Sen wciąż trwa. Mirandes o dwa kroki od finału Pucharu Króla
Hiszpania

Sen wciąż trwa. Mirandes o dwa kroki od finału Pucharu Króla

Ósme miejsce na zapleczu hiszpańskiej ekstraklasy w sezonie 2014/15 to jak dotychczas największy sukces Club Deportivo Mirandés, jeżeli chodzi o występy w ligowych rozgrywkach. Co innego w krajowym pucharze – tam Los Rojillos od lat pokazują pazurki. W 2012 roku udało im się dotrzeć do półfinału Copa del Rey, cztery lata później wylecieli za burtę tylko o jedną rundę wcześniej. Teraz mają natomiast okazję do sprawienia gigantycznej sensacji, jaką bez wątpienia byłoby poprawienie wcześniejszych osiągnięć. Dziś w San Sebastián zawodnicy ambitnego drugoligowca spróbują bowiem przeciwstawić się miejscowemu Realowi Sociedad i uczynić pierwszy krok w stronę samego finału Pucharu Króla. Teoretycznie są skazani na pożarcie w starciu z tak mocnym przeciwnikiem, ale ta drużyna zdążyła już naprawdę dobitnie udowodnić, że w żadnych okolicznościach nie należy jej przekreślać.

Choć przygoda Mirandés z tegoroczną edycją pucharu zaczęła się, co tu dużo gadać, bardzo niepozornie.

W pierwszej rundzie rozgrywek Los Rojillos mieli olbrzymie wręcz trudności z wyeliminowaniem trzecioligowego Coruxo FC. Dość powiedzieć, że po 90 minutach gry późniejsi półfinaliści znajdowali się w ogóle za burtą turnieju. Grające przed własną publicznością Coruxo prowadziło wówczas 4:3, awans miało właściwie w garści. W drugiej minucie doliczonego czasu gry Mirandés zdołało jednak wyrównać – bramkę na wagę remisu i dogrywki zdobył z rzutu karnego Álvaro Rey, którego mogą jak przez mgłę kojarzyć kibice Arki Gdynia, bo przed paroma laty Hiszpan zanotował epizodzik w trójmiejskim klubie.

Wydawało się, że dodatkowe pół godziny rywalizacji nie przyniesie już zmiany rezultatu i do wyłonienia zwycięzcy potrzebne będą rzuty karne. Ale piłkarze Mirandés kolejny raz udowodnili, że zawsze walczą do końca. W 119. minucie meczu trafili do siatki Coruxo po raz piąty, pieczętując tym samym awans do kolejnej rundy. Złotą bramkę, jeśli można użyć takiego określenia, ustrzelił Martín Merquelanz. Piłkarz wypożyczony… z Realu Sociedad. Wspaniała batalia, świetna historia.

Trudno jednak było oczekiwać od Los Rojillos cudów, skoro tak straszliwie męczyli się z trzecioligowcem już w pierwszej serii pucharowych zmagań. Zwłaszcza, że Coruxo  kończyło mecz w osłabieniu.

Wtedy nic nie zwiastowało nadchodzących sukcesów.

Kursy na mecz Real Sociedad – Mirandes w ETOTO? Wygrana Sociedad to 1,30, remis – 5,30, zwycięstwo Mirandes – 11,00 (KLIKNIJ, aby się zarejestrować i odebrać bonus +200% od pierwszego depozytu)

Zresztą, samo Mirandés dwa poprzednie sezony też spędziło właśnie na poziomie trzecioligowym. To obecnie beniaminek Segunda División, który raczej nie włączy się w tym sezonie ani w walkę o awans do ekstraklasy, ani – cytując klasyka – w walkę o spadek. Nie ma tam zresztą ambicji sięgających najwyższej klasy rozgrywkowej. Ot, taki ligowy średniaczek. Co nie zmienia faktu, że ostatnie lata stanowią najwspanialszy okres w dziejach klubu. Los Rojillos są drużyną o historii dość długiej, sięgającej 1927 roku, lecz niekoniecznie obfitującej w wiekopomne wyczyny. W latach dziewięćdziesiątych klub występował w czwartej lidze, na początku bieżącego stulecia zaczął się natomiast miotać między trzecim i czwartym poziomem rozgrywek. Przełom przyniósł dopiero sezon 2009/10 – Mirandés utrzymało się wówczas w Segunda División B, a po dwóch latach świętowało już pierwszy w swoich dziejach awans na zaplecze La Ligi.

