post Avatar

Opublikowane 25.01.2020 12:16 przez

Michał Kołkowski

Ekipa Schalke 04 Gelsenkirchen zakończyła poprzedni sezon Bundesligi na wyjątkowo rozczarowującym, czternastym miejscu w ligowej tabeli, lecz wszystko wskazuje na to, że kryzys w klubie został już na dobre zażegnany. W bieżących rozgrywkach podopieczni Davida Wagnera powrócili do czołówki i zapowiada się, że w końcowej fazie sezonu powalczą nawet o awans do Ligi Mistrzów. Na razie zajmują bowiem obiecujące, piąte miejsce w niemieckiej ekstraklasie. Jednak na powrót do gry o wymarzone mistrzostwo kraju Schalke jest chyba wciąż za cienkie w uszach. Die Königsblauen swój siódmy i zarazem ostatni tytuł zgarnęli w 1958 roku, na kilka lat przed oficjalnym sformowaniem Bundesligi. Od tego czasu dotknęła ich swego rodzaju niemoc. Tylko w bieżącym stuleciu pięciokrotnie zdarzyło się drużynie z Zagłębie Ruhry zakończyć sezon na przeklętej, drugiej lokacie. Najwyższy stopień podium pozostaje nieosiągalny.

Najbliżej ligowego triumfu było w 2001 roku. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że Schalke – z Tomaszami Hajtą i Wałdochem w składzie – przez cztery minuty miało nawet tytuł w garści. A dokładniej: cztery minuty i trzydzieści sześć sekund. Zawodnicy gratulowali sobie dobrej roboty, udzielali wywiadów i w wyobraźni już kładli dłonie na mistrzowskiej paterze. Kibice wylegli tłumnie na murawę legendarnej areny Parkstadion, rozpoczynając wielką fetę z okazji powrotu na tron.

SCHALKE WYGRA DZIŚ Z BAYERNEM? KURS: 14.50 W ETOTO!

I trudno się właściwie fanom dziwić, że odkorkowali szampany przedwcześnie. Nie czekając aż arbiter oficjalnie zakończy spotkanie w Hamburgu, gdzie Bayern Monachium – ścigający się z Schalke po mistrzowski tytuł – niespodziewanie przegrywał z miejscowym HSV i rozpaczliwie poszukiwał gola wyrównującego w doliczonym czasie gry. Sympatycy Die Königsblauen na tę chwilę euforii czekali przecież przeszło czterdzieści lat. Byli nie tylko głodni, ale wręcz wygłodniali sukcesu. A wszystkie znaki na niebie i Ziemi wskazywały, że ten sukces wreszcie nadszedł. Bawarczykom do przyklepania pierwszej lokaty w lidze wystarczał wprawdzie nawet remis z HSV, lecz gola na 0:1 stracili w dziewięćdziesiątej minucie gry. Jakie  były szanse, że uda im się z tak fatalnej sytuacji wykaraskać?

Historię ostatniej kolejki Bundesligi w sezonie 2000/01 przypominamy w ramach cyklu „Był sobie mecz”.

PRZED MECZEM

Schalke do sezonu 2000/01 przystąpiło bez mistrzowskich ambicji. Poprzednie rozgrywki ligowe ekipa z Gelsenkirchen zakończyła na trzynastej pozycji w tabeli i niewiele wskazywało na to, by Die Königsblauen mieli zanotować jakiś gwałtowny progres. Bo niby dlaczego? W latach dziewięćdziesiątych klub tylko raz uplasował się na ligowym podium, w dodatku na najniższym jego stopniu. Lata świetności Schalke przypadały na czasy zamierzchłe i nie zmienił tego nawet triumf w Pucharze UEFA 1997. Zresztą, co tu dużo mówić – skoro klub nie zdołał sięgnąć po ani jedno mistrzostwo kraju z legendarnym Klausem Fischerem na szpicy, to dlaczego miałby nagle stać się pierwszą siłą Bundesligi, strasząc rywali Émile Mpenzą i Ebbe Sandem?

Z drugiej strony – duńsko-belgijski duet napastników od początku sezonu prezentował się lepiej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Trener Schalke, charyzmatyczny Huub Stevens, w wielu spotkaniach stosował ustawienie z trójką środkowych obrońców, piątką pomocników i dwójką snajperów, a czasami decydował się na klasyczną formację 4-4-2. Drugą linię i obronę zestawiał na rozmaite sposoby, ale tandemu Sand – Mpenza starał się nie rozbijać.

– Emile grał u nas dość krótko, ale już po pierwszym treningu czułem, że gra z nim będzie mi odpowiadała – wspominał Sand. – Kiedy tak patrzę wstecz na całą moją karierę, to chemia, jaką złapałem z nim była wyjątkowa, niesamowita. Choć poza boiskiem różniliśmy się tak bardzo, jak tylko to możliwe.

