Arka tonie. Miasto wstrzymało finansowanie klubu i bije na alarm
Weszło

Arka tonie. Miasto wstrzymało finansowanie klubu i bije na alarm

W Arce Gdynia od miesięcy działo się źle, a teraz dzieje się bardzo źle. Jeżeli nagle nie nastąpi zwrot o 180 stopni, klub z Trójmiasta po linii prostej będzie pędził na dno. 

Dziś władze miasta oświadczyły, że wstrzymują się z przekazywaniem pieniędzy na Arkę. A chodzi o niebagatelne kwoty, w ubiegłym roku klub otrzymał ponad 6 mln zł. Oznacza to, że będący głównymi właścicielami Midakowie muszą w całości udźwignąć finansowanie klubu, który de facto nie ma zarządu. Jesienią prezesem klubu został Grzegorz Stańczuk. Zdiagnozował wiele problemów, miał długofalowy plan działania, ale jego plany zostały storpedowane przez Midaków, dlatego niedawno zrezygnował ze stanowiska. Odchodzi też rekomendowany przez miasto prokurent Dariusz Schwarz i przewodniczący rady nadzorczej Andrzej Ryński. Jeden wielki bałagan.

Miasto od pewnego czasu było mocno zaniepokojone sytuacją w spółce. Midak lekceważył jednak te sygnały, zapewniając, że wszystko jest w porządku. Relacja stawały się coraz bardziej napięte, aż wreszcie doszło do eskalacji. Decyzja władz miasta stanowi jednoznaczny wyraz braku poparcia dla obecnych właścicieli i ich działań. Klubowi lada chwila grozi utrata płynności finansowej.

W oświadczeniu prezydenta Gdyni Wojciecha Szczurka czytamy (pisownia oryginalna):

„(…) Pod koniec sierpnia ubiegłego roku wyraziłem oczekiwanie, że większościowy udziałowiec spółki realizować będzie strategię długofalowego rozwoju naszej Arki. Minęły cztery miesiące, tymczasem w działaniach właściciela trudno dostrzec konsekwencję – brak jakiegokolwiek planu, mającego na celu ustabilizowanie sytuacji. Szczególnie alarmujące są informacje dotyczące stanu klubowych finansów. Złożone publicznie obietnice, nie zostały dotrzymane. Dopóki sytuacja nie zostanie unormowana, Miasto nie będzie wspierać finansowo Klubu. Oczekuję podjęcia natychmiastowych działań zmierzających do zbilansowania budżetu spółki.
 
Historia udowadnia, że nierozsądne i krótkowzroczne działania dotyczące klubów z tradycjami, do których bez wątpienia zalicza się Arka, prowadzić mogą do katastrofalnych konsekwencji. Pod żadnym pozorem nie wolno dopuścić do takiej sytuacji.
 
Głęboko wierzę, że obecne problemy są przejściowe i niedługo będziemy mogli ponownie skupić się wyłącznie na sportowych emocjach związanych z występami żółto-niebieskich”.

Jeżeli prezydent miasta decyduje się na tak bezpośrednie stwierdzenie w oficjalnym komunikacie, sytuacja musi być już naprawdę poważna.

W podobnym tonie w komunikatach wysłanych do mediów wypowiadają się odchodzący prokurent i przewodniczący rady nadzorczej.

Dariusz Schwarz: – Objąłem stanowisko prokurenta w momencie, w którym kondycja oraz perspektywa finansowa klubu były bardzo trudne i wymagały natychmiastowego uporządkowania. Niezwłocznie podjąłem działania, zapewniające bieżące funkcjonowanie spółki. W ostatnim czasie udało się między innymi rozwiązać kontrakty z Azerem Busuladziciem i Maksymilianem Banaszewskim, a także podpisać nową umowę ze Stowarzyszeniem Inicjatywa Arka, co stanowiło jeden z warunków utrzymania licencji na grę w Ekstraklasie. Jednak długofalowa perspektywa wciąż nie jest optymistyczna. Obecna sytuacja finansowa klubu, w mojej ocenie, nie pozwala na podpisywanie nowych kontraktów, a działania pionu sportowego wskazywały, że takich ruchów żądał właściciel klubu. W związku z brakiem porozumienia w tej kluczowej dla przyszłości Arki kwestii, zdecydowałem o rezygnacji z pełnienia funkcji prokurenta. 

