Kapitan Piszczek strzela, BVB demoluje Eintracht
Niemcy

Kapitan Piszczek strzela, BVB demoluje Eintracht

Jak na byłego napastnika, Łukasz Piszczek jest umiarkowanie bramkostrzelnym bocznym obrońcą. Dzisiejsze trafienie z Eintrachtem było pierwszym od listopada 2018 roku. To szesnasty gol Piszczka dla BVB w Bundeslidze, a gra tu przecież dziesiąty sezon. Żarty jednak na bok: Łukaszowi w tym roku stuknie 35 lat, a cały czas gra istotną rolę w tak mocnym klubie, dziś wyszedł z opaską kapitana i otworzył wynik. Czapki z głów. Ciekawe co zdarzy się latem – to wtedy kończy mu się kontrakt z Borussią, ale jakoś łatwo nam sobie wyobrazić, że i w przyszłym sezonie dałby radę prezentować tak wysoki poziom.

Borussia na dzień dobry zabrała piłkę jak obrażony Seba idący z podwórka do domu.  Przez pierwszy kwadrans nie zamierzała jej oddać – jedynym akceptowalnym momentem, w którymś ktoś z Eintrachtu dotknąłby piłkę, byłby Trapp wyjmujący futbolówkę z siatki. Z drugiej strony, z bezdyskusyjnej dominacji – 31% posiadania piłki Eintrachtu w tym fragmencie, zero strzałów, chyba, że liczyć im próbę strzelenia samobója – nie wynikało tak wiele, ot, najczęściej Borussia łatwo przedostawała się w okolice królestwa Trappa, ale tam czegoś brakowało. Jasne – Guerreiro trafił z wolnego w słupek, zdecydowały te osławione centymetry. Lepiej powinien wykończyć akcję Hazard, który przytomnie wpadł w pole karne, powinien to skończyć bramkowym uderzeniem, ale skiksował.

Drugi kwadrans w wykonaniu BVB był wręcz ospały, nawet Eintracht zabłąkał się raz czy dwa w okolice bramki Burkiego, a raz – niesamowite! – oddali strzał. Niecelny, niecelny mocno, z daleka, ale jednak. Sygnał ostrzegawczy? Przesada, ale gra się Borussii kleiła tak sobie, to był jej najgorszy moment w tym spotkaniu.

I wtedy zabawił się pan Piszczek. Duże nagromadzenia sił BVB w polu karnym Eintrachtu, piłka trafia do Hakimiego. Ten zamiast ładować się jeszcze raz pod bramkę, wycofał do Piszczka przed szesnastkę. Łukasz przyjął, poprawił, uderzył – piłka tuż przy słupku wpadła do siatki. 1:0.

Borussia jeszcze próbowała podwyższyć wynik przed przerwą, ale też bez jakiegoś oblężenia – najlepsza była okazja Hakimiego, który po dobrej kiwce wyszedł sam na sam, ale przestrzelił. Eintracht do przerwy? Zero celnych strzałów, a ogółem tylko ta jedna tuba w trybuny. Borussia, rzecz jasna, lepiej, ale z drugiej strony – w światło bramki tylko uderzenie Piszcza.

W drugiej połowie „odrobinę” to się zmieniło. Nie, nie zmieniła się sytuacja Eintrachtu, który był takim tłem, jakim byli kitowcy dla Power Rangers – do końca meczu zatrzymali się na tym jednym niecelnym strzale – natomiast Borussia wrzuciła wyższy bieg. Był rozmach i wizja. Bramka na 2:0: doskonałe dogranie Witsela, chwilę wcześniej z podobnego nie potrafił skorzystać Hazard, ale Sancho nie miał litości. Dla Anglika to trzynasty gol w tym sezonie Bundesligi, a przecież do  tego ma czternaście asyst – nieprawdopodobne, chłopak w marcu skończy dopiero dwadzieścia lat.

3:0 to dzieło kolejnego młodego gniewnego: do strzelania po jednym meczu przerwy powrócił Erling Braut Haaland. Choć prawda, że tu Norweg tylko finiszował akcję, którą w bajeczny sposób nakręcili Sancho z Hakimim. Klepka, rozegrania na takim poziomie, jakby porozumiewali się telepatycznie – to widzieliśmy w niejednej akcji BVB w drugiej połowie. Uprawiali inny sport niż rywal, wyglądało to tak, że gdyby musieli dziś wrzucić siódemkę, to by wrzucili bez trudu do 75 minuty, ale przede wszystkim skupili się już później na radości z gry – dowodem choćby strzał Zagadou. Ot, defensor podłączył się, chciał uderzyć z dystansu – sygnalizowane, w innym meczu mógłby dostać burę za taką decyzję. A tutaj nad tym uderzeniem unosiła się taka aura: pewnie, spróbuj, baw się. Eintracht był już i tak całkowicie rozmontowany, przyszedł więc symboliczny na 4:0: już Haaland stracił piłkę w polu karnym, już wybijali obrońcy, a jednak zrobili to na tyle źle, że zaraz przechwycił Guerreiro i posłał do siatki strzał godny Kodżiro.

Nie było w tym meczu czego zbierać z rywali. Chwalić można, zasadniczo, praktycznie wszystkich. To spotkanie było najlepszą możliwą po porażce z Bayerem – za cztery dni mecz z PSG, nic lepszego na morale niż ten mecz nie mogło się Borussii przydarzyć.

BORUSSIA DORTMUND – EINTRACHT FRANKFURT 4:0 (1:0)

Piszczek 33, Sancho 49, Haaland 54, Guerreiro 74

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (1)