Nie sposób nie napisać także o innym duecie – w defensywie Schalke wiodącą rolę odgrywali wspomnieni już Tomasz Hajto i Tomasz Wałdoch. Ten pierwszy zwykle występował w tamtym czasie jako stoper, choć zdarzało mu się też pojawiać na pozycji bocznego obrońcy. Podobnie w przypadku Wałdocha, który mnóstwo spotkań rozegrał w centrum defensywy, ale i na prawej obronie zdarzało mu się zagrać i to z całkiem niezłym skutkiem. Poza Polakami, słynnych nazwisk w kadrze rzecz jasna nie brakowało, choć trudno powiedzieć, by roiło się w składzie Schalke od gwiazd. Oliver Reck, Nico Van Kerckhoven, Radoslav Látal, Marco van Hoogdalem, Andreas Möller, Jörg Böhme, Olaf Thon, Niels Oude Kamphuis, Gerald Asamoah – wszyscy cieszyli się reputacją co najmniej solidnych ligowców, ale na starcie sezonu 2000/01 może dwa, trzy nazwiska z tej wyliczanki klasyfikowano wśród absolutnej czołówki ligowej na danej pozycji. Jedni najlepsze lata mieli już za sobą, inni dopiero przed sobą, jeszcze inni nigdy pewnego pułapu nie przeskoczyli.

Krótko mówiąc – Schalke przystąpiło do gry w Bundeslidze z chrapką na niezły wynik, ale raczej bez złudzeń odnośnie walki o tytuł. Kadra Bayernu Monachium prezentowała się znacznie bardziej okazale, a i Borussia Dortmund miała się kim pochwalić.

N/Z.: TOMASZ WALDOCH (SCHALKE) FC SCHALKE 04 - BAYER 04 LEVERKUSEN FINAL - PUCHAR NIEMIEC PILKA NOZNA BERLIN, 11/05/2002 FOT.: PRZEGLAD SPORTOWY/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Axel Springer Poland

Tomasz Wałdoch w barwach Schalke.

Jednak im bardziej sezon się rozkręcał, tym większe wrażenie robiła drużyna zmontowana przez Stevensa. Schalke zaczęło Bundesligę od trzech kolejnych zwycięstw. Najpierw 2:1 nad FC Köln, potem 4:0 z Hansą Rostock, następnie 3:0 z Energie Cottbus. W tym drugim spotkaniu hat-trickiem popisał się Mpenza, w trzecim – Sand. To musiało robić wrażenie. Niedługo potem Die Königsblauen w derbowym starciu rozsmarowali na murawie Borussię Dortmund, triumfując nad lokalnymi rywalami aż 4:0, w dodatku na obiekcie przeciwnika. Wkrótce udało się do tego dołożyć spektakularny triumf nad mocną w tamtym sezonie Herthą Berlin i zwycięstw 3:2 z Bayernem.

Schalke było w gazie. Po siedemnastu ligowych kolejkach – czyli na półmetku sezonu – znalazło się na pozycji lidera Bundesligi. Rudi Assauer, dyrektor sportowy Schalke i architekt sukcesu klubu, mógł z rozkoszą odpalić najdroższe, kubańskie cygaro.

Później jednak przyszła seria wpadek. Między dwudziestą drugą a dwudziestą szóstą serią spotkań ekipa z Gelsenkirchen nie wygrała ani jednego ligowego meczu. Przebudzenie nastąpiło dopiero 31 marca, gdy Schalke efektownym 3:0 rozprawiło się z Bayerem Leverkusen. W następnej kolejce piątkę przyjęło Kaiserslautern. Tymczasem punkty zaczął gubić przewodzący w tabeli Bayern. Drużyna dowodzona przez Ottmara Hitzfelda jednocześnie walczyła o triumf w Bundeslidze oraz Lidze Mistrzów i to niekorzystnie odbijało się na jej formie w niektórych starciach ligowych. Dlatego wyjątkowo ekscytująco zapowiadała się bezpośrednia konfrontacja obu ekip. 14 kwietnia zawodnicy Schalke wyszli na murawę Stadionu Olimpijskiego w Monachium, żeby definitywnie udowodnić, iż są drużyną wystarczająco mocną piłkarsko i mentalnie, by na poważnie włączyć się do mistrzowskiego wyścigu.

Bawarczycy wyszli na prowadzenie już w trzeciej minucie meczu. Wydawało się wówczas, że Bayern – jak to ma w zwyczaju – wyjaśni krnąbrnego pretendenta do tronu i walka o mistrzostwo Niemiec zakończy się, chciałoby się rzec, jak zwykle.

