post Krzysztof Stanowski

Opublikowane 28.01.2020 12:19 przez

Krzysztof Stanowski

Jak to zwykle w styczniu: mało w naszej lidze rozmów o futbolu, za to dużo o sprawach organizacyjnych. Dzisiaj ode mnie dwa główne tematy – Raków Częstochowa, który podobno miałby być wyrzucony z ligi oraz Dariusz Mioduski, który z typową dla siebie klasą i elegancją pokłócił się sam ze sobą.

***

Przyznaję bez bicia: krzyczałem bez żadnej refleksji, że klub bez stadionu nie powinien grać w ekstraklasie. Dać czas na dostosowanie się – tak, jak najbardziej. Ale na dłuższą metę: klubów bez stadionu nie chcemy.

Informacje wokół firmy Mirbud i budowy stadionu Rakowa sprawiły, że zacząłem się zastanawiać: dlaczego byłem taki nieprzejednany? Być może należałoby spojrzeć na tę sprawę zupełnie inaczej?

Najpierw garść faktów: firma Mirbud oprotestowała przetarg na dostosowanie obiektów Rakowa do standardów Ekstraklasy. W tym momencie warto wspomnieć, że Mirbud ubiegał się o to, by wykonać prace o wartości 1,7 miliona złotych – czyli drobne. Jednak nawet najdrobniejszy podwykonawca ma swoje prawa (i bardzo dobrze), co skutkuje czasem paraliżem inwestycji (to już gorzej). Kiedy potem dowiadujemy się, że Mirbud jest partnerem biznesowym ŁKS-u Łódź to robi się miejsce na milion teorii spiskowych. Czy ja te teorie podzielam? Nie.

Widzę jednak pole do tego, by w przyszłości o spadkach i awansach decydowały firmy budowlane lub generalnie jakiekolwiek podmioty trzecie. Pewien precedens jest. Jeśli PZPN będzie nieprzejednany i wyrzuci Raków z ekstraklasy, to w przyszłości częstochowski scenariusz można powtarzać z pełną premedytacją. Chcesz awansować lub się utrzymać, wszystko idzie zgodnie z planem, ale konkurencja rzuca ci kłody pod nogi.

Mój rekord wstrzymywania decyzji środowiskowej to dziesięć lat – powiedział mi z dumą jeden mecenas, w sprawie niezwiązanej z budową stadionu, lecz fabryki. Ale przecież mechanizm może być identyczny. Da się poprzez różne kruczki, zabiegi i prawne sztuczki całkowicie legalnie wstrzymywać inwestycje. Da się sabotować przetargi. Można nawet użyć ekologów i zagrożonego gatunku ptaka.

Wyobraźmy sobie, że Mirbud na tyle nabruździ w częstochowskiej sprawie, że stadionu nie będzie na czas. Wówczas dojdzie do sytuacji kuriozalnej: wyrzucimy klub, który pod każdym względem wydaje się dobrze zorganizowany, z wypłacalnym i wiarygodnym właścicielem, sportowo wystarczająco mocny i który w dodatku już ogarnął kwestię dostosowania stadionu, tylko niestety jakaś firma postanowiła sypnąć piachem w tryby. Moim zdaniem to nie jest ten przypadek, ale pofantazjujmy: a gdyby to sypnięcie było inspirowane przez ligowego rywala, a zarazem całkowicie legalne? Jak do tego podejdziemy? Jeśli za pięć lat prezes klubu X w stu procentach zgodnie z prawem sparaliżuje przetarg klubu Y i dzięki temu odniesie korzyść, to co z tym zrobimy? Powiemy – trudno, przepis to przepis? Ktoś powie, że takie rzeczy się nie dzieją, a ja zapytam: dasz sobie palec uciąć, że to się nigdy nie wydarzy, gdy gra toczy się o jakieś dziesięć milionów złotych?

Raków nie ma swojego stadionu na ekstraklasowym poziomie. Moje pytanie brzmi: co z tego? Pytam całkowicie serio i po przemyśleniu tego na sto sposobów: co z tego?

