Tenis ekstremalny. Australian Open co roku straszy upałami
Inne sporty

Tenis ekstremalny. Australian Open co roku straszy upałami

Co roku trafia się choć jeden dzień upałów, które wyniszczają nawet widzów, a co dopiero mówić o grających w pełnym słońcu tenisistach i tenisistkach. Co roku też dyskutuje się o tym, jak sobie z tym poradzić. Kolejne kroki podejmowane przez organizatorów zmniejszają problem, ale go nie rozwiązują. Australian Open jest po prostu niebezpieczne dla zdrowia zawodników. Czy da się to zmienić?

Nie złapiesz oddechu

W tym roku sytuacja stała się jeszcze poważniejsza. Przez szalejące w Australii pożary w dużej części kraju niebo zasnuły dym i popiół. W Melbourne – oddalonym od ognia o 500 kilometrów – wskaźnik poziomu jakości powietrza pokazywał w pewnym momencie 213. Powyżej 200 wszelka aktywność na zewnątrz jest nie tylko niewskazana, ale niebezpieczna. Zanieczyszczenia z palących się lasów atakują drogi oddechowe. Grać w tym przez trzy, cztery czy nawet pięć godzin? Wydaje się niewyobrażalne.

Piszemy o Melbourne, bo to tam co roku odbywa się Australian Open. Ale w innych rejonach kraju było nawet gorzej. Turniej Canberra International w ostatniej chwili przeniesiono z tego miasta – które, swoją drogą, było wówczas najbardziej zanieczyszczoną stolicą świata – do Bendigo, leżącego 400 mil na południowy-wschód od kortów, na których impreza miała się odbyć. Liam Broady, brytyjski tenisista, który przybył do Canberry, opisywał potem, że zastał tam puste ulice i słońce ledwo przebijające się przez ciemną chmurę powstałą przez pożary.

Zanieczyszczenie zwiększa ryzyko wystąpienia problemów z oddychaniem, oczami, zaburzeń sercowo-naczyniowych czy psychicznych – mówił portalowi afp.com profesor Yuming Guo z Monash University w Melbourne. I dotyczy to wszystkich, nie tylko tenisistów. Ale oni narażeni są jeszcze bardziej. Nic dziwnego, że pojawiły się nawet głosy, by Australian Open odwołać.

Jeśli będzie tak, jak podczas moich treningów tutaj, nie sądzę, żeby były to bezpieczne warunki na przestrzeni dwóch czy trzech tygodni. Można tak grać, ale kto wie, na jakie wystawiasz się zagrożenie i jakie stwarzasz sam sobie problemy? To nie może być dobre. Nigdy nie stało się nic podobnego do odwołania turnieju wielkoszlemowego. Więc to będzie trudna decyzja – mówił Denis Kudla, amerykański tenisista. Argumenty miał mocne. W rozegranym w tamtym czasie meczu piłkarskim pomiędzy Melbourne City a Western United piłkarze ledwo byli w stanie oddychać. A tenisiści często biegają po korcie znacznie dłużej. Głos Kudli to jednak nic. Nie ma na tyle nośnego nazwiska. Co innego Novak Djoković, przewodniczący rady zawodników i jeden z najlepszych tenisistów świata. A do tego obrońca tytułu.

Jeśli warunki będą miały wpływ na zdrowie zawodników, uważam, że powinniśmy zastanowić się nad przełożeniem turnieju. Oczywiście, organizatorzy będą się starali niczego nie przenosić, ale przez wzgląd na nasze zdrowie, powinniśmy to rozważyć. Będzie to trudne ze względu na kalendarz sezonu, ale zdrowie jest ważne i dla mnie, i dla wszystkich pozostałych zawodników – mówił.

O złych warunkach wspominali też Polacy. Katarzyna Kawa opowiadała sport.pl, że w mieście oddycha się po prostu ciężko, po wyjściu na zewnątrz szybko pojawia się ból głowy, bo zanieczyszczenie jest naprawdę duże. O ile wielu zawodników na zmierzenie się z tym ma jeszcze tydzień – turniej rozpoczyna się 20 stycznia – o tyle kwalifikacje, w których Kawa bierze udział, startują już we wtorek. Polka dodała jednak, że sporo zależy od wiatru. Jeśli ten zmieni kierunek, być może da się grać całkiem normalnie.