Ale wtedy do akcji wkroczył Ebbe Sand. Ustrzelił hat-tricka i przywrócić Schalke na pierwsze miejsce w ligowej tabeli.

Na pięć meczów przed końcem sezonu Schalke miało zatem autostradę do mistrzowskiego tytułu. Trzeba było po prostu trzymać fason i punktować kolejnych rywali. Najtrudniejszy egzamin Die Königsblauen zdali na piątkę z plusem, kolejny raz deklasując berlińską Herthę. Wyłożyli się jednak na najprostszym zadaniu, jakim było pokonanie Bochum. Zespołu beznadziejnego i zmierzającego wprost do 2. Bundesligi. W przedostatniej kolejce Schalke przerżnęło na dodatek VfB Stuttgart, które w tamtym czasie było niczym więcej niż ligowym średniakiem.

W efekcie na samym finiszu ligowych zmagań Bayern, który od czas porażki z Schalke wygrał wszystkie mecze ligowe, powrócił na szczyt.

MECZ

Na kolejkę przed końcem rozgrywek Schalke miało zatem trzy punkty straty do liderującego w stawce Bayernu. Sytuacja – nie oszukujmy się – niemalże opłakana. Promyczek nadziei ekipy Die Königsblauen na końcowy triumf w lidze tkwił wyłącznie w lepszym bilansie bramkowym. Drużyna z Gelsenkirchen, napędzana znakomitą skutecznością Ebbe Sanda, przed startem ostatniej serii gier ligowych miała na swoim koncie 60 strzelonych i 32 stracone bramki. 28 trafień na plusie. W przypadku Bayernu bilans prezentował się nieco gorzej: 61 goli zdobytych oraz 36 straconych. 25 goli na plusie.

Jak widać – zawodziła przede wszystkim defensywa bawarskiej ekipy, pomimo obecności fenomenalnego Olivera Kahna między słupkami. Co o tyle dziwne, że w Champions League podopieczni Ottmara Hitzfelda potrafili zachować czyste konto w starciach absolutnie najwyższego kalibru – z Manchesterem United na Old Trafford w ćwierćfinale, a także z Realem Madryt na Estadio Santiago Bernabeu w półfinale.

W trzydziestej czwartej kolejce rozgrywek Schalke podjęło przed własną publicznością SpVgg Unterhaching – zespół już niemalże pewien degradacji na zaplecze Bundesligi. Ale spotkanie nawet z tak nisko notowanym rywalem trzeba jeszcze umieć wygrać, tym bardziej, że goście nie zamierzali odpuszczać, dopóki istniały matematyczne szanse na utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ekipa z Gelsenkirchen nie zdążyła jeszcze dobrze wejść w mecz, a już po czterech minutach przegrywała 0:1. Niespełna pół godziny po starcie spotkania stadionowy zegar wskazywał zaś wynik 0:2. Prowadzenie przyjezdnych podwyższył Mirosław Spiżak. – Schalke zaczęło z nami tak, jakby zakładało, że mecz sam się wygra. Szybko prowadziliśmy 2:0, strzeliłem jednego z goli. Miałem potem doskonałą szansę na 3:0 Sądzę, że to by zamknęło sprawę – wspominał Spiżak na łamach Weszło w rozmowie z Przemkiem Michalakiem.

Rzeczywiście – niewiele brakowało, a byłoby po herbacie. Schalke przez moment spadło nawet na trzecią lokatę w tabeli.

Podopieczni Huuba Stevensa ocknęli się dopiero w końcówce pierwszej połowy. Na minutę przed przerwą do siatki trafił reprezentant Belgii, Nico Van Kerckhoven. Kilkadziesiąt sekund później wyrównującą bramkę zdobył Gerald Asamoah. Obie bramki padły dość szczęśliwie, po wielkim zamieszaniu podbramkowym. Ten przypływ dobrego fartu napompował mentalnie gospodarzy. – Wszyscy uwierzyliśmy wtedy, że jeszcze nic straconego – opowiadał urodzony w Ghanie reprezentant Niemiec.

PUCHAR UEFA GROCLIN DYSKOBOLIA HERTHA BERLIN GRODZISK WIELKOPOLSKI 15/10/2003 HUUB STEVENS FOT. PIOTR NOWAK --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Axel Springer Poland

Huub Stevens, szkoleniowiec Schalke w latach 1996 – 2002; 2011 – 12 i w 2019 roku.

