post Avatar

Opublikowane 15.02.2020 08:07 przez

redakcja

Rok temu nie grał zbyt wiele, lecząc dwie kontuzje w ledwo zipiącej Warcie. Właśnie w takich okolicznościach po Tomasza Dejewskiego zgłosił się Lech Poznań. Swoje pierwsze podejście do „Kolejorza” zaliczył w wieku szesnastu lat, gdy dołączył do akademii Lecha, bo – jak mówi – to największy klub w Polsce. Za pierwszym razem szansy nie dostał. Oceniono, że nie będzie graczem na miarę Lecha i oddano go do drugiej ligi.

Dejewski ogrywał się zatem, ale marzenia o Lechu i Ekstraklasie zostały. I jesienią nieoczekiwanie mógł je spełniać, mając pod koniec rundy status podstawowego obrońcy. Dlaczego w Warcie Poznań przydawały się wiaderka? Co się czuje na piątkowym treningu, gdy nie wie się, czy rozegra się sobotni mecz? Czy powinno się zachować równowagę w wygłaszanych opiniach? Jak wygląda jego obecny status w Lechu? Zapraszamy na rozmowę z Tomaszem Dejewskim. Normalnym chłopakiem, który nie robi z piłki wielkiej filozofii.

***

Gdybyśmy zrobili ranking najbardziej niespodziewanych odkryć jesieni, mógłbyś go wygrać. 

Nie ekscytuję się tym. Sezon trwa i dalej będę walczył o miejsce w pierwszym składzie. Cieszę się, że mogłem przyjść do Lecha i zagrać jesienią parę meczów. Zawsze mówiłem, że jak dostanę szansę, to muszę być na nią gotowy i tak się – uważam – stało. 

Twoja droga jest dość nieoczywista. Za pierwszym razem nie przebiłeś się w Lechu, a więc odszedłeś do Warty. Wróciłeś po sezonie, w którym… odniosłeś dwie poważne kontuzje.

Nie spodziewałem się, że Lech może się mną zainteresować. Dowiedziałem się o tym trzy-cztery tygodnie przed końcem sezonu. Spore zaskoczenie. Nie ukrywam – mój drugi sezon w Warcie był lepszy, grałem wszystko. W tym ostatnim pojawiły się dwie kontuzje, ale cel, którym było utrzymanie, osiągnęliśmy. To, co się działo momentami w klubie, to historia na książkę. Chwała nam za to, że pozostaliśmy w lidze, a ja się cieszę, że mogłem wybić się do Lecha. 

Co usłyszałeś przychodząc latem do klubu? Że trafiasz raczej do drugiego zespołu z perspektywą walki o pierwszy?

Nie. Nie rozmawialiśmy w ogóle o drugiej drużynie. Rozpocząłem normalne przygotowania z pierwszym zespołem. Wiedziałem, że konkurencja jest duża, bo stoperów musi być czterech-pięciu. Byłem świadomy, że mogę zadebiutować dopiero po pół roku albo w ogóle w następnym sezonie. Wyszło tak, że zadebiutowałem po dwóch miesiącach. Nie zadowalam się tym, chcę więcej. W międzyczasie występowałem w rezerwach i uważam to za coś pozytywnego, rezerwy dają cotygodniowe ogranie.

W pewnym momencie przylgnęło już do ciebie miano „tego z dwójki”.

Każdy powtarza to, co gdzieś usłyszy. Tego nie zmienię. Znam już na tyle media, by się tym nie przejmować. Jeśli za trzy lata dalej będę w Lechu, pewnie dalej będę o to pytany. Uwierz mi, że kompletnie o tym nie myślę. Codziennie przychodzę na trening i robię swoje. 

Nastrojów wokół twojej osoby nie poprawił moment, w którym podpisałeś kontrakt. Lech pożegnał wielu piłkarzy, na ich miejsce mieli przyjść kolejni, a tu przychodzi – z całym szacunkiem – Dejewski z Warty Poznań.

Byłem tak naprawdę pierwszym letnim transferem Lecha. Pewnie nie do końca tego spodziewali się kibice, ale co mogłem zrobić? Wolałem pokazać na boisku, że dobrze wszedłem w ten zespół. Uważam, że nie zaniżałem poziomu. 