Równolegle udało się też zagrać we wspomnianym półfinale Copa del Rey.

Ekipa z miasteczka Miranda de Ebro zdołała wtedy wyeliminować z rozgrywek między innymi Villarreal, Racing Santander i Espanyol Barcelona. A poziom trudności był jeszcze wyższy niż obecnie, ponieważ w Pucharze Króla dwumecze rozgrywano już od 1/16 finału. Bohaterem zespołu został Pablo Infante – autor sześciu trafień, w tym gola na wagę awansu w rewanżowym starciu z Espanyolem.

24.01.2012 Miranda de Ebro, Spain. Spanish king Cup 2nd leg match between CD Mirandes against RCD Espanyol PUCHAR KROLA FOT: agencia lof/NEWSPIX.PL POLAND ONLY!!! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Zawodnicy Mirandes świętują zwycięskiego gola z Espanyolem (Puchar Króla 2011/12).

Infante to zresztą postać dla sympatyków Mirandés wręcz pomnikowa. Hiszpan reprezentował barwy klubu w latach 2005 – 2014, rozgrywając dla Los Rojillos przeszło trzysta spotkań i zdobywając prawie 150 bramek. Przez lata otrzymywał liczne oferty ze znacznie mocniejszych ekip, ale zawsze je odrzucał. Futbol traktował jako dodatek do swojej pracy w banku, którego siedziba znajduje się nieopodal ośrodka treningowego klubu.

Na boisku Infante był bohaterem lokalnej społeczności, a na co dzień pracował po prostu jako księgowy.

– Myślę, że sukcesy z 2012 i 2020 roku są porównywalne, choć wtedy poprzeczka była zawieszona wyżej – mówił Infante w jednym z wywiadów. – Format rozgrywek był trudniejszy, w każdej rundzie musieliśmy rozgrywać mecze również na stadionie przeciwnika. Klub wciąż występował w trzeciej lidze, budżet był nieporównywalnie mniejszy od obecnego. (…) Generalnie występy w Copa del Rey to dla Mirandés swego rodzaju idylla. Dwa półfinały w przeciągu ośmiu lat, do tego ćwierćfinał. Myślę, że o sukcesach klubu decydują dwie kwestie. Po pierwsze, duma kibiców i zawodników z reprezentowania swojego miasta. Po drugie – miłość do futbolu, jaką każdy tutaj odczuwa. Jako piłkarz, czujesz to. Dzięki temu potrafisz dawać z siebie wszystko, nawet jeśli organizm odmawia posłuszeństwa.

Pamiętam, że w 2012 roku, na dwa dni przed zamknięciem okna transferowego, do klubu wpłynęła oferta z Realu Saragossa. Ale nie mogłem opuścić Mirandés. Walczyliśmy o awans, o finał Pucharu Króla. Odrzuciłem propozycję. Byłem już wtedy mirandesistą. Może nie od kołyski, lecz adoptowanym, ale czułem się związany z tym klubem – dodał Infante.

Spostrzeżenia emerytowanego już zawodnika są o tyle ciekawe, że miasto Miranda de Ebro niekoniecznie kojarzy się akurat z futbolem. Położona w północnej części kraju miejscowość, zamieszkiwana przez około 40 tysięcy osób, znana jest raczej jako ważny punkt na przemysłowej, nie piłkarskiej mapie Hiszpanii. Produkuje się tam na dużą skalę między innymi elementy potrzebne do konstrukcji samolotów i pociągów. Choć może należałoby użyć tutaj czasu przeszłego, ponieważ kryzys finansowy z 2008 roku doprowadził do upadku wiele miejscowych zakładów pracy, co z kolei spowodowało straszliwy wzrost bezrobocia. Być może stąd takie przywiązanie miejscowej ludności do piłkarskiej drużyny. Wizyty na Estadio Municipal de Anduva pozwalały mieszkańcom na moment oderwać się od szarej codzienności. Gdy Miranda przeżywała najgorsze chwile, Los Rojillos – co paradoksalne – rośli w silę jak nigdy wcześniej.

– Właściwie nigdy nie widuję na mieście dzieciaków w koszulkach innych drużyn niż Mirandés – stwierdził ze zdumieniem Álvaro Rey.

Szalona pucharowa przygoda z 2012 roku zakończyła się półfinałową porażką z Athletikiem Bilbao.