Tymczasem piłkarze Bayernu bardziej koncentrowali się na nasłuchiwaniu doniesień z Gelsenkirchen niż na rozgrywaniu własnego spotkania z Hamburgiem. Kiedy dotarła do nich informacja, że Schalke przegrywa 0:2, Bawarczycy złapali już kompletny luz. I nie zdołali przywrócić właściwego poziomu koncentracji nawet wówczas, gdy doszły do nich wieści, że rywale przed przerwą wyrównali i są już tylko o krok od wyjścia na prowadzenie. – Cały czas dochodziły nas informacje o wyniku Schalke, piłkarze też źle podeszli do spotkania i za bardzo skupiali się na tamtym meczu niż swoim. Kiedy dowiedzieliśmy się, że tam jest 0:2, nasza gra całkowicie siadła. Przypominaliśmy muchy w smole – gorzko przyznał Uli Hoeness.

A przecież HSV w 2001 roku to nie była jakaś ekipa cieniasów. W środku pola groźny Stig Tøfting, w defensywie twardy Tomáš Ujfaluši, na skrzydle dynamiczny Mehdi Mahdavikia. Było kim pograć. Na dokładkę rozgrywający sezon życia Sergej Barbarez – bośniacki napastnik, walczący o tytuł króla strzelców Bundesligi. Takiej ekipy nie należało lekceważyć, tymczasem gwiazdy Bayernu – na czele z ospałym Giovane Elberem i niechlujnym Mehmetem Schollem – ewidentnie przechodziły obok meczu.

Z drugiej strony – czym się mieli zamartwiać monachijczycy, skoro znaleźli tak wiernego sojusznika w Unterhaching? Skazywani na pożarcie przyjezdni w siedemdziesiątej minucie meczu znowu wyszli na prowadzenie. Zdawało się wówczas, że mistrzowskie aspiracje Schalke zostały definitywnie pogrzebane. Tymczasem to był dopiero początek wielkich emocji.

Gospodarze znowu wykorzystali krótki moment kompletnej dekoncentracji przeciwników i ponownie wpakowali im dwie bramki w odstępie minuty. Oba trafienia – zresztą nieprzeciętnej urody – zanotował na swoim koncie Jörg Böhme. Z ekipy Unterhaching wówczas ewidentnie zeszło już powietrze. W samej końcówce spotkania piąte trafienie dla Schalke zdobył niezawodny Ebbe Sand i zawodnikom Die Königsblauen nie pozostało już nic innego, jak tylko nasłuchiwać wieści z Hamburga. Oni swoje zrobili. Reszta nadziei na sukces tkwiła już wyłącznie w ambicji i skuteczności piłkarzy HSV. Przypominało to trochę czekanie na cud, ale przecież w futbolu cuda czasami się zdarzają.

Ottmar Hitzfeld chyba czuł pismo nosem, bo rzadko kiedy widywało się szkoleniowca Bayernu tak nerwowego jak podczas starcia z HSV. Szkoleniowiec bawarskiej drużyny miał złe przeczucia odnośnie końcówki spotkania.

Nie podobało mu się, że sędzia anulował bramkę Carstena Janckera, która uspokoiłaby sytuację w Hamburgu. Nie podobało mu się, że Schalke przegrywało najpierw 0:2, potem 2:3, a jednak jakimś cudem zdołało zwyciężyć. Nie podobało mu się, że jego podopieczni mają coraz większe problemy z utrzymaniem się przy piłce, a kibice gospodarzy z minuty na minutę podkręcają doping, marząc o tym by to ich ulubieńcy wytrącili Bayernowi tytuł z rąk. Nie podobało mu się, że zaczyna się doliczony czas gry, a Marek Heinz – ofensywny pomocnik HSV – ma na skrzydle tyle miejsca do dośrodkowania. Nie podobało mu się, że Sergej Barbarez, którego zachowania tak długo analizowali na taktycznej odprawie, nie tylko nie został odcięty od podania, ale wygrał pojedynek główkowy na siódmym metrze.

Nie spodobało się wreszcie Hitzfeldowi, że piłka po strzale głową Barbareza wpadła do siatki Bayernu, poza zasięgiem bezradnego Kahna.

Szokująco wspaniałe wieści szybko dotarły do Zagłębia Ruhry. – Trudno nawet opisać to, co się wówczas działo- wspomina Spiżak. – Schowałem się w szatni, byłem zły, że spadliśmy. Na murawie już świętowanie, piłkarze i kibice Schalke czuli się mistrzami Niemiec.

Huub Stevens i Rudi Assauer próbowali utrzymać spokój wśród swoich podopiecznych, ale sami też szybko stracili nad sobą panowanie. Adrenalina związana z nieoczekiwanym zwrotem akcji w Hamburgu była zbyt wielka, żeby zachować zimną krew. Wreszcie sędzia zakończył spotkanie na Parkstadion, a po chwili do Gelsenkirchen dotarła też wiadomość, że Markus Merk zagwizdał po raz ostatni w starciu HSV z Bayernem. Wówczas już nikt nie był w stanie zahamować zupełnie zwariowanej euforii. – Byłem niesamowicie podniecony – przyznał Andreas Müller, pomocnik Schalke. – Byłem skłonny pojechać do Hamburga z miejsca i stawiać tam drinki wszystkim chętnym w lokalnych barach.

