Utrzymać formę, zachować zdrowie
Weszło

Utrzymać formę, zachować zdrowie

To był naprawdę dobry tydzień dla Kamila Glika – najpierw miejsce w jedenastce dekady AS Monaco u boku choćby Kyliana Mbappe czy Jamesa Rodrigueza, a chwilę później świetny mecz przeciw PSG, zremisowany 3:3 w głównej mierze dzięki ofiarnej i pewnej grze Polaka. Zastanawiamy się jednak, czy te informacje bardziej nie powinny ucieszyć Jerzego Brzęczka, który jako pierwszy selekcjoner od lat ma na środku obrony tak komfortową sytuację.

Tak, uraz Krystiana Bielika może nieco pokrzyżować szyki, ale on i tak był już szykowany do gry w roli defensywnego pomocnika. Aktualny duet stoperów byłoby mu ciężko rozbić – bo i Jan Bednarek, i Kamil Glik przeżywają aktualnie bardzo dobry czas.

Spójrzmy zwłaszcza na Glika, który wreszcie powrócił do wysokiej formy, zresztą podobnie jak całe Monaco. Ubiegły sezon, ale również początek obecnego, to seria rozczarowań. Sam fakt, że drużyna z Księstwa biła się o utrzymanie mówi wszystko, ale trzeba tu też dodać, że Glik nie był wcale najjaśniejszym punktem w tej regularnie dołującej ekipie. Wolny, mało zwrotny, często ratujący się wślizgami, a przy tym bardzo niepewny w rozegraniu – lista zarzutów była dość długa, a francuskie media nie były dla Polaka łaskawe. – Przykro mi to mówić, ale brak Glika sprawia, że obrona AS Monaco jest silniejsza – takie słowa Pierre’a Menesa, komentatora francuskiego Canal+ cytował sport.pl na początku jesieni, gdy Monaco wygrało pod nieobecność Polaka z Niceą.

Cofnijmy się do dwóch pierwszych kolejek – Monaco przegrywa 0:3 z Lyonem, potem 0:3 z Metz, Glik w obu spotkaniach gra bardzo słabo, otrzymuje najniższe noty w drużynie, a co bardziej wyrywni kibice Monaco na Twitterze przypominają: okienko jeszcze trwa, jeszcze nie jest za późno na zmiany. Gdzie szukać przyczyn słabszej formy polskiego stopera? Wiek? Przygotowania? Może partner z obrony? Glik sezon zaczął w duecie z 19-letnim Jonathanem Panzo, za którego wskoczył 18-letni Benoit Badiashille. Żółtodzioby u boku doświadczonego stopera, w dodatku niespecjalnie szybkiego i zwrotnego – rywale bezlitośnie wykorzystywali braki Monakijczyków, przez co po sześciu kolejkach podopieczni Jardima mieli całe 3 punkty na koncie.

To zresztą był też trochę punkt zwrotny dla Glika i Monaco. Po szóstej kolejce Kamil odpoczął na ławce, a powrócił już jako stały członek trzy-osobowego bloku obronnego. Od tego momentu – czyli od 28 września – Monaco z Glikiem w składzie zeszło z boiska pokonane tylko dwukrotnie. Spojrzeliśmy na noty foot365 – Glik wszedł w sezon na trójkach, teraz jest już zawodnikiem szóstkowym, który nawet przy rozczarowującym remisie z Angers był jednym z najlepszych na placu. Co ważne – nasz człowiek nie traci miejsca w jedenastce niezależnie od ustawienia, przeciw paryżanom ASM wyszło w 4-4-2 z Glikiem u boku Maripana, ale reprezentant Polski gra też od deski do deski w meczach w ustawieniu 3-5-2. Pozycji kapitana nie zmieniła też zmiana trenera, ale do tego już się przyzwyczailiśmy, bo w klubie Rybołowlewa rotacje na tym stanowisku w ostatnich latach były wyjątkowo częste.

Patrząc nieco szerzej na ostatnie sezony, można odnieść wrażenie, że poziom gry Glika jest ściśle uzależniony od aktualnej formy całej drużyny. Gdy zespołowi z Księstwa nie idzie, Glik od razu staje się jednym z winowajców, jako ten najbardziej doświadczony obrońca, na którym powinien się opierać ciężar bronienia. Gdy jednak drużyna wchodzi na swoje obroty – z miejsca również Polak zaczyna być chwalony, zwłaszcza że do efektywnej gry defensywnej zaczyna dokładać zagrożenie z przodu.

Jeszcze w połowie listopada francuskie media spekulowały, że Glik jest na wylocie z klubu i już zimą zmieni barwy. Dzisiaj te głosy już raczej cichną, a kolejne występy takie jak przeciw Lille czy PSG utwierdzają Monaco w przekonaniu, że akurat kapitan nie powinien zmieniać miejsca pracy. Co innego regularnie rozczarowujący Jemerson, czy już pogoniony Jardim. Zerknijmy jeszcze raz na twarde dane, tym razem z portalu statystycznego Sofa Score. Start sezonu i noty Glika: 6,6 – 5,7 – 6,5 – 6,5 – 6,0. Ostatnie 4 mecze: 7,2 – 7,7 – 7,0 – 7,2. Awans o klasę wyżej.

Może to jeszcze nie viral, ale zbitka jego zagrań przeciw PSG też robi wrażenie. 4 przechwyty, 4 odbiory, w powietrzu wygrał 4 z 4 pojedynków, o takich podstawach jak celność podań nawet nie wspominamy.

Poczytaliśmy opinie samych kibiców ASM. „Występ godny 2017 roku”. „Kapitan odzyskał swój poziom”. I naszym zdaniem najfajniejszy: „najlepszy transfer zimy, świetna decyzja, by znów go zatrudnić”.

Jeszcze wyraźniej zresztą widać to w tabeli. Gdy Glik we wrześniu zasiadł na ławce, oglądał przy linii 19. drużynę tabeli. Przedwczorajszy remis z PSG pozwolił Monaco zrównać się punktami z siódmym w tabeli Lyonem. Do podium czerwono-białym brakuje jeszcze 4 punktów, a przecież przed nimi jeszcze zaległy mecz z liderem z Paryża. Jeśli jutro udałoby się zwyciężyć na własnym terenie, Monaco zameldowałoby się na czwartej pozycji.

Zmartwychwstanie, inaczej tego się nie da określić. Choć wydawało się, że i Monaco, i Glika czeka drugi rozczarowujący sezon z rzędu, obecna forma Monaco pozwala myśleć o najwyższych celach, czyli awansie do Ligi Mistrzów. Co prawda PSG i Marsylia wydają się już nie do dogonienia, to przecież trzecie miejsce w tabeli gwarantuje udział w kwalifikacjach LM. Czy jest poza zasięgiem klubu, którego barwy reprezentują Ben Yedder, Fabregas czy Bakayoko? No właśnie.

Ale wróćmy do tego Brzęczka. Jeśli Glik zachowa grudniowo-styczniową formę oraz zdrowie, selekcjoner na turniej będzie miał dwóch piłkarzy grających od deski do deski w klubach z pięciu najmocniejszych lig. Takiej sytuacji nie mieliśmy chyba od początku wieku, gdy w mocnych klubach grali Bąk, Hajto czy Wałdoch. Teraz tylko chuchać i dmuchać i na Bednarka, i na Glika. Jeśli obaj będą grali tak jak na początku 2020 roku, tyły na Euro powinniśmy mieć solidnie zabezpieczone.

Fot.Newspix

KOMENTARZE (1)