Valverde wreszcie na bruku, bałagan po nim posprząta Setien
Weszło

Valverde wreszcie na bruku, bałagan po nim posprząta Setien

Trzeba przyznać, że w Barcelonie powiedzenie „nowy rok, nowy ja”, wzięli sobie do serca. Po kolejnej szansie na trofeum, która wyślizgnęła się z rąk w ostatniej chwili, ścięcie głowy Ernesto Valverde było kwestią czasu. Dla 55-latka 13 stycznia okazał się niezwykle pechowy. Klub z Katalonii już oficjalnie potwierdził plotki o tym, że Valverde stracił pracę. Jego następcą został Quique Setien, który wiosną powalczy o… pierwsze trofeum w karierze.

Ta historia musiała się tak skończyć. Ernesto Valverde, człowiek, który dwukrotnie roztrwonił trzy bramki przewagi w fazie pucharowej Ligi Mistrzów, w końcu spadł z rowerka. Wielu kibiców dziwiło się, że w Barcelonie nie pokazano mu drzwi, kiedy z kwitkiem odprawiła go AS Roma. Wielu pytało, co on tu dalej robi, kiedy tę samą historię powtórzył Liverpool. A on przetrwał obydwie burze tylko po to, by wylecieć w swoim stylu.

Będąc o krok od sukcesu, a kończąc z pustymi rękoma.

Gdyby nie fakt, że w Hiszpanii wpadli na pomysł rozgrywania czegoś a’la Final Four o Superpuchar, Valverde być może wciąż byłby na stanowisku. Gdyby nie zawziętość ekipy Cholo Simeone, która nawet 10 minut przed końcem meczu nie zwątpiła w zwycięstwo, może by się jeszcze uratował. Ale wszechświat powiedział już dość. Były trener Athletic Bilbao zamknął pewien krąg, bo pracę w Barcelonie zaczynał od dwóch porażek w El Clasico, którego stawką był Superpuchar Hiszpanii, a teraz został z niej zwolniony po wpadce z Atletico w tych samych rozgrywkach. Do wypełnienia kontraktu zabrakło mu pół roku, jednak w Katalonii stwierdzili, że na taką wyrozumiałość nie zasłużył.

Co po sobie zostawił? Jedni powiedzą, że zgliszcza i że Blaugrana dzięki temu odetchnie. Inni, że w zasadzie cztery puchary do gabloty dołożył, w tym dwa mistrzostwa kraju. Punktował ze średnią 2,23 na mecz, za którą wielu trenerów dałoby się pokroić. Zostawia drużynę na pierwszym miejscu w lidze, w 1/8 finału Ligi Mistrzów i ciężko nie odnieść wrażenia, że zwolniły go demony z przeszłości. Czy włodarze Barcelony naprawdę aż tak przejęli się porażką z Atletico? Czy raczej przypomniało im się, jak obecny trener wypadł z europejskich pucharów i bali się, że czeka ich deja vu w – co by nie mówić – najważniejszych dla nich rozgrywkach?

Dla fanów Barcy nie ma to już chyba większego znaczenia. Oni zwalniali Valverde średnio raz na miesiąc. Lista zarzutów do byłego już szkoleniowca z dnia na dzień stawała się dłuższa. Wreszcie zarząd przystał na prośby, które zalewały social media i kazali mu opróżnić szafkę w szatni.

No dobra, ale dość już o Valverde. Kto zajmie jego miejsce? Misję wstrząśnięcia drużyną otrzymał Quique Setien, który ostatnio pracował z Realem Betis. W pierwszym sezonie zajął szóste miejsce w La Liga, co biorąc pod uwagę fakt, że rok wcześniej Betis walczył o utrzymanie, było wynikiem robiącym wrażenie. Rok później było nieco gorzej – 10. pozycja, ale za to półfinał Pucharu Króla i 1/16 finału Ligi Europy. „Beticos” chwalono za styl, za pokonanie Realu i Barcelony, więc… dlaczego właściwie romans Setiena z klubem z Sevilii się zakończył?

Tomasz Ćwiąkała, eksperta od ligi hiszpańskiej, wprost wskazywał wady doświadczonego szkoleniowca. – Gdyby nie fakt, że drużyny po jakimś czasie zaczynają mu się rozłazić i że nie posiada planu B, można byłoby powiedzieć, że to świetny trener – pisał tuż po tym, jak Setien ogłosił rozstanie z klubem po sezonie.

Komentator Canal+ zaznaczył wtedy, że Quique zapewne szybko znajdzie pracę. Nie znalazł, a z Barceloną łączony był już latem. Ostatecznie, po półrocznym leżakowaniu, te przewidywania się potwierdziły. Ironią losu jest jednak fakt, że szkoleniowiec, który według Ćwiąkały nie miał planu rezerwowego… przychodzi do klubu w roli strażaka. I to nie pierwszego wyboru, jeśli wierzyć plotkom o zaawansowanych rozmowach z Xavim.

Setien dostał jednak duży kredyt zaufania, bo podpisano z nim nie półroczny – jak pierwotnie informowały hiszpańskie media – a 2,5-letni kontrakt. Długi, jak na szkoleniowca, który dotychczas nie musiał nawet myśleć o odkurzaniu gabloty z trofeami, bo ta nie była mu jeszcze potrzebna. Setien w swojej karierze nie wygrał jeszcze nic, więc Barcelona sporo ryzykuje, skoro zatrudnia go m.in. po to, by uratować kolejny sezon w pucharach. Z drugiej strony, jeśli chodzi o podejście do piłki, mało który (żaden?) trener pasowałby teraz do Blaugrany bardziej niż on.

Fot. newspix.pl

KOMENTARZE (14)