Quique Setien – bezkompromisowy romantyk futbolu
Hiszpania

Quique Setien – bezkompromisowy romantyk futbolu

W 2006 roku był przez moment selekcjonerem reprezentacji Gwinei Równikowej, gdzie miał szukać „gwinejskiego Samuela Eto’o”. Potem objął trzecioligowe CD Logrones, ale poprowadził je w zaledwie dwudziestu meczach ligowych. Został  zwolniony z najbardziej prozaicznego powodu z możliwych – za kiepskie wyniki. Prezydent Logrones powiedział wtedy ze smutkiem: – Staraliśmy się jak najdłużej znosić niezadowalające rezultaty, ale innego rozwiązania nie znaleźliśmy. Żałuję, lecz w takich sytuacjach posadą zawsze najpierw płaci trener. Później zakotwiczył w CD Lugo, również trzecioligowym, gdzie poszło mu już nieco lepiej, choć wciąż bez szału. Zdołał wprowadzić klub do Segunda División i uczynić zeń solidnego, ligowego średniaka na zapleczu hiszpańskiej ekstraklasy.

Quique Setien swój trenerski debiut w La Lidze zanotował dopiero 25 października 2015 roku. W wieku 57 lat. 1542 dni później FC Barcelona oficjalnie ogłosiła Hiszpana nowym szkoleniowcem pierwszego zespołu. Jak to możliwe, że trener o tak wielu istotnych wadach – niesłychanie kłótliwy, pozbawiony taktycznej elastyczności, praktycznie bez doświadczenia w pracy z największymi gwiazdami światowego futbolu – dostaje robotę marzeń na Camp Nou?

Cóż – można powiedzieć, że zadecydował splot pomyślnych dla Setiena okoliczności. Ale można też stwierdzić, że chodziło o marzenia.

***

Barca rozstała się z Ernesto Valverde bardzo gwałtownie, aczkolwiek wcale nie ze względu na jakiś straszliwy kryzys formy. Drużyna zajmuje przecież pierwsze miejsce w ligowej tabeli, zagra w fazie pucharowej Ligi Mistrzów, może też zgarnąć Puchar Króla. Potrójna korona cały czas pozostaje w zasięgu ręki. Jasne – porażka w Superpucharze Hiszpanii nie powinna się wydarzyć, podobnie jak kilka zawstydzających potknięć w lidze. Lecz nie o rezultaty tutaj chodzi.

Valverde stracił robotę, ponieważ jest szkoleniowcem do znudzenia pragmatycznym. Żaden z niego filozof futbolu, żaden piłkarski romantyk. Hiszpan nie ma w sobie nic a nic z Johana Cruyffa, stanowiącego od ćwierćwiecza punkt odniesienia dla wszystkich kolejnych trenerów „Dumy Katalonii”. – W piłce nożnej nie chodzi o cierpienie. Chodzi o to, by czerpać z niej radość. Kontrolować piłkę, przyjaźnić się z nią, szukać okazji do ataku, szukać szansy na strzelenie gola. Oczywiście defensywa jest częścią futbolu, lecz można się bronić na różne sposoby – dowodził legendarny Holender. Na Valverde tego rodzaju opowiastki nie robiły jednak najmniejszego wrażenia. Jego Barcelona nie bała się gry z kontrataku. Wycofania do głębokiej defensywy. Przenoszenia futbolówki na połowę przeciwnika prostą, ordynarną lagą. Nierzadko cierpiała, w oczekiwaniu na przebłysk geniuszu Leo Messiego. Nie zachwycała nawet wygrywając wysoko i pewnie. Cechował ją minimalizm.

Od lat nie było na Camp Nou trenera, pod którego wodzą Barca tak często notowałaby niższe posiadanie piłki od przeciwnika. W innym klubie pewnie nikt by tej statystycznej ciekawostki nawet nie odnotował. Ale w Barcelonie takie drobne grzeszki urastają w mgnieniu oka do rangi śmiertelnych i nie uchodzą na sucho.