Czytałeś komentarze? 

Nie, nie czytam w ogóle. 

Z zasady?

Jestem anty social media. Mamy w zespole chłopaków, których lubi kamera, mamy też takich, których nie lubi. Równowaga jest potrzebna. Dobrze się z tym czuję, nie potrzebuję rozgłosu, kamer, pozytywnych komentarzy. Nie jara mnie to. 

Zraziłeś się kiedyś? 

Po prostu wiem, jak to jest, gdy czytam o innych. Będąc w Warcie śledziłem, co pisze się o zawodnikach Lecha i teraz wiem, że ze mną może być podobnie. I nie jest mi to potrzebne do szczęścia.

BELEK 22.01.2020 MECZ TOWARZYSKI --- FRIENDLY FOOTBALL MATCH: LECH POZNAN - ASTRA GIURGIU 0:0 TOMASZ DEJEWSKI FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Możesz już o sobie powiedziesz, że czujesz się lechitą?

Myślę, że tak. Poznaniakiem, w końcu mieszkam tu od liceum, choć lechitą oczywiście też. Grałem w Lechu i Warcie, mam sympatię do obu tych klubów.

Bolało, gdy Lech za pierwszym razem cię odpalił?

Szczerze? Nie. Sam wiedziałem, że nie byłem gotowy na Lecha. Inny zespół, inne oczekiwania, inna konkurencja. Gdy byłem na obozie za trenera Urbana, liczyłem piłkarzy na mojej pozycji. Konkurowałem z pięcioma stoperami plus dwoma zawodnikami, którzy mogli zagrać na środku z konieczności. Wiadomo, że wszyscy byli przede mną. Stwierdziłem, że potrzebuję ogrania i wiedziałem, że na Lechu świat się nie kończy. Nie załamywałem się. Przyszłość przyniosła to, że mogłem tu wrócić.

Sam czułeś, że pewnej granicy nie przeskoczysz? Oceniono wtedy, że raczej nie doskoczysz do poziomu pierwszego zespołu.

Wiedziałem, że być może potrzebuję więcej czasu, ale nie dopuszczałem do siebie myśli, że nie zagram w Ekstraklasie. To był mój życiowy cel. Byłem przekonany, że prędzej czy później to się stanie, nie mogłem być pewny tylko tego, w którym momencie zadebiutuję – czy w wieku 23 lat, czy 28, jak niektórzy zawodnicy. Piłka pisze przeróżne scenariusze, więc ciężko pracowałem. 

Podczas pierwszego pobytu w Lechu miałeś jakikolwiek moment, gdy czułeś, że jesteś bliski przebicia się? 

Nie. Nie miałem takiego poczucia. Trenowałem, dojeżdżałem z tych Wronek, ale żeby być pełnoprawnym członkiem zespołu jak teraz… Nie czułem tego.

Przez cały okres w Warcie byłeś pod obserwacją „Kolejorza”?

Przez pierwszy sezon, gdy byłem tylko wypożyczony do Warty, regularnie przyjeżdżał Jarosław Araszkiewicz. Gdy już mnie wykupiono – już tego raczej nie czułem. Czasami na meczach domowych ktoś mówił, że na trybunach jest pracownik albo skaut Lecha. Zastanawialiśmy się wtedy, którego z chłopaków mogą obserwować. Tylko na tej zasadzie.

Twoim celem było bardziej przebicie się na poziom Ekstraklasy czy uparłeś się konkretnie na Lecha? 

Od momentu, jak przyjechałem do Poznania po gimnazjum, moim marzeniem był Lech. Za pierwszym podejściem się nie udało. Wtedy myślałem o Ekstraklasie, ale że pojawiła się szansa na spełnienie marzeń? Mogę tylko się cieszyć.   

W Grudziądzu raczej nie kibicuje się Lechowi.

Chyba nie. Z tego, co wiem, jest fanklub Widzewa. Poza tym dominuje żużel. 

Żyłeś Lechem jako młody chłopak? 

