Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

W ostatnich dniach narzekaliśmy gremialnie na odpływ wszelkiego ekstraklasowego talentu. Kto potrafił prosto kopnąć piłkę przed dwudziestymi urodzinami odszedł za grube pieniądze, kto nauczył się tej umiejętności dopiero w 21. roku życia odszedł za pieniądze niezłe. Na przestrzeni paru tygodni z ligi zniknęła istotna część wyróżniających się zawodników – wśród dwunastu piłkarzy z najlepszym wynikiem w klasyfikacji kanadyjskiej, czterech już zameldowało się w nowych klubach.

Odeszli Niezgoda, Buksa, Klimala i Jevtić, udało się jakoś obronić Imaza przed transferem na Bliski Wschód oraz Ziveca przed wyjazdem do MLS. Dwaj kolejni z tej dwunastki – Gytkjaer i Angulo – zostają w Polsce tylko dlatego, że latem czekają ich grubsze oferty niż obecnie. 8 z 12 piłkarzy. A przecież trzeba dodać Majeckiego, Haraslina, Sobiecha, Cafu, Guilherme i Amarala. O tym, że z Polski ucieka każdy, a finansowo i sportowo przebijają nas konkurenci nawet z Mołdawii i Kazachstanu, napisano jednak całe tomy. Co więcej – mam wrażenie, że wcale nie jesteśmy odosobnieni w tej specyficznej sytuacji, w której co roku z klubu znikają najmocniejsze ogniwa.

Sprzedają w Partizanie i Crvenej Zveździe Belgrad, może nawet jeszcze młodszych piłkarzy, bo Joveljić, Terzić czy Vlahović odchodzili jako 19-latkowie. Sprzedają w czeskich klubach, sprzedają w klubach belgijskich. Ba, sprzedaje środek ligi hiszpańskiej, sprzedają doły ligi niemieckiej, nawet wśród tych najmocniejszych – do których można zaliczyć Borussię czy Atletico Madryt – następuje drenaż talentu. Nie odkryję tutaj Ameryki, ale cała trudność polega na opanowaniu sztuki zastępowania.

Nie ukrywam – był jeden taki przypadek w Polsce, który po prostu chwycił mnie za serce. To był ten jeden z nielicznych momentów, gdy zdawało się, że mamy do czynienia z przełomem, mamy do czynienia z osiągnięciem absolutu, z ruchem, który jednocześnie zazielenia rubryczki Excela i wprawia w zachwyt trenerów. Lech Poznań stracił Tomasza Kędziorę, świetnego polskiego prawego obrońcę z bardzo przyzwoitymi możliwościami w grze ofensywnej, po czym wprowadził w jego miejsce Roberta Gumnego, świetnego polskiego prawego obrońcę z bardzo przyzwoitymi możliwościami w grze ofensywnej. Wychowanek za wychowanka. Uwolniony potencjał zastąpiony przez następnego człowieka, który ów potencjał musi dopiero wydobyć.

To było tak pięknie zgrane w czasie, tak doskonale zgrane finansowo, tak uzasadnione sportowo… 4 czerwca 2017 roku Tomasz Kędziora zagrał 90 minut w zremisowanym meczu z Jagiellonią Białystok. 29 czerwca 2017 roku Robert Gumny zagrał 90 minut w wygranym 4:0 meczu z Pelisterem Bitola. 25 dni podczas których nastąpiła oficjalna zmiana warty. Obaj panowie mieli zresztą spotkać się już półtora roku później na zgrupowaniu reprezentacji Polski.

Drugi przykład niemalże idealny? Kontuzja Ivana Runje i natychmiastowa reakcja Jagiellonii w postaci sprowadzenia Nemanji Mitrovicia. Ten sam profil zawodnika, podobne warunki, styl gry, zmiana właściwie jeden do jednego, co najważniejsze – również pod względem jakości.