Pewnie gdyby Valverde – nawet w tym swoim nieznośnym, mało widowiskowym stylu – zatriumfował z Blaugraną w Lidze Mistrzów, rozmowa byłaby dziś inna. Może nikt nie domagałby się zwolnienia szkoleniowca, a może do rozstania doszłoby zwyczajnie w mniej przykrych, nieeleganckich okolicznościach. A tak? Człowiek, który zdobył z Barceloną cztery trofea, w tym dwa tytuły mistrza Hiszpanii, został przepędzony z Camp Nou jak intruz, jakiś nachalny akwizytor, przybłęda. Na pół roku przed wygaśnięciem kontraktu.

A przez uchyloną furtkę wemknął się do katalońskiego klubu Quique Setien, stanowiący całkowite przeciwieństwo swojego poprzednika.

MARZYCIEL

61-letni Setien to trener tak głęboko zafascynowany postacią Cruyffa, że ociera się to wręcz o obsesję. Jeżeli kibice Barcelony oczekiwali od następcy Valverde powrotu do stylu gry, którym „Duma Katalonii” zachwycała piłkarski świat najpierw za kadencji Holendra, a potem Pepa Guardioli, to lepszego kandydata na rynku po prostu nie było. Chyba nawet sam Cruyff nie był aż tak gorliwie przywiązany do własnych futbolowych dogmatów jak teraz Setien. – Dałbym sobie odciąć palec, by móc zagrać w tej drużynie – mówił Hiszpan o niezapomnianym, katalońskim Dream Teamie, który w 1992 roku sięgnął po Puchar Europy i zdominował hiszpańską ekstraklasę w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych.


2020-01-24 21:00
Osasuna
-
Levante

2020-01-25 13:00
Espanyol
-
Athletic Bilbao

2020-01-25 16:00
Valencia
-
FC Barcelona

2020-01-25 18:30
Alaves
-
Villarreal

2020-01-25 21:00
Sevilla
-
Granada CF

2020-01-26 12:00
Atletico Madryt
-
Leganes

2020-01-26 14:00
Celta Vigo
-
Eibar

2020-01-26 16:00
Getafe
-
Real Betis

2020-01-26 18:30
Real Sociedad
-
Mallorca

Setienowi nie chodziło tu bynajmniej o możliwość występowania w jednym składzie ze Stoiczkowem, Koemanem, Laudrupem, Guardiolą czy Bakero. On gotów byłby na utratę palca, byle tylko zagrać dla Cruyffa. Poznać jego metody pracy od środka, z perspektywy szatni.

Hiszpan generalnie był całkiem zdolnym piłkarzem. Zanotował nawet trzy występy w narodowych barwach, pojechał z kadrą na MŚ 1986 do Meksyku, choć na samym turnieju nie zagrał. Urodził się 27 września 1958 roku w Santander i to właśnie w miejscowym Racingu stawiał swoje pierwsze futbolowe kroki, spędzając ostatecznie w tym klubie lwią część swojej kariery. U szczytu formy reprezentował natomiast barwy madryckiego Atletico. W stolicy Kantabrii nazwano go El Maestro. Można się domyślić na podstawie samego tylko pseudonimu, że również za swoich zawodniczych czasów Setien koncentrował się przede wszystkim na widowiskowej, ofensywnej grze. – Podczas swojej piłkarskiej kariery prowadziło mnie czternastu managerów – wyliczył Hiszpan. – Muszę przyznać, że niektórzy nauczyli mnie, jak nie należy postępować będąc trenerem. Ale szacunek mam dla wszystkich. Trener to kluczowa postać w każdym klubie.

124730631_1528971162

Setien w barwach Atletico Madryt. (fot. TodosColeccion)

W 1985 roku hiszpański rozgrywający – już w barwach Atletico – zgarnął Superpuchar Hiszpanii. Los Colchoneros pokonali wtedy w dwumeczu… Barcelonę. To jedyne trofeum w karierze Setiena. Zarówno tej zawodniczej, jak i trenerskiej.