W Australii swoje mecze zagrali już – ale w Sydney – Kamil Majchrzak i Hubert Hurkacz. Obaj mówili, że nie było lekko, choć warunki były lepsze niż w wielu innych miejscach kraju. Przyznawali też, podobnie jak zawodnicy z innych krajów, że organizatorzy faktycznie zadbali o ich bezpieczeństwo.  – To bardzo ciężka sytuacja. Ludzie starają się robić, co mogą, aby te pożary zostały ugaszone. Robią wszystko, ale ten żywioł jest naprawdę potężny. Tutaj na szczęście nie jest tak źle, ponieważ jesteśmy przy morzu. Tutaj problemy z oddychaniem nie są aż tak odczuwalne, jak w rejonach bliższych pożarom – mówił Polsatowi News Hurkacz.

ATP Cup udało się ostatecznie rozegrać, zresztą w kilku różnych miastach. Turniej okazał się sporym sukcesem. Pozostaje wierzyć, że podobnie będzie z Australian Open. Tym bardziej, że organizatorzy są do całej sprawy nastawieni pozytywnie. Craig Tiley, dyrektor turnieju, zapewnia wszystkich, że imprezę uda się przeprowadzić, bo z organizatorami współpracuje sztab ekspertów od pogody, zanieczyszczenia powietrza i dziesiątek innych spraw, na które mają wzgląd. I przewidywania tej całej rzeszy osób są zgodne w kwestii tego, że zawodnicy powinni być w stanie grać w tenisa bez zagrożenia dla ich zdrowia. A w przypadku gdyby takie istniało, zadaszone są trzy główne areny, a do tego jest kilka – zwykle używanych do treningów – kortów w hali. Gdyby jednak grano na zewnątrz, a zanieczyszczenie przekroczyło normy, sędziowie będą mogli przerywać spotkania.

Z informacji, które otrzymujemy, wyciągamy pozytywne wnioski. Prognozy są dobre, nie przewidujemy opóźnień. Prawdopodobieństwo ich wystąpienia przez dym oceniamy podobnie jak tych, które są wywołane opadami czy upałami. Przez cały turniej będziemy ściśle współpracować z ekspertami od meteorologii i medycyny oraz monitorować jakość powietrza. Chcemy zapewnić bezpieczeństwo kibicom, zawodnikom i samemu personelowi turnieju – mówił Tiley.

Zastanówmy się jednak przez chwilę: czy gdyby jakość powietrza była naprawdę fatalna, turniej mógłby zostać przełożony w ostatniej chwili? Odpowiada Adam Romer, redaktor naczelny magazynu „Tenisklub”. – Myślę, że turniej będzie się odbywał. Wszystko będzie wtedy zależało od umiejętności organizatorów – ustawiania terminarza czy wykorzystania tych trzech zadaszonych kortów. Pamiętajmy, że przy tego typu kompleksach i turniejach jest zawsze jakaś rezerwa. Zawodnicy grają przecież planowo co drugi dzień. Może się zdarzyć tak – i tu przykładem jest Wimbledon, gdzie często pada, a dopiero trzy razy w historii zdarzyło się, że trzeba było grać w środkową niedzielę, która zwykle jest wolna – że wypadnie nawet cały dzień, ale organizatorzy dadzą radę jakoś to poukładać.

Ekstremalnie… jak co roku

Jasne, aktualna sytuacja jest w pewnym sensie wyjątkowa. Ale nie do końca. Nie cofajmy się daleko, zajrzymy do stycznia 2019 roku. W trakcie trwania poprzedniej edycji Australian Open, media na całym świecie informowały o rekordowych upałach w Australii, przekraczających nawet 46 stopni Celsjusza. W Melbourne ze względu na ryzyko przeciążenia sieci okresowo wyłączano prąd. Fani, przyjeżdżający na turniej, mieli do dyspozycji kurtyny wodne. Na korcie głównym zamykano dach. A to i tak nie były rekordy – w innych częściach kraju temperatury dobijały momentami do 47 stopni.

Szalały też, co oczywiste, pożary. Nie były tak rozległe jak w tym roku, ale spowodowały je właśnie upały. Gdziekolwiek w Australii by się nie było, nie dało się chodzić bez kremu z filtrem, czapki, a nawet parasolek, choć na ziemię nie spadała ani kropla deszczu. – Czy Australian Open staje się bardziej ekstremalne? Wydaje mi się, że nie. Gdyby popatrzeć na ostatnie 10 czy 15 lat, to pewnie można by zauważyć, że te upały były tam zawsze. Nie mam wrażenia, żeby w XXI wieku coś się w tej kwestii zmieniło. Tam zawsze grano w środku australijskiego lata i zawsze te temperatury były ekstremalne – mówi Adam Romer.