Czy lidze robi różnicę, czy Raków gra w Częstochowie, czy w Bełchatowie? Jeśli robi to jaką i konkretnie komu? Moim zdaniem klub powinien mieć obowiązek zapewnienia sobie gry na obiekcie, który spełnia ekstraklasowe wymogi. Jeśli więc Raków ma pieniądze na to, by wynajmować obcy, ekstraklasowy stadion i w ten sposób spełnić wymagania, to w czym problem? Polskie kluby wynajmują swoje stadiony od miast. Raków wynajmuje od miasta Bełchatów. I co? Nie może? Dlaczego? Dlaczego Śląsk może wynajmować od Wrocławia, Legia od Warszawy, Lech od Poznania, Lechia od Gdańska, a Raków od Bełchatowa nie? Czy rywalom ligowym robi różnicę, czy jadą do Bełchatowa, czy do Częstochowy? Myślę, że nawet wolą do Bełchatowa, bo łatwiej wygrać. Czy robi to różnicę telewidzom? No nie wydaje mi się. Najwięcej traci na tym – pod względem finansowym i sportowym – sam Raków. To on ma problem.

I teraz zastanówmy się, czy mamy ligę dla równych i równiejszych. Zaraz do ekstraklasy może wejść Warta Poznań, która przecież swojego stadionu na miarę ESA nie ma, za to – jeśli znajdzie kasę – może go wynająć, bo tak się dla niej szczęśliwie składa, że w Poznaniu jest obiekt miejski, z którego korzysta też Lech. Czyli Warta w ekstraklasie może grać, mimo że organizacyjnie nie dorasta Rakowowi do pięt, ale ma to szczęście, że po sąsiedzku istnieje klub znacznie potężniejszy? A Raków, jedyny tak naprawdę klub w niezbyt dużym mieście, ma pod górkę i nie może wynająć stadionu w Bełchatowie? Jeszcze raz zapytam: co to za różnica, gdzie gra Raków? Tak konkretnie?

W Częstochowie na dziś stadionu nie mają, za to mają akademię, którą nadzoruje uznany w całej Polsce Marek Śledź. Mają piękne i zadbane boiska treningowe. Mają trenera, który konsekwentnie realizuje swoją wizję przy wsparciu właściciela. Może to jest jednak ważniejsze od tego, czy uda im się wynająć stadion 10, 40, czy 80 kilometrów od siedziby? Myślałem o tym przez ostatnie dni i ten przepis wydaje mi potencjalnie niebezpieczny (możliwość pozasportowego wpływania na kształt tabeli), ale też zbędny. Przecież i tak koniec końców każdy klub chce grać u siebie, więc jeśli się w tej lidze utrzyma, to obiekt w końcu sobie dostosuje. A nawet jeśli nie, to pytam ponownie: co z tego?

Że będą pustki? Moim zdaniem na meczach Rakowa w Bełchatowie będzie więcej ludzi niż na meczach Warty w Poznaniu.

***

Dariusz Mioduski na łamach „Przeglądu Sportowego” napisał coś w rodzaju swojego planu dla polskiej piłki, tym razem dziennikarz nie był potrzebny do zadawania pytań (a przecież nie za wielu, ale jednak jeszcze kilku w „Przeglądzie Sportowym” zostało). Gołym okiem widać, że to początek kampanii wyborczej w PZPN, do której prezes Legii zapewne pójdzie pod rękę z Cezarym Kuleszą z Jagiellonii Białystok, aby docelowo kręcić kierownicą z tylnego siedzenia. W porządku, niech będzie i tak.

Wypada się jednak pochylić nad tym, co konkretnie panu Dariuszowi pasuje, a co nie pasuje. Niestety, nie jest łatwo to ustalić, ponieważ całkowicie pokłócił się sam ze sobą – do czego dojdziemy.

Na przykład chciałby Mioduski, aby z ekstraklasy spadała jedna drużyna, co zmniejszy presję i wszystkim będzie się grało przyjemniej, a co za tym idzie – podobno – zarządzanie byłoby racjonalniejsze. To jeszcze jedna odsłona tego, że wielu właścicieli klubów ESA traktuje ekstraklasę jak własny, oderwany od całego piłkarskiego ekosystemu folwark. Polska piłka nożna nie kończy się na ekstraklasie, a kluby 1, 2 czy 3 ligi mają prawo liczyć na to, że będzie istniał normalny, sportowy przepływ między szczeblami rozgrywek. Jest całkowicie naturalne, że w piłce są pewne cykle i niektóre kluby popadają w tarapaty, nie mają na siebie pomysłu, inne się odradzają, zyskują nowych inwestorów. Zabetonowanie ligi jest doprawdy irracjonalne, niesportowe i niesprawiedliwe.

