Jedyny długofalowy plan polskiej piłki: upadek
Blogi i felietony

Jedyny długofalowy plan polskiej piłki: upadek

Kiedyś byłem zdania, że polscy piłkarze wyjeżdżają z Ekstraklasy za szybko. Myślałem sobie: jedziesz, chłopie, a zagrałeś jedną przyzwoitą rundę i co, sądzisz, że podbijesz Europę? Siedź na dupie, zrób na przykład króla strzelców i dopiero wówczas szukaj szczęścia za granicą. No, ale teraz myślę inaczej. Zachęcam wszystkich do wyjazdu. Jak najszybszego.

Z prostego powodu: dla takiego piłkarza to żadne ryzyko. Absolutnie żadne. Załóżmy, że wyjeżdża taki gość obojętnie gdzie, nie idzie mu tam, siedzi na ławce albo na trybunach, po trzech miesiącach już widać, że to nie będzie to. Jego klub wypożycza go do innej zagranicznej drużyny, tam też jest średnio na jeża, nawet jeśli początek był udany (tak często bywa). Zwiedził więc facet dwie przeciętne zagraniczne ekipy, ale widzi, że za wysokie progi i po roku-dwóch latach chce wracać do Polski.

Wraca… i co?

No nic. Ma cały czas taką samą pozycję jak przed wyjazdem. Nieważne, że nie jest już „młodym talentem”, u nas będzie nim przecież do skończenia 26. roku życia. Nieważne, że Europa na poziomie skrajnej przeciętności go zweryfikowała – u nas będziemy liczyć, że gość pomoże w pucharach właśnie z drużynami z tej klasy. Bo przecież w Ekstraklasie wciąż będzie dobry, wciąż co parę kolejek wrzuci asystę albo gola.

W naszej lidze czas stoi. Możesz wyjechać, zniknąć z radarów na dwa lata, wrócić i znów być królem. Dlatego powtórzę: dla tych chłopaków to żadne ryzyko.

A co jeśli Europa cofnie ich w rozwoju i po powrocie nawet u nas nie będą trząść ligą? Nie ma znaczenia. Facet ma nazwisko i zanim zjedzie na poziom pierwszej ligi, potrzeba będzie trzech klubów i trzech sezonów, by Ekstraklasa na dobre go zweryfikowała. To jest masa czasu, którą można jednak w nieskończoność przedłużać, jeśli chłopak się „zepnie” i co sezon da dwie bramki plus dwie asysty.

Tak więc jeźdźcie. Najwyżej wrócicie, a liga was przyjmie jak synów marnotrawnych.

To z perspektywy piłkarza, natomiast nie mogę się zgodzić z tezą, że z perspektywy ligi to nie jest śmieszne, bo znajdujemy się na początku łańcucha pokarmowego i z Belgii, Szwajcarii, Szkocji i tak dalej też chcą wyjeżdżać. Oczywiście, każdy wolałby grać w La Liga czy Premier League niż w tej przykładowej Belgii, ale różnica jest ogromna. Tam, jeśli jesteś tym mitycznym młodym talentem, dwa razy się zastanowisz czy jest sens odchodzić do Granady, czy lepiej zostać, zwrócić na siebie uwagę Anderlechtu czy Brugii, pograć – z sensem – w Europie i dopiero potem jechać. U nas nie byłoby nawet chwili zawahania tylko sru, wyjazd, bo dostanę pięć minut i na pewno, ale to na pewno walnę bramkę z Realem.

Poza tym jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że solidni piłkarze – z nadziejami na coś więcej – tych średnich lig, będą mieli ochotę zamieniać swojego obecnego pracodawcę na Kazachstan, Bułgarię czy drugą ligę turecką. A u nas wiemy, że tak się dzieje.

W blisko czterdziestomilionowym kraju środka Europy nie ma żadnych piłkarskich perspektyw, ¾ kontynentu proponuje większe, a my staramy się przekłamywać rzeczywistość – to jest biznes, większe pieniądze są gdzie indziej, każdy by pojechał.

Tak, większe pieniądze są gdzie indziej, bo też ta liga sama do tego doprowadziła. Paląc przyzwoitymi środkami w kominku wcześniej, niszcząc swoje europejskie współczynniki, tracąc tym samym zainteresowanie mediów i przede wszystkim sponsorów. Gdy mieliśmy dwie drużyny na wiosnę Ligi Europy, wydawało się, że to pójdzie do przodu, gdy Legia weszła do Ligi Mistrzów i nie dała plamy, też można było mieć nadzieje. Ale to wszystko zostało totalnie rozpieprzone i zanim odbudujemy tutaj cokolwiek, miną lata (choć na razie ta odbudowa nawet nie jest na linii startu).

Na dziś jest jedyny długofalowy plan polskiej piłki: upadek.

KOMENTARZE (24)