Lech uwolnił się od Makuszewskiego, a Makuszewski od Lecha
Weszło

Lech uwolnił się od Makuszewskiego, a Makuszewski od Lecha

Maciej Makuszewski wraca do miejsca, z którego wypłynął na szerokie wody. Dzięki grze w Jagiellonii skrzydłowy zapracował niegdyś na transfer do Rosji. Dziś na Podlasiu powalczy o odbudowanie kariery. Lech pozbył się balastu w postaci jednego z najwyższych kontraktów w zespole, a Makuszewski wreszcie będzie w klubie, gdzie może liczyć na jakiekolwiek minuty.

Nie ma co ukrywać, Makuszewski może i szybko wrócił do gry po zerwanych więzadłach, ale nigdy już nie był tym zawodnikiem, którego Nawałka widział w swojej kadrze. Zresztą nie tylko Nawałka, bo skrzydłowy z czołowej postaci poznańskiej lokomotywy stał się piątym kołem u wozu. Patrzymy w nasze noty za sezon 2018/2019 i widzimy aż 9 trójek, 4 dwójki a nawet jedynkę. Dla porównania, w sezonie 17/18, kiedy przymierzano go do reprezentacji, dwójkę i trójkę wyłapał od nas tylko po razie.

W zeszłym sezonie mimo że Makuszewski notował całkiem niezłe liczby (6 asyst, 4 kluczowe podania), to tuszowały one obraz jego występów na boisku. Przez większość sezonu irytował, zresztą nie bez powodu w klasyfikacji pomocników Lecha liczonej według naszych ocen, wyprzedzał jedynie „Beckhama z Rumunii”, czyli Mihaia Raduta. Nie bez powodu też był jednym z najczęstszych gości jedenastki badziewiaków. Zresztą, po siedemnastu kolejkach, do spółki z Kamilem Jóźwiakiem, współtworzył on najgorszy duet skrzydłowych w lidze. Pisaliśmy wtedy tak:

Dwudziestu trzech (!) pomocników w tym sezonie ma lepsze liczby w pojedynkę niż dwójka podstawowych skrzydłowych Lecha Poznań. Dobitniej już się nie da pokazać, że Makuszewski z Jóźwiakiem od kilku miesięcy lecą w kulki. Ale być może ktoś nam zripostuje, że przecież obaj dobrze dogrywają kolegom, ale ci marnują wykreowane szanse? No, też nie bardzo. Według ekipy Ekstrastats więcej sytuacji od Jóźwiaka i Makuszewskiego stworzyli Mateusz Machaj, Adam Hlousek, Ricardo Nunes, Michal Papadopulos i prawie 40 innych piłkarzy.

Wiemy też, że Makuszewski nigdy nie był typem goleadora, jednak od czasu powrotu po kontuzji notuje wręcz niebywałą passę. Ostatnią bramkę zdobył w… listopadzie 2017 roku. Od tego momentu rozegrał ponad 3000 minut, więc nie czepiamy się na siłę, szanujący się skrzydłowy powinien w tym czasie wpisać się do protokołu. Choć żeby być uczciwym przyznamy, że nowy nabytek Jagi faktycznie w nim zaistniał – kiedy wyłapał dwie żółte kartki po wejściu na boisko w meczu z Rakowem.

Nic dziwnego, że Lech chciał się go pozbyć i to jak najszybciej, zwłaszcza, że 30-latek miał jedną z najwyższych pensji w zespole. Już poprzedniej zimy, gdy publikowaliśmy listę zawodników, którym chętnie w Poznaniu podziękują, pojawiło się na niej jego nazwisko. Problem w tym, że po sezonie, kiedy miało dojść do rozstania, Makuszewski ze stolicy Wielkopolski się nie ruszył. Jak mawia stare powiedzenie – lato mija, ja niczyja, więc skrzydłowy jesienią dostał parę ochłapów z gry, czasami pojechał na mecz rezerw i tak w Lechu, brzydko mówiąc, wegetował, w oczekiwaniu na zimowe okienko transferowe. Paradoksalnie jednak, zimą nie brakowało mu propozycji. Oprócz białostoczan zawodnikiem interesowała się też Wisła Płock. Widać, że mimo ostatnich perturbacji, jest to jakieś nazwisko na naszym rynku, ktoś, w kim kluby widzą potencjał na solidne wzmocnienie

Zastanawiamy się jednak – czy ta sprawa rozwodowa z Lechem musiała trwać tak długo? Jesienią tracił i Kolejorz, i sam piłkarz. Latem w Poznaniu poważnie zastanawiano się, czy czasem Makuszewskiego nie dopisać do długiej listy zawodników do odpalenia. Sam zawodnik chętnie poszukałby sobie innych opcji, ale trener Żuraw zapewniał go, że widzi w nim zawodnika szerokiego składu, że w tej młodej kadrze będzie miał swoje miejsce i że nadal na niego liczy. Ale sezon ruszył, szanse nie nadchodziły, a jeśli już Makuszewski wybiegł na boisko, to na krótko. Lech dopiero przed samym końcem okna transferowego uznał, że to w sumie nie ma sensy, by trzymać tak kosztownego piłkarza na ławce czy w rezerwach. Ale wtedy już czasu było zbyt mało.

Czy Lech się cieszy, że pozbył się Makuszewskiego? Na pewno tak. Latem i tak wygasała mu umowa, ale przez te kilka miesięcy uda się zaoszczędzić w budżecie kilkaset tysięcy złotych.

Czy Makuszewski się cieszy, że odszedł z Lecha? Pewnie tak. W Jadze może nie dostanie aż tak sowitego kontraktu, jak w Poznaniu, ale gość też ma swoje ambicje i był wyraźnie sfrustrowany tym, że został odstawiony na bocznice.

Czy cieszy się Jagiellonia? Dzisiaj tak, zobaczymy co będzie dalej. Białostoczanie są jednak ubezpieczeni na wypadek jakiegoś fiaska, bo podpisali swojego byłego zawodnika na pół roku z opcją przedłużenia umowy. Makuszewski na pewno wnosi możliwość rotacji, ale pytanie, czy jego forma pozwoli na coś więcej? Zwróćmy uwagę, że przez późny transfer ominęły go obozy przygotowawcze, więc nawet jeśli nie siedział z puszką coli na kanapie, w stosunku do kolegów z zespołu będzie miał spore zaległości. Biorąc pod uwagę jego ostatnie wyczyny na boisku, nie jest to dobry prognostyk.

Niemniej sytuacja po dopięciu przenosin „Makiego” do Białegostoku wygląda trochę jak w tym wywiadzie z Jurkiem Mordelem. Lech zadowolony, Makuszewski zadowolony, Jagiellonia też zadowolona.

fot. FotoPyk

KOMENTARZE (11)