Liga Europy – wiadomo, oglądało się regularnie. Ale jeszcze wtedy nie myślałem, że kiedyś mogę tam trafić czy że w ogóle przebiję się do innego ekstraklasowego klubu. Po ukończeniu gimnazjum stwierdziłem z rodzicami: albo próbuję na poważnie, albo zajmę się nauką. Widziałem, jak wyglądało szkolenie w moim klubie, Olimpii Grudziądz. Kiedyś to nie był pierwszoligowy zespół, tułał się w okolicach trzeciej-czwartej ligi. Trenowaliśmy na kamieniach, na takiej szlace bez trawy. Było to bardzo słabe. Cieszę się tym bardziej, że mogłem się wybić, ale też mam żal, że jako młodszy zawodnik nie mogłem trenować w normalnych warunkach. Nie zawsze da się nadrobić ten czas. Pojechałem na testy do trzech klubów. Dostałem się między innymi też do Lecha. Wybrałem jego, bo to największy klub w Polsce.

Pamiętasz jedną szczególną chwilę, gdy Lech oczarował młodego chłopaka?

Stało się to od pierwszego treningu. Robiło na mnie duże wrażenie choćby to, że na treningu jest pięciu trenerów, fizjoterapeuta, trawa jest równa, piłka nie skacze. Niby proste rzeczy, a dawały radość. Szanuję to do teraz, bo będąc w Warcie wielu rzeczy nie było. Potrafię dziś docenić to, co mam. 

Mieszkałeś w internacie Lecha? 

Tak. W internacie generalnie spędziłem łącznie sześć lat. 

Wciągało internatowe życie? 

Musiałem je polubić. Pojechałem do gimnazjum do Bydgoszczy, więc szybko zamieszkałem w internacie. Rok w Poznaniu, później dwa we Wronkach. Musiałem zaakceptować posiłki, kontrole pokojów i różne przypałowe sytuacje. 

Wybryki się zdarzały?

Dużo ciekawych historii było, choć w wielkie tarapaty nie wpadłem. Dokuczaliśmy raczej sobie nawzajem. Takie głupie rzeczy – nastawialiśmy w innych pokojach telewizory, by o trzeciej włączyło się radio ESKA z głosem na maksa. Dużo śmiechów. 

Potrzeba dużo samozaparcia, by internatowe życie nie wciągnęło? 

Na pewno. I przede wszystkim wsparcia bliskich, by co jakiś czas skontrolowali sytuację. Trzeba mieć swój rozum. Znam bardzo, bardzo wielu zawodników, którzy mieli znacznie większy talent ode mnie i gdzieś to zatracili. Chodzą teraz do normalnej pracy. Samokontrola jest bardzo potrzebna w życiu. 

Gdy koledzy szli na imprezę, miałeś pewnie poczucie, że coś tracisz. Będąc dziś w Lechu chyba niczego nie żal.

Na pewno nie żałuję niczego. Każdy wybiera swoje życie, ja postawiłem na piłkę. Będąc w Warcie trenowałem tak samo jak teraz, nic się nie zmieniło. Imprezy? Na nie też jest czas, ale po rundzie czy sezonie. Wyjść wtedy na piwko – chyba normalna sprawa. Ale regularne imprezowanie – myślę, że nie. 

POZNAN 30.09.2017 MECZ 11. KOLEJKA II LIGA SEZON 2017/18 --- POLISH SECOND LEAGUE FOOTBALL MATCH: WARTA POZNAN - LKS LODZ 0:0 TOMASZ DEJEWSKI FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Co sobie pomyślałeś, gdy wyszedłeś z wymuskanej akademii Lecha i za pierwszym razem wszedłeś do budynku klubowego Warty widząc przeciekający sufit i grzyb na ścianach?

Odszedłem z klubu, w którym miałem wszystko, do klubu, w którym nie było za wiele. Warta awansowała wtedy do drugiej ligi. Jak padał deszcz, kapało w budynku. Pan z portierni już wiedział, gdzie ma podłożyć wiaderka. Przeskok był duży. Musiałem się zaadaptować. Jak rozmawiałem z kolegami z Warty, też potrzebowali tych dwóch-trzech miesięcy, by się przyzwyczaić do panujących warunków. Do tego, że nie ma jednak równej trawy, odnowy biologicznej, innych prostych rzeczy, na finansach kończąc. Pierwszą wypłatę dostałem po trzech miesiącach. To też była pewna nowość. 

