Kubot i Świątek jak Rafael Nadal. Cała trójka odpadła dziś z Australian Open
Inne sporty

Kubot i Świątek jak Rafael Nadal. Cała trójka odpadła dziś z Australian Open

Przed turniejem sprawa była prosta: Rafa Nadal miał spotkać się w finale z Novakiem Djokoviciem i spróbować tam ograć Serba w rewanżu za ubiegłoroczny pogrom. Już ćwierćfinał zweryfikował jednak te plany. Dominic Thiem stwierdził w nim, że dość ma dominacji Wielkiej Trójki i pora na to, by w finale zagrał choć jeden nowy zawodnik. Więc Rafę ograł. To, oczywiście, był najważniejszy mecz dzisiejszego dnia w Australii. Choć nas interesowało jeszcze inne spotkanie – Łukasz Kubot i Iga Świątek grali w ćwierćfinale turnieju mikstowego. Niestety, podzielili los Nadala.

Iga i Łukasz zresztą długo czekali na swój mecz. Rozpoczęli go już po północy australijskiego czasu. A wszystko przez to, że Nadal z Thiemem postanowili rozegrać naprawdę znakomite, ale i długie spotkanie. Choć i tak nie rywalizowali na pełnym dystansie – skończyło się na czterech setach. Gdyby Rafa doprowadził do piątej partii, to Świątek i Kubot prawdopodobnie musieliby wypić całe zapasy kawy, żeby w ogóle doczekać swojego spotkania. Inna sprawa, że czekając, mogli oglądać mecz Hiszpana z Austriakiem. A ten też działał pobudzająco.

Bo obaj tenisiści od samego początku narzucili sobie naprawdę świetne tempo i nawzajem bombardowali się znakomitymi zagraniami. Wyglądało to momentami tak, jakby chcieli sprawdzić, który pierwszy się ugnie, któremu pierwszemu zadrży ręka albo wręcz pęknie struna w rakiecie. Bo siła kolejnych uderzeń wcale nie malała, wręcz przeciwnie. A że rozgrywali długie wymiany, bo obaj taki styl gry lubią i im odpowiada, to podziwiamy, że te cztery sety wytrzymali w naprawdę znakomitym stylu. Sami mielibyśmy dość po jednej partii. Wielu innych tenisistów pewnie padłoby po dwóch.

Swoją drogą dawno nie widzieliśmy Rafy Nadala, który tak rzadko korzystałby z zaoferowanych mu szans. W pierwszym secie miał nawet piłkę setową przy prowadzeniu 5:3. Nie wykorzystał jej, przewagę stracił i przegrał w tie-breaku. W drugim było niemal identycznie – zabrakło jedynie setbola, ale przełamanie na korzyść Rafy było. Tyle tylko, że Thiem znów odrobił. Austriak kompletnie nic nie robił sobie z tego, kto stoi po drugiej stronie. I znów wygrał w tie-breaku. A u Nadala narastała frustracja. Kilkukrotnie w ciągu tego meczu zdołał się nawet pokłócić się z główną arbiter. Biorąc pod uwagę wynik – chyba mu to nie pomogło.

Krótki zwrot akcji nastąpił w trzecim secie, gdy Dominic pokazał, że jednak jest człowiekiem. Tempo meczu wyraźnie odbiło na nim wówczas ślad. Zaczął grać słabiej, wyrzucał piłki, a z Rafą to rzecz nie do wybaczenia. Hiszpan w takich sytuacjach jest bezwzględny jak mafia. Jeśli tylko popełnisz błąd – już nie żyjesz w tej konkretnej wymianie, całym gemie, secie, a czasem nawet meczu. Thiem jednak zdołał się pozbierać po przegranej partii. I w czwartym secie po raz pierwszy to on zyskał przewagę przełamania. Trzymał ją długo – aż do momentu, gdy… serwował na mecz. Wtedy zadrżała mu ręka, a Rafa przełamał. Po chwili obaj grali kolejnego tie-breaka.

