„Nie mogę zrozumieć, skąd niechęć prezesa do mnie”. Waczyński rezygnuje z kadry
Kierunek Tokio

„Nie mogę zrozumieć, skąd niechęć prezesa do mnie”. Waczyński rezygnuje z kadry

Jeszcze wczoraj wszyscy dziwili się, że wśród powołanych przez Mike’a Taylora koszykarzy na mecze eliminacji do Eurobasketu zabrakło Adama Waczyńskiego. My sami, w tekście o tym, napomknęliśmy, że po prostu poprosił on o odpoczynek. Takie było bowiem oficjalne stanowisko. Dziś sam koszykarz mu zaprzeczył – w wystosowanym oświadczeniu informuje, że kończy przygodę z kadrą, bo „nie jest z kamienia i nie ma już sił na brudną pozaboiskową rozgrywkę”.

O co tu chodzi? O to, że już od jakiegoś czasu nieoficjalnie mówiło się, że „dla Waczyńskiego miejsca w kadrze nie ma”. Sam Adam, we wrzuconym na Twittera oświadczeniu, twierdzi, że tego typu słów było znacznie więcej i mało brakowało, by nie pojechał nawet na mistrzostwa świata. Tam jednak ostatecznie się znalazł, bo po prostu zagryzł zęby, ciężko pracował i nie dał się przekonać, że może go zabraknąć na takim turnieju, na który awans – wraz z kolegami – przecież wywalczył.

I nikt nie powinien żałować tego, że pojechał. W Chinach był ważnym punktem zespołu, harował na parkiecie za trzech i walnie przyczynił się do sukcesu, jakim była obecność Polski w ćwierćfinałach. Zresztą nie tylko na boisku – to przecież kapitan zespołu (odebraniem opaski ponoć też mu grożono), który zawsze potrafił zmotywować kumpli z drużyny. Bez powodu nie otrzymał przecież tej funkcji. Jeszcze wczoraj pisaliśmy:

„Za niemal równie ważną postacią w kadrze należy uznać Waczyńskiego. Ten odpowiada za nieco inne zadania na parkiecie, przede wszystkim pełniąc rolę strzelca. Jest jednak również kapitanem kadry oraz gościem, którego cenią i lubią po prostu wszyscy. Od kolegów z zespołu, przez sztab szkoleniowy, po kibiców. Gdyby polski zespół miał więc udać się na wielką imprezę bez niego oraz Ponitki… cóż, byłoby krucho. Całe szczęście, że mówimy tylko o dwóch spotkaniach eliminacyjnych, które na dobrą sprawę, mogą posłużyć kadrze jako lekcja, jak radzić sobie bez swoich liderów”.

Jak się okazało – nie mówimy o dwóch spotkaniach. Bo Waczyński z gry w kadrze zrezygnował, uzasadniając to tym, że po prostu nie ma już siły mierzyć się z taką sytuacją, w jakiej się znalazł. Pisze, że poinformował o całej sytuacji trenera Mike’a Taylora, że powiedział też kolegom i że ci rozumieją jego decyzję. Bo „wiedzą, że i z jedną nogą przyjechałbym na kadrę i ich wspierał jak mogę”. Znając charakter Waczyńskiego – wierzymy w to. Podobnie jak w stwierdzenie, że koledzy tę decyzję rozumieją.

To zresztą nie pierwszy raz, gdy któryś z polskich koszykarzy ma problemy z ludźmi z PZKosz. I to nie nasze domysły, że to właśnie o związek się rozeszło – Adam Waczyński napisał to wprost. Cytujemy: „Nigdy nie miałem żadnego konfliktu ani z żadnym zawodnikiem, ani trenerem, ani prezesem, więc ta sytuacja jest nowa i całkowicie mnie przerasta. Nie mogę zrozumieć, skąd bierze się niechęć Prezesa Piesiewicza w stosunku do mnie. Wiele razy zastanawiałem się, czy wpływ na to ma moja przyjaźń z Marcinem Gortatem i wsparcie fundacji MG13. Być może zaangażowanie w działalność Związku Zawodowego Koszykarzy tylko i wyłącznie, aby pomóc rozwinąć dyscyplinę w kraju w takim kierunku, jaki poznałem grając 6 lat poza granicami Polski. Czy wpływ na to miał fakt, że jako kapitan drużyny zawsze mocno wspierałem trenera i walczyłem o wszystkich zawodników, godne warunki, siebie stawiając na samym końcu”.

Z nieoficjalnych informacji, które do mnie dochodzą od wielu miesięcy z kręgów kadry, ten konflikt pomiędzy prezesem a Adamem Waczyński długo narastał. Moim zdaniem zdecydowanie więcej w tym winy jest Radosława Piesiewicza. Również dlatego, że jako prezes powinien dbać o kadrę, koszykarzy, w tym kapitana i jednego z najlepszych zawodników tej reprezentacji od wielu lat. Nie mamy zbyt wielu Adamów Waczyńskich. A Adam jako kapitan miał w paru kwestiach odmienne zdanie niż prezes. Co jest normalne i zdarza się to w zawodowym sporcie. Jeśli Adam czuje, że prezes Piesiewicz nie pała do niego sympatią i dziwi się jego działaniom, to wierzę Adamowi Waczyńskiemu i dziwię się prezesowi – mówi Krzysztof Sendecki, komentator koszykówki w Sportklubie.

