Dawid po raz siódmy!
Inne sporty

Dawid po raz siódmy!

Dawid po raz siódmy! Jak już idzie, to na całego. Dawid Kubacki nie tylko wygrał drugi w sezonie – i trzeci w karierze – konkurs Pucharu Świata, ale również po raz siódmy z rzędu stanął na jego podium. Piękna statystyka, prawda? Tak się składa, że takiego osiągnięcia nie mieli nawet Kamil Stoch i Adam Małysz. Trzymamy kciuki, aby trzeci z królów Polski, odpalił kolejne petardy również podczas jutrzejszych zawodów.

Po ostatnim weekendzie skoków w Predazzo, po mieście chodziły słuchy, że wielki dominator – Ryoyu Kobayashi, się zwyczajnie skończył. No bo jak to tak, dwa konkursy z rzędu bez miejsca w pierwszej dwudziestce? Niebywałe. Co prawda, niektórzy objęli inne stanowisko: Japończyk nie przepada za normalnymi skoczniami, stąd słabe wyniki. Po tym jak wygrał dwie serie treningowe i kwalifikacje w Titisee-Neustadt, ten scenariusz wydawał się być znacznie bliższy prawdy. Kobayashi na niemieckim obiekcie celował więc w czołówkę.

Podobne plany miał na pewno Dawid Kubacki, który stanął przed szansę na zajęcie siódmej z rzędu lokaty w pierwszej trójce. Jak wspomnieliśmy, nie udało się to innym wybitnym polskim skoczkom, którzy w swojej szczytowej formie zdołali trzymać się podium przez sześć konkursów. W ramach uzupełnienia ciekawostki, dodajmy że najwięcej razy z rzędu, bo aż 13, w najlepszej trójce meldował się Janne Ahonen. Pierwsza seria konkursowa obfitowała w okazałe odległości. Nawet przeciętni skoczkowie, o których stosunkowo rzadko mówimy, lądowali za 130 metrem. Dość powiedzieć, że tylko pięciu zawodników z czołowych trzydziestu lokat nie przekroczyło tej granicy. A najgorszy z nich, Michael Hayboeck, skoczył 129 metrów.

To nas jednak nie interesowało tak mocno, jak to że na prowadzeniu znajdował się Kubacki. Świetnie poradzili sobie również Piotr Żyła, który był siódmy, oraz ósmy Kamil Stoch. Do dalszej części konkursu podchodziliśmy więc w bardzo dobrych humorach. W pewnym momencie zaczęliśmy się jednak nieco niepokoić, bo skoki Stocha i Żyły – choć dobre – nie wystarczyły na wspięcie się w klasyfikacji, ani nawet utrzymanie swojej pozycji. Znakomicie zaprezentował się za to Daniel Andre Tande. Norweg awansował aż o siedem lokat w stosunku do pierwszej serii (z 14 na 7). Prawdziwą petardę odpalił też Stefan Kraft (140.5 metrów), który konsekwentnie wyprzedzał kolejnych rywali, aż na belce pozostał tylko jeden.

Dawid wybił się z progu i – matko boska – jak on wysoko leciał!

Od razu było widać, że będzie to skok z gatunku tych bardzo dalekich. A jak się okazało, było nie tylko świetnie pod względem odległości (141 metrów), ale również not za styl. Trafiły do niego dwie dziewiętnastki plus jeszcze jedna ozdobiona połową punktu. To wszystko złożyło się na ponad sześć oczek przewagi nad drugim Kraftem i pewne zwycięstwo. A podium uzupełnił ten co stracił formę, pewnie kojarzycie.

Po dzisiejszym konkursie Dawid nie tylko odrobił trochę punktów do czołowej trójki klasyfikacji generalnej, ale również wspiął się w zestawieniu turnieju Titisee-Neustadt Five. Po trzech skokach (nie licząc tych treningowych) na niemieckiej skoczni od Polaka lepszy jest tylko Kobayashi. Warto byłoby wyprzedzić „słabnącego” rywala, bo zwycięzca zgarnie 25 tysięcy euro nagrody. Chociaż zakładamy, że po triumfie w Turnieju Czterech Skoczni, Dawid raczej nie narzeka na problemy finansowe.

KOMENTARZE (1)