Ile trzeba by wyjechać z Polski? Siedem minut. Maciej Mas w Cagliari 
Weszło

Ile trzeba by wyjechać z Polski? Siedem minut. Maciej Mas w Cagliari 

Dopiero pisaliśmy, że z naszej ligi wyjeżdża prawie każdy napastnik, który trzy razy kopnie prosto piłkę. Dopiero zastanawialiśmy się, czemu Celtic Glasgow zaryzykował i wyłożył cztery bańki za kogoś, kto ma na koncie pół dobrej rundy. Dopiero żartowaliśmy, że jesteśmy supermarketem, do którego bogatsze kluby wchodzą i biorą wszystko jak leci. I co? I Cagliari przebiło wszystko. Włosi sięgnęli po… napastnika z pierwszej ligi bez ani jednego gola na koncie. Na południe Europy przenosi się Maciej Mas.

17 meczów w pierwszej lidze, 0 bramek, zmarnowany rzut karny. Łącznie pół roku w seniorskiej piłce. Tyle dziś wystarczy, żeby trafić do klubu z włoskiej ekstraklasy. Maciej Mas ledwo zdążył trafić do GKS-u Bełchatów na wypożyczenie z SMS-u Łódź, a już przenosi się do Serie A. Nie zrozumcie nas źle: nie zamierzamy Masowi umniejszać sukcesu, bo chłopak na pewno solidnie na to zapracował. Zastanawiamy się po prostu, gdzie jest granica? Skoro Włosi przyjeżdżają już po 18-latków, którzy nie zdążyli jeszcze na dobre zaistnieć w dorosłym futbolu, to kto będzie wyjeżdżał z Polski za kilka lat? Trampkarze?

Ale wystarczy już naszych przypuszczeń, lepiej zapytać u źródła – co takiego ma w sobie Maciej Mas, że Cagliari chciało go u siebie od zaraz? Historię tego transferu objaśnił nam Tomasz Drankowski, który pośredniczył przy transakcji. – Zainteresowanie ze strony Cagliari pojawiło się w październiku. Włosi przylecieli na mecz, nie obserwowali konkretnie tego zawodnika, ale zrobił na nich dobre wrażenie. Co prawda zagrał wtedy 10 minut, ale potem przylecieli znowu, potem jeszcze raz i byli do niego przekonani. Podeszli do tego bardzo profesjonalnie, nie byli też jedynym klubem, który był nim zainteresowany. Mogę zdradzić, że interesowały się nim też dwa inne zespoły, także zagraniczne. Szkopuł leżał w tym, że Maciej nie był zawodnikiem GKS-u, tylko SMS-u Łódź, więc żeby wykonać ten ruch, potrzebowaliśmy zgody wszystkich stron. Tutaj muszę zaznaczyć, że byłem pozytywnie zaskoczony, bo nikt nie robił problemów i wszystko potoczyło się bardzo sprawnie.

Podobnie sprawę widzi Artur Derbin, trener pierwszoligowca, który współpracował z zawodnikiem przez ostatnie pół roku. – Ciekawostka jest taka, że skaut, który go oglądał powiedział mu, że wrażenie zrobiła na nim praca, którą Maciej wykonał w ciągu siedmiu minut, po zmianie i wejściu na boisko. To świetny przykład dla młodych chłopaków, żeby wykorzystywali czas, który dostają, nawet jeśli jest go niewiele. Na tej podstawie zwrócono na niego uwagę.

Nie jest jednak tak, że GKS Bełchatów wypromował zawodnika i nic z tego nie ma. Oficjalna strona klubu zaznacza, że bełchatowianom przysługuje procent od transferu. – Niestety nie mogę zdradzić o jaką kwotę lub jaki procent konkretnie chodzi. Nie jest też tak, że coś było dogrywane za naszymi plecami. SMS Łódź musiał nas poinformować choćby o tym, że wypożyczenie zostanie skrócone, a my wiedzieliśmy o zainteresowaniu Maćkiem już wcześniej, dlatego przygotowaliśmy się na taką ewentualność i szukaliśmy następcy. Nasza sytuacja finansowa jest jaka jest, dlatego w grę wchodzą tylko piłkarze z kartą w ręku. Czy będzie to doświadczony zawodnik, czy kolejny młodzieżowiec? To się jeszcze okaże – mówi nam Wiktor Rydz, prezes pierwszoligowca.