Jak sobie wtedy radziłeś? Chłopak z akademii Lecha nie ma raczej wielkich oszczędności. 

Na pewno. Gdy trzeba było pożyczyć – pożyczało się od rodziców. Trzeba było kombinować. Rodzina daje dużo wsparcia w takich momentach. Miałem w sobie dużo samozaparcia, żeby trenować cały czas tak samo i wydostać się do klubu, który dałby mi odpowiednie warunki do rozwoju. Cieszę się, że to mi się udało. Jestem Warcie niezmiernie wdzięczny za te trzy lata, za możliwość grania. Bo to nie tak, że tylko krytykuję Wartę. 

Spotkało cię tam po prostu wiele dobrego.

Oczywiście. Rozegrałem dużo meczów, przeżyłem wiele fajnych przygód, zyskałem bardzo dużo znajomych. Atmosfera w całym klubie była bardzo rodzinna.

Powiedziałeś, że to historia na książkę. Jaki miałaby tytuł?

Może coś w stylu „Niemożliwe nie istnieje”? W pierwszym sezonie wszyscy skazywali nas na spadek – utrzymaliśmy się. W drugim awansowaliśmy – wtedy też cała Polska mówiła, że Warta w końcu się wypali. A jednak się nie wypaliła. Mieliśmy bardzo młody zespół, zawodników, którzy chcieli się wybić, coś osiągnąć. Awansem chcieliśmy sprowokować to, że my sami pójdziemy gdzieś wyżej. To nas napędzało. Pamiętam mecz u siebie z Radomiakiem, w którym pieczętowaliśmy awans. Wygraliśmy 1:0. Mieliśmy wtedy cztery miesięcy zaległości. Jak na drugą ligę – sporo. Ale rodzinna atmosfera, dobrzy ludzie i przede wszystkim nasza ambicja spowodowały, że awansowaliśmy. Pracownicy klubu znowu mieli problem: jak to poukładać w wyższej lidze?! 

Jak się odniesiesz do hasła, które często przewija się w tego typu sytuacjach – „bieda jednoczy”?

Jest tak. Ale do pewnego momentu. 

Co jest momentem granicznym? 

U nas był wtedy, gdy dowiedzieliśmy się, że możemy w ogóle tych pieniędzy nie otrzymać. Klub mógł upaść. Opóźnienia – dostawaliśmy coś co miesiąc, dwa, z czasem można to jeszcze przeboleć, ale jak dochodzą informacje, że możesz nie odzyskać pięciu miesięcy zarobków… Pojawiał się problem. Pamiętam mecz w pierwszej lidze na jesieni, gdy były problemy upadłościowe. Mieliśmy trening w piątek. Po treningu czekaliśmy, czy w sobotę odbędzie się mecz.

Protest?

Nie, nie miał kto zapłacić za stadion w Grodzisku.

Symboliczne. 

Było hardkorowo. Nie mogliśmy w takiej sytuacji wyjść i rozegrać cudownego spotkania. Dostaliśmy w trąbę dwa czy trzy do zera, na boisku nie istnieliśmy.

Rozważaliście kiedyś zbojkotowanie meczu? 

Były takie momenty, że dyskutowaliśmy dość mocno, co możemy zrobić. Różne opcje padały. Taka zapewne też. Może nie bojkot całego meczu, ale na przykład opóźnienie, by pokazać Polsce, że coś złego dzieje się w naszym klubie. Może ktoś chciałby nam pomóc albo przejąć ten klub? Myśleliśmy o różnych rzeczach. 

Jak na wasze strajki reagował Jakub Pyżalski, postać, ujmijmy to, niebanalna? 