Baskowie najpierw pokonali Mirandés 2:1 na wyjeździe po dublecie Fernando Llorente, by w rewanżu na San Mamés kompletnie zdeklasować niżej notowanych przeciwników, pokonując ich aż 6:2. – Żałuję, że nie mogłem śledzić tego spotkania jako widz – powiedział po pierwszym meczu Marcelo Bielsa, ówczesny trener Bilbao. – Takie spotkania to prawdziwe święto futbolu. Kibice na trybunach i całe miasto udzieliło wielkiego wsparcia swojemu zespołowi. Widać było w tych ludziach dumę, że ich drużyna zaszła tak daleko. To bardzo wartościowe – dodał. Na Anduva padł wtedy rekord frekwencji – na trybunach zgromadziło się osiem tysięcy widzów.

– Kiedy przegraliśmy 2:6, nie smuciłem się wynikiem – wspominał Carlos Pouso. Trener, który poprowadził drużynę do historycznego sukcesu. – Żałowałem po prostu, że ta przygoda już się skończyła. Patrzyłem na tych wszystkich kibiców, którzy przyjechali do Bilbao, by nas dopingować. Dostałem gęsiej skórki.

Powyżej czy poniżej 2,5 gola w meczu Sociedad – Mirandes? Over 2,5 to kurs 1,68, under – 2,15 w ETOTO (KLIKNIJ, aby się zarejestrować i odebrać bonus +200% od pierwszego depozytu)

W dzisiejszej kadrze Mirandés próżno szukać zawodników pamiętających tamten sukces. Kapitan zespołu, lewy obrońca Gorka Kijera – wychowanek Realu Sociedad – jest w klubie od 2014 roku. Nikt inny nie reprezentuje barw Los Rojillos aż tak długo. Reszta piłkarzy trafiła do klubu w jednym z dwóch-trzech ostatnich okienek transferowych, lwią część kadry stanowią zresztą piłkarze wypożyczeni. Jednym z nich jest wspomniany już Martín Merquelanz, być może największa obecnie gwiazda Mirandés. 24-latek w pewnym momencie miał spore szanse na przebicie się do pierwszego zespołu Realu Sociedad, lecz rozwój jego kariery zahamowały dwie bardzo poważne kontuzje kolana. Chłopak wielkiej kariery na Estadio de Anoeta już pewnie nie zrobi, ale dla drugoligowca jest wręcz bezcenny.

Najlepszy strzelec klubu w pucharze, Matheus Aiás, jest z kolei wypożyczony z angielskiego Watfordu. W ogóle w gronie dziesięciu zawodników, którzy w tym sezonie rozegrali w Mirandés najwięcej minut, aż czterech po zakończeniu rozgrywek powróci do macierzystego klubu. To dlatego, że Los Rojillos są zespołem ubogim nawet jak na realia drugoligowe. Budżet klubu wynosi około ośmiu milionów euro.

Działacze unikają więc gotówkowych transferów – wzmacniają kadrę albo piłkarzami z kartą na ręku, albo właśnie wypożyczonymi.

January 30, 2020, Miranda De Ebro, Burgos, SPAIN: Mirandes players celebrating the victory against Sevilla FC. The CD Mirandes, La Liga SmartBank team, hosted Sevilla FC for the 1/8 Copa del Rey match at Anduva stadium, in Miranda de Ebro. (Credit Image: © Edu Del Fresno/ZUMA Wire) PUCHAR KROLA PILKA NOZNA SEZON 2019/2020 FOT. ZUMA/NEWSPIX.PL POLAND ONLY! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Piłkarze Mirandés świętują zwycięstwo nad Sevillą (Puchar Króla 2019/20).

Mimo wszystko, Los Rojillos stanowią diabelnie zgraną drużynę, a nie zlepek przypadkowo zestawionych piłkarzy. Wielka w tym zasługa trenera zespołu, którym na starcie bieżącego sezonu został Andoni Iraola, przed laty słynny obrońca Athleticu Bilbao.

Jako się rzekło, jego podopieczni na drodze do półfinału Pucharu Króla wyeliminowali najpierw po straszliwych męczarniach trzecioligową ekipę Coruxo. W drugiej rundzie – znowu po dogrywce – uporali się natomiast z Murcią, kolejnym trzecioligowcem. Ponownie błysnął wtedy Álvaro Rey, który w 114 minucie gry zdobył bramkę na wagę zwycięstwa 3:2. Na następnym etapie rozgrywek zawodnicy Mirandés dokonali już pierwszej sensacji, zwyciężając 2:1 z ekstraklasową Celtą Vigo. Raz jeszcze nie udało się rozstrzygnąć spotkania w trakcie podstawowych dziewięćdziesięciu minut rywalizacji – podopieczni Iraoli znów nie dopuścili jednak do konkursu jedenastek. Kwestię awansu w drugiej połowie dogrywki wyjaśnił Antonio Sánchez.