I tu przyznamy się od razu: nie pamiętamy meczu, w którym Nadal przegrałby aż trzy tie-breaki. Tym bardziej w sytuacji, gdy w trzecim z nich obronił dwie piłki meczowe. Przy drugiej pokazał zresztą, że nerwy ma ze stali – sam wywołał aut i zweryfikował go systemem challenge. Piłka faktycznie wyleciała poza kort, fani Hiszpana mocno odetchnęli. Tyle tylko, że ostatecznie nic to nie dało – chwilę później to Dominic Thiem cieszył się z wygranej i awansu do półfinału. W nim zagra z Alexandrem Zverevem, dla którego to pierwszy raz w tej fazie turnieju. Niemca motywuje złożona obietnica – powiedział, że jeśli wygra turniej, to całą nagrodę przeznaczy na walkę ze skutkami pożarów w Australii. Na razie będzie musiał przejść przeszkodę w postaci Thiema. Kto wygra? Nie wiemy. Jedno jest pewne – na pewno w finale zobaczymy jednego zawodnika z Wielkiej Trójki (Federer lub Djoković) i jednego z pokolenia Next Gen. A to już sprawia, że cały mecz zapowiada się ekscytująco.

Wiemy też, że w finale, ale miksta, nie zobaczymy, niestety polskiej pary. Łukasz Kubot i Iga Świątek dziś grali co prawda o awans do półfinału, ale naprawdę wierzyliśmy nawet w ich końcowy sukces. Zwłaszcza po pierwszym secie, w którym oboje grali świetnie. Zresztą tak naprawdę bardzo dobrze prezentowali się aż do tie-breaka w drugiej partii. Iga potrzebowała chwili na wkręcenie się w mecz, ale potem ani trochę nie odstawała od Łukasza, który jest przecież jednym z najlepszych deblistów na świecie. A to daje nam spore nadzieje na opcjonalny medal na igrzyskach w wykonaniu tej dwójki. Muszą jednak wykorzystywać swoje szanse.

Dziś udało się to tylko w pierwszej partii. W drugiej świetnie rozpoczęli tie-breaka, ale potem serią przegranych punktów – łącznie z łatwo wyrzuconym forehandem Kubota w ostatnim punkcie – zawalili sprawę. Mogli ją naprawić jeszcze w super tie-breaku, ale tam wszystko już kompletnie się posypało. U Igi wyszedł brak doświadczenia, wyrzucała proste piłki. Łukasz nie był w stanie pomóc, sam spuścił z tonu, do tego nie serwował najlepiej. I nadzieje na wielki występ prysły, choć, biorąc pod uwagę, że to wszystko w ramach przygotowań do igrzysk, to i tak było dobrze. Gdy Polacy smutni opuszczali kort, z wygranej swoich rodaków cieszyli się Australijczycy. No, przynajmniej ci, którzy dotrwali do drugiej w nocy, bo o takiej porze kończył się tam ten mecz.

Świątek i Kubot byli ostatnimi reprezentantami Polski w seniorskim turnieju. Jeśli jednak chcielibyście przeżyć jeszcze trochę polskich emocji to tej nocy o półfinał turnieju dziewcząt zagra Weronika Baszak (drugi mecz w kolejności na korcie numer 5), a do finału singla będzie próbować się dostać polsko-łotewska para Mikołaj Lorens/Karlis Ozolins (czwarty mecz na tym samym korcie). Kto wie, może za pięć lat będziecie mogli chwalić się wśród znajomych, że widzieliście ich zanim wszyscy ekscytowali się ich występami?

Dominic Thiem 7:6 (7:3), 7:6 (7:4), 4:6, 7:6 (8:6) Rafael Nadal 

Iga Świątek/Łukasz Kubot 6:3, 6:7 (4:7), 3:10 John-Patrick Smith/Astra Sharma

Fot. Newspix

KOMENTARZE (0)