Ok, ale skoro ustaliliśmy już, że Mas nie był pierwszoplanową postacią GKS-u, to czemu właściwie potrzeba sprowadzać kogoś w jego miejsce? Nieświadomym sytuacji „Brunatnych” tłumaczymy. Latem w Bełchatowie wpadli na ciekawy pomysł – skoro musi grać młodzieżowiec, niech rywalizuje o miejsce na boisku z innymi młodzieżowcami. Efekt? Trzech młodych napastników pokazało się na zapleczu Ekstraklasy i już ich w brunatnym mieście nie ma. O ile jednak Przemysław Zdybowicz i Dawid Kocyła faktycznie błysnęli, tak Mas liczb – jak już mówiliśmy – nie miał, ale Włosi nie zwrócili na to uwagi. – Wiemy, że statystyki Maćka w pierwszej lidze nie były imponujące, ale zupełnie im to nie przeszkadzało. Tu muszę zaznaczyć, że wcześniej, w juniorskiej piłce, był on czołowym strzelcem. Co prawda były to ligi makroregionalne, ale jednak się wyróżniał – tłumaczy Drankowski.

Co czeka byłego już piłkarza GKS-u Bełchatów we Włoszech? Sardyńczycy mają wobec niego naprawdę ambitne plany. – Maciej Mas będzie grał w Primaverze Cagliari, która ma bardzo ambitne plany. Teraz jest na drugim miejscu w lidze, za Interem, i marzy o historycznym sukcesie, chce dotrzeć do finałów rozgrywek. Dlatego bardzo liczą na Macieja, który ma im w tym pomóc. Za pół roku natomiast ma już dołączyć do pierwszego zespołu – zdradza Tomasz Drankowski.

No dobrze, a kim właściwie jest chłopak, który szturmem wziął serca włoskich skautów? Jego postać przybliża nam Artur Derbin, który prowadził go w Bełchatowie. – To zawodnik, który wyróżnia się warunkami fizycznymi, choć nie zawsze potrafił to wykorzystać. Kiedy do nas trafiał zwróciliśmy na to uwagę i pracowaliśmy nad tym, żeby wykorzystywał swoje atuty, ale miał też spore deficyty, które trzeba było uzupełniać. Przychodząc do nas Maciek był trzecią opcją, ale bardzo szybko odszedł Przemek Zdybowicz, w międzyczasie Dawidowi Kocyle przydarzył się uraz, potem Dawid jeździł też na reprezentacje, więc Maciej łapał minuty. Początkowo był to dla niego spory przeskok, sam zresztą przyznawał, że miał problemy, bo musiał przyswoić wiele rzeczy na raz. To jednak chłopak, który łaknął wiedzy, bardzo poukładany i trzymam kciuki, żeby szybko zadebiutował w Serie A.

Wspomnieliśmy o tym, jak szybko w GKS-ie wybili się trzech młodzi napastnicy, ale to nie wszystko. Trener „Brunatnych” zwraca też uwagę na to, że w ostatnim czasie klub z Bełchatowa wypuszcza w świat talenty z niespotykaną wręcz regularnością. – Ewenementem jest, że w ciągu roku sprzedaliśmy trzech wychowanków: Damiana Michalskiego, Przemka Zdybowicza i Dawida Kocyłę, teraz czwartym zawodnikiem, którego wypromowaliśmy jest Maciej Mas, a przecież jest jeszcze Mateusz Marzec, który odszedł do Podbeskidzia. Chyba żaden klub nie może się pochwalić takim sukcesem w tak krótkim czasie, to też sygnał dla młodych zawodników, że warto do nas przychodzić, żeby się pokazać.

Musimy przyznać, że patrząc na historię Masa jesteśmy pod wrażeniem – zaklepać sobie transfer w siedem minut to w końcu nie lada sztuka. Z drugiej strony jednak robi się trochę przykro. Niedługo naprawdę skończą nam się talenty, na które można patrzeć z zaciekawieniem i zostaniemy z tymi wszystkimi podstarzałymi „iciami”, ściąganymi na prędce z wymyślnych kierunków.

Smutne jest też to, na jakim poziomie stoi nasz skauting. Skoro Włosi wysłali swoich ludzi na mecz pierwszej ligi (!), a potem wyłapali z niej talent w mniej niż kwadrans, to gdzie są nasze kluby? Słyszymy przecież nawet, że nie zwróciły na chłopaka uwagi. Dopóki nie poprawimy się pod tym względem, chyba nie mamy co liczyć, że na boiskach będziemy oglądać więcej zdolnej młodzieży niż zagadkowych gości ze wszystkich stron świata.

SZYMON JANCZYK

KOMENTARZE (9)