Problem jest jednak problemem i, jak powiedziano, powraca co roku. A temperatury rosną. Poprzednie lato było rekordowe, a to w niczym mu nie ustępuje. Temperatury powyżej 40 stopni – choć zwykle w trakcie turnieju trwają jeden, może dwa dni, są zagrożeniem dla zdrowia. Te w okolicach 35 – a takich dni jest już więcej – również mogą się takim stać. Wszystko zależy od wysiłku i odporności organizmu. W zeszłym roku na korcie zasłabła Andrea Petkovic, po czym wycofała się z turnieju (choć mówiła, że tydzień wcześniej chorowała i to miało wpływ). Omdlenia zdarzają się rokrocznie. Czasem są to chłopcy czy dziewczynki od podawania piłek, czasem widzowie, a czasem właśnie zawodnicy, którzy przecież doskonale znają warunki i się do nich przygotowują.

Choć pewnie wszyscy najlepiej pamiętają sceny z wręczenia trofeum z 2012 roku, gdy – po niemal sześciogodzinnym meczu – Rafa Nadal i Novak Djoković wyglądali, jakby ledwo przeżyli mecz (czemu się zresztą nie dziwimy), to najbardziej ekstremalną z edycji była bez wątpienia ta z 2014 roku. Upały towarzyszyły wówczas niemal całemu turniejowi. Zdarzały się udary, omdleń było rekordowo dużo. Pojawiły się słowa o tym, że gra w takich warunkach jest „nieludzka i nie fair dla każdego: fanów, zawodników, a nawet całego sportu”. Peng Shuai z Chin wymiotowała na korcie, chłopiec od podawania piłek wymagał opieki medycznej, podobnie jak niemal tysiąc fanów, a Caroline Woźniacki donosiła, że postawiona na korcie butelka wody… zaczęła się topić. Podobnie jak buty wielu zawodników. Chodziliście kiedyś w środku lata po gorącym asfalcie? To teraz pomyślcie sobie, że to coś kilka razy gorszego.

Andre Agassi grę na Australian Open porównywał do „wielkiej suszarni”. Jim Courier, który po jednym ze swoich triumfów wykąpał się w pobliskiej rzece, też wiele razy opowiadał o upałach, ale… kiedy po raz pierwszy pojawiła się opcja zamknięcia dachu, groził zbojkotowaniem meczu. Bo wiedział, że jest do takich warunków przygotowany doskonale i chciał w nich grać. A jeszcze kilka lat wcześniej było z tym dużo lepiej – turniej rozgrywano wówczas po prostu w innym miejscu. Potem przeniesiono go do Melbourne Park i zaczęła się walka z upałem tak wielkim, że potrafił nawet wywoływać u zawodników halucynacje.

Kiedy wyszedłem, by poodbijać piłkę przed swoim meczem, warunki były naprawdę trudne. Każdy by się męczył. Trzeba być bardzo ostrożnym, zdarzały się już przypadki ataków serca w innych sportach. W tenisie, gdy naprawdę docierasz do swych limitów, nie chcesz widzieć czegoś takiego – mówił Andy Murray w 2014 roku. Z kolei kilka lat później Novak Djoković po meczu z Gaelem Monfilsem dodawał, że „istnieje różnica pomiędzy byciem przygotowanym do meczu i jego rozgrywaniem, a zagrożeniem zdrowia”. Roger Federer twierdził za to, że to głównie kwestia mentalna i wszystko zależy od odpowiedniego przygotowania. Ale Szwajcar stoi tu raczej w opozycji do doświadczeń reszty zawodników i zawodniczek.

Inne pytanie, jakie trzeba sobie zadać, brzmi więc: a może przenieść turniej w kalendarzu na stałe? Choćby na luty, wtedy, mimo że wciąż będzie trwać australijskie lato, powinno być już o kilka stopni chłodniej. – Myślę, że się nie da. Ponad czterdzieści lat temu przesunięto ten termin z grudnia na styczeń, ale właśnie dlatego, że dopasowywano go do kalendarza. Dziś ten kalendarz jest tak wypełniony i stoją za tym tak wielkie pieniądze, że realnie nie jest możliwe przesunięcie turnieju w znaczący sposób. Ewentualnie mogę sobie wyobrazić, próbę przesunięcia go o tydzień, lekko opóźniając jego start. Ale nie wiem, czy to przyniosłoby jakikolwiek efekt. Tu nasuwa się skojarzenie z tym, że dało się przesunąć – właśnie o tydzień – Wimbledon. Tam chodziło jednak o to, by był większy odstęp między turniejami wielkoszlemowymi na ziemi i trawie. Trzy tygodnie zamiast dwóch. Potem okazało się, że przy okazji poprawiła się pogoda. Ale tego nikt pierwotnie nie rozpatrywał – mówi Romer.