Madrycką drużyną dowodził wówczas Luis Aragones. Słynny szkoleniowiec miał wielki wpływ na ukształtowanie charakteru Setiena. Oczywiście nie odcisnął na umyśle Hiszpana aż takiego piętna jak później Cruyff, ale również wiele go nauczył. – Pracowałem z Aragonesem tylko przez rok, ale to był najbardziej wartościowy rok dla mojej kariery. Wpoił mi wiele rzeczy. Nauczył jak grać z pełnym zaangażowaniem, intensywnością. Dzięki niemu osiągnąłem naprawdę wysoki poziom – powiadał Setien. – Potem narodziła się Barca Johana Cruyffa. Kiedy grało się przeciwko niej, człowiek spędzał cały mecz ganiając za piłką. Powiedziałem sobie wówczas: „To mi się podoba. Strasznie chciałbym dostać się do tej drużyny i zrozumieć, jak oni to robią”. Nie wiedziałem, w jaki sposób można zdominować mecz do tego stopnia, by przeciwnik w ogóle nie miał kontroli nad piłką. Przez cały mecz! Zacząłem wtedy naprawdę dokładnie oglądać futbol. Analizować.

Ostatecznie marzenia o grze dla Cruyffa nigdy się rzecz jasna nie spełniły – Setien swoją piłkarską karierę zakończył na dobrą sprawę w Racingu Santander, choć jej finałowy akapit napisał w barwach trzecioligowego Levante, gdzie spędził pół roku, zbliżając się już wówczas do czterdziestych urodzin. Najbliżej naprawdę dużego sukcesu Hiszpan był w 1986 roku, gdy jego Atletico doszło do finału Pucharu Zdobywców Pucharów, ale przegrało 0:3 z Dynamem Kijów.

Setien wszedł na boisko z ławki, wyniku nie odkręcił. – W Racingu czułem się trochę zbyt pewnie. Strzeliłem kilka bramek, zagrałem parę otwierających podań. To wystarczało. Gra dla Atletico nauczyła mnie, co znaczy reprezentowanie barw elitarnego klubu. Trzeba dawać z siebie znacznie więcej – opowiadał Hiszpan. Cenna lekcja w kontekście stojącego przed nim wyzwania.

W swojej trenerskiej karierze Setien bardzo długo czekał na moment przełomowy. Na sukces, który naprawdę rozsławiłby jego nazwisko. Zaczął nieźle – w sezonie 2001/02 pracował na swoim ukochanym stadionie El Sardinero i wypracował z Racingiem Santander awans do ekstraklasy. Potem jego kariera strasznie się jednak pogmatwała. Wzlot nastąpił dopiero w październiku 2015 roku, gdy solidną pracę Setiena na zapleczu hiszpańskiej ekstraklasy dostrzegli działacze UD Las Palmas, walczącego o utrzymanie w La Lidze. Zatrudnienie Quique okazało się strzałem w dziesiątkę – klub z Wysp Kanaryjskich szybko przykuł uwagę postronnych widzów niezwykle spektakularnym stylem gry. Stylu, który nie zawsze gwarantował punkty, ale emocje były na Estadio de Gran Canaria pewne jak w banku. Mało tego – im dalej w las, tym częściej ekipa Las Palmas łączyła efektowność z efektywnością.

TAKTYK

Sezon 2015/16 udało się Las Palmas zakończyć na jedenastym miejscu w lidze, choć podopieczni Setiena ze strefy spadkowej wygrzebali się na dobre dopiero po dwudziestej piątej serii spotkań. Kolejne rozgrywki kanaryjska ekipa zaczęła z jeszcze większym przytupem – po czterech kolejkach ligowych zmagań znajdowała się na podium i właściwie aż do dziesiątej serii spotkań trzymała kontakt ze ścisłą czołówką tabeli.

„Piłkarze Setiena mają biegać dużo, non stop wywierać presję na rywalu, najszybciej i najskuteczniej jak to możliwe wykorzystywać ich błędy. W teorii niby nic wielkiego, w praktyce bywa to różnie, ale w Las Palmas działa. Dzięki takiemu podejściu Quique uratował Kanarki przed spadkiem. Przejął Los Amarillos, kiedy ci okupowali przedostatnią lokatę, a razem skończyli rozgrywki osiem pozycji wyżej. Cele na kolejny sezon niby są podobne. – Zawsze będziemy walczyć o przetrwanie – stwierdził Setien podczas jednej z konferencji prasowych. Z drugiej strony nie zaprzeczył, że może chodzić o przetrwanie w europejskich pucharach, prawda? Wielu ekspertów przekonuje, iż awans do Ligi Europy jest im wręcz przeznaczony” – pisaliśmy wtedy na Weszło.