Wspomnienie o Gortacie w oświadczeniu Waczyńskiego też nie było przypadkowe. Dobrze wiadomo, że na linii Radosław Piesiewicz – Marcin Gortat iskrzy od dawna. Prezes PZKosz nawet na Gali Mistrzów Sportu skorzystał z okazji, by rzucić w stronę byłego reprezentanta Polski szpileczkę, mówiąc, że liderem trzeba być na boisku, a nie w social mediach. Sam Gortat, gdy zapytaliśmy, odpowiedział na te słowa tak:

– Mieliśmy spotkanie, gdzie przedyskutowaliśmy i wyjaśniliśmy sobie wiele rzeczy. Niestety, tak jak powiedziałem, po tym co stało się na Balu Mistrzów Sportu, tamte rozmowy poszły do piachu. Mam do czynienia z karierowiczem, a nie kimś, kto chce zbudować coś w koszykówce. Jeśli pan prezes uważa, że jestem tylko liderem w mediach społecznościowych, to dzisiaj koszykówka chyba kogoś takiego potrzebuje, a reszta chłopaków niech będzie liderami na parkiecie. Potrzebujemy również lidera na stanowisku prezesa PZKosz, a kogoś takiego nie ma.

Ten konflikt więc trwa i pewnie szybko się nie zakończy. Teraz – oficjalnie – rozpoczął się nowy, na linii Adam Waczyński-związek. I nic nie wskazuje na to, by mógł zostać za niedługo rozwiązany. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, do jakich ciosów uciekano się w przypadku byłego już kapitana kadry. I w tym miejscu znów zacytujemy jego oświadczenie: „Zostałem pominięty w konferencji prasowej, promującą książkę, w której autor poświęcił mi jeden z rozdziałów. Wkładano mi w usta słowa, których nie wypowiedziałem. […] Na Galę Mistrzów Sportu dostałem zaproszenie od Pani sekretarki przez wiadomość tekstową – wobec telefonów, organizowaniu transportu, zwolnień i smokingów dla innych zawodników – co ponownie pokazało mi moje miejsce w szeregu. Nie wspominając o powszechnie znanym „przypadkowym” pominięciu nieobecnych zawodników podczas odbierania Nagrody Drużyny Roku”.

– Prezes Piesiewicz potrafi udzielać pięknych wywiadów, mówiąc, jak to cudownie jest w polskiej koszykówce. A wszyscy wiemy, że cudownie nie jest i nawet występ na MŚ tego nie zamazuje. A to, że Adam pisze takie oświadczenie, oznacza, że w reprezentacji też jest bardzo, bardzo źle. Wiem, że to jest efekt wielu mniejszych lub większych nieporozumień, dotyczących spraw finansowych czy organizacyjnych przy okazji meczów kadry. Pojawia się kolejne zdanie, przeczące słowom prezesa, że się rozwijamy i jest znakomicie. Nie jest to dla mnie jakaś wielka nowość, choć wydawało mi się, że prezes Piesiewicz będzie się starał całą sprawę załagodzić. A skoro Waczyński pisze takie oświadczenie, to wydaje się, że to jakaś ostateczność, że nie widział nadziei na porozumienie – dodaje Sendecki.

Nie brzmi to dobrze, co? Szkoda, że w taki sposób zmuszono do rezygnacji z gry w kadrze gościa, który zawsze dawał w niej z siebie 120 procent możliwości. I że przez aferę, która w związku z tym wybuchła, a pewnie rozniesie się jeszcze bardziej, cierpią na tym inni – koszykarze powołani do reprezentacji i trener Mike Taylor, którzy mają walczyć o awans na mistrzostwa Europy. Szkoda jeszcze jednego – że po historycznym sukcesie, który u wielu Polaków przywrócił radość z oglądania reprezentacyjnej koszykówki, dzieje się coś, co na powrót ją nam obrzydza.

Niedawno na podobnej aferze ucierpiała siatkarska kadra kobiet. Tam jednak udało się to jakoś przepracować, choć przyznać trzeba, że było więcej czasu. U koszykarzy wierzyć musimy w to, że na wysokości zadania stanie trener Taylor, który jest przecież znakomitym motywatorem. Bo dla zawodników najważniejsza powinna być teraz rywalizacja o awans na kolejny wielki turniej. Pytanie jak zagrają?

– Wyjdą na parkiet i będą walczyć – mówi Sendecki. – Tylko jaka to będzie drużyna? Bo Mateusz Ponitka może nie zagrać przez konflikt na linii Euroliga (w której występuje) a FIBA. Nie wiem, czy grałby Adam Waczyński, ale ta kadra nie ma po prostu zbyt wielu zmienników na takim poziomie jak ta dwójka czy AJ Slaughter. Nie mamy takiego komfortu jak Hiszpanie, Francuzi czy państwa z Bałkanów, że są koszykarze z NBA, są z Euroligi i są jeszcze inni w ligach hiszpańskiej, włoskiej czy niemieckiej, którzy mogą wyjść jako trzecia reprezentacja i wywalczyć awans. Mike Taylor zebrał niezłą… powiedzmy, że dwunastkę. Ale zaplecze jest bardzo kruche. I jak nie zadbamy o największe gwiazdy, to wszystko to jest bez sensu.

Fot. Newspix 

KOMENTARZE (0)