Organizatorzy walczą

Jednego organizatorom turnieju odmówić nie można: że nie próbują pomóc zawodnikom. Sęk w tym, że nie zawsze im to wychodzi. Choćby w zeszłym roku potężnie skrytykowano ich, gdy w czasie półfinałowego meczu kobiet nie zasunęli dachu (a wręcz otworzyli go tuż przed meczem!) na korcie Roda Lavera, choć wszyscy wiedzieli, jakie warunki czekają na Petrę Kvitovą i Danielle Collins. Ba, niektórzy sugerowali nawet, by spotkanie opóźnić. Tu jednak do gry wkraczają siły wyższe.

– Podejrzewam, że, szczególnie w końcowych fazach turnieju, nie tyle nie zwraca się w takich sytuacjach uwagę na prognozy pogody, a jest się ograniczonym ze względu na sztywne ramy narzucane przez telewizję. Tu w grę wchodził raczej ten element i uznano, że przesunięcie tego meczu o kilka godzin, spowoduje kłopot z transmisją telewizyjną. A wiadomo doskonale, że tenis żyje z pieniędzy otrzymywanych za te transmisje – twierdzi Romer.

Zresztą jeszcze przed spotkaniem pań zawieszono mecze na innych kortach. Temperatura powietrza była bowiem tak wysoka, że przekroczyła piąty poziom na skali, wprowadzonej dla pomocy zawodnikom w czasie Australian Open. To najwyższy z możliwych, właśnie wtedy przerywa się spotkania. Na kortach zamykanych po to, by zasunąć dach. Na innych, czekając aż pogoda się zmieni. Po raz pierwszy taką skalę wprowadzono dopiero w 1998 roku. „Dopiero”, bo przecież tak poważne problemy z upałami rozpoczęły się dekadę wcześniej.

Nie była ona jednak doskonała, po drodze wielokrotnie ją zmieniano i ulepszano. Po raz ostatni – przed ubiegłoroczną edycją. To wtedy wprowadzono pięciostopniowy podział, który bada kilka czynników – nie tylko samą temperaturę powietrza, ale też prędkość wiatru, promieniowanie cieplne i wilgotność. Przy każdym poziomie dba się o inny aspekt: od odpowiedniego nawodnienia, przez schładzanie zawodników ręcznikami z lodem czy wydłużone przerwy (a wręcz wprowadzenie dodatkowej, dziesięciominutowej, po drugim lub trzecim secie meczu), aż po wspomniane przerwanie meczu.

Zdrowie zawodników jest naszym najwyższym priorytetem. Wprowadziliśmy skalę po miesiącach badań i jej testowania. Jest dostosowana do warunków, z jakimi mierzymy się w trakcie turnieju i czerpie z ostatnich badań medycznych na temat tego, jak gorąco wpływa na ludzki organizm. Skala bierze też pod uwagę różnice pomiędzy dorosłymi tenisistami, zawodnikami grającymi na wózkach i juniorami – tłumaczyli organizatorzy.

Na razie skala działała nieźle. Jeśli jednak temperatury znów będą bić rekordy, kto wie, czy nie trzeba będzie pomyśleć o innym lub dodatkowym rozwiązaniu. Ci najśmielsi proponują – wzorem trzech głównych i czwartego, który dach ma dostać za niedługo – zadaszenie wszystkich kortów. To potrwałoby jednak lata i pochłonęło dziesiątki milionów dolarów. Ale, kto wie, jeśli będzie problem z odpowiednim przeprowadzeniem imprezy, być może to właśnie ten pomysł wyniesiony zostanie na nagłówki gazet. Jednego może być pewnie: dyskutować o australijskim upale będzie się zawzięcie.

– Dyskusje? Będą na pewno. Podobnie jak upały – zawsze są i one, i dyskusje. A zmienia się niewiele. Tegoroczna sytuacja jest trochę ekstremalna, bo na pewno jest dużo gorzej, niż gdyby to był sam upał. Z drugiej strony jednak idą za tym zbyt wielkie pieniądze i machina organizacyjna, żeby tylko i wyłącznie z powodu pożaru – mimo tego, że jest on gigantyczną katastrofą naturalną – coś tu zmienić. Oni po prostu muszą sobie radzić z takimi rzeczami. I pewnie sobie poradzą. Może trzeba będzie odwołać jakieś mecze. Może trzeba będzie grać tylko pod dachem i jak najwięcej spotkań odbędzie się na tych zamkniętych stadionach. Ale na pewno sobie poradzą – mówi Romer.