Nie powiem złego słowa na temat byłego prezesa, bo wiele mu zawdzięczam. On mnie wykupił z Lecha do Warty i zapewniał Warcie finanse przez wiele lat. Wielu zawodników opowiadało, że gdyby nie on, to tego klubu już dawno by nie było. Nam się wydaje, że prezes miał swój gorszy okres finansowy i odbijało się to na nas. Taka lawina, ale na końcu trzeba było utrzymać swoje rodziny, więc musieliśmy zacząć działać i myśleć bardziej o sobie. 

Czujesz się dziś nieswojo, jak do dziesiątego pensja wpływa na konto?

Czuję się na pewno spokojniejszy. 

Pozwoliłeś sobie na coś ekstra, jak już wyszedłeś z tej sytuacji? 

Raczej nie. Podchodzę do życia ze spokojem. Spodziewamy się dziecka na dniach, także to jest teraz najważniejsze. 

Miałeś w życiu moment, gdy zacząłeś za bardzo odrywać się od ziemi?

Nie, nie było go. Z reguły jestem spokojny. Nie lubię pozerstwa i gwiazdorzenia. Uważam, że piłka nożna to normalny zawód. Trzeba dawać z siebie wszystko każdego dnia i tyle. 

Na boisku zamieniasz się w inną osobę? 

Staram się być dalej spokojny i uważny, ale wiem, że na mojej pozycji potrzeba agresji. Często trzeba się przestawić i podostrzyć. 

Meldunek masz opanowany do perfekcji? 

Mniej więcej. 

Czujesz duży przeskok pomiędzy pierwszą ligą a Ekstraklasą, czy delikatny?

Przeskok jest na pewno. Ekstraklasowe mecze są zdecydowanie cięższe gatunkowo. Co zauważyłem? Większe szanowanie piłki, większą odpowiedzialność za nią. Nie można grać jak w niektórych meczach pierwszej ligi, gdzie jest akcja za akcją. Każdy zespół chce mieć większą kontrolę. No i jest więcej indywidualności, zawodników, którzy w pojedynkę mogą przesądzić o losach meczu. Także większe tempo.

PLOCK 29.11.2019 MECZ 17. KOLEJKA PKO EKSTRAKLASA SEZON 2019/20 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: WISLA PLOCK - LECH POZNAN 0:2 TOMASZ DEJEWSKI FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Pamiętasz swój pierwszy mecz przy Bułgarskiej? Nogi się ugięły? 

Nie. Byłem pewny siebie. Współpracuję z trenerem mentalnym, więc z głową problemu nie było.

Typowy dzień w robocie?

Typowy dzień w robocie. Trener mentalny pomaga mi w codziennym myśleniu, w kontrolowaniu emocji. Wiem, kiedy potrzebne mi jest podkręcenie głowy, a kiedy powinienem się uspokoić. Kiedy reagować spokojnie, kiedy emocjonalnie. Dlatego uważam, że nie mam problemów przed meczami. Nie stresuję się, że na Bułgarską przyjdzie 30 tysięcy osób. Podchodzę do tego ze spokojem. Tak, jakbym grał przykładowo mecz w Warcie Poznań. Otoczka Ekstraklasy nie robi na mnie wrażenia. 

Jak reagujesz po błędach? Potrafisz sobie z nimi radzić? 

Dużo o tym rozmawiamy. Całe szczęście nie mam z tym żadnego problemu. Popełnię błąd – ucieka mi to z głowy. Mogę to naprawić w następnej akcji, ale już tego nie cofnę. 

A z oczekiwaniami kibiców? Lech to klub, w którym granica pomiędzy miłością a nienawiścią jest niezwykle cienka.

Jak wygrasz mecz, jesteś najlepszy na świecie, jak przegrasz, spadasz do pierwszej ligi. Jest tak, choć nie jestem fanem takiego podejścia. Moim zdaniem trzeba zachować balans i równowagę w tym, co się mówi, wypisuje. Wielu ludzi pisze w internecie to, czego innej osobie nie powiedziałoby w twarz. To najgorsze. Czują się bezkarni. Dla mnie ważniejszy jest balans i długotrwała praca. Uważam, że sukcesu nie osiągnie się w jedną rundę, jeden sezon, potrzeba na to czasu. 

