Kto uratuje Napoli? Raczej nie Gattuso. Degrengolada trwa w najlepsze
Włochy

Kto uratuje Napoli? Raczej nie Gattuso. Degrengolada trwa w najlepsze

Lista rzeczy solidniejszych od defensywy Napoli? Zamek z piasku na brzegu morza. Szałas w trakcie huraganu. Domek z kart układany motorówce. Jeśli Gennaro Gattuso miał tchnąć w tę drużynę ducha walki, to trochę mu to nie wyszło. Znacznie lepszym ratownikiem okazał się Giuseppe Iachini, który wywiózł spod Wezuwiusza trzy punkty i odniósł trzecie zwycięstwo z rzędu. W Neapolu natomiast nie zgadza się nic – ani wyniki, ani zaangażowanie, ani styl.

Skoro latem wydajesz 72 miliony euro na wzmocnienie linii obrony, możesz oczekiwać, że załatasz wszystkie luki i zamkniesz drogę do własnej bramki. Możesz, a nawet masz prawo, tak jak masz prawo być wściekłym, kiedy twoja defensywa robi to, co odstawiają w tym sezonie piłkarze Napoli. W ilu ligowych meczach udało im się zachować czyste konto? W czterech. Na dwadzieścia. Średnio 18 baniek za jedno spotkanie bez straconej bramki.

Defensywa klubu z Neapolu sypie się pod każdym względem. Nie dość, że nie idzie jej na boisku, to jeszcze jest poważnie osłabiona – aż czwórka obrońców ekipy Gattuso przebywa na L4. Mimo to, zwłaszcza po wygranej w Pucharze Włoch, kibice mieli prawo oczekiwać, że zmiana szkoleniowca w końcu ruszyć coś w grze ich zespołu. Ale Napoli może i zmieniło trenera, tylko że Gattuso idzie, jak wiadomo komu w deszcz. Pięć meczów ligowych, cztery porażki. Tym razem komplet punktów z Neapolu wywiozła Fiorentina.

Jaki to był mecz? Jednym słowem – ciężkostrawny. W pierwszych minutach mógł go jeszcze uratować Arkadiusz Milik, bo Polak był o kilka centymetrów od przepięknego trafienia nożycami. Na jego nieszczęście w bramce Fiorentiny stał Bartłomiej Drągowski, który popisał się równie efektowną interwencją. Nie uratował i – co jest bardzo wymowne – była to najlepsza akcja Napoli w tym spotkaniu.

Ekipa Gattuso od początku prosiła o jakiegoś frajerskiego gola, który wpasowałby się w trend ostatnich popisów piłkarzy w błękitnych koszulkach. Pierwsza próba? Po główce Luperto piłka trafiła w rękę Allana. Sędzia skorzystał z pomocy VAR-u, ale mimo że Brazylijczyk machał łapami jak na pływalni, jedenastki nie podyktował. Ale kiedy kilka chwil później Federico Chiesa zdecydował się na strzał „z czuba” wątpliwości już nie było – 1:0 dla gości. Neapolitańczykom upiekło się jednak chwilę później. Najpierw Ospina wyciągnął strzał rywali z linii, potem Cutrone trafił do siatki, ale ze spalonego. Wyrok udało się więc odroczyć.

Nie udało się natomiast nic więcej, bo Napoli zwyczajnie nic nie wpadało. Callejon dostał podanie na piątkę od Ruiza? Strzelił obok słupka. Insigne miał szansę przymierzyć? No to przymierzył, ale trafił w obramowanie bramki Drągowskiego. Swoją drogą, OptaPaolo podaje, że to już 15 strzał w słupek lub poprzeczkę w wykonaniu piłkarzy spod Wezuwiusza w tym sezonie, co jest drugim najwyższym wynikiem w Europie. Biednemu to zawsze wiatr w oczy…

Wracając do meczu, warto pochwalić Ospinę, który po niedawnej wpadce naprawdę ładnie się zrehabilitował. Po zmianie stron w kapitalnym stylu wyjął strzał Chiesy z 10 metrów. Problem w tym, że jego ślady nie poszli koledzy, dlatego w końcu Kolumbijczyk skapitulował po strzale z dystansu Vlahovica. Od tego momentu gra siadła już tak, że mogliśmy bez wyrzutów sumienia wyłączyć telewizor. Polak mądry po szkodzie, bo jednak do końca czekaliśmy na jakieś fajerwerki i zmarnowaliśmy 15 minut życia.

No właśnie, skoro już o Polakach, jak spisał się nasz tercet? Zacznijmy od Piotra Zielińskiego, bo on jako jedyny nie dotrwał do 90 minuty. Niestety zasłużenie, bo choć Piotrek zapisał na swoim koncie dwa całkiem niezłe strzały, to grał dziś naprawdę fatalnie. 62% celnych podań, 20 strat, 0 udanych dryblingów – te liczby wystarczą, nie będziemy się nad nim pastwić. Milik? Poza kapitalnym strzałem zrobił niewiele, bo i niewiele mógł. Napoli w ofensywie było dziś mocno pokraczne. Dlatego też Drągowskiego można pochwalić głównie za wspomnianą wcześniej interwencję po strzale rodaka. Poza tym był solidny, ale nie musiał wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności.

Podsumowanie tego spotkania i dyspozycji Napoli? Pierwsze – zbliżenie na płaczącego młodego kibica, który ma już dość oglądania popisów tych pozorantów. Drugie – jedyny moment ożywienia trybun, czyli ostatnia minuta gry i niemiłosierne gwizdy. Gospodarze już chyba nawet nie łudzą się, że zdołają powalczyć o europejskie puchary. I prawdę mówiąc my też, bo światełka w tunelu nie widać.

Napoli – Fiorentina 0:2

Chiesa 26′, Vlahović 74′

fot. NewsPix

KOMENTARZE (9)