, już po kwadransie dzisiejszego meczu nie pozostał nawet ślad. Masz szansę odjechać na 4 punkty odwiecznemu rywalowi, grasz u siebie z Getafe, tytuł jest już naprawdę na wyciągnięcie ręki. I co? Właściwie masz szczęście, że rywal niczego […]
03.07.2020
Weszło
02.07.2020

Operacja „bij mistrza” rozpoczęta. City zlało Liverpool na kwaśne jabłko

Chyba trochę za bardzo poświętowali piłkarze Liverpoolu przyklepanie mistrzowskiego tytułu. Można się było oczywiście spodziewać, że The Reds w dzisiejszym spotkaniu z Manchesterem City nie pojawią się na murawie zmobilizowani w stu procentach. Dla nich sezon się tak naprawdę zakończył, pozostało ewentualnie kilka rekordów do pobicia, ale to wszystko. Jednak świeżo upieczonym mistrzom Anglii zwyczajnie […]
02.07.2020
Weszło
02.07.2020

Idzie, idzie Podbeskidzie. I pewnie dojdzie, ale w Bełchatowie ledwo się ruszyło

Podbeskidzie Bielsko-Biała mogło dziś odskoczyć Warcie Poznań na pięć punktów i uczynić milowy krok w kierunku Ekstraklasy. Zamiast tego w Bełchatowie ledwo się ruszyło, rzutem na taśmę ratując remis. GKS w dość naiwny sposób stracił prowadzenie, ale i tak zespół ten kolejny raz zasłużył na pochwały. Bieda tam ciągle taka, że nawet ta przysłowiowa mysz […]
02.07.2020