Mioduski z pozycji ekstraklasowego bonza mówi: – Hej, niech spada tylko jeden zespół, będzie mniej stresu, więcej korzyści!

Ale zaraz, zaraz – dlaczego przedstawiciel klubu ekstraklasy ma decydować o zasadach gry w pierwszej lidze, bo do tego się to sprowadza? Kto mu dał do tego prawo? Może za moment właściciel klubu pierwszoligowego powie, żeby z pierwszej ligi też spadała tylko jedna drużyna, bo przecież logika Mioduskiego powinna mieć zastosowanie na każdym szczeblu rozgrywek: mniej stresu to więcej rozsądku. W związku z tym druga liga też powinna sobie ustalić, że spadnie jedna drużyna, czemu nie? Ograniczmy w związku z tym także liczbę drużyn spadających z trzecich lig – i tak dalej. Zróbmy piłkę bezstresową i – podobno – racjonalną. Jeśli coś ma działać na poziomie najwyższym to powinno się te dobre wzorce proponować też niżej.

Tylko coś mi się przypomina. Przecież niedawno już ktoś coś podobnego wykonał: zmieniono zasady w Lidze Mistrzów na takie, które dają kolejne przywileje najbogatszym, kosztem najbiedniejszych, którym coraz trudniej dopchać się do skarbca. I wtedy nam to nie odpowiadało: komentowaliśmy, że to przecież niesprawiedliwe, że sport traci, że to tylko kasa. Teraz jednak sami chcemy zrobić to samo, tylko na większą skalę. Chcemy co sezon dopuszczać jeden nowy zespół, żeby nikt nie powiedział, że nie dopuszczamy żadnego.

W rzeczywistości w postulacie Mioduskiego w ogóle nie chodzi o stres drużyn walczących o utrzymanie, bo on ma to głęboko w nosie – przecież dopiero co cała Polska miała mu oddawać piłkarzy, żeby on ich sprzedawał. Chodzi o politykę, przedwyborcze obietnice, wzajemne korzyści. Jak co pół roku, właściciel Legii apeluje, by reszta ligi dała mu więcej pieniędzy, a teraz wymyślił coś w zamian: wy dajcie nadwyżkę kasy na TOP4, ale zachowajcie swoją niezbyt dużą część, bo nie spadniecie z ligi (poza jednymi ciamajdami). Takie kluby myślą wówczas: o, może to dla nas nawet korzystna opcja!

Problem polega na tym, że kluby nie są od tego, by decydować o kształcie rozgrywek, bo to decyzja, która dotyczy nie 16 – na dzisiaj – klubów w ekstraklasie, ale jakichś 20 kolejnych, które w następnych latach mogą o awansie myśleć. Dla Mioduskiego celem nadrzędnym jest awans do pucharów, żeby spiąć budżet, dlatego jest w stanie w swoich planach „poświęcić” zasadę spadków i awansów, ale czy na przykład kibiców Podbeskidzia Bielsko-Biała, Stali Mielec albo drugoligowego Widzewa Łódź to interesuje? Czy fani Stali Rzeszów właśnie o tym marzą? Czy może jednak widzą, że w ich klubie powstaje coś ciekawego i chcieliby mieć stworzoną rozsądną możliwość promocji? Ich nie interesuje, że ktoś w ESA nie jest odporny na stres i trzeba mu podać prozac. Dlaczego mamy sztucznie trzymać w lidze np. Koronę Kielce, gdzie nic się nie zgadza, a blokować kluby idące z dołu w górę, w których zgadza się bardzo dużo?

Mioduski o pucharach: „Dla nas najważniejszym pytaniem powinno być, czy polskie drużyny będą się w nim liczyć, a zadaniem – stworzenie warunków, aby tak się stało. Od lat twierdzę, że będzie to możliwe tylko wtedy, gdy uda nam się sprawić, że w ekstraklasie wykształci się grupa 3–4 klubów, które będą zdecydowanymi liderami i staną się na tyle mocne, żeby regularnie grać w fazie grupowej europejskich pucharów”.