Naturalnie takie śliczne strzały prosto w okienko zdarzają się równie rzadko jak śliczne strzały prosto w okienko już na tych właściwych, ekstraklasowych murawach. Nie mam złudzeń, że skoro Jadze odpadł Klimala, to teraz weźmie Bidę i za 12 miesięcy powtórzy całą operację. Nie mam żadnych wątpliwości, że tego typu transakcje, gdzie udaje się z miejsca zastąpić dobrego odchodzącego zawodnika nadal będą rzadkością. Zastanawiam się jednak, czy w klubach w ogóle istnieje świadomość, jak ważna to gałąź ich działalności?

Każdy, od Legii Warszawa po ŁKS Łódź, musi być świadomy, że piłkarze są w Polsce tylko na chwilę. Im młodsi – tym ta chwila trwa krócej. Dlatego trzeba w każdym momencie sezonu być gotowym na szybkie znalezienie następcy, najlepiej takiego, który gra na podobnej pozycji, może nawet ma podobny zestaw umiejętności oraz podobny styl gry. To oznacza, że potrzebujemy rozwiniętych dwóch działów: szkolenia młodzieży, który pozwoli na zastępowanie Kędziory Gumnym oraz skautingu, który pozwoli na zastępowanie Runje Mitroviciem. Czy polskie kluby traktują poważnie którykolwiek z tych działów?

Kurczę, starałem się śledzić pogłoski transferowe właśnie pod tym kątem, wnioski nie są zbyt wesołe. Weźmy to poszukiwanie następcy Jarosława Niezgody. W jaki profil napastnika celowała Legia? Bardziej Świerczoka? Bardziej Alibeca? A może właśnie takiego jak Pekhart? W tym ostatnim dostrzegam zestaw zalet, które mogą przydać się Legii – stołeczny klub ma bardzo dobrych ofensywnych pomocników, a przy tym „problem” z Jose Kante do rozwiązania – bo to piłkarz, który już od czasów gry dla Górnika Zabrze najlepiej wygląda jako zawodnik ustawiony za plecami typowej „dziewiątki”. W takim układzie rosły Czech może faktycznie posłużyć jako taran, który będzie robił miejsce i zgrywał piłki Luquinhasowi, Wszołkowi oraz własnie Jose Kante. Tylko jeśli Legia faktycznie potrzebowała wysokiego zgrywającego, czemu na serio sondowała możliwość wyciągnięcia dość niskiego i „technicznego” Świerczoka?

Ale już pal licho, mam bujną wyobraźnie, potrafię sobie wyobrazić, że założenia transferowe były proste: bierzemy albo kozaka, który z miejsca zrobi różnicę (Świerczok), albo kogoś wysokiego, kto wpasuje się do naszego systemu. Okej, niech będzie. Więcej niepokoju wprowadza u mnie kwestia Jakova Puljicia, podpisanego przez Jagiellonię. Otóż ten zawodnik jednocześnie miał być rozpatrywany w Lechu jako ewentualny następca Jevticia oraz w Jagiellonii, jako „drugi napastnik”, właśnie w stylu wspomnianego Kante. Być może temat poznański był tylko grą na obniżenie ceny Ramireza (nieudaną), ale:

– czytam w dobrze poinformowanej Gazecie Wyborczej, że Puljić może być alternatywą dla Jevticia/Ramireza,

– Alex Holiga z Chorwacji mówi dla Weszło: Technicznie jest poniżej średniej. To nie jest piłkarz, który minie kilku rywali, nie jest też takim, który będzie dogrywał wiele piłek kolegom. To raczej zawodnik jednowymiarowy.

No to o co tu chodzi? Pod tym względem trochę zaimponował mi ŁKS: jak odszedł lewonożny prawy skrzydłowy z inklinacją do kombinacyjnej gry krótkimi podaniami, to w ten sam weekend przyszedł lewonożny prawy skrzydłowy z inklinacją do kombinacyjnej gry krótkimi podaniami – obserwowany od 8 miesięcy, kilka razy na żywo. Biorę naturalnie pod uwagę, że może być trzy klasy gorszy od poprzednika, ale przynajmniej widać w tym jakąś myśl, ciągłość, próbę zachowania kształtu drużyny, a nie przebudowy jej, bo jeden piłkarz się zawinął. W kapitalnej ROZMOWIE LESZKA MILEWSKIEGO Z IRENEUSZEM MAMROTEM mamy parę celnych zdań o skautingu.