Styl gry Las Palmas najlepiej zobrazuje ten pamiętny gol Kevina-Prince’a Boatenga.

– Każdy piłkarz musi zdawać sobie sprawę, że gra w zdyscyplinowanej drużynie wymagania od niego poświecenia cząstki samego siebie dla dobra partnerów – tłumaczył swoją filozofię nowy szkoleniowiec Barcelony. – Nie da się wygrać meczu w pojedynkę. Zwycięstwo jest efektem pracy wszystkich zawodników. W drużynie musi zaistnieć balans, spójność pomiędzy wszystkimi graczami. To od tego zależy, czy masz na boisku prawdziwą drużynę, czy po prostu jedenastu zawodników, którzy robią to, co im akurat przyjdzie do głowy. (…) Dlaczego większość piłkarzy postanowiła profesjonalnie zająć się futbolem? Bo nie rozstają się z piłką od dziecka. Jeżeli codzienny trening w klubie jest dla zawodnika powodem do cierpienia, taki piłkarz nigdy nie zdoła wydobyć z siebie pełni możliwości. Tylko szczęśliwy piłkarz może grać skutecznie. A szczęśliwy jest wtedy, gdy da mu się piłkę. Nawet najmniej technicznie utalentowany gracz kocha bawić się piłką. Nie odbierać ją przeciwnikowi, nie bronić się przed atakami rywala. Każdy chce grać.

Inspirujące, prawda?

Gdyby Setien zaczął opowiadać takie historyjki dzisiaj, ktoś mógłby mu zarzucić, że to gra pod publiczkę. Że mówi to, czego kibice Barcelony, znużeni kadencją Valverde, po prostu chcą słuchać. Ale on jest wierny swoim piłkarskim ideałom od zawsze. Wszystkie jego drużyny prezentują podobny styl gry. Odważny, ofensywny, pełen szybkich wymian podań na małej przestrzeni, z zastosowaniem mocnego pressingu. Kiedy w 2017 roku Hiszpana zatrudniał Betis Sewilla, szkoleniowiec lojalnie ostrzegał: – Przed podpisaniem kontraktu zapytałem działaczy Betisu: „Dlaczego chcecie mnie zatrudnić? Widzieliście moje drużyny, znacie mój styl. Wiecie, jak gram i zawsze chcę grać. Jesteście pewni, że tego właśnie oczekujecie? Zgadzacie się z moim postrzeganiem futbolu? Bo zapewniam was, że ja nie mam zamiaru się zmienić. Jeżeli szukacie bardziej elastycznego managera, musicie wybrać kogoś innego”.

Hiszpan często w swoich piłkarskich rozważaniach odwołuje się też do szachów. Sam jest wziętym szachistą, mierzył się nawet z arcymistrzami tej gry. Jednak pojęcie „piłkarskie szachy” nabiera nieco innego znaczenia w setienowskim wydaniu: – W obu przypadkach chodzi o to, żeby zdominować środek. Kontrolowanie go pozwala stworzyć więcej szans na wygraną. Na szachownicy formacje powinny ze sobą współpracować w obronie oraz ataku. Zawsze trzeba też przewidywać ruchy przeciwnika. To kolejne kwestie, które mają perfekcyjne odzwierciedlenie również na boisku.

W Betisie jego pomysły sprawdziły się połowicznie – sezon 2017/18 był bardzo udany, klub zakończył rozgrywki na szóstej pozycji. W kolejnej kampanii było już gorzej – rozczarowujące, dziesiąte miejsce Andaluzyjczyków zaowocowało zmianą na stanowisku trenera. Wyglądało to tak, jak gdyby metody trenerskie Setiena kompletnie przestały działać.

Drużyna gasła w oczach. Sam szkoleniowiec też wyglądał na wypalonego – w maju ubiegłego roku ogłosił rozstanie z klubem.