Dla nas, czyli dla kogo? Dla Warszawy – tak. Dla Poznania – też. Ale czy to aby naprawdę jest najważniejsze dla Katowic, Łodzi, Gdyni, Olsztyna, Rzeszowa, Opola, Chojnic, Bydgoszczy, Torunia, Łęcznej, Kalisza, Ostródy, Lublina, Suwałk, Wałbrzycha, Tychów i całej masy większych i mniejszych miejscowości, które funkcjonują w futbolu i mają swoją, lokalną społeczność? Mioduski musi przestać stawiać znak równości między swoimi celami i celami całej Polski. Gdyby zrobić referendum w Krakowie, czy Legia powinna przestać istnieć, to chyba każdy wie, jaki byłby wynik. Ludzie mają swoje kluby, swoje sympatie i swoje małe marzenia i interesy. I awans do Ekstraklasy może być dla mieszkańców Mielca sto razy ważniejszy niż awans Legii do Ligi Mistrzów.

Najstraszniejsze i najśmieszniejsze zarazem jest jednak to, jak bardzo Mioduski sam ze sobą się nie zgadza. Jak można wysmażyć wielki tekst w „Przeglądzie Sportowym” i nie zastanowić się przez sekundę, że poszczególne fragmenty się ze sobą kłócą? Właściciel Legii apeluje, by z ligi spadał jeden zespół „żeby w ten sposób obniżyć presję spadku” i dodaje, że „skłoniłoby to kluby do podejmowania większego ryzyka grania młodzieżą, a nie wydawania pieniędzy na doświadczonych, ale przeciętnych piłkarzy z zagranicy”.

Ale w innym fragmencie stwierdza: „Zwiększenie ekstraklasy do 18 zespołów i zmiana formatu mogą jednak popsuć atrakcyjność medialną rozgrywek i wpłynąć na obniżenie jakości sportowej wielu klubów. Nie pomogą też w przyciągnięciu kibiców, którzy coraz częściej będą wybierali oglądanie zagranicznych rozgrywek, zamiast przyjść na stadion w Polsce czy obejrzeć mecz ekstraklasy w telewizji. Coraz więcej przeciętnych zawodników, coraz więcej klubów z niewystarczającą infrastrukturą i finansami, większe ryzyko ustawiania meczów i gry o nic…”

Pomyślmy: 18 drużyn w lidze i trzy spadające z niej zespoły to „większe ryzyko ustawiania meczów i gry o nic”. Ale już 16 drużyn w lidze i jedna (!) spadająca to „obniżenie presji spadku”.

Przecież to jest wręcz żałosne. Mioduski kłóci się sam ze sobą, bo chce obniżać presję (mniej spadków, więcej meczów o nic), ale też chce, aby nie było meczów o nic i żeby było atrakcyjnej (czyli większa presja). Nie wiem, który z Mioduskich wyjdzie z tego starcia zwycięsko, ale jak się pisze tekst do gazety raz na 10 lat to należałoby go chociaż przez dziesięć minut przemyśleć albo dać komuś do przeczytania. No chyba, że pan Dariusz zna magiczną formułę, w której spadek zaledwie jednej drużyny z szesnastu (spada 6,25% drużyn) gwarantuje mniej meczów o nic niż spadek trzech drużyn z osiemnastu (spada 16,6% drużyn).

***

Chciałby Dariusz Mioduski, aby rezerwy klubów ekstraklasowych mogły grać na poziomie 1. ligi. W porządku, niech tak będzie, to nie jest jakiś bardzo głupi pomysł, może nawet mądry. Warto jednak zadać kilka pytań…

Czy nie tak dawno nie apelował, aby z automatu rezerwy Legii umieścić w drugiej lidze, co oczywiście musiało zostać odrzucone? Ale od tamtej pory te rezerwy kiszą się rok w rok w lidze trzeciej, w poprzednim sezonie skończyły rozgrywki za Legionovią Legionowo, Sokołem Aleksandrów Łódzki, Lechią Tomaszów Mazowiecki, Unią Skierniewice, Sokołem Ostróda, Polonią Warszawa i Olimpią Zambrów. No naprawdę, dzisiaj proponować naprawę polskiej piłki (postulat o 1 lidze jest jednym z zaledwie sześciu, a więc nie bez znaczenia) poprzez możliwość wprowadzenia rezerw do I ligi, podczas gry te rezerwy nie mogą wyjść z III ligi… Trochę to zabawne.