Powiedziałeś przed sezonem, że celujesz w mistrzostwo Lecha. 

To moje marzenie. 

I debiut w Ekstraklasie. Debiut już masz, mistrzostwo wciąż możesz zdobyć, zmienił się twój cel indywidualny?

Regularna gra. Ale wiem, że może być trudno, dlatego się na nic nie nastawiam. Uczciwie trenuję, a co przyniesie przyszłość – nie da się przewidzieć. 

Musisz kibicować, by Lech nie ściągnął żadnego prawego obrońcy i z konieczności grał tam Lubomir Satka.

Jest dużo opcji na prawą obronę – jest jeszcze Michał Skóraś, Jakub Kamiński. Ze spokojem do tego podchodzę. Dobro Lecha jest dla mnie ważniejsze niż moja gra. Jeśli mielibyśmy wygrać mistrzostwo, a miałbym nie grać, zaakceptuję to. 

Nie boisz się, że w Lechu będziesz zawsze piłkarzem od łatania dziur, ale docelowo klub ciągle będzie stawiał na kogoś innego?

Nie myślę o tym. Wiele osób przewiduje, pyta, czyta różne rzeczy. Co mogę zrobić? Zawsze odpowiadam, że nie potrafię przewidzieć przyszłości. Druga szansa od Lecha nie została mi dana za darmo, to efekt ciężkiej pracy. Skupiam się na każdym kolejnym dniu i takie jest moje podejście. 

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

Fot. FotoPyK

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Bukmacherka
10.04.2020

Ligi białoruskie i CS:GO – Graj z Domu w Totolotku!

Legalny polski bukmacher Totolotek oferuje swoim graczom kolejny dzień promocji #GRAMzDOMU! Dziś możemy postawić na mecze ligi białoruskiej oraz Counter Strike’a. Co warto zagrać, żeby oskubać buka? Sprawdźcie nasze propozycje! Żodzino – Eniergietyk-BDU Spotkania ligi rezerw na Białorusi nie są być może najbardziej wyczekiwanym eventem, ale da się na nich nieźle zarobić. W jednym z […]
10.04.2020
Weszło
10.04.2020

W skrajnym modelu izba może uznać obniżki w Legii, a zakwestionować w Wiśle Płock

– W Izbie ds. Rozwiązywania Sporów czy w Trybunale Arbitrażowym kontrakt to świętość. Co ciekawe, niektóre spory mogą być rozwiązywane według polskiego prawa, a te dotyczące zagranicznych zawodników – według prawa szwajcarskiego. Więcej! Inny może być werdykt izby w sprawie dotyczącej obniżenia pensji piłkarzowi Zagłębia Lubin czy Wisły Płock, a inny w sprawie dotyczącej Legii […]
10.04.2020
Weszło Extra
10.04.2020

Ranking najbarwniejszych postaci XXI wieku (11-20)

Grupa węgorz, bo tak dobrze wchodziła w tyłek prezesa. Faktury do klubu na tysiące złotych za jedzenie i polewaczka na zamówienie. „Polski Romario”, który kupował sobie kluby, by w nich grać. Kto miał takie śruby w kolanach, że trzymałaby się na nich gąsienica od czołgu? W jak legendarny sposób Żewłak usadził Hajtę? Co każdy w […]
10.04.2020
Weszło
10.04.2020

„Jestem piłkarzem, który ma najwięcej doradców w Polsce”

W piątkowej prasie szczera rozmowa z Bartoszem Kapustką, temat powrotów do treningów i wyzwań z tym się wiążących, kwestia nowego kontraktu Jerzego Brzęczka, a nawet news transferowy z Ekstraklasy. PRZEGLĄD SPORTOWY – W Anglii nie do końca byłem przygotowany na to, że coś może pójść nie po mojej myśli – opowiada Bartosz Kapustka, który po […]
10.04.2020
Bukmacherka
10.04.2020

Codzienna promocja – FREEBET 25 zł na e-sport w eWinner!