Andrzej Ryński: – Od momentu rezygnacji prezesa zarządu Grzegorza Stańczuka kilkukrotnie rozmawiałem z większościowym udziałowcem klubu na temat bardzo trudnej sytuacji finansowej, w której znalazła się Arka. Naszemu klubowi niezbędne są konkretne działania, które doprowadzą do zbilansowania budżetu. Tymczasem do dnia dzisiejszego owe działania – poza bieżącymi, zainicjowanymi przez prokurenta Dariusza Schwarza – nie zostały podjęte ani nawet zadeklarowane. Uważam, że każdy dzień bezczynności powoduje pogłębianie się obecnych problemów, a w konsekwencji: ryzyko utraty płynności finansowej oraz licencji na grę w Ekstraklasie. Mając na uwadze powyższe, podjąłem decyzję o rezygnacji z funkcji przewodniczącego i udziału w radzie nadzorczej. Kocham Arkę i dlatego nie mogę firmować działań, które jej tak bardzo szkodzą.

Głos, za pośrednictwem Arkowcy.pl, zabrali także przedstawiciele stowarzyszenia kibiców. Widać, że są to osoby znające szczegóły sprawy (całość tutaj):

(…) „Obecnie wiemy, że został zaproszony nowy kandydat na prezesa zarządu, którego zadaniem ma być uporządkowanie kwestii zarządczych i finansowych – jednak zapoznanie się z dokumentami może spowodować, że ta osoba nie podejmie się zadania, któremu jest bliżej misji samobójczej, niż wyzwaniu w świecie piłkarsko-biznesowym. Rezygnacja z funkcji prokurenta, a także niezwykle istotne wydarzenie, które wcześniej nie było dyskutowane publicznie – rezygnacja przewodniczącego Rady Nadzorczej to tylko początek prawdziwego pożaru w naszym Klubie. To wyraźny sygnał sponsora strategicznego, że nie godzi się na sytuację, która może doprowadzić do potężnego zadłużenia, a następnie degradacji klubu. To pierwsze w historii tak silne powiedzenie: „sprawdzam” od miasta Gdyni do właścicieli SSA – z informacji, które do nas dotarły przedstawiciele Gdyni wyraźnie zasygnalizowali, że konieczne jest dokapitalizowanie spółki kwotą równającej się debetowi, jaki powstanie na koniec tego sezonu. Oznacza to, że pieniądze, które miałyby potencjalnie wpłynąć z miasta nawet w pełnej wysokości nie pokryłyby zobowiązań, a stałyby się narzędziem do spłacania rosnących długów. Tak jednoznaczne stanowisko miasta może potwierdzać, że do kasy klubu nie wpłynęły od właściciela żadne środki na poczynione spektakularne transfery.

Na uwagę może zasługiwać też fakt, że właściciel podjął rozmowy o znacznych podwyżkach dla niektórych piłkarzy pomimo tego, że nie było żadnego zagrożenia, że odejdą oni w kolejnym oknie transferowym. Biorąc pod uwagę informacje o kłopotach finansowych, to co najmniej zastanawiający ruch.

Co dalej?

Możliwe scenariusze nie rysują się zbyt optymistycznie. Dwa najczarniejsze to zamknięcie spółki i budowanie naszego Klubu od 4. ligi albo sprzedaż pakietu kontrolnego nieznanemu nam właścicielowi i tym samym wciąż niepewna przyszłość. Są również takie, które rysują przyszłość Arki w jaśniejszych barwach: to sprzedaż akcji właścicielowi, który będzie miał wizję rozwoju i odpowiednie zaplecze. Z naszych informacji wynika, że jest osoba, która chciałaby się podjąć tego wyzwania. Jednak obecny właściciel, jeżeli już mówił o sprzedaży, podawał kwotę zupełnie oderwaną od rzeczywistości, która nijak się ma do obecnej sytuacji i realiów. Kolejny scenariusz będący pośrednim – obecny właściciel cudem uratuje Arkę przed spadkiem, jednak będzie to obarczone potężnym długiem, który finalnie doprowadzi zapewne do upadku Klubu. Jest jeszcze jeden scenariusz, najmniej prawdopodobny, w którym właściciel włoży środki na pokrycie deficytu, aby móc dokończyć sezon i móc spokojnie patrzeć w przyszłość. Ale w tym momencie to zwykła fikcja„.