Do II ligi zdołały się dostać rezerwy Lecha Poznań. Trzeba jednak pamiętać o jednym, gdy Mioduski zestawia przepisy z hiszpańskimi (tam rezerwy mogą grać w I lidze). Otóż w Hiszpanii rezerwy to odrębna drużyna, ze swoją kadrą i swoim budżetem. To nie jest tak, że tam np. Umtiti dozna kontuzji i wyślą go do rezerw, żeby do siebie dochodził. Nie jest też tak, że rezerwy mają kłopot, więc przerzuci się im zawodników z „jedynki”, którzy akurat w weekend w ekstraklasie siedzą na ławce. Tymczasem Lech Poznań awansował do II ligi przy użyciu zawodników z I drużyny. To już samo w sobie było lekko nie fair, ponieważ użyto zawodników utrzymywanych z budżetu ekstraklasowej drużyny do walki z trzecioligowcami. Tyle tytułem uzupełnienia.

Ale dobrze, stwórzmy tę możliwość, która na dziś wygląda na science-fiction. W związku z tym pobawmy się w science-fiction do końca. Jeśli na skutek coraz większych dysproporcji finansowych pomiędzy ekstraklasą a niższymi ligami za kilka lat doprowadzimy do tego, że w I lidze rezerwy będą miały wszystkie kluby ekstraklasy, to co wówczas? Kto awansuje do ESA? Zwycięzca drugiej ligi? Dobrze, to żart, ale też pewna zachęta do wysiłku intelektualnego.

W każdym razie… Nie, to nie jest idea, która odmieni polską piłkę. Trudno ją traktować poważnie, skoro żaden klub ekstraklasowy nie zbliżył się do wprowadzenia rezerw na drugi szczebel rozgrywek. Najbliżej tego jest Lech, którego rezerwy… są dwa punkty nad strefą spadkową w II lidze.

***

Mioduski: „Stworzenie koncepcji połączenia praw telewizyjnych pierwszej ligi oraz ekstraklasy i sprzedawania ich wspólnie jako jednego, bardziej ciekawego do sformatowania, produktu. Środki uzyskane w ten sposób będą sporo większe i będzie można podzielić je w sposób korzystniejszy dla klubów z 1. ligi, ale również tych, które wnoszą najwięcej wartości medialnej i są najlepsze w szkoleniu młodzieży oraz graniu młodzieżowcami, niezależnie od tego, czy występują w ekstraklasie, czy w 1. lidze”.

Mówiąc krótko, jak się dobrze wczytać w drugą część, po raz kolejny, na około i nie wprost Dariusz Mioduski chce powiedzieć reszcie klubów, że zamierza wziąć jeszcze więcej pieniędzy z praw telewizyjnych dla Legii (wartość medialna). Ok, przyzwyczaiłem się do tej narracji. Zastanawia mnie jednak, dlaczego sprzedaż Ekstraklasy i 1 ligi w pakiecie miałoby być droższe niż sprzedaż osobno? Czy ten pomysł jest wynikiem analiz rynkowych, rozmów z telewizjami?

Wydaje się oczywistym, że telewizja, która kupuje Ekstraklasę niekoniecznie potrzebuje 1 ligę, ponieważ ma już „zaklepanego” polskiego kibica, a ramówka nie jest z gumy. Mecze te wzajemnie na siebie nachodzą, owszem – na siłę można pokazać wszystko, ale czy to aby na pewno się opłaca? Na siłę można wziąć, pewnie, zwłaszcza jeśli w pakiecie, czyli tanio. No właśnie, tanio! Dlaczego taki pakiet miałby być droższy niż osobna sprzedaż? Zazwyczaj jak coś jest w pakiecie, to jest tańsze. Bierzesz dwa produkty, nawet jeśli tego drugiego do końca nie potrzebujesz. Natomiast jeśli oba są niezwykle atrakcyjne to dlaczego nie licytować ich osobno? Przecież jeśli to taka atrakcja to zwycięzca przetargu o Ekstraklasę wykrwawi się także i w tym rozdaniu.