– Myślałem, że to absolutny koniec – opowiadał Uli Hoeness.

BAYERN ZREMISUJE DZIŚ Z SCHALKE? KURS: 8.00 W ETOTO!

Piłkarze Bayernu byli jednak większymi optymistami od Hoenessa. Kiedy na murawie Parkstadionu panowała już dzika, mistrzowska feta, monachijczycy… wciąż grali. Z całych sił walczyli o odrobienie straty. Informacja, jakoby spotkanie w Hamburgu się skończyło była po prostu nieprawdziwa. W 2001 roku nie każdy kibic obecny na stadionie miał w kieszeni telefon komórkowy, o dostępie do Internetu nie wspominając. Gdy lawina radości ruszyła, żaden głos rozsądku nie był już w stanie jej powstrzymać komunikatem w stylu: „Ej, oni jeszcze grają”. Tymczasem w szóstej minucie doliczonego czasu gry Bayern dostał od zawodników HSV prezent. Mathias Schober – bramkarz hamburskiej ekipy, wypożyczony do niej… z Schalke – złapał podanie od własnego obrońcy. Markus Merk podyktował rzut wolny pośredni dla bawarskiej ekipy. W tym momencie transmisja starcia została wyświetlona na stadionowym telebimie w Gelsenkirchen. Kiedy kibice spostrzegli, co się właśnie w Hamburgu święci, ich radość natychmiastowo przygasła.

W pole karne rywali popędził sam Oli Kahn. Znany z furiackiego usposobienia golkiper chciał nawet sam uderzać z rzutu wolnego, ale został szybko spacyfikowany przez nieco bardziej opanowanych partnerów. Do piłki podszedł Stefan Effenberg, który miał przy sobie szczęśliwą monetę, podarowaną mu przez trenera Hitzfelda. Nie mógł jednak uderzyć na bramkę, więc wystawił futbolówkę Patrikowi Anderssonowi.

Ten huknął na siłę, na wiwat, licząc na łut szczęścia. Nie przeliczył się – futbolówka znalazła lukę w gąszczu nóg i wpadła wprost do siatki. – Zawsze byłem odpowiedzialny za wykonywanie rzutów wolnych, gdy zachodziła konieczność kopnięcia na siłę. Nie zawsze wpadało, ale tego dnia miałem szczęście. To jeden z najszczęśliwszych momentów w moim życiu.

Niespełna pięć minut trwała mistrzowska feta Schalke.

– Futbol jest niesprawiedliwy. Od dziś nie wierzę w Boga – powiedział kilka godzin później Rudi Assauer. Charyzmatyczny działacz nazywany był w tamtym czasie największym macho niemieckiego futbolu, ale w szatni płakał wraz z piłkarzami.

PO MECZU

Kibice i zawodnicy Schalke wprost nie mogli uwierzyć w to, co ich spotkało. Gorycz rozczarowania była niemalże niemożliwa do przełknięcia. – Na stadionie podano informację, że zakończył się też mecz w Hamburgu i jesteśmy mistrzami – wspominał Tomasz Wałdoch w rozmowie z TVP Sport. Polski obrońca nabawił się kontuzji w trakcie decydującego spotkania i większą część meczu śledził na ekranie. – Tłumy na murawie, część zawodników zlanych szampanami już zaczynało udzielać wywiadów. Ja w tym czasie nadal byłem w szatni i wraz z masażystami wpadliśmy sobie w objęcia. W tym czasie przybiegł do nas bramkarz Oliver Reck i powiedział, abym nie wychodził do dziennikarzy, bo Bayern wcale nie skończył jeszcze swojego meczu. Chwilę później padł gol i wszystko prysło jak bańka mydlana.

– Jeszcze dziś ciężko wspominać te momenty. Wszystkim nam było po prostu strasznie przykro, wielu zawodników płakało. Dla niejednego z nas to miał być największy sukces w karierze – dodał Wałdoch.

Za rozpowszechnienie fałszywej informacji o zakończeniu meczu w Hamburgu odpowiedzialny był między innymi komentator Rolf Fuhrmann. – Miałem Andreasa Müllera przed kamerą, zapytał o sytuację w meczu Bayernu. Zapytałem jeszcze raz, w słuchawce usłyszałem, że mecz został zakończony. Przekazałem Müllerowi tę informację. Byłem stu procentach przekonany, że Schalke już zostało mistrzem Niemiec.