Serwuj dla Australii

Na tegorocznym turnieju zawodnicy będą jednak walczyć z upałami nie tylko dla siebie, ale i dla Australii. Od zapoczątkowanej przez Nicka Kyrgiosa spontanicznej akcji, gdy ogłosił, że za każdego asa zaserwowanego w trakcie trwania australijskiego lata, przekaże 200 dolarów na walkę ze skutkami pożarów, rozpoczęła się wielka zbiórka środków na ten cel. W ten sam co Nick sposób dołączyli do niej inni tenisiści i tenisistki, w tym m.in. Magda Linette czy Hubert Hurkacz. Maria Szarapowa i Novak Djoković dorzucili po 25000 dolarów. Rosjanka w jednym z hoteli zostawiła też podpisane pary butów, do kupienia za 300 dolców. Zysk miał trafić na ten sam cel.

– Po raz pierwszy zdałam sobie sprawę ze skali dramatu w listopadzie, kiedy leciałam do domu. Dostrzegłam kłęby dymu i ogień. To mną wstrząsnęło. W Australii dzieją się teraz dużo ważniejsze rzeczy niż tenis i to nimi musimy się zająć – mówiła z kolei Ashleigh Barty, liderka rankingu WTA, która obiecała przekazać całą nagrodę zdobytą w turnieju w Brisbane na walkę z żywiołem. A Nick Kyrgios, w jednym z pomeczowych wywiadów, po prostu rozpłakał się na korcie, gdy zaczął opowiadać o tym, co dzieje się w jego ojczyźnie.

Przekazanie środków od każdego asa (i dodatkowego miliona dolarów) obiecali też organizatorzy ATP Cup, Australian Open i innych, mniejszych turniejów. Przed drugą z tych imprez zorganizowany zostanie też dzień pokazowych meczów gwiazd pod hasłem „AO Rally for Relief”, w trakcie których również zbierane będą środki. – Kryzys związany z pożarem buszu jest niszczycielski dla ludzi oraz ich domów i gospodarstw, a także zwierząt w całym kraju. Nasze serca zwracamy ku poszkodowanym. Czuliśmy, że powinniśmy wykorzystać wszystkie imprezy organizowane przez nas tego lata, by pomóc tym ludziom odbudować swoje życie. Odpowiedź ze środowiska tenisowego była wspaniała. Zawodnicy z czołówki, w tym wielu triumfatorów turniejów wielkoszlemowych, pomoże nam, biorąc udział w naszym projekcie – mówił Craig Tiley.

Z kolei do akcji zapoczątkowanej przez Kyrgiosa dołączyli również krykieciści, golfiści, piłkarze i przedstawiciele innych dyscyplin. Wspomagać Australię zaczął cały sportowy świat. Ale nie tylko on. W kilku miejscach zorganizowane zostały (i zostaną kolejne) inne wydarzenia, między innymi muzyczne. Jedno z nich będzie miało miejsce w trakcie zbliżającego się turnieju. – Australian Open zawsze było znane jako radosny szlem – mówiła Laura Robson, brytyjska tenisistka urodzona w Melbourne. – Każdy przyjeżdża do tego kraju tuż po Świętach i celebruje tam Nowy Rok. Poznaje się wszystkich ludzi z obsługi poszczególnych imprez, tworzy się pewna więź z turniejami. Sama by pomóc, adoptowałam przez Internet 27 koali. Ale nie trzeba ograniczać się tylko do nich. Można to zrobić też z kangurami, oposami czy wombatami. Tak wiele zwierząt potrzebuje pomocy.  

Pomocy potrzebują też ludzie. W pożarach wielu straciło domy, ponad 20 osób zginęło. Nie wiadomo, co stanie się w trakcie Australian Open. Jeśli warunki będą ekstremalne, mogą zagrażać zdrowiu, a nawet życiu. Nie tylko tenisistów, ale też widzów, sędziów czy obsługi turnieju. Teoretycznie niewiele da się z tym zrobić. Pozostaje żyć nadzieją, że organizatorom uda się przeprowadzić wszystkich przez ten turniej najlepiej, jak tylko się da.

Tak, byśmy na koniec mogli czytać o wielkich sukcesach najlepszych sportowców, a nie o dymie, omdleniach czy kontrowersjach związanych z upałami. Czas pokaże, na ile to możliwe.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

KOMENTARZE (1)