– Dla mnie podejście ludzi z Andaluzji jest trochę nieracjonalne. Kibice myślą, że musimy wygrywać wszystkie mecze, bo nazywamy się „Betis” – powiedział Quique. – Ja jestem człowiekiem z północy, patrzę na sprawę trochę inaczej. Moim zdaniem zwycięstwo zawsze wynika z ciężkiej pracy. Trzeba znaleźć sposób na rozpracowanie przeciwnika. Często kibice nie rozumieją tego, co się dzieje na boisku. Nie interpretują właściwie pewnych zachowań. Liczy się dla nich tylko wynik. Albo wygrywasz, albo przegrywasz. Radzenie sobie z takim podejściem to dla mnie największe wyzwanie w trenerskiej karierze. Choć czasy się zmieniły, wiele osób wciąż dzisiaj wierzy, że jeżeli przegrywasz, a przy piłce jest twój bramkarz, to powinien on posłać natychmiast długie podanie na połowę przeciwnika. Kiedy mój zespół nie gra w ten sposób, fani się denerwują. A zagranie długiego podania wcale nie jest najszybszą metodą na skonstruowanie ataku.

Hiszpańscy dziennikarze kadencję Setiena w Betisie podsumowują jednak dość pozytywnie. Wspomina się przede wszystkim fenomenalne zwycięstwo Los Verdiblancos odniesione nad Barceloną, widoczne na powyższym filmiku. Ale nie brakuje też cierpkich uwag. Zdaniem wielu ekspertów, hiszpański szkoleniowiec po prostu przeszarżował ze swoim bezkompromisowo romantycznym podejściem do futbolu. Nigdy nie korzystał z okazji, by ustawić zespół choć trochę bardziej zachowawczo. A nie dysponował dość potężną kadrą, by w każdej kolejce, każdemu rywalowi narzucać własne warunki gry.

Zdarzało mu się zmieniać formację, przesuwać poszczególnych piłkarzy między pozycjami jak bierki na planszy. Ale ogólny zamysł gry Betisu pozostawał ten sam. Dlatego jego podopieczni tak szybko się wypalili. Podobnie zresztą jak sam Setien.

AWANTURNIK

Hiszpan wiele (a może nawet większość) swoich dotychczasowych zespołów opuszczał w atmosferze kłótni, albo co najmniej delikatnego konfliktu z zawodnikami bądź działaczami. Zaczęło się już w 2003 roku, gdy po zaledwie trzynastu meczach Quique rozstał się z drugoligowym Polideportivo Ejido. – W tym klubie po prostu nie zrozumieli mojej filozofii – oznajmił krótko. I to jest właśnie największa zbrodnia, jaką można przeciwko Setienowi popełnić. Nie zrozumieć go.

Hiszpan nie bał się nigdy krytykowania managerów, którzy wyznają inne piłkarskie priorytety niż on. Najgłośniejszy był chyba z tego wszystkiego konflikt z Jose Bordalasem, który od kilku lat wykonuje kapitalną robotę w Getafe. Obaj panowie żarli się ze sobą jeszcze za czasów pracy w niższych klasach rozgrywkowych. Dlaczego? Cóż, ujmując to najkrócej jak się da – jeden do La Ligi przebił się swoimi metodami naśladując Johana Cruyffa i Pepa Guardiolę, a drugi Jose Mourinho i Diego Simeone. Gdy prowadzone przez Setiena Lugo przegrało w 2013 roku starcie z Alcorcon, u steru którego stał Bordalas, Quique dał upust swojej frustracji na konferencji prasowej: – Przegraliśmy z drużyną, która w żadnym fragmencie meczu nie zasłużyła na zwycięstwo. Nie lubię widzieć moich zawodników tracących czas na boisku. Mam nadzieję, że Alcorcon nie wywalczy awansu do La Ligi, bo oczy mnie bolą od oglądania tego zespołu. Są twardzi, bo sami nie grają w piłkę i przeszkadzają innym. To przerywacze. Cały czas przerywają grę i tracą czas.

Obaj panowie mieli potem między sobą jeszcze mnóstwo spin. – To wstyd. Getafe potrafi wyłącznie faulować – pieklił się Setien po jednej z porażek Betisu. – To co oni prezentują… W ogóle nie nazwę tego futbolem. To jakaś inna rozgrywka.

