Pech Bielika, odcinek – niestety – kolejny
Weszło

Pech Bielika, odcinek – niestety – kolejny

Przed dużym turniejem kadrowiczom wypada życzyć dwóch rzeczy – zdrowia i regularnej gry w klubach. I o ile na to drugie mają wpływ, bo „wystarczy” dobrze grać i trenować, a jak nie idzie, to zmienić drużynę, o tyle w pierwszym aspekcie są – jak normalni ludzie – bezradni. Jeśli ma się coś złego wydarzyć, to się wydarzy, nie przewidzisz. I niestety, złe wieści dotarły do nas z Anglii, bo Krystian Bielik opuścił wczoraj boisko na noszach.

Pierwsze informacje są dla chłopaka bardzo smutne – mówi się nawet o zerwaniu więzadeł krzyżowych, co miały wykazać wstępne badania. Dzisiaj Bielik zostanie sprawdzony szczegółowo i będziemy mieli pewność, ale choć trzymamy kciuki, sprawa nie wygląda różowo. Polak wystąpił w drużynie U23 Derby, bo w Championship grać nie mógł, pauzował w końcu za czerwoną kartkę. Koło 18. minuty doszło do feralnego zdarzenia, Bielik złapał się za kolano i już nie wstał, a potem samodzielnie nie opuścił boiska, potrzebował transportu przez nosze.

No, taki opis nie nastawia nas na wieści z Wysp najlepiej. Tym bardziej że znamy dość szklane zdrowie Bielika.

Końcówka sierpnia 2017 – kontuzja barku, trzy i pół miesiąca przerwy.

Połowa stycznia 2018 – naderwany mięsień dwugłowy, kilka tygodni przerwy.

Końcówka marca 2018 – kontuzja kolana.

Zresztą, sam Bielik zdawał sobie sprawę, że nie miał szczęścia, mówiąc dla Sport.pl w czerwcu tego roku: – Gdyby nie kontuzje, dziś miałbym co najmniej kilka występów w Arsenalu w Premier League.

A dla „Polski” rok temu: – Podczas meczu z Manchesterem City wypadł mi bark i konieczna była operacja. To był stracony rok. Zawodnicy w moim wieku cały czas robią postęp, a z urazem ciężko o progres. Nie miałem się czym obronić, bo moją najmocniejszą bronią nie są wywiady, a dobre występy.

To wciąż młody chłopak, ledwie 22 lat na karku i już niestety doświadczony przez życie. A teraz wydawało się, że jest lepiej, bo Bielik regularnie gra w Derby, a że poziomu Championship nie ma co lekceważyć, to chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć. Krystian przebił się zresztą do pierwszej reprezentacji, trudno powiedzieć, by był pewniakiem na Euro do wyjściowego składu, ale już w eliminacjach potrafił zacząć mecz od początku i to z Austrią, czyli naszym najgroźniejszym wówczas rywalem.

To był jeden z autorskich pomysłów Brzęczka: Bielik odpowiadał za tyły, Krychowiak dostał więcej swobody i uwalniał swój ofensywny potencjał, który odnalazł w Rosji. Jasne, wciąż mamy Góralskiego czy nawet Linettego, który w Seria A pokazuje, że powinien dostać kolejną szansę, ale chcielibyśmy, by ta rywalizacja rozegrała się na treningach, a nie w gabinetach lekarskich.

Gdy poznamy ostateczną diagnozę Bielika, tekst zaktualizujemy. Oby trzeba było zapomnieć o „zerwaniu więzadeł”, ale jak mówimy: jeśli chodzi o zdrowie, wiele do gadania człowiek nie ma.

AKTUALIZACJA: Niestety potwierdził się najgorszy scenariusz. Bielik zerwał więzadła.

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (2)