Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Niewiele jest kwestii, w których Polacy są tak bardzo zgodni jak w przypadku tymczasowych aresztów. Wystarczy tylko jakiś głośniejszy przypadek złamania prawa i już słychać głośny chór domagający się natychmiastowego zamknięcia podejrzanego za kraty, bez wyroku, bez żadnych nieistotnych ceregieli – od razu, najlepiej w ciasnej celi. Nawet jeśli w poszczególnych przypadkach kłócimy się o ocenę postawy sędziego, to co do zasady jesteśmy zgodni. 

Kamil Durczok w pijackim rajdzie przez całą Polskę zagrażał życiu innych uczestników ruchu drogowego? Do celi, od razu, posiedzi trzy miesiące w areszcie, to się nauczy.

Jakiś barbarzyńca zakatował kota, co zostało uwiecznione na materiale filmowym? Do celi, natychmiast, nie zwlekajmy, fajnie byłoby go jeszcze przypiec ogniem, albo zamknąć z jakimś zwyrodnialcem, który „już mu pokaże”.

Osiedlowiec złapany na gorącym uczynku podczas bójki? Do karceru!

Tak naprawdę zmieniają się tylko okoliczności, w jakich apelujemy o areszt tymczasowy – wiadomo, że miłośnicy zwierząt i weganie do aresztu będą chcieli wsadzić tego gamonia od kotka, zadeklarowani prawicowcy zagrzmią, że za kratami powinni wylądować Durczok czy Najsztub, bez różnicy. Patointeligencja (spodobało mi się to określenie!) zawyje z radości, że w areszcie przebywa „Sebix”, a „Sebix” uśmiechnie się pod nosem, że w areszcie wylądował policjant, który spowodował wypadek.

Ale czy można się dziwić, skoro w podobny sposób instytucję aresztu tymczasowego postrzegają nawet politycy? Przy wspomnianej sprawie zwyrodnialca od katowania zwierząt decyzji o zaniechaniu aresztu publicznie dziwili się posłowie czy ministrowie. Zastanawiam się, ilu z nich do niedawna protestowało przeciw tej samej instytucji aresztu, gdy w nieskończoność przedłużał się tymczasowy areszt Maćka Dobrowolskiego. Czy to nieporównywalne sytuacje? Jeśli bierzemy pod uwagę czyn, którego się dopuścili „podejrzani”, to oczywiście – w końcu Maciek siedział w areszcie bez przedstawienia naprawdę poważnych zarzutów, opartych na czymś więcej niż zeznania świadka koronnego. Cała sprawa, łącznie z wiecznym przedłużaniem całego procesu, była skandalem na nieprawdopodobną skalę. Jednak moim zdaniem nie powinniśmy też tracić z oczu pewnych ogólnych zasad.

Czym właściwie jest areszt tymczasowy i po co się go stosuje?

Po pierwsze – to jest sytuacja, która jest gorsza niż więzienie, gorsza niż pozbawienie wolności. To trzeba bardzo wyraźnie podkreślać, że trzy miesiące w więzieniu po wyroku sądu w niczym nie przypominają trzech miesięcy w areszcie tymczasowym. Nie ma mowy o żadnych przepustkach, korespondencja, telefony i widzenia są ograniczone, aresztowany (czyli człowiek, który wciąż może się okazać niewinny!) ma o wiele mniejsze prawa niż skazany. Po drugie – to nie jest kara, ale środek zapobiegawczy. Czemu ma zapobiegać, nietrudno zgadnąć – mataczeniu, wpływaniu na świadków, ucieczce poza granice państwa, generalnie – uniknięciu kary w okresie od popełnienia przestępstwa do otrzymania wyroku przed sądem.

Dlatego na te trzy przykładowe sprawy ze wstępu należy patrzeć nie w kontekście: „czy winowajca zasłużył na wolność”, ale: „czy jest w stanie wpłynąć na swoją karę”. Dlaczego ten przykładowy Kamil Durczok miałby siedzieć w areszcie tymczasowym, wyłączam tutaj samopoczucie ludzi ucieszonych, że antypatyczny gość z telewizji „dostał za swoje”? Czy faktycznie zachodziła możliwość wpłynięcia na jego sprawę? Zaczarowałby organy ścigania, które udałyby, że jego pijacka eskapada nie miała miejsca? Wpłynąłby na świadków, na wyniki swoich badań? Uciekł z Polski, zaczął się ukrywać w jednej z chorzowskich kamienic? Nie i mam wrażenie, że wiele osób, które widziałyby go w areszcie, doskonale o tym wie. Ale mimo to wolałoby pokazówkę: patrzcie, u nas nie ma nietykalnych, wczoraj był na szczycie, dziś jest w areszcie.

