Transfer niskiego ryzyka. Hebert wypożyczony do Wisły
Weszło

Transfer niskiego ryzyka. Hebert wypożyczony do Wisły

Za dobrze to w tabeli nie wygląda, ale Wisła podejmuje rękawicę. Było jasne, że z jesiennym składem nie ma szans na utrzymanie, było jasne, że drobne korekty nie wystarczą, tylko potrzeba konkretnych wzmocnień – takim ma być Hebert, który w polskiej lidze już kiedyś jakość pokazał, a przychodzi na najbardziej  newralgiczną dla Białej Gwiazdy pozycję.

Heberta wszyscy znamy z Piasta Gliwice, w którym spędził cztery lata na środku obrony, rozgrywając po drodze 117 ligowych spotkań. Na pewno nie będzie potrzeba gadać o żadnej aklimatyzacji, poznawaniu ligi – nie, Hebert wie z czym to się je, wie że tu piłka więcej czasu spędza w powietrzu niż na ziemi, wie że są mecze, podczas których więcej pracy mają łokcie niż nogi – co więcej, do tej roboty jest skrojony, to silne, wielkie chłopisko.

Język polski też nie jest mu obcy.

W Piaście miał mocną pozycję. Od momentu, w którym odważnie i zdecydowanie postawił na niego Angel Perez Garcia, grał zawsze, gdy tylko był zdrowy i nie musiał wisieć za kartki. W sezonie 14/15 stracił pierwszych kilka kolejek – niejasna była jego sytuacja, wrócił do Bragi – ale jak wskoczył do składu w trzynastej kolejce, tak nie zszedł już ani na minutę. Następny sezon to historia: wicemistrzostwo Polski, gra o tytuł z Legią do ostatniej kolejki. Tamtą kampanię pamiętamy najbardziej przez pryzmat Vacka, Nespora, kapitana Murawskiego, ale wymowne: Hebert nie zagrał wtedy w lidze tylko w dwóch meczach, oba Piast przegrał, tracąc w nich siedem bramek.

Następny rok, gdy apetyty w Gliwicach wzrosły, był słabszy, skończyła się tendencja wzrostowa, w końcu grudniu 2017 wyjeżdżał jako jeden z firmujących piętnastą defensywę Ekstraklasy. I, jasne, nie będziemy przesadzać i udawać, że był gwiazdą ligi, zdarzały mu się obcinki, złe decyzje, prokurowanie karnych, objechał go kiedyś jak dzieciaka Peszko, Latal miał do niego zastrzeżenia, ale jednak nie ma też co go deprecjonować. To nie był szrot ani ogórek. Chłop waleczny, dobry duch szatni – kogoś takiego potrzebuje teraz Wisła.

Oczywiście jeśli Hebert jest tamtym Hebertem, bo minęły dwa lata, a to w futbolu potrafi być sporo. Kierunek transferowy wybrał osobliwy, bo Jef United Chiba z drugiej ligi japońskiej – pewne miejsce w składzie stracił tam całkiem szybko, bo po trzech miesiącach, a już wcześniej był próbowany choćby na lewej stronie. Klub do najmocniejszych nie należał, raczej dół stawki, a Hebert też grywał w kratkę, raczej nieregularnie, choć oddajmy, że do Wisły przychodzi akurat raczej nie z dna ławki, bo na finiszu przygody w Japonii w ostatnich siedmiu meczach zagrał.

Niemniej łącznie na 84 możliwe spotkania, przez dwa sezony w JLeague2 zagrał 42 razy. Bez szału.

Screen Shot 01-18-20 at 06.58 PM

Hebert zostaje do Wisły wypożyczony na pół roku, czyli typowy zadaniowiec. Gra o utrzymanie nie jest mu obca, wie jakie to ciśnienie, więc i to jest atutem. Z której strony by nie patrzeć, transakcja z gatunku: niskie ryzyko, spora szansa zwrotu.

A zresztą, każdy transfer, który posyła Janickiego głębiej na ławkę, jest dla Wisły Kraków na wagę złota.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (9)