CADIZ, SPAIN - JULY 30 : Head coach of Real Betis Quique Setien is seen during a friendly match between Besiktas and Real Betis as part of the new season preparations in Cadiz, Spain on July 30, 2017. Burak Akbulut / Anadolu Agency FOT.ABACA/NEWSPIX.PL POLAND ONLY!!! --- Newspix.pl mecz towarzysKLI PILKA NOZNA *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Setien rugał zresztą także samego Cholo, nie tylko jego naśladowców. Argentyńczyk twardo ripostował: – Trener nie pracuje dla siebie, ale dla klubu. Trenerzy prowadzą klub, bo kibice płacą składki i kupują bilety na mecze. Dlatego zarabiamy tyle pieniędzy na piłce. Jeżeli ktoś prowadzi zespół, bo czerpie z tego osobistą przyjemność… W porządku – to oczywisty prztyczek w nos Setiena. – Wiem, że niektórzy tak robią. Ja nie. Moim zdaniem drużyna, która najczęściej atakuje wcale nie musi być uważana za najlepszą. Zespół odpowiednio zorganizowany i skutecznie broniący też nie jest z automatu najgorszy.

Nowy manager Barcy walił też jak w bęben w Mauricio Pellegrino. – Jego w ogóle nie obchodzi piękno gry – wściekał się Quique. – Mają kilka schematów, które wykonują perfekcyjnie. I to wszystko.

Już jako piłkarz Setien słynął z niewyparzonej gęby. „Kiedy grał w Racingu potrafił pokłócić się ze swoim trenerem, Vicente Mierą. Ten zarzucał Quique, że jest fałszywym człowiekiem i symuluje kontuzje, on zaś bez namysłu odkrzyknął mu: „To przez gości takich jak ty!”. Dzień później prezydent klubu zostawił Setienowi wiadomość na automatycznej sekretarce: „Nie przychodź na następny trening. Uściski”. Innym razem z kolei narobił sobie problemów przez odwrotną sytuację – będąc piłkarzem Atlético wstawił się za zwalnianym z trenerskiego stołka Jose Ufarte. Nie liczyło się dla niego, że sprzeciwia się Jesusowi Gilowi, prezydentowi Rojiblancos, którego sposób zarządzania klubem można określić obrazowo, lecz krótko: Józef Wojciechowski w Polonii Warszawa. – W Atleti nikt nie ma prawa do własnego zdania – zaatakował Setien. – Jestem rozczarowany postawą prezydenta i tym jak działa klub. Moi koledzy też. W poważnych drużynach takie rzeczy nie powinny mieć miejsca – mówił Quique. Jak można się łatwo domyślić, sezon 87/88 był jego ostatnim na Vicente Calderón”.

Krótko mówiąc – w Barcelonie zrobi się ciekawiej nie tylko na boisku, ale i na konferencjach prasowych. Tym bardziej, że Setien z lubością recenzuje nie tylko poczynania innych trenerów, ale i decyzje sędziowskie. – Nie lubię, kiedy trener otrzymuje więcej pochwał niż ma na koncie sukcesów – skomentował kiedyś cierpko postawę hiszpańskiego szkoleniowca były bramkarz, Santiago Canizares.

***

Zatrudnienie w Barcelonie to dla Setiena spełnienie najskrytszych marzeń. A właściwie to nawet nie „najskrytszych” – Hiszpan otwarcie błagał przecież Leo Messiego, by ten nie spieszył się z zakończeniem kariery, bo chciałby kiedyś mieć okazję, by go poprowadzić. Zdarzyło mu się również swego czasu poprosić Sergio Busquetsa o koszulkę z autografem. Otrzymał od defensywnego pomocnika Barcelony piękną dedykację. Wiele wskazuje zatem na to, że Setien na Camp Nou odnajdzie bezpieczną przystań i szybko nawiąże nić porozumienia z największymi gwiazdami „Dumy Katalonii”. Co wcale nie oznacza, że zapewni im na boisku luz. Setien to tak samo nieprzejednany taktyk jak Valverde. Po prostu jego spojrzenie na futbol jest znacznie bliższe katalońskim sercom.

Nie jest tak łatwo znaleźć swoje miejsce na ziemi. Miejsce, w którym każdy będzie cię rozumiał – wyznał w jednym z wywiadów. Na Camp Nou z pewnością zrozumieją go wszyscy. Przynajmniej na razie, gdy posłuży zawodnikom i kibicom Blaugrany jako wytęskniona odtrutka po toksycznej kadencji Ernesto Valverde.

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (9)