Darmowe zakłady na e-sport? Taka oferta czeka na nas u legalnego polskiego bukmachera eWinner! Co więcej – freebety 25 PLN możemy otrzymać każdego dnia. Sprawdźcie szczegóły promocji i obstawiajcie e-sport razem z nami! Freebet 25 PLN eWinner Kiedy świat sportu stoi w miejscu, na popularności zyskują e-sportowe rozgrywki. Tak jest również u legalnego bukmachera eWinner, […]
10.04.2020
Bukmacherka
09.04.2020

Kartki, gole, rogi. Sprawdź specjalną ofertę Superbet!

W piątek w lidze białoruskiej odbędzie się tylko jedno spotkanie, ale za to jakie! Nioman Grodno zagra u siebie z beniaminkiem rozgrywek, Biełszyną Bobrujsk. Gospodarze ostrzą sobie zęby na trzy „oczka” w tym starciu, a my ostrzymy sobie zęby na… zarobek! Wszystko dzięki ofercie legalnego bukmachera Superbet, w której znajdziemy atrakcyjne kursy na gole czy […]
09.04.2020
Weszło
09.04.2020

Facet czyta „365 dni”, odcinek 7: Laura wraca do Warszawy! Co się stało z Massimem?

„W Neapolu zastrzelono szefa sycylijskiej rodziny mafijnej. Młody Włoch uznawany był za jednego z najniebezpieczniejszych…” Kiedy czytałem te słowa, zacząłem otwierać szampana. Niestety, nie był to różowy Moet, tylko Sowieckoje Igristoje z okolicznej Biedronki, ale w sumie nieważne. Istotne jest co innego – albo don Massimo w całej swej wyjątkowości nie okazał się jednak kuloodporny […]
09.04.2020
Kanał Sportowy
09.04.2020

Bartosz Zmarzlik: Nie jeździmy, więc nie zarabiamy

Bartosz Zmarzlik gościł na antenie Kanału Sportowego. W długiej, ponad dwugodzinnej rozmowie, poruszono wiele wątków. Zebraliśmy dla was najważniejsze. Znajdziecie tu między innymi reakcję Bartka na słowa Wojciecha Kowalczyka; opis cotygodniowych podróży po Europie, po których wraca do domu o siódmej rano i od razu szykuje się na kolejne zawody czy też opowieści o tym, […]
09.04.2020
Weszło Extra
09.04.2020

Grałem w czołowym greckim klubie, a z kadry nikt nie zadzwonił

Gdy Mirosław Sznaucner w 2003 roku opuszczał GKS Katowice na rzecz Iraklisu Saloniki, nie mógł przypuszczać, że Grecji już nie opuści i zwiąże się z nią nawet po zakończeniu grania. Wyjazd napędził jego klubową karierę, ale zahamował reprezentacyjną. Za kadencji Pawła Janasa zadebiutował jeszcze przed transferem, później już nigdy od żadnego selekcjonera powołania nie dostał, […]
09.04.2020
Kanał Sportowy
09.04.2020

HEJT PARK. Ebebenge i Stanowski dyskutują z widzami

Czas na kolejny Hejt Park! Niestety, do studia nie mógł dziś ostatecznie wpaść Piotr Świerczewski, więc wieczorną posiadówę ze „Świrem” odkładamy sobie na deser, a tymczasem udało się znaleźć kapitalne zastępstwo. Pierwszy raz w Hejt Parku pojawi się bowiem wódz kongijskiego plemienia we własnej osobie, czyli Dominik Ebebenge. Bez wątpienia jedna z najciekawszych postaci, jakie […]
09.04.2020
Anglia
09.04.2020

Tak wygląda prawdziwy lider

Sytuacja rodzajowa sprzed kilku lat. Jordan Henderson stanowczo nie jest ulubieńcem kibiców. Jego twarz kojarzy się z przeciętnymi latami Liverpoolu i jeszcze przeciętniejszymi czasami reprezentacji Anglii. Ot, uosobienie chudych czasów dla brytyjskiego futbolu. Lokalny dziennikarz konfrontuje zarzuty, które stawia mu świat futbolu. Chodzi o nijakość, pasywność, średniość, rozmydlony autorytet.  – Cóż, mają rację, prawda? Ale […]
09.04.2020
Niemcy
09.04.2020