Podobnie w medialnej sprawie z kotem, gdzie podejrzany przyznał się do winy, współpracował z policją i zapewne przerażony tym, jak głośna okazała się sprawa czeka na wyrok. Jak miał wpłynąć na decyzję sądu? Usunąłby filmiki ze stron wszystkich polskich portali internetowych? Znalazł alibi? No nie, znów ludziom walczącym o tymczasowy areszt chodziło wyłącznie o karę, karę na długo przed procesem i wyrokiem.

Przy takim odczytywaniu instytucji aresztu tymczasowego jesteśmy już naprawdę o krok od samosądów. Jeśli bez wyraźnej przyczyny chcemy przetrzymywać człowieka w miejscu gorszym od więzienia, to dlaczego nie dołożymy mu kar cielesnych? A co, zasłużył sobie, a przecież i tak już działamy na granicy prawa. A może mu ten areszt jeszcze przedłużyć? Może przedłużyć cały proces, żeby cierpiał w tym miejscu tak długo, jak cierpiał katowany przez niego kot?

Nikt nie bierze pod uwagę, że tworzenie tego typu społecznej akceptacji dla zjawiska, ma bardzo poważne konsekwencje. Helsińska Fundacja Praw Człowieka alarmuje, że w Polsce areszty tymczasowy stosuje się coraz chętniej, mimo wielokrotnych skarg czy spraw takich jak wspomniany wyżej Maciek Dobrowolski. Rzeczpospolita już w 2012 roku pisała: w 2009 niesłuszne skazania, aresztowania, zatrzymania i stosowanie innych środków zabezpieczających kosztowały Skarb Państwa 5,3 mln zł, w 2010 – 11,3 mln, a w 2011 – 14,5 mln zł. Katarzyna Wiśniewska z HFPC podaje, że tymczasowo aresztowani to już ponad 11% całej populacji więziennej, że na koniec 2019 roku aż 8,5 tysiąca ludzi pozostawało w aresztach.

Ilu z nich czeka na proces latami? Ilu z nich nie zostanie ostatecznie skazanych? Ilu z nich mogłoby równie dobrze meldować się co tydzień na komisariacie i w taki sposób oczekiwać na wyrok?

Oczywiście, nie da się tej dyskusji prowadzić w oderwaniu od pracy sądów, od ich niewiarygodnego tempa, od batalii prawnych ukierunkowanych na obstrukcję. Ja to wszystko rozumiem i jestem nawet skłonny uwierzyć, że część aresztowanych siedzi tylko dlatego, że w „normalnym” trybie zasłużoną karę otrzymałoby po ośmiu latach skomplikowanego procesu. Natomiast nie sądzę, by była to sytuacja, którą my, jako społeczeństwo, powinniśmy akceptować, a co więcej: wręcz domagać się jej utrzymania. Zwłaszcza, że zawsze istnieje to słynne „cztery osiem”, czterdzieści osiem godzin, podczas których można z łatwością zabezpieczyć dowody, komputery, telefony. W Wielkiej Brytanii bywają stosowane areszty 2-tygodniowe, podczas których tamtejszy wymiar sprawiedliwości jest w stanie bez problemu zebrać materiał dowodowy czy zeznania. U nas przy 3-miesięcznym areszcie często przez pierwsze dwa miesiące nie dzieje się nic. W trzecim miesiącu zaczyna się z kolei zastanawianie: a może bezpieczniej poprosić sąd o kolejne trzy miesiące?

Walczmy o szybsze sądy, bez problemu. Walczmy o prostsze prawo, które nie będzie stwarzało możliwości wydłużania procesu w nieskończoność. Walczmy o to, by pijanych kierowców czy katów zwierząt karać surowo, bezlitośnie i szybko. Jednak miejmy na uwadze, że tymczasowy areszt bywa stosowany w sprawach, gdzie jedynym „dowodem” winy jest zeznanie pojedynczego świadka, często świadka, który sam ma sporo na sumieniu. O tym, ilu spośród 8,5 tysiąca tymczasowo aresztowanych siedziało bezpodstawnie dowiemy się za parę lat, gdy Helsińska Fundacja Praw Człowieka zaktualizuje kwoty odszkodowań wypłaconych ze Skarbu Państwa.

KOMENTARZE (26)