A może po prostu to sposób, by tym razem dobrać się do budżetów nie tylko klubów ekstraklasowych, ale też pierwszoligowych, co w sumie zostało lekko zasugerowane? Bo miałbym uwierzyć, że prezes Legii, który przez ostatnie dwa lata mówił, że trzeba dać więcej pieniędzy klubom z TOP4 ekstraklasy kosztem klubów, które są w tabeli niżej, nagle opracował formułę wspólnej sprzedaży praw z 1 ligą w taki sposób, aby 1 liga dostała więcej? Przecież to jest całkowicie niespójne.

***

W rzeczywistości piłka to nie fizyka kwantowa. Jeśli Legia chce awansować do europejskich pucharów to nie trzeba wymyślać koncepcji z rezerwami w pierwszej lidze, ani też zmieniać system ligowy, nie trzeba zabierać pieniędzy z praw telewizyjnych, wystarczy na początek spróbować nie sprzedawać przez chwilę najlepszych zawodników. Jeśli natomiast prowadzi się klub w taki sposób, że on rok w rok generuje dziesiątki milionów strat finansowych to potem trzeba sprzedawać. Już wiemy, że latem do walki o puchary Legia przystąpi bez Niezgody i Majeckiego, a może i bez Karbownika. Przyczyn ewentualnego niepowodzenia nie będzie sensu szukać gdziekolwiek, poza własnym poletkiem.

Może to temat na tekst numer dwa autorstwa Dariusza Mioduskiego: za jakie sumy sprzedałem piłkarzy, na co poszły te pieniądze i jaki ich procent wydałem na wzmocnienia składu? A jeśli niezbyt wysoki to czy miało to związek z tym, w jaki sposób zarządzałem Legią? I czy to zarządzanie warte jest zaimplementowania na szerszą skalę?

KRZYSZTOF STANOWSKI

Opublikowane 28.01.2020 12:19 przez

Krzysztof Stanowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
22.09.2020

Kenny Saief, czyli nadzieja Lechii na choćby przyzwoity sezon

Lechia Gdańsk w ostatnich latach – delikatnie mówiąc – nie słynęła z obsady pozycji numer dziesięć. Cholera, być może trzeba się cofnąć aż do czasów Razacka Traore, by znaleźć naprawdę konkretnego piłkarza, a i on wędrował przecież na boisku w różne rejony, od skrzydła po napad. W każdym razie w kolejnych latach nikt lepszy się […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Legia z prezentem, a później pokrzywdzona. Wilusz zasłużył na wykluczenie

Czy Legia została skrzywdzona? A może tym razem zyskała na błędach sędziów? Czy Maciej Wilusz powinien pić meliskę przed meczami? No i co z tymi przeklętymi zagraniami ręką w polu karnym? Kolejny weekend znów przyniósł nam kilka weryfikacji w Niewydrukowanej Tabeli. Choć tak po prawdzie, to nie była łatwa kolejka do sędziowania. Zaczynamy od meczu […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Przeklęte Wyspy Owcze i technologiczny skok. Sukcesy i porażki Michniewicza w kadrze U-21

Czesław Michniewicz jest już jedną nogą poza reprezentacją Polski do lat 21. Odejdzie z niej raczej prędzej niż później. Ale co po sobie zostawi? Jaki bilans po trzech latach sprawowania stanowiska przez Michniewicza, mają biało-czerwoni? Co mu się udało, a co zawalił lub najzwyczajniej w świecie mógł zrobić trochę lepiej? Nie ma wątpliwości, że bilans […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Jeden klub, jeden trener. Klich i Kapustka od Tarnovii do kadry | KOPALNIE TALENTÓW

Ich pierwszy trener mówi o przypadku, twierdząc, że Mateusz Klich i Bartosz Kapustka poradziliby sobie gdziekolwiek by nie zaczynali, a on akurat miał szczęście, że na nich trafił. Większe zasługi niż sobie przypisuje rodzicom swoich najbardziej znanych byłych podopiecznych. Chyba jednak prowadzący ich za młodu Krzysztof Świerzb jakąś cegiełkę do tego dołożył, skoro nawet teraz […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Chodyna na radarze, Makowski cofa się w rozwoju