To już pewne – Piątek ma nowego trenera w Berlinie

Wiele można powiedzieć o kolejnych klubach Krzysztofa Piątka, zwykle jednak nie jest to nic pozytywnego. Przede wszystkim – straszliwie brak w nich jakiejkolwiek stabilizacji. Odkąd polski napastnik podpisał kontrakt z Genoą latem 2018 roku, zdarzyło mu się już zagrać dla ośmiu różnych trenerów. Dziewiątym szkoleniowcem będzie doświadczony Bruno Labbadia, który został już oficjalnie ogłoszony jako […]
09.04.2020
Blogi i felietony
09.04.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Są tylko dwa typy ludzi na świecie: ci, którzy wolą Tsubasę i ci, którzy wolą Kodżiro. Owszem, na polskich podwórkach przełomu wieków grały tysiące Alexów Del Piero. Owszem, Siwy w koszulce Raula zyskiwał plus pięć do fantazji boiskowej. Owszem, Sebie w trykocie Beckhama zawsze dawaliśmy bić wszystkie rzuty wolne. Nawet rozpaczliwy Sobczak w trykocie Zamorano […]
09.04.2020
Weszło Extra
09.04.2020

Emilia Zdunek: „Hiszpania szybko się nie podniesie”

Emilia Zdunek zeszłego lata spełniła swoje piłkarskie marzenie i wyjechała do Hiszpanii. Kontrakt z Sevillą wydawał się przepustką do lepszego świata, a przy składaniu życzeń sylwestrowych na 2020 rok zapewne w jej sercu dominowała nadzieja i pewność siebie. Los wszystkim sprawił jednak psikusa, a dziś wspaniała kraina słońca oraz wielkiego futbolu kojarzy się głównie z […]
09.04.2020
Weszło
09.04.2020

Grabara ma rację, że Ekstraklasa to zadupie. I mamy nadzieję, że zdania nie zmieni

Wojciech Pawłowski, 2012 rok, dla 2×45: – Nie mam zamiaru więcej grać w polskiej lidze. Przez tych 16 meczów poznałem Ekstraklasę od środka i zdążyłem się przekonać, jaki to brud, smród i obłuda. Wolałbym zakończyć karierę, zamiast znów grać w Polsce. Wojciech Pawłowski, 2016 rok, dla 2×45: – Mówienie, że nigdy nie wrócę do Polski, […]
09.04.2020
Weszło
09.04.2020

To chore, tak oddać serce dla klubu. Przychodzi weryfikacja i wszyscy mają cię w dupie

– Po dobrym sezonie 2017/18 pojawiły się dwie fajne oferty. Jedna z Włoch, druga z Francji. Wchodziły w grę bardzo duże pieniądze i dla mnie, i dla klubu. To był czas, kiedy odchodzili Mateusz Wieteska, Damian Kądzior, Rafał Kurzawa. Było widać, że kadra zespołu słabnie. Na pierwszym miejscu nie było to, że mogę iść do […]
09.04.2020
Kanał Sportowy
09.04.2020

KANAŁ SPORTOWY. Ola Kiepura i Michał Pol zapraszają na trening

Czas na kolejny trening z Kanałem Sportowym! Dzisiaj Michała Pola wymęczy Ola Kiepura. Wytrzymać tę harówkę będzie – jak zawsze – ciężko, ale satysfakcja po wykonaniu ćwiczeń: bezcenna. 
09.04.2020
Weszło
09.04.2020

QUIZ. Najwyżej wyceniani piłkarze

Portal Transfermarkt zaktualizował wczoraj swoje wyceny zawodników. Jasne, w przypadku mniej znaczących lig i piłkarzy to często tylko oderwane od rzeczywistości cyfry, które znaleźć możemy przy nazwiskach zawodników, ale jeśli chodzi o światowy top, twórcy serwisu starają się zdecydowanie mocniej. Teraz mieli pełne ręce roboty, gdyż postanowili zmienić wyceny z związku z pandemią koronawirusa. Jak […]
09.04.2020