Nie wiem, czy budowę giganta zaczyna się od transferu Piątka
Blogi i felietony

Nie wiem, czy budowę giganta zaczyna się od transferu Piątka

Nigdzie nie leci czas tak szybko, jak w futbolu. Jeśli kupicie sobie telewizor, to przeważnie po roku nie stwierdzacie, że to jednak nie to i też ten telewizor nie traci na wartości blisko jednej-czwartej. A w piłce? Jak najbardziej, czego oczywiście idealnym przykładem jest Krzysztof Piątek. Co więcej, u niego wystarczyło wręcz pół roku, by zjechać z pozycji nadziei klubu do pozycji beznadziei. Strzelał przez pierwsze sześć miesięcy, jego cena rosła, potem nie strzelał i cóż, zapłacono za niego plus minus 35 milionów euro, a sprzedano za 27. Milan jest stratny, ale tak bardzo chciał się Polaka pozbyć, że już miał to w dupie.

I tak właściwie nie wiem, czy w tej historii są zwycięzcy. Raczej dwóch rannych.

Milan, bo po raz kolejny pokazał, jak bezsensownie jest budowanym klubem, bez żadnego planu i pomysłu. Zobaczyli, że ktoś strzela w Serie A, to go wzięli, nawet nie sprawdzając dokładnie, czy będzie pasował do ich stylu gry (inna sprawa, że trudno tam dostrzec styl). Jak ten ktoś przestał strzelać i to znowu nie na jakoś skrajnie długo, szybko się obrazili, ściągnęli w jego miejsce starego Szweda i kazali się młodszemu pakować.

A czy mógł się Piątek w Milanie naprawić? Mógł. Zaczął od dziewięciu bramek w 18 meczach ligowych, teraz miał tyle samo meczów i cztery bramki (choć oczywiście większość z karnych). Natomiast gdyby wyrzucać każdego napastnika, który zaciął się na pół roku, to przykładowy Milito nie mógłby po pięciu bramkach w sezonie 10/11 strzelić ich dla Interu blisko pięć razy tyle rok później. Jakby Villarreal uznał, że Forlan to jest flet, a nie piłkarz, ponieważ nie strzelał dla Manchesteru, to potem nie miałby worka bramek i transferu z siedmiokrotną przebitką. Oczywiście Milan może mieć racje, może Piątek już nigdy wróci, ale to oni spalili w kominku osiem baniek, nie ja, więc co im po takiej racji.

Teraz „budują” tam zespół wokół Ibrahimovicia. Powodzenia. Weźcie sobie jeszcze Balotellego.

Natomiast Piątek… Cóż, mimo wszystko zawiódł – Milan jest beznadziejny, ale nie ma co zwalać tylko na kolegów, w Genoi nie byli pewnie lepsi. Mam też spore wątpliwości, czy akurat transfer do Herthy jest rzeczywiście najlepszym wyborem. Mówi się, że Hertha ma spore pieniądze i buduje potęgę, ale jakoś trudno mi w to uwierzyć. Czy właściciel ma więcej kasy niż Bayern, Lipsk, Borussia? To nie jest budowanie supermarketu w środku wioski tylko dostawianie kolejnego w dużym mieście. Nic tam od razu nie przyjdzie, mistrzostwo to jedno, ale i Liga Mistrzów ma prawo się pojawić za dwa czy trzy lata.

Owszem, może Piątek wcześniej zmienić klub na lepszy, ale też… ile można? Półtora roku, trzeci zespół. Za dużo.

W każdym razie dzisiaj Hertha i tak czy siak niespecjalnie pokazuje, jak jest niby bogata, bo jeśli zaczynasz budować swoją wielkość od rezerwowego w dramatycznym Milanie, to raczej Bayern z Lipskiem się nie przestraszą. Może to być oczywiście solidny projekt, ale „solidny projekt” w Bundeslidze to nie jest szczyt marzeń dla kogoś, o którym mówiło przed paroma chwilami pół (i to ważniejsze sportowo pół) Europy.

No nie mam przekonania. Naturalnie życzę Piątkowi, żeby szybko mi zamknął gębę i zaczął ładować bramki jak na początku w Serie A, ale mimo wszystko liczyłem na jego transfer gdzieś wyżej, choćby do tego Tottenhamu. I nawet nie z czystego egoizmu, bo chciałbym w końcu oglądać polskiego napastnika na Wyspach. Nie, po prostu zjeżdżając dzisiaj do Herthy, Piątek jednocześnie zjeżdża z określonej półki.

I to jest już ryzyko, bo jeśli tym razem też się nie uda, będzie się trzeba przenieść jeszcze niżej. A do szczytu już zaczyna być daleko.

KOMENTARZE (22)