Tak naprawdę w Arce chaos koncepcyjny panuje od jakichś dwóch lat. Pierwszym sygnałem były wypowiedzi Dominika Midaka pod koniec 2017 roku na temat pracy wykręcającego wyniki ponad stan Leszka Ojrzyńskiego. Uważał on, że drużyna gra futbol zbyt mało atrakcyjny i trzeba to zmienić, żeby iść do przodu. Skończyło się na tym, że po sezonie Ojrzyńskiego pożegnano i wzięto Zbigniewa Smółkę, który miał tę nową jakość wprowadzić. Jak się skończyło – wszyscy pamiętamy. Wyniki Arki leciały na łeb, na szyję, widmo spadku zaczęło zaglądać w oczy. Mimo to skonfliktowany z szatnią Smółka otrzymał nadspodziewanie duży kredyt zaufania, a jak już został zwolniony, to w absurdalnych okolicznościach, tuż przed derbami z Lechią Gdańsk.

Jego następca Jacek Zieliński zdołał ten bałagan posprzątać, Arka bez jakiegoś gigantycznego stresu zapewniła sobie utrzymanie. Latem doszło do poważnych osłabień, bo odeszli Luka Zarandia i Michał Janota, a Marko Vejinović powrócił do Gdyni dopiero na finiszu letniego okienka. W klubie nieustannie spierały się ze sobą dwie frakcje transferowe: oszczędnościowa ówczesnego prezesa Wojciecha Pertkiewicza i midakowa, nastawiona na zaszalenie. Chwilami jedni zwalczali drugich i wzajemnie utrudniali sobie działanie. Skończyło się na tym, że przepadło kilka ciekawych kandydatur, a niektóre ruchy były mało logiczne, jak chociażby nadmiar środkowych pomocników. Przepłacano również takich zawodników jak Fabian Serrarens (około 50 tys. zł miesięcznej pensji), którzy dla nikogo nie stanowili priorytetu. Trener Zieliński mógł głównie patrzeć co się dzieje i liczyć, że mimo wszystko skompletuje jakiś sensowny skład. Nic dziwnego, że początek sezonu miał trudny, ale sytuacja nie ocierała się o dramat. Szefowie klubu bardzo szybko jednak doświadczonego szkoleniowca pożegnali, zupełnie zapominając, co przed chwilą dla Arki zrobił i w jak trudnych okolicznościach potem pracował. Dyrektor sportowy Antoni Łukasiewicz w rozmowie z nami nie potrafił później obronić tej decyzji, uciekając w wykluczające się komunały. To również wtedy padło słynne stwierdzenie, że 20 procent skuteczności transferowej to dobry wynik (za letnie okienko nie ma nawet tyle). Przychodzący za Zielińskiego Aleksandar Rogić mimo skromnego CV – samodzielnie pracował jedynie w lidze estońskiej – wydaje się być dobrym fachowcem, ale podobno ostatnio zaczął rozważać rezygnację ze stanowiska, bo nie może liczyć na wzmocnienia. Prędzej należy się spodziewać osłabień, zwłaszcza jeśli chodzi o Pavelsa Steinborsa, któremu za pół roku wygasa kontrakt.

Na dziś sytuacja wygląda tak, że Arka nie ma środków na transfery, o ile zakładamy, że właściciele będą trzymali się budżetu. Teoretycznie jeżeli kogoś zatrudni, to tylko z puli, którą zwolnią odchodzący piłkarze, ale jak czytamy powyżej, Midakowie niekoniecznie będą się wzdrygać przed dalszym zadłużaniem. Udało się już pożegnać Banaszewskiego i Busuladzicia, a w kolejce są następni. Rzecz w tym, że czas leci, zaś atmosfera niepewności została spotęgowana. Niektórzy ligowcy są już bliżej niż dalej domknięcia kadr, tymczasem w Gdyni nie wiadomo nawet, kto ma podejmować część decyzji i jaki ruch zamierzają wykonać właściciele. A inaugurujący wiosenne zmagania mecz z Cracovią już za trzy tygodnie. Arka parę sztormów już przetrwała, ale czy przetrwa następny, chyba największy ze wszystkich od momentu powrotu do Ekstraklasy?

KOMENTARZE (44)