Za nami cztery kolejki nowego sezonu Ekstraklasy. Gdy patrzymy na ten okres przez pryzmat młodzieżowców, trochę brakuje nam odkryć. Jasne, poprzedni rok pokazał, że warto w tej kwestii trochę poczekać, bo choćby Michał Karbownik, Bartosz Białek czy Jakub Moder wypłynęli na szerokie wody dopiero z czasem, ale byli też tacy, którzy zaskoczyli od pierwszej kolejki […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Spokojnie, zaraz się rozkręci. Boruc jak film o facecie w łódce?

Powrót Artura Boruca do Legii Warszawa to bez dwóch zdań największe wydarzenie trwającego jeszcze okienka. Celowo nie użyliśmy w tym kontekście słowa „transfer”, bo ten ruch wykracza poza same kwestie sportowe, ale jedno trzeba wyraźnie zaznaczyć – to właśnie one wciąż powinny być na pierwszym planie. A na starcie tego sezonu nie ma co kryć […]
22.09.2020
Włochy
22.09.2020

Sfałszowany egzamin z włoskiego, czyli w co pogrywa Luis Suarez?

„Spoczywa na tobie wielka odpowiedzialność. Jeśli go oblejesz i gość nie dostanie obywatelstwa, to dopiero się zacznie. Rozpoczną atak terrorystyczny” – mówi na nagraniu rozmówca Stefanii Spiny. Czy to fragment filmu akcji? Nie. To konspiracyjna konwersacja uniwersytecka w sprawie językowego egzaminu Luisa Suareza, koniecznego do uzyskania włoskiego paszportu. Egzaminu, który Urugwajczyk podobno zdał z łatwością. […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Czereszewski: Holendrzy w Stomilu? Dzięki mnie klub zarobi na nich niemałe pieniądze

Temat Stomilu, dziwnych transferów do klubu i zmian, które w ciągu ostatnich dni zaszły w Olsztynie, nie schodzi z ust kibiców. Wczoraj przyjrzeliśmy się jednej stronie sprawy, o której rozmawialiśmy także w I-ligowej części „Weszłopolskich”. Dziś oddajemy głos drugiej ze stron, a konkretniej Sylwestrowi Czereszewskiemu, który nie stroni od mocnych słów. Doniesienia portalu stomil.olsztyn.pl nazywa […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Gdy rozum śpi, a Lewandowski zagrywa krzyżakiem, budzą się demony

Środkowy pomocnik przejmuje piłkę na środku boiska, zagrywa ją na prawo do skrzydłowego, ale nie zatrzymuje się, tylko biegnie na pełnej w pole karne. I słusznie, bo zaraz dostaje podanie zwrotne od kolegi, wystarczy dołożyć nogę i po wszystkim. Tak też się dzieje – pewny strzał i bramkarz nie ma szans. Ale co to? Kibice […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

„Ring cię zweryfikuje. Nie masz za kim się schować”

– Moja walka? Jakbyś Rocky’ego oglądał. Cały mój plan szybko poszedł w pieruny. Myślałem, żeby dużo tańczyć, atakować seriami i odskakiwać, tak miałem zaplanowane treningi. Ale walczyliśmy na najmniejszym możliwym wymiarze ringu, więc nie było za bardzo gdzie uciekać. Trener powiedział mi więc „Kamil, musisz się bić”. A że lubię się bić, to się biliśmy. […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

Pół roku transmisji sportowych za darmo – promocja specjalna PKO Banku Polskiego

Nasi partnerzy z PKO Banku Polskiego mają do zaproponowania kapitalną promocję dla wszystkich ekstraklasowych świrów. I nie tylko! Do zgarnięcia półroczny darmowy dostęp do transmisji sportowych lub filmów na platformie CANAL+ telewizja przez internet. Na czym polega cała akcja? Już tłumaczymy. Najpierw trzeba założyć PKO Konto za Zero z Oficjalną Kartą Ekstraklasy. Jedną z tych, […]
22.09.2020
KTS
22.09.2020