Wolałbym, żeby w klubie był i analityk, i skauting, a wtedy, szczerze, dwóch zawodników mniej jak najbardziej. Prawda jest taka, że jak przeliczymy, ile niektórzy zawodnicy mieli minut, ilu nie wywalczyło miejsca, przegrało rywalizację, a jakie były na nich koszty… Paradoks polega na tym, że te kilka dodatkowych osób do sztabu czy skautingu i tak nie kosztowałoby tyle co jeden taki gracz.

Ostatnio rozmawiałem z jedną osobą i doszliśmy do wniosku, że w Polsce oceniamy piłkarzy tylko pod względem sportowym. A rolą skauta jest też poznać jego cechy charakterologiczne. Jak zareaguje, gdy nie będzie grał, jak się zaaklimatyzuje, jaki jest jego poziom profesjonalizmu.

Tego nie było w Jagiellonii? Ponoć to dziś standard.

Były zbierane informacje, ale głównie przez kogoś, na przykład rozmowę z kimś, kto z nim grał. Z perspektywy czasu jak na to patrzę…

Telefon do znajomego.

O to chodzi.

Zero obiektywizmu.

Nie mogę sobie przypomnieć, żeby ktoś powiedział o takim sondowanym graczu coś negatywnego.

Mocno się potrafiło to rozminąć z prawdą?

Bardzo mocno. W przypadku jednego zawodnika, szokująco mocno. 

***

Moim zdaniem fakt, że z Polski wyjeżdżają wszyscy najbardziej utalentowani zawodnicy to jest część problemu. Druga, być może nawet istotniejsza, to sposób, w jaki poszukujemy następców. Słychać utyskiwania: krajowi piłkarze za drodzy. Młodych wykształcić, to potrzeba dużo czasu. Zagraniczne rynki przebrane, musimy bazować na naszych kontaktach. Efekt jest taki, że kupujemy właściwie w ciemno, nagminnie przepłacamy i sami nakręcamy spiralę znaną z powiedzonka: czemuś biedny? Boś głupi. Czemuś głupi? Boś biedny.

Wiem, że ten przykład Marko Vejinovicia jest już przetyrany na wszystkie strony, no ale nic nie poradzę, najmocniej działa na wyobraźnię. Okolice 120 tysięcy złotych miesięcznie. Oczywiście, Vejinović to bezsporna jakość piłkarska, jeśli Arka się utrzyma, zapewne obrońcy decyzji o jego zatrudnieniu skontrują: patrzcie, dzięki niemu fundusze z Canal+, dzięki niemu utrzymanie. Najważniejsze słowo w tym zdaniu to jednak: „jeśli”. Natomiast już teraz, bez „jeśli” można byłoby z tego utrzymać pewnie koło dziesięciu skautów, wliczając w to koszty ich podróży do miejsc, gdzie gra się w piłkę lepiej niż u nas. Można byłoby z tego utrzymać pewnie koło piętnastu topowych trenerów młodzieży. Ile punktów by przynieśli pośrednio w kolejnych latach? Czy na pewno mniej niż ten jeden Vejinović? Ile złotówek mogliby przynieść do klubu, oszczędzając zatrudniania takich typów jak Samu Araujo czy Azer Busuladzić?

Tymczasem u nas już kształtuje się nowa wymówka – „bo nam zabrali najlepszych”. No zabrali, trzeba zacisnąć zęby i znaleźć, albo wyszkolić nowych. Niestety, doskonale wiem, na czym polega problem ze znalezieniem i wyszkoleniem nowych. Trzeba zapłacić teraz złotówkę, a piątaka można wyjąć za pięć lat. My wolimy zapłacić teraz osiemnaście groszy i liczyć, że w razie czego miasto albo telewizja dosypie resztę.

KOMENTARZE (13)