Trybuny Estadio de Anduva niemal eksplodowały z ekscytacji.

W 1/8 finału zawodnicy Los Rojillos przeszli już samych siebie, triumfując 3:1 nad Sevillą. Honorowy gol dla Andaluzyjczyków padł zresztą dopiero w doliczonym czasie gry, kiedy gospodarze myślami byli już na pomeczowej imprezie. Zwycięstwo było tym bardziej smakowite, że Julen Lopetegui oddelegował na murawę całkiem mocną jedenastkę.

– Zmierzyliśmy się dzisiaj z bardzo twardym przeciwnikiem – mówił trener Iraola. – Szybko strzelona bramka na pewno ułatwiła nam grę, choć nie wpłynęła znacząco na nasz plan na to spotkania. Graliśmy dalej tak, jak gdyby na zegarze widniał wynik 0:0. Prowadzenie dodało nam jednak pewności siebie, która była niezbędna do zwycięstwa z tak groźnym przeciwnikiem jak Sevilla. Cieszę się, że stajemy się coraz silniejsi przed własną publicznością. Kolejny raz potwierdza się, że Copa del Rey to zupełnie inna historia niż rozgrywki ligowe. Tutaj stać nas na wiele, zwłaszcza gdy mamy za sobą wsparcie naszej publiczności.

W ćwierćfinale zawodnicy Mirandés zrobili niespodziankę numer trzy, tym razem zwyciężając 4:2 z Villarrealem i potwierdzając reputację „zabójców gigantów”. Dzięki temu triumfowi Los Rojillos stali się jednym z zaledwie dziesięciu klubów, które zdołały awansować do półfinału Pucharu Króla nie występując jednocześnie na poziomie hiszpańskiej ekstraklasy.

Od 2005 roku zdarzyły się w Copa del Rey tylko dwa takie przypadki. W roli głównej za każdym razem znajdowało się właśnie Mirandés.

Czy ambitnych drugoligowców stać jednak na to, by spłatać czwartego figla z rzędu? Stawka jest podwójna – awans do finału Pucharu Króla oznacza również szansę rywalizacji o Superpuchar Hiszpanii. Ależ byłaby heca, gdyby to dzielni Los Rojillos zimą 2021 roku wzięli udział w mini-turnieju, stworzonym wszak z myślą o największych potęgach hiszpańskiego futbolu.

Będzie jednak o to niezwykle trudno.

Obie drużyny strzelą dziś gola? Kursy ETOTO: tak – 2,15, nie – 1,71 (KLIKNIJ, aby się zarejestrować i odebrać bonus +200% od pierwszego depozytu)

I już nawet nie chodzi o to, że Real Sociedad dopiero co pokonał w ćwierćfinale rozgrywek Real Madryt, demonstrując w starciu z „Królewskimi” naprawdę wielką klasę w ofensywie. Nie takim chojrakom ekipa Mirandés ucierała już przecież nosa. Sęk w tym, że Los Rojillos to klasyczna drużyna własnego stadionu. W pierwszych dwóch rundach Pucharu Króla podopieczni Iraoli mieli wielkie kłopoty z pokonaniem trzecioligowych oponentów. Właśnie dlatego, że mecze przyszło im wtedy rozgrywać na wyjeździe. Tendencja jest widoczna nawet jeśli spojrzy się na ligowe mecze klubu – u siebie Mirandés przegrało jak dotąd zaledwie raz. W delegacji? Aż pięć razy. To olbrzymia różnica. Dzisiejsze starcie będzie zatem kluczowe dla losów rywalizacji.

Działacze Mirandés stanęli na wysokości zadania, precyzyjnie organizując wyjazd tysiąca kibiców do San Sebastián. Jednak czy to wsparcie wystarczy, żeby nie przegrać całego dwumeczu już na Anoeta i przywieźć z Kraju Basków wynik, który pozwoli marzyć o sprawieniu sensacji w rewanżu? – Naszym podstawowym celem wciąż jest zapewnienie sobie utrzymania w lidze – zapewnił skromnie Álvaro Rey. – Ale skoro trafiła się okazja, to dlaczego mielibyśmy nie walczyć dalej o ten pucharowy sen?

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (1)