FC-Schalke-04-SpVgg-Unterhaching-5-3-2

Smutek kibiców Schalke po meczu. (fot. Die Welt)

– Ten mecz to piekło – stwierdził Ebbe Sand w rozmowie z klubową telewizją. Marco van Hoogdalem opowiadał: – Ławki, szafki, drzwi, ekrany. W naszej szatni nic nie zostało w jednym kawałku. Dobrze, że klub nie wystawił nam za to rachunku.

Niemieckie media określiły Schalke mianem: „Meister der Herzen”.

Na osłodę zawodnikom i kibicom Schalke pozostał triumf w Pucharze Niemiec. Ekipa Huuba Stevensa zwyciężyła 2:0 z Unionem Berlin i zaklepała pierwsze krajowe trofeum od 1972 roku. Ale nie ma co ukrywać, że dublet smakowałby zupełnie inaczej. Z kolei Bayern kilka dni później poszedł za ciosem. 23 maja 2001 roku na San Siro w Mediolanie bawarska ekipa zremisowała 1:1 z Valencią CF w finale Ligi Mistrzów, ale zdołała zapewnić sobie najcenniejsze europejskie trofeum po serii rzutów karnych. W hiszpańskiej drużynie fenomenalnie spisywał się bramkarz, Santiago Cañizares, ale Oliver Kahn też swoje zrobił i koniec końców piłkarze Bayernu okazali się skuteczniejszymi egzekutorami jedenastek. Choć pomylił się między innymi bohater ligowego finiszu, Patrik Andersson.

Dla monachijczyków sezon 2000/01 okazał się zatem swoistym odkupieniem za sytuację sprzed dwóch lat, gdy w dramatycznych okolicznościach wypuścili oni z rąk triumf w Champions League na rzecz Manchesteru United. – Wyciągnęliśmy właściwe wnioski z tamtej porażki – tłumaczył Hitzfeld. – Zahartowało nas to doświadczenie i w kolejnych latach potrafiliśmy je obrócić na naszą korzyść.

Schalke jeszcze kilka razy szwendało się w okolicach mistrzowskiego tytułu, ale aż tak blisko sukcesu Die Königsblauen już nigdy się nie znaleźli. Nie może dziwić, że kiedy tylko sędzia Merk pojawi na stadionie Schalke, zawsze kończy zelżony i oblany piwem.

Zresztą, czy w ogóle można być bliżej mistrzostwa niż oni w sezonie 2000/01 i ostatecznie go nie zdobyć?

MICHAŁ KOŁKOWSKI

BAYERN POKONA DZIŚ SCHALKE? KURS: 1.19 W ETOTO!

Fot. NewsPix.pl

etoto

***
„Był sobie mecz” to nowy cykl na Weszło, w którym będziemy wraz z ETOTO wspominać pamiętne mecze z historii futbolu. Czasami ze szczegółami opiszemy starcia takie jak to wyżej opisane, o którym mówił cały świat. Czasami zajrzymy na polskie podwórko i przypomnimy starcie, o którym wielu kibiców już zdążyło zapomnieć. Niemniej gwarantujemy, że zawsze będzie ciekawie.

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Anglia
08.04.2020

Zaplecze Premier League może zostać wysadzone w powietrze

795,5 miliona funtów – to przychód wszystkich klubów Championship za sezon 2018/19. W tym samym okresie te same kluby z tej samej Championship przeznaczyły na wypłaty dla zawodników w sumie aż 854,8 miliona funtów. Co tu dużo mówić, zaplecze angielskiej ekstraklasy stało się jedną z najbardziej przepłaconych lig piłkarskich w Europie. Tamtejsze zespoły, marzące o […]
08.04.2020
Weszło
08.04.2020

Radomiak bez stypendiów miejskich. Czy to oznacza upadek?

Od dłuższego czasu zastanawialiśmy się, jak w obliczu koronawirusa poradzą sobie finansowo polskie kluby. Spory znak zapytania stawialiśmy zwłaszcza przy tych, które w dużej mierze żyły na garnuszku miejskim. Wiadomo było bowiem, że miasta będą miały w najbliższym czasie nieco inne problemy na głowie. Wygląda na to, że jako pierwszy w poważne kłopoty może wpaść […]
08.04.2020
Weszło
08.04.2020

„Podziękuję piłkarzom i wypiję z nimi flaszkę”, czyli niższe ligi w czasach wirusa

Wiemy, że kryzys związany z koronawirusem odbije się na klubach Ekstraklasy i pierwszej ligi. Widzimy przecież, co się działo i dzieje w Arce, Bełchatowie, Lechii, prezes Śląska mówił w wywiadzie dla nas, że będzie wyzwaniem zebranie odpowiedniej liczby zespołów na poziomie centralnym. Nie jest różowo, zdecydowanie. Ale skoro problemy ma góra piramidy, to co musi […]
08.04.2020
Weszło
08.04.2020