Podryw na zerwane więzadło i kolejny rekord! KS Bednarska 1:15 KTS Weszło

Idziemy jak burza. W rywalizacji z ostatnią w tabeli Bednarską wydatnie poprawiliśmy bilans strzelecki. Drużyna nie zawiodła i zaaplikowała rywalom aż 15 bramek. Łapcie obszerne kulisy ostatniego spotkania KTS-u Weszło.  fot. FotoPyk
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

PRASA. Strejlau: Legia robi błąd. To Jacek Zieliński powinien zostać jej trenerem

Temat dnia w prasie jest oczywisty – Czesław Michniewicz w Legii Warszawa. W „Przeglądzie Sportowym” o nowym szkoleniowcu wypowiadają się eksperci. Mocną tezę wysunął Andrzej Strejlau. – Zastanawia mnie, kto zdecydował o zwolnieniu trenera Vukovicia. Strategię klubu wyznacza prezes, wiceprezes albo dyrektor sportowy. Któryś z nich popełnił błąd, decyzja o zwolnieniu była tego dowodem. Uważam, […]
22.09.2020
Weszło
22.09.2020

„Bielsa uczy: największe błędy popełnia się w chwilach triumfu albo tuż po nich”

– Bielsa wychodzi z założenia, że największe błędy popełnia się w chwilach triumfu albo tuż po nich. Wtedy najłatwiej jest coś zepsuć. Trudniej wtedy spostrzec, że zespół potrzebuje zmian, żeby się rozwijać. Bo przecież jest wciąż wynik. A pewna formuła może się właśnie kończyć i trzeba nie lada geniuszu, by dostrzec ten moment nim będzie […]
22.09.2020
Anglia
21.09.2020

Wilki się nie położyły, ale na Citizens to i tak za mało

Nadspodziewanie dobrze zaprezentował się zespół Wolverhamptonu na tle Manchesteru City. A może raczej wypadałoby napisać – zaskakująco niewielki był opór Citizens przed powstrzymywaniem ataków Wolves. Oczywiście, Manchester City przeważał przez większą część spotkania. Oczywiście, utrzymał również korzystny wynik do 90. minuty. Ale chyba nikt nie przypuszczał po bramce Fodena na 2:0, że gospodarze zdołają jeszcze […]
21.09.2020
Weszło
21.09.2020

Jagiellonia ściągnęła Piasta na dno

Piast miał się podbudować meczem z Jagiellonią przed starciem z FC Kopenhaga, tymczasem tylko się dobił. Za nami już cztery ligowe kolejki, a gliwicki zespół ciągle czeka na premierowego gola. Na dodatek nie pomógł dziś Frantisek Plach i w efekcie „Jaga” przełamała passę czterech kolejnych porażek z podopiecznymi Waldemara Fornalika. To nie tak, że Piast […]
21.09.2020
Weszło
21.09.2020

WESZŁOPOLSCY: MICHNIEWICZ W LEGII WARSZAWA, WIELKI MECZ GÓRNIKA

Powiedzieć, że to gorący dzień w Ekstraklasie, to nic nie powiedzieć. I trzeba przyznać, że termin naszego programu zgrał się idealnie: ledwo Legia ogłosiła Czesława Michniewicza, a wjeżdżają Weszłopolscy w składzie Mateusz Rokuszewski, Jakub Białek, Paweł Paczul, Adam Sławiński, Szymon Janczyk, Samuel Szczygielski. Jaka będzie ta Legia? Co dalej z Vukoviciem? Kto w szatni Legii […]
21.09.2020
Weszło
21.09.2020

Michniewicz w Legii, czyli dobry trener zabiera się za pogubiony zespół

Jakkolwiek oceniać decyzję o zwolnieniu Aleksandara Vukovicia z Legii – cóż, stało się, życie musi iść dalej, nowy szkoleniowiec musi przejąć stery. Dariusz Mioduski nigdy nie słynął z logiki przy wybieraniu kolejnych trenerów, bierze ludzi z różnych parafii i myśli: co będzie, to będzie. Tak samo jest teraz. Czesław Michniewicz nie wpasowuje się w jakąkolwiek […]
21.09.2020