Klasyczny Mourinho. Najpierw pomógł starszym, teraz złamał rządowe zalecenia

Pamiętacie jeszcze historię o tym, jak Jose Mourinho błysnął obywatelską postawą i dostarczał starszym osobom zakupy? Sporo było nad Portugalczykiem zachwytów, sporo było też pochwał – zupełnie rzecz jasna zasłużonych. Problem w tym, że o ile wtedy „The Special One” ocieplił swój wizerunek, tak teraz zdecydowanie go pogorszył. A to za sprawą fotek zrobionych mu […]
08.04.2020
Weszło Extra
08.04.2020

Do dziś mam w domu ofertę nowej umowy z Evertonem, którą odrzuciłem

Mateusz Taudul nie skończył jeszcze siedemnastu lat, gdy w 2011 roku wyjechał z MSP Szamotuły do Evertonu. Jego historia jest jednak dowodem, że wczesne opuszczenie Polski, bez debiutu w seniorskiej piłce, to bardzo duże ryzyko, bo można wrócić z niczym. Gdyby kilka spraw ułożyło się szczęśliwie, być może dziś miałby przynajmniej kilka meczów na ławce […]
08.04.2020
Weszło
08.04.2020

QUIZ. Na kim zarobiły kluby Ekstraklasy?

Zimą ustanowiono nowy rekord transferowy Ekstraklasy. Choć Mariusz Piekarski odgraża się, że niedługo pobije go Michał Karbownik, koronawirus może namieszać na rynku do tego stopnia, że wielkie kwoty dalej będą dla polskich klubów nieosiągalne. W ramach kolejnej odsłony naszych quizów przygotowaliśmy więc, tak dla odświeżenia pamięci, zestawienie najwyższych transferów wychodzących w dotychczasowej historii naszej ligi. […]
08.04.2020
Weszło
08.04.2020

Jak piłkarz ma się zgodzić na obniżkę, gdy od stycznia nie dostaje pensji? 

– Trzeba piłkarzy zrozumieć – jak ma się zgodzić na obniżkę, skoro od stycznia nie dostaje pensji? Dlaczego wcześniej klub nie płacił, skoro np. dostał transzę z Canal+ lub od sponsorów? I niech najpierw zapłaci to, z czym zalega, wtedy można rozmawiać dalej – mówi Euzebiusz Smolarek, który prężnie działa w temacie obniżek kontraktów. Z […]
08.04.2020
Weszło
08.04.2020

Facet czyta „365 dni”, odcinek 6: You Can Dance na festiwalu w Wenecji

– Jedyne, co irytuje mnie w naszej sytuacji, to fakt, że grozi mojej rodzinie – Laura Biel mocno rozpoczyna dziewiąty rozdział książki. Mocno, bo wcześniej, o czym wam nie pisałem, widziała jak don Massimo wykonał egzekucję. Na terenie swojej wyczesanej willi ot tak po prostu strzelił komuś w łeb. Z zimną krwią, bez mrugnięcia okiem. […]
08.04.2020
Kanał Sportowy
08.04.2020

Smokowski i jego TOP10 zaskakujących transferów polskich piłkarzy

 Z Sokoła Tychy do bramki Feyenoordu? Polak bez choćby minuty w reprezentacji – nie licząc U-18 – z miejscem w szalonym gangu Wimbledonu? W historii polskiej piłki nie brakowało transferów szokujących. Tomasz Smokowski zaprasza na TOP10 najbardziej zaskakujących zmian barw, których bohaterami byli polscy piłkarze.
08.04.2020
Bukmacherka
08.04.2020

Bramki po przerwie w Nikaragui? Można na typ zarobić!

Mamy tu fanów nocnych rozgrywek w Nikaragui? Z pewnością! Dlatego też sprawdzamy, co legalny bukmacher Superbet przygotował dla tych, którzy chcą zarobić na tej egzotycznej lidze. Na tapet bierzemy dwa pierwsze spotkania, na które mamy naprawdę niezłe kursy! Sprawdźcie naszą analizę! Managua FC – Ocotal Ostatnie mecze bezpośrednie: PRWWW Poprzednie spotkania Managui: RRWWW Ostatnie mecze […]
08.04.2020
Weszło
08.04.2020

Szturm na I ligę zakończony pod Tobrukiem i Monte Cassino

Czarni, Hasmonea, wreszcie najsłynniejsza i najmocniejsza Pogoń Lwów. Miasto Górskiego, Kuchara i Matyasa, legend polskiej piłki. Potężna i piękna historia, ośrodek kultury i sztuki. O Polakach we Lwowie, o lwowskim futbolu, lwowskich trenerach, działaczach i mecenasach sportu napisano dziesiątki książek, setki publikacji. Ale tuż za miedzą wyrastała inna potężna ekipa, która miała wszystko, by w […]
08.04.2020
Bukmacherka
08.04.2020

Walka o finał Pucharu Białorusi w Brześciu. Dynamo znów ogra Szachcior?

Przed nami pucharowe emocje! W środę zwykle pisaliśmy to przy okazji meczów Ligi Mistrzów, ale dziś nie mamy takiego przywileju. Chętnie obejrzymy natomiast spotkania na Białorusi, gdzie rozegrane zostaną półfinału pucharu kraju. W jednym z nich obejrzymy powtórkę z niedawnego starcia o Superpuchar Białorusi pomiędzy Dynamem Brześć i Szachciorem Soligorsk. Sprawdź ofertę legalnego bukmachera eWinner […]
08.04.2020
Weszło
08.04.2020

„Wielu się cieszyło, że przez kontuzję nie pojechałbym na EURO”

W środowej prasie kilka ciekawych wywiadów. Dawid Kownacki opowiada o kryzysie formy, hejcie ze strony kibiców i dorastaniu jako facet. Sergiu Hanca rozwija wątki dotyczące pomagania. Marcin Animucki przedstawia scenariusze dotyczące dokończenia sezonu w Ekstraklasie. Do tego rozmowa z prezesem Dolnośląskiego ZPN i dosadne opinie Henryka Wawrowskiego na temat postawy wielu piłkarzy w czasie pandemii. […]
08.04.2020
Bukmacherka
08.04.2020

Czym jest bezpieczny zakład? Czyli kupon z kołem ratunkowym

Koło ratunkowe u bukmachera? Tak, to możliwe. Bezpieczny zakład to opcja, dzięki której możemy wygrać nawet z jednym pudłem na kuponie. Jak obronić się przed największą zmorą graczy? Wystarczy spełnić określone warunki i postawić bezpieczny zakład. Nasz poradnik wyjaśni wam, o co konkretnie chodzi oraz jak skorzystać z tej opcji. Czy warto stawiać bezpieczny kupon? […]
08.04.2020
Bukmacherka
08.04.2020

Mistrz Tadżykistanu wraca do gry!

Do grona lig, które możemy śledzić w tych trudnych dla kibica czasach, dołączyła ekstraklasa w Tadżykistanie. W środku tygodnia do gry wraca mistrz kraju, Istiqlol Dushanbe. W pierwszej kolejce krajowy potentat zmierzy się z beniaminkiem rozgrywek, a my możemy na tym nieźle zarobić w BETFAN! Dushanbe 83 – Istiqlol Dushanbe Derby Dushanbe to coś, na […]
08.04.2020
Bukmacherka
08.04.2020

BATE w drodze po Puchar Białorusi? Wysokie kursy w Totolotku!

Białoruski futbol nie zwalnia! Po emocjach ligowych w weekend, tym razem czekają nas starcia w Pucharze Białorusi. O krajowe trofeum walczą już tylko cztery zespoły, wśród których znajdziemy BATE Borysów. Faworyt rozgrywek będzie miał szansę odegrać się na Sławiji Mozyrz za niedawną ligową porażkę. Co warto postawić w meczu BATE? Sprawdźcie sami! Sławija Mozyrz – […]
08.04.2020
Weszło
07.04.2020

Lewandowski: Piłkarze też łapią się na tym, że brakuje futbolu w telewizji

– Moim zdaniem i według informacji, które do nas dochodzą, bardzo prawdopodobne jest to, że Bundesliga wróci w maju. W pierwszym lub drugim tygodniu. Mecze mają być raz w tygodniu, to rozciągnie się na maj i czerwiec. Nie wiem jak Liga Mistrzów, to wiele krajów i dużo większa logistyka. W Niemczech nie ma przeludnienia w […]
07.04.2020
Kanał Sportowy
07.04.2020

Hejt Park – niepełnosprawni sportowcy gośćmi Michała Pola

Od kilku tygodni Hejt Park na Kanale Sportowym przyspiesza, przyspiesza i nie zamierza zwalniać. Tym razem gośćmi Michała Pola byli niepełnosprawni sportowcy – Wojciech Makowski i Jakub Popławski. Panowie mieli dużo do powiedzenia, przedstawili mnóstwo kapitalnych historii, ale też zaprezentowali sporą dawkę niezłego humoru. Dodatkowo program uświetniło łącznie z Robertem Lewandowskim. Taki jest urok tego […]
07.04.2020